Kolor owcarkowy

Biere se Tygodnik Powsechny, przeglądom pierwsom strone, potem drugom, a potem trzeciom, cwortom, piątom, sóstom, siódmom, ósmom, dziewiątom … i co na tej dziewiątej widze? Artykuł poni Joanny Olech o Teletubisiak. Nie, nie o torebce jednego z nik, tylko tak ogólnie o Teletubisiak. No to cytom:

„Teletubisie to cztery misiowate ufoludki o aksamitnych pyszczkach. Dwaj chłopcy (Twinky-Winky, Dipsy) i dwie dziewczynki (Laa-laa, Po) o pastelowym futerku w kolorach lawendowym, limonkowym, żółtym i cyklamenowym.”*


O, krucafuks! Jeśli poni Olech fciała juz w pierwsym zdaniu wstrząsnąć cytelnikiem, to cel osiągła przynajmniej w jednym wypadku – moim Bo bo jeśli idzie o kolory Teletubisiów, to jo ino z tym zółtym jestem w stanie sie zgodzić. Ale pozostałe? Lawendowy? Limonkowy? Cyklinowy … eee … cyklopowy … tfu! … cyklamenowy? Co to za kolory! Jakiesi z piekła rodem! Abo z inksej planety, jako te całe Teletubisie! Juz sie zastanawiołek, cy nie wysłać do poni Olech jakiego listu, coby wytłumacyć jej, ze słowa „lawenda”, „limonka” i „cyklamen” nadajom sie do nazw roślinek, nie kolorów, kie przybocyło mi sie, co kiesik pedziała mojo gaździna: ze godać ze ślepym o kolorak cy godać o nik z chłopem to prawie to samo. A co by nie godać – jo tyz chłop. Owcarek, ale chłop.
Cemu mojo gaździna pedziała to, co pedziała? No, poźrejcie se na przykład na niebo. Jaki ono mo kolor? Baba – w zalezności od pory dnia i pogody – moze pedzieć, ze błękitny, ze lazurowy, ze granatowy, ze atramentowy … A chłop? Chłop dlo tyk syćkik kolorów mo jedno słowo: niebieski. Abo inksy przykład: idzie se ceper z ceperkom przez góralskom wieś. Trafiajom na obejście ze świezo malowanym płotem, powiedzmy w pewnym odcieniu zieleni. Ceperka od rozu powie, jaki to odcień: abo seledynowy, abo smaragdowy, abo malachitowy, abo kiwi … A ceper? Dlo cepra płot bedzie po prostu zielony i ślus.
Tak to juz jest. Ka baba uwidzi kolor karmazynowy, rubinowy, ceglasty abo bordowy, tam chłop uwidzi ino cyrwony. Ka baba uwidzi kolor bezowy, brunatny, abo mahoniowy, to dlo chłopa to syćko bedzie w jednym kolorze – brązowym. Jeśli fcecie, coby chłop i baba byli ze sobom zgodni w sprawie kolorów, zamknijcie ik w ciemni fotograficnej. Wte wreście zgodnie bedom godali, ze syćko jest corne.
To, ze jo w jednym, zółtym kolorze zgodziłek sie z poniom Olech, to sie trafiło jako wygrano na loterii. Bo na ten zółty kolor tyz chłop i baba róznie pozirajom. Boce jak roz mój baca wrócił z Nowego Targu i zawołoł ku gaździnie:
– Matka! Widziołek w mieście takom fajnom zółtom bluzke. Pewnie by ci sie spodobała.
– Zółtom? – zaciekawiła sie gaździna. – A w jakim odcieniu zółci?
– No, jak to w jakim? – zdziwił sie baca. – W zółtym! A w jakim inksym zółć mogłaby być?
– Ty pytos, ojciec, w jakim? – teroz z kolei gaździna sie zdziwiła. – Przecie moze być odcień kanarkowy, cytrynowy, bananowy, płowy, miodowy, burstynowy, złoty …
Baca zrobił mine, jakby właśnie zacynała go głowa boleć.
– Wies, co matka? – przerwoł gaździnie. – Tak sie złozyło, ze akurat kie pozirołek na te bluzke, zrobiła sie w sklepie awaria prądu. No i za ciemno było, cobyk dokładnie ten kolor mógł uwidzieć. Najlepiej bedzie, jak se sama pojedzies do miasta i te bluzke oglądnies.
Baca pedzioł gaździnie, we ftórym sklepie tej bluzki trza sukać i jak ona mniej więcej wyglądo. No i następnego dnia gaździna pojechała do Nowego Targu. Kie wróciła i kie baca otworzył jej drzwi, od rozu wyciągła z torby swój najnowsy zakup.
– To ta bluzka? – spytała.
– Właśnie ta – pedzioł baca. – I widzis, matka? Jest zółto! Tak jak godołek!
Gaździna, kie to usłysała, przyblizyła bacy bluzke do samiućkiego nosa.
– Poziroj, ojciec! – pedziała. – Poziroj! To jest zółte? To mo być zółty kolor?
– No pewnie ze zółty – pedzioł baca wzrusając ramionami. – A według ciebie, matka, jaki?
– Kremowy, ślepoku! – zawołała gaździna, a potem nie zwracając juz na bace uwagi wesła do chałupy i posła do lustra, coby sprawdzić dokładnie, jak ta bluzka na niej lezy.
Baca zaś przez jakiś cas stoł jesce w progu, drapoł sie po głowie i mrucoł ku sobie:
-Myślołek, ze kremowe to moze być ciastko, nie bluzka. A, niekze ta ..
No i baca pozostoł przekonany, ze on mo racje, a gaździna, ze – ona mo racje.
A teroz, kie jo se tak rozmyślom o tyk kolorak, nachodzi mnie jedno pytanie. Z mojego owcarkowego punktu widzenia jest to pytanie barzo wozne: jakiego koloru właściwie jestem jo? To znacy co odpowiedzom chłopy, to wiem – ze biołego (no chyba ze ftóryś mnie zaskocy i powie inacej – prose bardzo). Ale co powiedzom dziewcyny? Jaki według dziewcyn jest mój kolor? Barzo fciołbyk wiedzieć. No bo – krucafuks – nie znać własnego koloru to chyba kapecke głupio. Hau!

P.S. I oto zawitoł ku nosej budzie nowy gość – Pikwicek! Zbiezność z hyrnom ksiązkom pona Dikensa absolutnie nieprzypadkowo! Powitać Pikwicka! 🙂

* J. Olech, Tulimy Teletubisie, „Tygodnik Powszechny” 2007, nr 23, s. 9.