Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego

14.03.2013
czwartek

Jak dokarmiać zywine?

14 marca 2013, czwartek,

Jest taki dwumiesięcnik „Sielskie Życie”. Przejrzołek pierwsy numer z tego roku i powiem wom, ze całkiem piknie mi sie on widzi. Som tamok artykuły o róznyk ciekawostkak przyrodnicyk, o ludziak zyjącyk z dala od miejskiego zgiełku i o jedzeniu, cyli o cymsi dlo Łasuchów od Pona Pietra. Z tym, ze nie ino o ludzkim jedzeniu pismo to gwarzy, ale tyz… o ptasim. Bajako. Dajom nawet gorzć porad praktycnyk, jak cłowiek powinien dokarmiać fruwającom zywine.

I pisom między inksymi to:

Dokarmianie – i to tylko zimowe – powinno stanowić wyłącznie uzupełnienie pokarmu, który [ptaki] same zdobywają. Dostarczanie pożywienia przez cały rok może przynieść więcej szkód niż pożytku. Część ptaków w takiej sytuacji rezygnuje nawet zupełnie z wędrówek do cieplejszych regionów, bo przyzwyczajają się do stałej obfitości pokarmu. Jeśli ludzie zaprzestaną dokarmiania ich, grozi im śmierć. Kto decyduje się na założenie ptasiej stołówki, powinien więc wysypywać karmę regularnie. Po pewnym czasie bowiem ptaki kodują w swojej pamięci informację „tutaj zawsze jest jedzenie” i jeśli karmnik jest akurat pusty, cierpliwie czekają na jego napełnienie, zamiast szukać pokarmu gdzie indziej. A to w warunkach zimowych może okazać się dla nich zgubne.*

Cóz, zima za niedługo powinna sie skońcyć. Jo wiem, ze w tym roku jakosi skońcyć sie nie fce, ale – krucafuks – kiesik przecie musi!!! Ba wiadomo ze potem minie wiosna, lato, jesień i – nastonie kolejno zima. A potem jesce kolejno. Więc na przysłość podstawowo wiedza o tym, jak karmić róznyk blizsyk i dalsyk krewnyk Maryny Krywaniec, moze sie piknie przydawać. Bajako.

O tym, ze cłowiek nie powinien dokarmiać ptoków wte, kie na polu nimo juz śniegu, słysołek tyz roz w telewizji. Dokładnie to gwarzono tamok o kackak krzyzówkak, ftóre piknie zamieskujom stawy w miejskik parkak. No i w programie tym jeden pon ornitolog godoł, ze karmienie kacek zimom to pikno rzec, ale latem – one same powinny sukać se jedzenia. Bo jeśli naucom sie jeść ino to, co dostanom od ludzi, to w głowak im sie pokiełbasi i zupełnie zabocom, jak zdobywać pikne przysmaki na własnom ręke. Cy moze racej – na własne skrzidełko. Haj.

Z dziko zyjącom zywinom leśnom jest podobnie. W tym oto artykule mozno przecytać, ze zbyt gorliwe dokarmianie może przysporzyć zwierzynie więcej problemów niż pożytku. – Dokarmianie powinno być jedynie częściową pomocą dla zwierząt w trudnych warunkach atmosferycznych, zwierzę nie może jednak zatracić instynktu samodzielnego zdobywania naturalnego pożywienia ani naturalnego lęku przed człowiekiem – powiedział specjalista ds. tatrzańskiej fauny, Filip Zięba z TPN.

Tak więc sami widzicie, ostomili, ze jeśli ryktujecie jakomsi oferte kulinarnom dlo zwierzoków, to musicie barzo uwazać, coby niefcąco nie wyświadcyć im niedźwiedziej przysługi. Pamiętojcie:

– jeśli na was balkon abo parapet przylatujom jakiesi maluśkie ptoski w posukiwaniu smakowityk ziorenek – tyk śwarnyk skrzydlatyk gości nalezy dokarmiać z umiarem;

– jeśli w wasyk okolicak nojduje sie staw, po ftórym pikne kacki abo inkse łabędzie se pływajom – nalezy je dokarmiać z umiarem;

– jeśli mocie dom kasi pod lasem, we ftórym mozno spotkać sarenki cy łanie – tyz nalezy je dokarmiać z umiarem;

– jeśli na jakiejsi górskiej holi natkniecie sie na owcarki podhalańskie… Aaa! To wte trza dokarmiać, kielo ino sie do! Piknie dokarmiać! A takimi bździnami jak umiar nie przejmować sie ani kapecke! Hau!

P.S. A w te niedziele poświętujemy se piknie. Z okazji Zbyseckowyk imienin i Jędrzejeckowyk urodzin. Zdrowie Zbysecka i Jędrzejecka! 😀

* A. Ferdek, Ptasia szkoła przetrwania, „Sielskie Życie” 2013, nr 1, s. 74.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 63

Dodaj komentarz »
  1. Tak samo jest z kotami. Nie należy wystawiać im miseczek z mleczkiem i katfudem, bo się łapserdaki rozleniwią i przestaną łowić myszy. Zamiast tego należy takiego nieroba pogonić celnie rzuconym kapciem!

  2. ,,jeśli na was balkon abo parapet przylatujom jakiesi maluśkie ptoski w posukiwaniu smakowityk ziorenek ? tyk śwarnyk skrzydlatyk gości nalezy dokarmiać z umiarem;

    Ja do tej pory dokarmiałam ale sama , teraz po Twoim wpisie Owczarku rozejrzę się za jakimś umiarem:-))

  3. W mojej okolicy coraz mniej ptaszków – sroki je skutecznie przegoniły. 🙁
    Co do łabędzi, to słyszałam kiedyś, że nie należy karmić ich chlebem, bo to powoduje bezpłodność u tych pięknych ptaków. Nie mam pojęcia, czy to prawda.

    TesTeq – dobrze, że moja Kicia śpi i nie przeczytała Twojego komentarza. 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Łabędzie to groźne szkodniki. Widziałem, jak kiedyś atakowały bezbronnego kajakarza. Od dziś będę w nie rzucał całymi bochenkami chleba! A masz! A masz!

  6. Siweta prawda Owcarku z tym dokarmianiem!!! Moj tata byl niepoprawnym dokarmiaczem i tak rozbestwil te ptasia zywine,ze skonczylo sie skarga sasiadow,ze im parapety (ze sie wyraze),ptaszyny paskudza 🙁
    Udalo sie ten proceder skrocic,ptaszki poszly sobie preczki,z jednym wyjatkiem,wielkiej mewy,ktora ani mysli z dokarmiania rezygnowac.
    Jest to prawdziwa terrorystka,bo jak mama spozni sie z miska jadla, bestia atakuje szybe,walac w nia siarczyscie swym grubym dziobem!!!!Przezwalam ja Gruba Berta i wyglada na to, ze skazani jestesmy na nia do smierci 😉 Ale niech tam,niczego jej nie odmawiamy.Skoro powiedzialo sie A trzeba powiedziec B itddddddd 😉

    Sama dokarmiam spiewajaca zwiezyne,ale tylko zima.Jak zniknie snieg ptaszyny same musza zabrac sie do roboty!!!

    Hej.

  7. Swoja droga w „Polityce”,tyz jest pikny felieton pani Agnieszki Sowy o aresztantach,co to moga sie zywina zajac. Bardzo piekna idea,zreszta tez znana juz od lat w innych krajach.
    Przynoszaca bardzo dobre wyniki w resocjalizacji wiezniow.
    I jak jeden z wiezniow powiedzial,psy nie maja pojecia,kto sie nimi zajmuje.Obdarzaja kazdego swoja miloscia,chociaz same czesto byly katowane i bite,to ponownie probuja ludziom zaufac!

  8. Ej, to naprawdę lepiej być takim dokarmianym ptakiem, którego przegania TesTeq bochenkiem chleba, lub kotem, w którego rzuca się kapciem (nie wiem, czy TesTeq później po niego idzie)) niż głodnym, brudnym bezdomnym, którego wszyscy omijają z daleka, szerokim łukiem, by czasami nie zaczepił nas i poprosił o złotówkę na bułkę ((

  9. TesTeq a skąd u Ciebie ta mysz? A czy to aby nie była biała myszka?:-)
    A ty ją kapciem.

  10. @Wawrzek: Jeśli ktoś Cię prosi o złotówkę na bułkę, daj mu bułkę – nigdy złotówkę, żeby nie kupił bułki w płynie.

    @ulotna_wiecznosc: Kiedyś w moim domu mieszkały myszy, ale potem zacząłem grać w zespole na gitarze elektrycznej i myszy się wyprowadziły. Rodzice na szczęście wytrzymali, bo byli wrażliwi na piękne dźwięki, które tworzyłem sam i z kolegami. 😀

  11. TesTeq’u,

    Mylisz się. Mój kot mimo, że lubił sobie dobrze podjeść w domu, namiętnie polował na myszy i na inną drobną zwierzynę również, jemu nic a nic nie przeszkadzał pełny żołądek. Pamiętam jak kiedyś, gdy był jeszcze bardzo młodziutki, wyszedł na pole i nie wracał mimo, że był dosyć duży mróz, a dochodziła już 21. Wreszcie przyleciał trzymając w pyszczku mysz, na szczęście już martwą. Odebrałam mu ją i wyrzuciłam do ogrodu. Biedny Pirat myślał, że mu ją zjadłam – trzeba było widzieć jego wzrok i minę gdy biegał po domu w poszukiwaniu swojej zdobyczy! Rano gdy wypuściłam obydwa koty, Pirat przede wszystkim poleciał do owej myszy i mimo, że był po śniadaniu, natychmiast zabrał się ponownie do jedzenia. 😆

  12. U nas zawsze jakieś zwierzęta były zwłaszcza psy i koty a poza tym zimą z tatą dokarmiałam w lesie dziką zwierzynę.
    Czego też w domu nie było, jeże, raz mała sarenka, sowy, bażanty.
    Zostało mi z tego to że zawsze kota i psa mam i dużą wrażliwość na zwierzaki.

  13. To się rzadko zdarza, żeby biedak poprosił o bułkę, ale mnie to spotkało. Zaczepił mnie kiedyś mężczyzna, który poprosił mnie nie wprawdzie nie o bułkę, ale pierś kurczęcia. Twierdził, że nie ma co dać dziecku na obiad. Oczywiście kupiłam i dałam, potem pomyślałam sobie, że do tej piersi trzeba było mu dołożyć jeszcze bochenek chleba, ale już odszedł. 🙁

  14. Oj tam, oj!
    Jasne, że umiar należy się od czasu do czasu ( nawet przy karmieniu zwierzyny ), ale kapka szaleństwa dobrze robi na zdrowotność! :-)))

  15. Buenos dias z Limy.
    Koty nie jedzą myszy, koty się nimi bawią „na śmierć”. Ptaszkami niestety, także 🙁
    Swego czasu dokarmialiśmy Józefinę, ale zima była wtedy ostra i zamarzniętego śniegu co najmniej pół metra, nie miała jak sobie wygrzebać kopytkiem czegoś spod śniegu. A poza tym była ciężarna – i jak tu takiej nie dokarmiać? Przychodziła na Górkę, polegiwała pod świerczkiem i wcale nie była płochliwa. Późną wiosną przyszła pochwalić się maleństwem 🙂
    Starsi bywalcy Budy pamiętają Józefinę.
    Siedzę na dworcu autobusowym, przyjechalismy rano i troszkę za wcześnie, żeby iść do hotelu. Linia autobusowa, którą jechalismy, ma swoje własne dworce – jest czysto, poza pasażerami nikogo, jak widać na załaczonym obrazku – jest internet 🙂
    Kiosk z drobną przegryzka i napitkami.
    Teraz o autobusie – jak mówiłam, kupilismy bilety pierwszej klasy – są to siedzenia na parterze pietrowca, tylko trzy w rzędzie, zmieściłaby sie tam spora osoba, poza tym rozkładają się te siedzenia w łóżko niemal, mozna spokojnie spać. Kolację (gorącą!) podano jak w samolocie, tyle, ze nie serwowali wina czy smadnego chociażby 🙁
    Przy okazji – Tes Tequ, Jerzor wypije piwo lub nawet dwa, ale nigdy z rana, wczoraj po prostu było gorąco i była ochota na piwo 😉
    Wracając do autobusu, tak jak w samolocie wyświetlaja filmy, jest pani stewardessa, jest też różnica w „usługach” dla VIP-ów (nawet specjalna poczekalnia na dworcu!), jest internet bezprzewodowy.
    Bardzo przyzwoicie. Jechaliśmy prawie 15 godzin, ale w komforcie. Niestety, znowu były okoliczności zakrętów górskich, ale cóż robić, taki kraj.
    I jeszcze raz wracam do autobusów – ten luksus kosztował nas ok.50$ na twarz, odległość ok.1100 km.
    Za tyle to ja u siebie nie dojadę z Kingston do pobliskiego Bellville (70 km.) 😯
    Komunikacja tutaj jest w cenie barszczu po prostu, przynajmniej dla nas – bo to jest rzecz relatywna.
    Jutro czeka nas zaprzyjaźniony ślub u Peruwiańczyków, pojęcia nie mam, jak to będzie wygladało, dowiem sie wieczorem, jak spotkamy sie z naszymi Peruwiańczykami.
    Folkloru raczej nie przewiduję, bo oni z generacji, która od tego dawno odeszła. Ale powiem wam, że tu folklor spotyka sie na kazdym kroku – głównie ludzie znacznie w leciech. Tradycyjne ubiory Inków, kobiety mają włosy splecione w warkocze do pasa, rózna ilość tych warkoczy. I rzadko która stara Indianka ma siwe włosy 😯
    Na tych splotach tradycyjne kapelusze. Staram się dyskretnie robić zdjęcia, niby okoliczności przyrody, ale przy okazji jak ktoś się znajdzie w kadrze…
    Jeszcze tylko opiszę okoliczności przekraczania granicy chilijsko-argentyńskiej. Otóż do granicy dojechaliśmy z Aricy taksówką, bo tak podobno się robi (wyczytał Jerzor). Dojechaliśmy i przeprawiliśmy się, i…i co dalej? Żeby się dostać do Tacny (jakieś 30km.) nie ma żadnej możliwości, ani autobusu ani nic 😯
    Jak nie masz własnego pojazdu lub nie jedziesz z Aricy tzw. międzynarodowym autobusem, to żyć zbita, jak to się mówi.
    Ale dobrzy ludzie Chilijczycy zaproponowali nam, ze nas zabiorą, z tym, że autobus zapchany i komfortu nie będzie.
    Przez 30 km. wszystko można znieść. Autobus okazał sie rozklekotaną dryndą, kiwającą się na boki, w środku firaneczki i święte obrazki i tak dalej. Mnie posadzono obok kierowcy jak królową jaką 😉
    I tak dotelepaliśmy się do Tacny, a potem dalej. Tyle na zrazie, do napisania potem, bo bateria mi się kończy!

  16. @Alicja: Jak bateria się kończy, to należy niezwłocznie wysłać Pana Jerzora do najbliższego spożywczego po kolejną baterię. Piw, oczywiście!

  17. W Anglii, zwlaszcza na wsi i na przedmiescichm niemal wszyscy karmia ptaki caly rok. Krolewskie Towrzystwo Ochrony Ptakow (RSPB) oraz BBC wydaja specjalne broszury wyjasniajace jak je nalezy karmic, czym, gdzie ustwiac lub zawieszac karmniki i fontanienki do kapieli.
    http://www.rspb.org.uk/advice/helpingbirds/feeding/index.aspx

    Stara kupuhe czesto wysuszone biale robaki, ktore szczegolnie lubia rudziki. Kiedys uwily sobie gniazdko w duzej donicy na kwaity przy drzwiach do naszego mieszkania.

    Ale w miastach ptakow jest coraz mniej od mniej wiecej 20 lat. Podobno wyprowadzaja sie w miare rozrastania sie coraz gestszj sieci wiez telefonii komorkowej – zaklocaja one im homing instict – instynkt odnajdywania drogi do domu. Ale na wsiach jest pelno ptactwa. .
    Natomaist do miast wprowadza sie coraz wiecej lisow, borsukow i innych dzikich ssakow, gdyz jest im ponoc latwiej o znalezienie pozywienia w poblizu gestego zaludnienioa.
    Na naszym podworku „blokowi aktywisci” doprowadzili do ustawienia specjalnych ogromnych i ciezkich pojemnikow na smiecie, gdyz poprzednie pojemniki lisy bez trudu otwieraly, wyciagaly zen worki ze smieciami, i zasypywali zawartoscia cale podworko. Zakazano nam tez dokarmiac lisow. Ale moja Stara, wychowana w komunie, wie ze systemy i zakazy nalezy omijac. Wiec pod oslona nocy zostawia na dachu garazu rozne smakolyki lisom i ma wielka przyjemnosc obserwujac je w nocy z okna goscinnej sypialni. Czasami razem obserwujemy przy zgaszonyc swiatlach. Przychodza te lisy z przychowkiem, a potem biegna na trawnik i sie boksuja, wesolo poszczekujac – znaczy, ze sie najadly.
    Nie brakuje nam takze w Zachodnim Londynie zielonych papug – klotliwe sa i halasliwe, ale piekne. Nie wiadomo czym ich karmic, choc ktos bardzo polecal upieczona w piecu i rozlupana dynie. Lubia ponoc i mazsz i ziarenka. Musimy sprobowac.

  18. W Anglii, zwlaszcza na wsi i na przedmiescichm niemal wszyscy karmia ptaki caly rok. Krolewskie Towrzystwo Ochrony Ptakow (RSPB) oraz BBC wydaja specjalne broszury wyjasniajace jak je nalezy karmic, czym, gdzie ustwiac lub zawieszac karmniki i fontanienki do kapieli.
    http://www.rspb.org.uk/advice/helpingbirds/feeding/index.aspx
    Stara kupuhe czesto wysuszone biale robaki, ktore szczegolnie lubia rudziki. Kiedys uwily sobie gniazdko w duzej donicy na kwaity przy drzwiach do naszego mieszkania.
    Ale w miastach ptakow jest coraz mniej od mniej wiecej 20 lat. Podobno wyprowadzaja sie w miare rozrastania sie coraz gestszj sieci wiez telefonii komorkowej ? zaklocaja one im homing instict ? instynkt odnajdywania drogi do domu. Ale na wsiach jest pelno ptactwa. .
    Natomaist do miast wprowadza sie coraz wiecej lisow, borsukow i innych dzikich ssakow, gdyz jest im ponoc latwiej o znalezienie pozywienia w poblizu gestego zaludnienioa.
    Na naszym podworku ?blokowi aktywisci? doprowadzili do ustawienia specjalnych ogromnych i ciezkich pojemnikow na smiecie, gdyz poprzednie pojemniki lisy bez trudu otwieraly, wyciagaly zen worki ze smieciami, i zasypywali zawartoscia cale podworko. Zakazano nam tez dokarmiac lisow. Ale moja Stara, wychowana w komunie, wie ze systemy i zakazy nalezy omijac. Wiec pod oslona nocy zostawia na dachu garazu rozne smakolyki lisom i ma wielka przyjemnosc obserwujac je w nocy z okna goscinnej sypialni. Czasami razem obserwujemy przy zgaszonyc swiatlach. Przychodza te lisy z przychowkiem, a potem biegna na trawnik i sie boksuja, wesolo poszczekujac ? znaczy, ze sie najadly.
    Nie brakuje nam takze w Zachodnim Londynie zielonych papug ? klotliwe sa i halasliwe, ale piekne. Nie wiadomo czym ich karmic, choc ktos bardzo polecal upieczona w piecu i rozlupana dynie. Lubia ponoc i mazsz i ziarenka. Musimy sprobowac.

  19. Sorry, za te znaki zapytania. To nie ja, to system.

  20. TesTequ,
    ni ma – nima, „sucha Lima” 😯
    Dzisiaj, jutro i w niedzielę nie kupi się kropli alkoholu w Limie, nie podadzą alkoholu w żadnej knajpie, z wyjątkiem restauracji czy barów hotelowych od czterech gwiazdek wzwyż. Wiedzieliśmy, gdzie się zameldować i już przed południem zaliczyliśmy po butelce „Cuspeno” 😎
    O prohibicji nie wiedziałam – powodem są niedzielne wybory tutejszego okręgu, no i mecz Peru – Chile, eliminacje do Mundialu.
    Dlaczego już dzisiaj wszyscy maja być o suchym pysku, pojęcia nie mam 🙄
    Mamy dobrze zaopatrzony barek hotelowy (drogi jak diabli), a teraz popijamy wino, które przywieźliśmy ze sobą z Arequipy. Jutro idziemy na wesele, to pewnie coś dadzą, tak że posuchy nie będzie 😉
    Ale wiecie co, żeby aż 3 dni? :shock
    Komputr podłaczam do elektryki i bateria sama się ładuje, niestety, piwa z tego nie ma 🙁

  21. Kocie Murdechaj-prawde mowisz!! 😉
    Ogladam czesto BBC,w ktorej pokazuja pikne programy przyrodnicze, pokazywano w nich buszujaca zwierzyne w duzych miastach.Czego tam nie bylo-borsuki,szopy pracze,lisy sarny,no i ptaszyna.Z ta ostania dzieja sie dziwne rzeczy za sprawa neonow swiecacych cala noc.Ptaszydla po prostu nie spia,traca orientacje kiedy i gdzie powinny udac sie na lowy itp.Trzeba bedzie cos z tym fantem zrobic,bo nam ptaszyna calkiem zglupieje i bedzie w srodku nocy serenady wyspiewywac 😮

    Hej.

  22. Alicjo-alez z Ciebie wytrwala Harcerka 😆

    czytam twoje opowiesci o trudach podrozy i jestem nie mniej zmeczona,no jakbym sama te autobus pod gore pchala 😉 😆

    Trzymajcie sie!!!!

  23. O, rany! Przypomniał mi się zakaz sprzedaży alkoholu przed wyborami i innymi takimi! Toż to całkiem niedawno u nas było (moim niedawno). 😉

  24. Alsa,
    nam się oczy zesłupkowały także i przypomniały czasy dawne. Chyba obowiązywała doba czy coś?
    Ale nie z okazji wyborów wojewody czy sołtysa, choćby to było 10-cio milionowe miasto z przyległościami 🙄
    Zaraz przyjeżdża Ricardo (dowiemy sie o szczegółach jutrzejszych zaślubin), więc zamykam maszynę.

  25. Osoba, która wymyśli przesyłanie alkoholu po łączach internetowych, zostanie miliarderem. Może są już drukarki 3D drukujące flaszki?

  26. TesTequ,
    do roboty, pomysł jest świetny 😉
    +21C, duszno i smogowato, słońce wyjdzie ok.południa, mówią tutejsi.
    O 13-tej wyjezdżamy z Limy jakieś 80km. na południe, do nadmorskiej całupy naszych peruwiańskich przyjaciół. Otóż zaślubiny odbyły się już jakiś czas temu, młodzi zrobili to po swojemu, (podobnie jak moi), oni i swiadkowie, to była cała ceremonia. Teraz natomiast balety dla rodziny i przyjaciół, bo akurat wszystkich udało się zebrać do kupy w ten weekend, a nam się zupełnie przypadkiem trafiło 😎

  27. Alicjo – czy widziałaś w tej Twojej eskapadzie przodków Owczarka czyli podhalańskie lamy ?

  28. Do TesTeqecka
    „Zamiast tego należy takiego nieroba pogonić celnie rzuconym kapciem!”
    Ale cy taki rzut to nie byłby plagiat z hyrnej bojki pona Kiplinga?
    „Od dziś będę w nie rzucał całymi bochenkami chleba!”
    O, Jezusicku! To w takim rozie chyba nie ino bezpłodność bedzie groziła tym łabędziom! 😀

    Do Wiecnościecki
    „Ja do tej pory dokarmiałam ale sama , teraz po Twoim wpisie Owczarku rozejrzę się za jakimś umiarem:-))”
    Pozostoje Ci zycyc, Wiecnościecko, coby ten umiar, ftóry Ci sie trafi, okazoł sie piknym partnerem w zywieniu ptoków i nie tylko.
    „Czego też w domu nie było, jeże, raz mała sarenka, sowy, bażanty.”
    Jeze i sowy to zywina nocno. Sarny i bazanty to zywina dzienno. Na mój dusicku! To u Ciebie, Wiecnościecko, furt piknie tocyło sie bujne zycie towarzyskie! 😀

    Do Alsecki
    „Co do łabędzi, to słyszałam kiedyś, że nie należy karmić ich chlebem, bo to powoduje bezpłodność u tych pięknych ptaków. Nie mam pojęcia, czy to prawda.”
    O! To brzyćkim kacątkom tyz w takim rozie nie wolno chlyba dawać. Bo jak wiadomo, brzyćkie kacątko to tyz łabędź, ino młody.
    A wracając jesce, Alsecko, do Twojej zamiesconej pod poprzednim wpisem opowieści o przygodzie Twojej Siostry z dachowaniem, to ta przygoda jest nauckom nie ino dlo kierowców, ale dlo piesyk tyz. Cyli na przikład kie ftosi idzie se gościńcem, nagle o cosi sie potknie, przewróci i złamie noge, to w rozie przybycia policji musi godać, ze zostoł przez kogosi popchnięty. Bo jeśli sie przyzno, ze przewrócił sie sam – to od rozu 100 złotyk mandatu 😀

    Do Anecki
    „Swieta prawda Owcarku z tym dokarmianiem!!!”
    Mom nadzieje, Anecko, ze mos tyz tutok na myśli to, co napisołek o dokarmianiu owcarków podhalańskik?
    „Udalo sie ten proceder skrocic,ptaszki poszly sobie preczki,z jednym wyjatkiem,wielkiej mewy,ktora ani mysli z dokarmiania rezygnowac.
    Jest to prawdziwa terrorystka,bo jak mama spozni sie z miska jadla, bestia atakuje szybe,walac w nia siarczyscie swym grubym dziobem!!!!”
    Dać wartko mewie do dzioba ścierke nasąconom płynem do mycia okien! I wte przynajmniej bedzie pozytek – umyte okna na święta 😀

    Do Wawrzecka
    „Ej, to naprawdę lepiej być takim dokarmianym ptakiem, którego przegania TesTeq bochenkiem chleba, lub kotem, w którego rzuca się kapciem (nie wiem, czy TesTeq później po niego idzie)) niż głodnym, brudnym bezdomnym, którego wszyscy omijają z daleka, szerokim łukiem, by czasami nie zaczepił nas i poprosił o złotówkę na bułkę”
    Chociaz… roz była tako historia, jak takiej poni na Dworcu Centralnym we Warsiawie ftosi podrzucił – 40 tysięcy! I chyba do dzisiok nifto nie wie, fto podrzucił. Ale… wse jest sansa, ze w pewnym momencie takie podrzucanie bidnym dutków okaze sie zaraźliwe.
    „Alicjo – czy widziałaś w tej Twojej eskapadzie przodków Owczarka czyli podhalańskie lamy ?”
    Na rozie Alecka zbocowała, ze je… jadła. Ale mom nadzieje, ze to nie były biołe lamy. Bo moimi krewnymi som ino te biołe 😀

    Do Hortensjecki
    „Oczywiście kupiłam i dałam, potem pomyślałam sobie, że do tej piersi trzeba było mu dołożyć jeszcze bochenek chleba, ale już odszedł.”
    A to zazwycaj w bajkak cłek o dobrym sercu napotykoł zebraka, dawoł mu to, co mioł, a w kwilecke potem… zebrak właśnie znikoł! Następnie okazywało sie, ze ten zebrak to był taki zacarowany i w nagrode za dobre serce podrzucoł swemu darcyńcy na przikład garniec pełen złota. Tak więc, Horetensjecko, jo se myśle, ze powinnaś wrócić na tamto miejsce i dobrze sie rozejrzeć, cy jakisi garniec ze złotem tamok na Ciebie nie ceko 😀

    Do Fusillecki
    „Jasne, że umiar należy się od czasu do czasu ( nawet przy karmieniu zwierzyny ), ale kapka szaleństwa dobrze robi na zdrowotność! ))”
    No bo, Fusillecko, w umiarze tyz nalezy zachować pewien… umiar 😀

    Do Alecki
    „I jeszcze raz wracam do autobusów – ten luksus kosztował nas ok.50$ na twarz
    (…)
    Komunikacja tutaj jest w cenie barszczu po prostu”
    O, Jezusicku! Co za sakramencko drogi kraj! 50 dolarów za barsc?!
    „Staram się dyskretnie robić zdjęcia”
    Następnym rozem, Alecko, na takie wyprawy zabieroj kamere pozyconom od Jamesa Bonda. Takom ukrytom w zegarku abo inksej bransoletce.
    „Dlaczego już dzisiaj wszyscy maja być o suchym pysku, pojęcia nie mam”
    To znacy, ze syćka w Peru barzo lubiom Smadnego Mnicha. A skoro go bidoki nie majom – to inksy alkohohol po prostu ik nic a nic nie obchodzi 😀

    Do Mordechajecka
    „Krolewskie Towarzystwo Ochrony Ptakow (RSPB) oraz BBC wydaja specjalne broszury wyjasniajace jak je nalezy karmic, czym, gdzie ustwiac lub zawieszac karmniki i fontanienki do kapieli.”
    I to jest barzo dobry pomysł! U nos powinno wreście pwostać RTOP – Rzecpospolitańskie Towarzistwo Ochrony Ptoków.
    „Nie brakuje nam takze w Zachodnim Londynie zielonych papug ? klotliwe sa i halasliwe, ale piekne. Nie wiadomo czym ich karmic, choc ktos bardzo polecal upieczona w piecu i rozlupana dynie. Lubia ponoc i mazsz i ziarenka. Musimy sprobowac.”
    Ostomiłe Królewskie Towarzistwo Ochrony Ptoków, nie obijoj sie, ino powiedz piknie nasemu Mordechajeckowi, cy mozno zielone papugi karmić dyniom cy nie mozno 😀

  29. „Nasze chlopaki”dzisiaj swietuja,wiec wszystkiego najnajnajlepszego i oby szczescie Wam dopisywalo!!! 😀 😀 😀

    Hej.

  30. Dla Jędżejecka najlepsze zyczenia Urodzinowe. A dla Zbysecka najlepsze Imieninowe! Te ostatnie to dubelt, coby dla mojego Ślubnego też trochę było! :-))))
    Miłej niedzieli Bywalcom Budy! :-)))

  31. Aaa! No to Jędrzejeckowi – najpikniejse zycenia! Zbyseckowi – najpikniejse zycenia! Slubnemu Fusillecki – bez względu na to, cy jest Patrykiem cy Zbigniewem – najpikniejse zycenia! 😀

  32. Dziękuję Wam bardzo miło
    aby też Wam dobrze było
    Kielich wznoszę w Wasze ręce
    w zacnym zdrowiu i podzięce. 🙂

  33. Zbysku – wszystkiego najlepszego, dużo radości i wszelkiej pomyślności. 🙂

  34. Jędrzeju – pomyślności wszelakiej. 🙂

  35. Zbyskowe i Jędrzejowe (podwójnie!) zdrowie tutejszym Smadnym (Cusoqena) wznoszę 🙂

  36. Dzień dobry,
    Bardzo mnie poruszył wpis Owczarka, chociaż z komentarzem się znacznie spóźniłem, ale i tak wpisze, bo zywinę bardzo lubię i bardzo mi jej szkoda. Lepiej późno niż wcale…
    Mieszkam na wyspie – Long Island. Długa to wyspa, jak sama nazwa wskazuje. Żyje tu sporo różnego zwierza, najbardziej widoczne są sarny. Spotyka się je na każdym kroku, całe stada. Te biedne stworzenia nie mają się już gdzie podziać. Zabudowa wyspy od strony Nowego Jorku posuwa się w strasznym tempie. Sarny coraz bardziej wycofują się na wschód, gdzie mniej ludzi, ale dalej jest już tylko ocean…. Nie ma gdzie uciec. Zjadają więc wszystko, co do jedzenia się nadaje, obrabiając ogrody tutejszych bogaczy z kwiatów i zieleni. Bogaczy nie żałuję, widzę jednak, że żywności dla saren zaczyna brakować. Co będzie dalej – nie wiem, nawet największe dokarmianie nie rozwiąże problemu.
    Kiepsko tu mają też inne stworzenia. Wyspa usłana jest letnimi domami najbogatszych tego świata – im wszystko przeszkadza, a że mają astronomiczne pieniądze, więc opłacają nimi drobnych zbrodniarzy zabijających wszystko, co żyje – gryzonie tępione są wszędzie trucizną, zwykłych mysz prawie nie ma. W lecie bogatym przeszkadzają komary – całe ogromne posesje opryskiwane są trucizną zwalczającą ten ważny dla ptaków pokarm. Ptaki giną lub wynoszą się w lepsze dla nich strony.
    Żaden bogacz nie chce być ukąszony przez kleszcza – płaci więc ogromne pieniądze, żeby na jego posesji wytruto te małe, skądinąd groźne, owady. Oczywiście robi się to rozpryskując truciznę. Wraz z kleszczami giną wszystkie inne małe stworzenia.
    Pewnego dnia ostatniego lata ogarnęła mnie niesamowita radość – zobaczyłem kilka żywych pszczół!
    Oczywiściwe wśród bogatych są ludzie głupi – ci są jak – „chłop żywemu nie przepuści”, a są i bardzo mądrzy i świadomi ludzie – ci jednak w bezwględnej mniejszości.
    Czy w takich warunkach dokarmiać zwierzynę – oczywiście TAK! Przez cały rok !!!

  37. Zbyszkowi – co by się szczęściło!!!
    Przepiję Twoje zdrowie Zbyszku malbekiem. 🙂

  38. Poruszająca opowieść i piękne zdjęcia, Nowy.

    Jak tam peruwiańskie wesele, Alicjo?

  39. Bry!
    dochodzi 7 rano, słoneczko zamglone i gorąco będzie. Ze słoneczkiem zamglonym mam na pieńku, takie było wczoraj na plaży, którą tylko się przeszłam ze 400m. w jedną stronę i tyleż z powrotem, na ławeczce przysiadłyśmy z Chelą (Peruwianka) i wypiłyśmy po zimnym piwku. Cienia nie było, bo to pustynia, tam NIGDY nie pada i czego nie podlejesz, to usycha. Dzisiaj cierpię – wyglądam jak czerwony szop pracz, bo miałam okulary przeciwsłoneczne, więc naokoło oczu zostały białe obwódki. Reszta się pyszni intensywną czerwienią 🙄
    Relacja ze ślubu poniżej, skopiowałam od Łasuchów, bo napisałabym to samo.
    W Limie zostajemy do czwartku i fruniemy do domu. Dzisiaj czekają nas jakieś atrakcje, bo Ricardo wziął 2 dni urlopu, żeby nam trochę tej Limy pokazać.
    p.s. Znowu będą znaki zapytania w miejscach, gdzie nie powinno ich być, ale łoter-press tak ma przy kopiowaniu.
    ————————————————————-
    Z powrotem w Limie.
    Lojalnie uprzedzam ? nie zadawajcie się z Peruwiańczykami, bo łżą w żywe oczy i jeszcze potem udają niewiniątka 👿
    Powtórzenie ceremonii ślubnej dla ?niewielkiej ilości przyjaciół i najbliższej rodziny? okazało się imprezą na ok. 270 osób 😯 w stadninie koni. Dla Starej Żaby zrobiłam stosowne zdjęcia, bo jest to peruwiańska rasa ? Peruwian Paso. Mają bardzo cienkie nóżki, którymi przepięknie ?drobią?, są nieduże, ale większe od koników islandzkich.
    Wracając do imprezy, cała ceremonia została powtórzona, ale tym razem jak z Holyłudu.
    Padre był ten sam ? młodzi powtórzyli swoje wyznania miłości, jedyne czego nie robili, to nakładanie obrączek, bo już je mieli na palcach. Padre był wesoły ? urodzony jeszcze przed wojna w Dreźnie, wyjechał jako czterolatek z rodzicami do Peru. Siedzieliśmy z padrem przy stole, nagadaliśmy się (włada kilkoma językami), naśmialiśmy się do rozpuku no i przynapiliśmy się ździebko. Padre ? ksiądz katolicki, ale pierwszy raz spotkałam takiego księdza, cała przyjemność po naszej stronie 🙂
    Tu uwaga ? wygląda na to, że zdecydowana większość preferuje whiskey, tylko my po oficjalnych szampanach i koniecznej szklaneczce pisco sour piliśmy vino tinto 😯
    Padre jest w tamtej okolicy od wielu lat i wszyscy go bardzo lubią, ma niesamowite poczucie humoru i w ogóle sympatyczny bardzo.
    Wygłosił do mlodych przemówienie, z którego ja zrozumiałam piąte przez piętnaste, ale sadząc po reakcji publiki, musiało to być zabawne, bo wszyscy pokładali się ze śmiechu. Zrozumiałam, że to wskazówki dla młodych, co kto powinien i kto tu rządzi (oczywiście nie Louis, tylko Janina! ? wymowa imienia jak po polsku).
    Jedzenie ? na taka liczbę osób trudno zorganizować obiad na trawie, poza tym muchy itd. więc podawano malutkie przegryzki cały czas, kelnerzy krążyli z tacami i można się było najeść do wypęku różnych różności.
    Ponieważ spodziewano się nas, Janina wymyśliła, że w krainie ziemniaka trzeba nam zaprezentować przynajmniej kilka odmian.
    Stąd spory stół, gdzie w pojemnikach były ugotowane ziemniaki, z napisami, jaka to odmiana (miejscowi wiedzą, tylko my ciemniaki!). Do ziemniaków podano sosy, każdy sobie nabierał ile chciał i co chciał, sosiki etc.
    Porobiłam foty. Ziemniaki to jedzenie biednych ludzi i nudno by było tak codziennie jeść, dlatego Peruwiańczycy wymyślili różne sposoby ich przyrzadzania, no i te sosy. O sosach to jeszcze się dowiem, z czego są robione.
    Balety były i owszem, nóg nie czuję. Jedyna osoba, która nie tańczyła, to była bardzo starsza babcia na wózku inwalidzkim, ale i tak klaskała do rytmu. Takiej wesołej imprezy nigdy nie widziałam, biorąc pod uwagę ilość ludzi i rzekę alkoholu, która popłynęła ? i nikt nie leżał pod stołem. Impreza trwała od 17-tej do 1-szej w nocy.
    Potem zamówiony kierowca odwiózł nas 15 km dalej do Mala, gdzie Ricardo i Chela mają swój letni dom. Wszyscy spali świetnie, rano śniadanie i poszliśmy na plażę.
    Słońce za mgłą, więc nawet nie zadbaliśmy o jakiś krem, chociaż nam sugerowano?no, musielibyście nas teraz widzieć 😯
    Nie byliśmy tam długo, ot, przeszliśmy się po plaży, Ricardo przepłynął swoje, wróciliśmy?a teraz raczkujemy 🙄
    Tyle na zrazie, fotosprawozdawczość nastąpi po powrocie,

  40. Nowy-my, tutaj w Krainie Wiatrakow mamy podobne problemy. W naszych parkolasach
    zwierzyna tak sie rozmnozyla,a ze nie ma gdzie uciekac,ginie z glodu.Jedni sa za dokarmianiem,inni sa przeciw.Kloca sie tak juz dobrch pare lat…………………………

    Uwazam,ze tutaj nie ma mowy o dzikiej naturze,wiec jestesmy zobowiazani zywine dokarmiac w trudnych czasach i tyle!!!!!

    Hej.

  41. No, to czekam z niecierpliwością na zdjęcia, ze szczególnym uwzględnieniem czerwonego szopa pracza!
    Może na następny spacer po plaży naciągnij na głowę jakiś kapturek z wyciętymi otworkami na oczy, żeby ‚opalenizna’ się wyrównała. 😉

  42. Obiecywali wiosnę po niedzieli i co? Pstro! Wiało paskudnie, padał deszcz i śnieg. Ja się tak nie bawię! 🙁

  43. Also,
    zdjęcia będa z dzisiaj, ale nie wiem, czy ten czerwony szop pracz wyjdzie – wyobrażasz sobie, że się do takich nadstawiałam? 😯
    Bynajmniej absolutnie nie!
    Znowu kopiuję od Łasuchów, co to się działo dzisiaj (jaki to wspaniały wynalazek, skopiuj – wklej 🙂 ):
    ——————————————————
    Lima ? piękne miasto. Ricardo zabrał nas dzisiaj do centrum i pokazał wszystko, co najważniejsze. Połaziliśmy sporo, obejrzeliśmy sporo. Grobowiec Francisco Pizarro w bazylice na Plaza de Armas. Bazylika ma ponad 400 lat. Imponująca budowla. Z muzeów ? wstąpiliśmy do prywatnego muzeum mineralogicznego, którego właścicielem jest bogaty hobbysta. Mierałów sporo, ale nic powalającego na kolana, do tego trochę ceramiki z pre-kolumbijskich czasów, trochę tekstyliów.
    Potem małe co nieco w restauracji Hotel Bolivar, gdzie ponoć robią najlepsze pisco sour.
    Bardzo mi się Lima spodobała, ciekawa architektura z czasów kolonialnych, podobnie jak Arequipa to miasto ma unikalny charakter. Podobały mi się zamkniete dla ruchu ulice między Plaza de Armes i Plaza San Martin, piękne ?rynki?, te place. Prezydent zaprosił nas na kawę, ale wytłumaczyliśmy, ze nie damy rady, bo czasu brak, innym razem 😉
    Z pałacu prezydenckiego dość bocznym wyjściem wychodziła minister edukacji i minister rolnictwa, też pani. Frontowe wejście do pałacu jak Buckhingham Palace prawie i była zmiana warty oraz cos tam jeszcze, ale wtedy nie można zblizyć się do ?sztachet? na metr ? co 3 metry stoi ochrona militarna z giwerami. Dopiero w drodze powrotnej udało mi sie cyknąć fotkę ?bez sztachet?, za pozwoleniem straży. Nie zazdroszczę chłopakom w pełnym rynsztunku galowym stać na baczność przed pałacem 🙄
    Po kilku godzinach biegania pojechaliśmy po Chelę (pełne imię ? Graciela, w skrócie Chela ? wym. Czela) i pojechaliśmy nad ocean do jakiegoś jej klubu na większe co nieco. Były ceviche, ale takich to jeszcze nie jadłam, no i wybór jakiegoś robactwa morskiego.
    Zamówiliśmy wybór tego i tamtego, każde na wielkim półmichu i każdy brał, co i ile chciał.
    W dzisiejszych cevichach była surowa ryba w dwóch różnych sosach, kalmary oraz 🙄 ośmiornica. Zjadłam, a co!
    Tyle wrażeń na dzisiaj ? a jutro o 10:30 mam zarezerwowaną wycieczkę kulinarną, ktoś po mnie podjedzie i ruszymy w tango na 4 godziny 😉
    Jerzor wybrał wolność, on jedzeniem tyle się interesuje, o ile mu się podstawi pod nos. Niech połazi po pobliskiej plaży i okolicach, albo cuś.
    I tyle na zrazie, popijając Los Haroldos malbec (2010).
    P.S.
    Jerzor zakupił mi ( z własnej woli!) szmaragdową toń, niewielką ?łezkę? z kolumbijskiego szmaragdu. Zamierzam oddać do znajomej jubilerki, niech mi tę łezkę posadzi w srebrze, będzie ładny wisiorek 🙂

  44. Bry i buenos!
    Dzisiaj zajęcia w podgrupach, ja udaję się na kulinarną wycieczkę po Limie, której finał nastąpi tutok:
    http://www.larosanautica.com/
    Tam szef będzie nas uczył przyrządzania znakomitego pisco – mam nadzieję, że czego się nauczymy, to skonsumujemy 😉
    Tyle na zrazie.

  45. A cóż to jest pisco? Je się czy pije? A tak w ogóle, to kiedy podeślesz nam trochę słońca? Niechby było nawet zamglone…
    Strasznie depresyjna ta pogoda u nas. 🙁 Kiepsko znoszę upały, ale jakaś miła, wiosenna i słoneczna by się przydała.
    Dwa szpaki przybyły, grzebały w śniegu na trawniku. Dokarmiać czy dadzą radę?

  46. Ach Alicjo narobisz nam tylko apetytu 🙁 Czuje sie jakbym lizala lody przez szybe 😉
    Nie zebym Ci zazdroscila!!No dobra skreca mnie,ze mnie tam nie ma i nie moge tych pisco i innych cudow sprobowac.Ale ,jak sie nie ma,to sie je,czym chata(wlasna) bogata 😆

    Poki co Primawera zadarla kiece i uciekla 😮 Mnie tez juz zbrzydlo to zimno i deszcze,sniegi i inne okolicznosci pogodowe 🙁

  47. Also,
    pisco to jest trunek. Peruwiański, chociaż Chilijczycy mówią, ze ich.
    Na frasunek i tak dalej ten trunek. Niżej opis z kulinarnej łazęgi.
    Pisco to sfermentowane białe winogrona, które się potem destyluje i wychodzą wyżsiejsze procenty, zazwyczaj od 45% w górę (do 70% – czyli jak łącka śliwowica 😉 )
    Sa dwa podstawowe rodzaje pisco, jedno fermentuje i destyluje się w 14 dni, a drugie w 3 tygodnie.
    Bimber, co tu w owieczkę owijać 🙄
    Porównywalna smakowo i zapachowo jest italiańska grappa, ale jednak to nie to samo. Tu mają tych pisco do zarąbania 🙄
    Co do słońca, to wierzcie mi – podesłałabym, ale jak to zrobić?!
    Za 3 dni będę w Kingston, a tam pada śnieg i jest nieciekawie.
    Relacja z:
    ——————————————–
    Jakie tam podgrupy 🙄
    Okazało się, że mam prywatną wycieczkę kulinarną, bo po sezonie.
    I bardzo dobrze! Wszystko moje, moje, moje!
    Najpierw pojechaliśmy na ten targ warzywno-mięsno-rybny. Nie był to taki targ, jakiego się spodziewałam, tłumy, stragany i jak to na targowisku, tylko targ dla ?wyższej klasy?, jak się wyraził mój przewodnik Luis. Na zwykły targ lepiej nie, bo ścisk, gwar, niekoniecznie apetycznie, no i trzeba by jakiegoś ochroniarza.
    Tu mają wszystkie owoce 2 razy większe, a ziemniaków ok. 300 rodzajów, na targu było ich trochę, ale nie aż tyle.
    Połaziliśmy po targu ponad 1.5 godziny, bo wszędzie częstowano mnie czymś, niby po kawałeczku, tu owocka ciutkę, tam coś, ale u mnie pojemność niewielka. Smakował mi surowy przegrzebek z sokiem cytrynowym, chociaż się nieco wzdragałam w duchu, ale dali i zachęcali ? trzeba spróbować! Okazało się bardzo dobre.
    Po kawałeczku owocka takiego czy innego, zanim co, byłam najedzona. Porobiłam nieprzytomną ilość zdjęć, bo to tak kolorowo i pięknie wyglądało, że głowa boli.
    Potem druga część ? La Rosa Nautica. Pusto, bo południe, barman zaprosił mnie za bar i nauczał, jak robić pisco sour i ewentualnie inne rodzaje. Niejedno pisco już próbowałam, ale tym razem sama przygotowywałam i wypiłam 😎
    Nie było tego dużo, ale pisco jest zdradliwe, bo nie czuje się alkoholu, a drink jako taki smakuje, ilość cukru można sobie dobrać.
    Potem przyszedł cheffe i zaczęliśmy te ceviche, które ja już dobrze wiem, jak robić i jadłam różne rodzaje. Tym razem sama przyrzadzałam pod okiem cheffe i według jego wskazówek. Nigdy nie jadłam na ostro, bo nie podawali, w przygotowanych składnikach był ku mojej radości pojemniczek z drobno pokrojoną papryką chili. Ku zgrozie cheffe zanim mnie ostrzegł, co to je, spróbowałam, czy to rzeczywiście prawdziwe, ostre chili. Owszem, było. Podali, bo mówiłam, że lubię ostre. Ja wrzuciłam całą zawartość ? wcale nie było ostre, przeżarło się, a poza tym limonka i odrobina zimnego bulionu rybnego łagodzi wszystko.
    Dygresja ? limonki tutejsze są malutkie i 2 razy kwaśniejsze, niż te, które kupujemy u nas w sklepach.
    Na koniec zajada się ceviche zrobione przez siebie, plus dodają tego rożności typu ośmiornica w jakimś sosie i zawijasek z ziemniaczanej masy. Do tego białe wino.
    ALE?dostałam certyficado i jestem ?pisco sour master barman? oraz ceviche master cheff? oraz stosowny fartuszek. Nie śmiejcie się 🙂
    Dużo skorzystałam na tym, że byłam jedyna chętna na taką wycieczkę i mogłam pytać o wszystko, pogadać.
    Za 4 godziny jedziemy z Chelą i Ricardo do knajpy, gdzie serwują jedzenie Inków, ze starych przepisów robione. Chela wpadła na pomysl, żeby wziąć półmich rózności i niech każdy sobie, ile chce.
    Jak ja to lubię!
    Kulinarny dzień.

  48. Alicjo – pięknie te wszystkie kulinaria opisujesz )) Szkoda, że to wszystko nie dla mnie – obecnie (( A tak lubiłem przed laty gotowanie i pichcenie )) Chociaż wspomnienia zostały )) Czekam na zdjęcia z tej wyprawy ))

  49. No, to ciekawam bardzo tych starożytnych potraw. Mam nadzieję, że nie próbowałaś peruwiańskiego piwa wytwarzanego tradycyjną metodą – koleżanka, która kilka lat temu była w Peru, opowiadała o tej metodzie – nieco zzieleniałam na obliczu.

  50. Also,
    piwa tradycyjną metodą produkowanego już nie ma, ale muszę powiedzieć, że piwo (różne cervesas) mają tu znakomite, znasz mnie – wszędzie gdzie byłam, próbowałam. Jerzor też – posmakowało mu!
    Idę dospać.

  51. Hm…zjadłam tradycyjne, bardzo mi smakowało, potem mi powiedzieli, co to było. Tradycyjne peruwiańskie mięsko, świnka morska.
    Gdzie się podziała Hortensja? Wczoraj byłam na targu i specjalnie dla Hortensji porobiłam zdjęcia tutejszych hortensji w „kiosku” kwiatowym. Rany-julek, takich hortensji nigdzie nie widziałam 😯
    Aż wdarłam się za ladę, żeby dotknąć i przekonać się, czy prawdziwe! Przepiekne, wielkie i bardzo różne kolorystycznie.

  52. Świnka, to świnka, chociaż…. hm…

    U mnie było troszkę słońca, ale krótko.

  53. Gdybym wiedziała, pewnie bym się zastanowiła, ale nie wiedziałam – i dobrze. Z drugiej strony, lubimy króliki jako zwierzatka do pogłaskania i, ehum…w potrawce 🙄
    Dzisiaj mamy dzień leniwy, przed południem kazaliśmy sobie Museo Oro Del Peru, czyli muzeum złota. Kruszec jako taki nie przemawia do mnie, ale interesowało mnie złoto Inków i wyroby pre-kolumbijskie. bardzo ciekawa sprawa to muzeum, ale nie wolno robić zdjęć, pozwolono mi na 3 (zrobiłam chyba z 5).
    Teraz wyleguję się na wyrku, popijam cervesa i jestem już na ostatnich nogach.
    Ricardo zaanonsował się na 18-tą, wypijemy pożegnalne pisco, jutro do domu. A tam pada śnieg 😯
    Żebym nie zapomniała zmienić krótkich spodni na długie!

  54. Spodnie długie i kufajkę jakąś koniecznie! U nas też zapowiadają mróz 😯 Swoją drogą, trzeba chyba zacząć szeroko zakrojone poszukiwania Wiosny – może Zima ją więzi albo jakie inne dranie porwały. Toż dzisiaj obowiązkowo miała przybyć!

  55. Alicjo – oczywiście szczęśliwego lotu i powrotu do domu!

  56. Poszłam do sklepu naprzeciwko zakupić coś na ząb i przede wszystkim do przepłukania gardła jakieś vino tinto (zakupiłam peruwiański syriah).
    Jerzor z uwagami jak do małego dziecka – a po co bierzesz torbę?
    A bo tam mam portmonetkę.
    A po co to bierzesz? A jak cię okradną?
    Biorę, bo tam mam forsę – kto mnie tu okradnie?!
    Bardzo bezpiecznie się tu czuję, mieszkamy w pięknej dzielnicy Milaflores, do licha! Nawet nocą jest tu cicho i bezpiecznie 🙄
    A sąsiadujące hotele nie schodzą poniżej 4 gwiazdek.
    Nie wspomne już o tym, że wielokrotnie podróżowałam sama i nie potrzebowałam nachalnego opiekuna 👿

  57. Also,
    jutro wylatujemy przed północą dopiero, czyli cały dzień do zagospodarowania, ale nic już nam sie nie chce, poza tym nie opłaca nam sie wykupywać doby hotelowej. Stąd wykopią nas w południe, pojedziemy na lotnisko i będziemy się jakoś tam zabawiać.
    O, a czy wspomniałam, że kupiłam sobie sweter?
    Uśmiechnął się do mnie taki jeden w Arequipie, po prostu rzucił się na mnie z wystawy! Kolorowy jak sto pociech, z kapturkiem, typowo indiański, a poza tym z najprawdziwszej alpaki (na włóknach to ja się znam).
    W piątek ma być +2C w Kingston, walonek co prawda nie mam, ani kufajki, ale też nie ma problema, bo wyjezdżaliśmy w warunkach zimowych. A z samolotu wskakujemy prosto w samochód. No i mam sweter 😉

  58. Owcarku miły!
    Zagnało mnie na Twój blog, bo u sąsiednich Gazdów kłocą się jak psy wściekłe (ups! sorki). Smutno mi się zrobiło i nudno.
    Ale czy u Ciebie zagrzeję miejsca? Bo tu wszyscy się znają, z dziubków sobie wyjadają. Zapomnieli nawet dokarmiać ptaki, a zima trzymie.
    Mam pytanie. Jesteś owcarkiem, ale koty znasz.
    Dlaczego mój kot, który głodny nie jest, za panienkami biega albo nie (nie wiem jak tak naprawdę kastraty mają), ale wszystkie okoliczne koty ze swojego ogródka pogonił, ostatno co chwilę wychodzi z domu i wraca, wychodzi i wraca?
    Wiosny szuka, czy co?
    Jeśni czasem czytujesz, co do Ciebie piszą, to odpowiedz, proszę.

  59. @Alicja: „Nic Wam się nie chce?” Rozumiem Wasz ból i podziwiam Was. Mnie by się nic nie chciało już na samą myśl o takiej eskapadzie. Tylko obowiązek służbowy (dopilnowanie wyboru papieża) zmusiłby mnie do takiej podróży.

    Wolę nie snuć domysłów, co rozumiesz przez „będziemy się jakoś tam zabawiać”. Biorąc pod uwagę, że chodzi o lotnisko, pewnie dowiem się z telewizji, co zbroiliście!

  60. TesTequ,
    jesteś w mylnym błędzie. Otóż moje życie nie obraca się wokół kościoła, żadnego. Dlatego niewiele obchodziły mnie wybory na papieża – o tyle, że nie można uniknąć wiadomości, nawet będac w podróży. Założenie, że Polak=katolik bywa mylące. Szanuję kazdą wiarę, ale jestem od wszelkiej wiary z daleka. Agnostyczka taka.
    Na lotnisku raczej nie będziemy broić, tylko spokojnie, z laptopkami w łapie, cervesą w drugiej, czekać na lot 😉

  61. Sypie. Brak słońca. Brak wody.

  62. To następny wpis bedzie o miejscu, ka obecnie nie sypie, jest słońce i jest baaaarzo duzo wody, jaz za duzo 😉 😀

    A jesce odpowiadając na pytanie nowo przybyłej ku nom Magecki, piknie informuje, ze komentorze na swoim blogu cytom syćkie. Nie wse mom cas, coby na syćkie odpowiedzieć, ale cytom syćkie. No, chyba ze ftosi doklei komentorz do jakiegosi downo temu wklejonego wpisu – to wte jest tako mozliwość przegapienia. Natomiast pod wpisami biezącymi – mom nadzieje, ze nic nie przegapiom. Co do pytania o koty – to odpowiedź jest chyba w hyrnej bojce pona Kiplinga. Kot po prostu chodzi własnymi drogami i telo. Choć tutok do Owcarkówki zaglądajom i koty, i specjaliści od kotów, więc moze bedom umieli odpowiedzieć lepiej niz jo 😀

css.php