Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego

9.11.2017
czwartek

Mehr Licht :)

9 listopada 2017, czwartek,

Pani Małgorzata w jednym z supermarketów na terenie powiatu gorlickiego (woj. małopolskie) kupiła podudzia kurczaka. W domu przyprawiła mięso i zostawiła je na stole w kuchni. Kiedy wieczorem wróciła do pomieszczenia, zobaczyła, że mięso świeci w ciemności.
– W pierwszej chwili pomyślałam, że ktoś zostawił na stole wyciszony telefon, który teraz dzwoni. Podeszłam do stołu i to, co zobaczyłam, po prostu mnie przeraziło. Mięso świeciło, to było takie światło jak od odpustowych figurek – relacjonuje kobieta w rozmowie z „Gazetą Krakowską”.

Jeśli fcecie, ostomili, ten drobiowo-iluminacyjny artykuł przecytać do końca, to nojdziecie, go tutok.

W tymze artykule uwidzicie tyz pikne zdjęcia owego świetlistego kurcoka. I cóz… stuwatowo zarówka to nie jest. Ale trza przyznać, ze świeci całkiem piknie. Haj. Ino – na mój dusiu – cemu świeci? Jo se myśle, ze som trzy mozliwości: pesymistycno, neutralno i optymistycno. Pesymistycno jest tako, ze być moze dosło juz do tego, ze kurcoki som zatrudniane w kopalniak uranu. A kie taki bidny kurcok podnie z wycieńcenia, to jakiesi corne charaktery nie zakopujom go nika ani nie utylizujom, ino pakujom i sprzedajom do sklepów spozywcyk.

Mozliwość neutralno jest tako, ze… kurcok jak to kurcok, wiadomo cym sie zywi – robalami. Ten, ftórego kupiła poni Małgorzara, najwyraźniej objodł sie robackami świętojańskimi. Niestety nic mi o tym nie wiadomo, coby robacki świętojańskie były dlo wos ludzi zdrowe. Ale tyz nigdy nie słysołek, coby były niezdrowe. I dlotego właśnie ta mozliwość jest neutralno.

Ba najbardziej prowdopodobno jest mozliwość optymistycno. Cemu najbardziej? A, zwróćcie, ostomili, uwage, kany sie to syćko wydarzyło? Powiat gorlicki! A więc ta pikno kraina, ka zył i słuzył ludzkości hyrny konstruktor lampy naftowej pon Ignacy Łukasiewicz. Kie zatem te syćkie fakty nalezycie ze sobom połącyć, to nie sposób nie zacąć podejrzewać, ze pewnego piknego dnia podgorlickie kury zwołały wielkie zebranie i tak zacęły ukwalować:
– Kooo-ko-ko-ko-koooo! Gdak! Gdak! Koooo-ko-kooo! Gdak!
Co w tłumaceniu na język ludzki brzmi:
– Heeej! Pikne som tradycje tutejsego regionu. Barzo pikne. To tukok przecie działoł ten pon, ftóry tom swojom lampom naftowom telo ponuryk mroków rozjaśnił! Nifto nie zaprzecy, ze był to barzo siumny cłowiek. No ale właśnie – cłowiek. A my kury co? Zodnyk zasług na tym polu nie momy. Co za wstyd! Cy juz tak do końca świata bedziemy musiały sie wstydzić? Nie pozwólmy na to! Nie pozwólmy, ino biermy sie do roboty i zróbmy cosi, coby od nos tyz ludzkość piknie zaznała mehr Licht.*

No i wzięły sie te ptoki o marnyk skrzidłak, ba wielkik ambicjak do roboty. Zamiast biernie poddawać sie poni Ewolucji – zacęły wywierać na niom wpływ. Cy skutecny? Ten kurcok w kuchni poni Małgorzaty świadcy o tym, ze tak. Ba na tym pewno nie koniec. Kury gorlickie na pewno zachęcom do działania kury niegorlickie. I wnet całe ptoctwo tego gatunku bedzie świeciło coroz jaśniej i jaśniej. Najdorodniejse koguty bedom mogły nawet słuzyć jako jupitery. Kury bedom oświetlały ulice. A kurcaki – mieskania. Fto zaś bedzie wybieroł sie na wyciecke pod namiot, ten zamiast latarki bedzie mógł zabrać ze sobom maluśkiego, dopiero co wyklutego z jajka pisklocka, ftóry opróc piknego robienia „pi-pi-pi” bedzie piknie oświetloł ksiązke podcas wakacyjnej lektury abo pomagoł odnoleźć droge w rozie zabłądzenia nocnom porom w lesie.

Juz nie bedzie bidy, co wybrać: cy leda, cy halogena, cy cosi jesce inksego. A jak piknie rachunki za prąd spadnom! Heeej! Zmartwiom sie ino elektrownie, bo ik dochód zmaleje (mom ino nadzieje, ze nie bedom uciekały sie do sabotazu i nie zacnom wysadzać w powietrze kurników). No ale syćkik zadowolić sie nie do.

Tak to bedzie, moi ostomili. Właśnie tak. A to całe drobiowe oświetlenie rozpowsekni sie tak piknie, ze za pare pokoleń juz nifto nie bedzie umioł odpowiedzieć na pytanie: co było pierwse – światło cy kura? Hau!

P.S.1. A w najblizsyk tyźniak momy dwa pikne święta w Owcarkówce. Pierwse z nik to Yanockowe urodziny 23 listopada. Zdrowie Yanocka! 🙂

P.S.2. Zaś drugie z tyk świąt to urodziny Borsuckowe 25 listopada. Zdrowie Borsucka! 🙂

* Cemu „mehr Licht”? No a jaki był języki urzędowy kraju, pod ftórego zaborem nojdowała sie ziemia gorlicko w casak pona Łukasiewicza?

28.10.2017
sobota

Juz nie trza sie bać

28 października 2017, sobota,

Niedowno mojo gaździna przyniesła do chałupy aloesa. No to postanowiłek sprawdzić, co pisom o tej roślince w internecie. I trafiłek tutok. A kie trafiłek, wycytołek to:

Aloes jest doskonałą rośliną do wnętrz, ponieważ ma wiele zalet i jest łatwy do utrzymania przy życiu! Aloes został wymieniony przez NASA jako jeden z najlepszych oczyszczaczy powietrza i wykazano, że emituje w nocy tlen.

Na mój dusiu! Cy nie zdziwiło wos to, ze NASA wypowiado sie o roślinie? Mnie zdziwiło straśnie. No bo – krucafuks – co jedno mo wspólnego z drugim? Przecie NASA jest od ryktowania lotu na Marsa i sukania w kosmosie ufoludów, a nie od badania zieleniny. Równie dobrze Związek Wędkarski mógłby sie wypowiadać na temat metod wędzenia oscypka. Abo Polskie Koleje Państwowe na temat skutków ubocnyk łykania paracetamolu. Haj.

Aloes i NASA! Dobre sobie! Hehe!… No ale potem… tak se zacąłek śpekulować, ze przecie w kozdej bojce jest ziorko prowdy. Zatem ta wiadomość nie mogła być całkowicie wyssano z palca. Cosi ino musiało być w niej prowdziwego. Ino co?

NASA, aloes, powietrze… NASA, aloes, powietrze… NASA, aloes, powietrze… – powtarzołek se w kółko, sam nie wiem kielo rozy. I nagle… o, Jezusicku! Eureka! Tako pikno eureka, ze od rozu pohybołek do łazienki i wskocyłek do wanny, coby za kwile nazod z niej wyskocyć równie piknie jak pon Archimedes. Ostomili, chyba juz sie domyślom, o co tutok idzie. Skoro aloesem zainteresowała sie ta hyrno agencja kosmicno, to znacy, ze ta pikno roślinka musi ryktować powietrze… w kosmosie! Nika indziej jako w kosmosie właśnie! A ze kosmos łatwiej jest obserwować po ciemku niz za dnia, to pewnie właśnie dlotego komusi pomylił sie on z nocom. I ślus .

Jakie mogom być pozytki z tego odkrycia? Heeej! Barzo rózne. Nie przikład taki, ze teroz, jak jakisi astronauta bedzie se lecioł statkiem kosmicnym i w pewnej kwili, dlo rozprostowania kości, zafce mu sie orbitowania, to juz nie bedzie musioł tascyć ze sobom sakramencko niewygodnej butli z tlenem. Wystarcy, ze weźmie pod pache donicke z aloesem. Haj.

Ale bedzie tyz inksy, duzo wozniejsy pozytek. Wyobrazocie se, ostomili, co to bedzie, kie cało wielko hodowla tyk roślin zostonie wystrzelono na orbite okołoziemskom? Ano… atmosfera nasej planety, mająco obecnie jakiesi 2 tysiące kilometrów grubości, piknie sie nom pogrubi. I zacnie mieć śtyry tysiące kilometrów, a potem – dzięki kolejnym aloesom – osiem tysięcy, potem sesnoście i tak furt coroz więcej i więcej. A po co to syćko? Ano po to, coby uchronić Ziemie przed asteroidami. Bo na rozie – to jest z nimi skaranie boskie. Wiadomo, co jedno asteroida zrobiła z nasymi bidnymi dinozaurami. A jeśli ftórasi z nik znowu obiere se za cel nasom piknom planete – znowu bedzie bida. Owsem, niefórzy godajom, ze na takom beskurcyje mozno wysłać rakiete atomowom abo pona Bruce’a Willisa. Ale rózni mędrole kryncom na te pomysły nosami i gwarzom, ze to plugastwo i tak wpodnie w atmosfere ziemskom z prędkościom kilkudziesięciu tysięcy kilometrów na godzine. Kie zaś wpodnie z takom prędkościom, to wskutek tarcia o atmosfere zacnie płonąć. I jako wielko płonąco kula praśnie w nos ze straśliwom niscycielskom siłom. I ino naryktuje frasunku Świętemu Pietrowi, bo ten pilnujący wejścia do raju bidok bedzie musioł obsłuzyć kilka miliardów petentów naroz.

Ba teroz wybroźmy se, ze dzięki aloesowi grubość nasej atmosfery to bedom dziesiątki abo nawet setki tysięcy kilometrów. I niek właśnie w takom atmosfere wpodnie jakosi sakramencko asteroida. Co to sie zadzieje? Ano to, ze zapłonie duzo wceśniej niz by zapłonęła dzisiok. Kie zaś zapłonie duzo wceśniej – to caluśko sie wypali, zanim dotrze do Ziemi. Nawet kupka popiołu po niej nie ostonie. Po prostu nic! Bajako.

Mom więc, ostomili, nadzieje, ze ten skromny, niepozorny aloesicek piknie poprawi wom humor. Bo zwłasca w taki cas, kie zblizo sie święto zmarłyk, pewnie nachodziły wos takie myśli: A co bedzie, kie jakiesi ogromne ciało niebieskie przyleci ku nom? Bedzie bida! Święto zmarłyk stonie sie świętem całej ludzkości! O, Jezusickuuuu!

Teroz wiecie juz, ze nie jest źle. W najblizsyk rokak nie zanosi sie na to, coby cosi więksego miało w nos uderzyć. No to momy cas. Cas, w ciągu ftórego NASA powinno zdązyć piknie otocyć całom Ziemie aloesami. I wte te syćkie science fictionowe filmy typu „Dzień zagłady” cy „Armageddon” nie bedom juz zodnymi sciencami, ino wyłącnie fictionami w cystej postaci.

Ftóro asteroida najbardziej nom teroz grozi? Zdoje sie, ze Apophis. To znacy… na rozie wylicono, ze jest prowdopodobieństwo zaledwie jeden do pół miliona, ze w rocku 2068 praśnie toto w Ziemie. No ale załózmy, ze kie juz nadejdzie ów 2068 rocek, to sie okoze, ze to prowdopodobieństwo jest jednak stuprocentowe (ino nie godojcie, ze nie dozyjecie – medycyna furt ryktuje postępy). Cy bedom wte powody do paniki? Dzięki aloesowi – juz nie! Ludzkość bedzie mogła ino wzrusyć beztrosko ramionami i pedzieć: Spokojnie, to tylko Apophis. Hau!

P.S.1. Pod ostatnim wpisem nowy gość do Owcarkówki zawędrowoł – Volterecek. Powitać piknie Volterecka! 🙂

P.S.2. Zaś 9 listopada Aneckowe urodziny bedom. Zdrowie nasej ostomiłej Anecki! 🙂

15.10.2017
niedziela

Zajęcia numer dwanoście

15 października 2017, niedziela,

Na pocątek… fciołbyk piknie pozdrowić poniom profesorke Wande Decyk-Ziębe, poniom doktórke Monike Kresy, poniom doktórke Eweline Kwapień i poniom doktórke Izabele Stąpo. Pewnie spytocie zaroz, cemu jo te ponie tak piknie pozdrawiom? Spotkołek je kiesik cy jak? Ano… nie spotkołek. No chyba ze sły kiesik na Turbacz i po drodze kupiły oscypka od mojego bacy, a jo nie wiedziołek, ze to one.

W kozdym rozie, ostomili, som to ponie, ftóre majom ten sam zawód – mędrol filologii polskiej. I syćkie śtyry pracujom w Instytucie Języka Polskiego na piknym Uniwersytecie Warsiawskim. Co tamok robiom? Ano to, co zazwycaj robiom uniwersyteckie mędrole. Cyli na przikład ryktujom zajęcia dlo studentów. A jeden z przedmiotów, ftóre ryktujom, nazywo sie barzo piknie: Stylizacja językowa we współczesnych tekstach kultury (film, media, literatura). Heeej! Sam byk na te zajęcia pohyboł, kiebyk był nie psem pasterskim, ino studentem polonistyki. Haj.

Jeśli fcecie dowiedzieć sie o tym przedmiocie cegosi więcej – mozecie poźreć tutok.* Kie poźrecie – uwidzicie tabele, na ftórej wierchu som powypisywane jakiesi dziwacne kody. Dalej som rózne – na pewno barzo mądre – informacje. A jesce dalej – spis poscególnyk zajęć z tego piknego przedmiotu. Noleźliście ten spis? No to teroz piknie wos, ostomili, pytom, cobyście poźreli na… ZAJĘCIA 12. Kie to zrobicie – to bedziecie juz wiedzieli, co mnie skłoniło do pozdrowień dlo tyk śtyrek poń. Bajako.

Jo wiem, co mozecie mi pedzieć: „Ostomiły owcarku, pozdrawios te śtyry siumne przedstawicielki polskiej nauki. Niby piknie. Ino… skąd wies, o cym bedom one gwarzyły na owyk zajęciak numer dwanoście? Moze powiedzom studentom, ze ten twój blog jest zupełnie do rzyci? Wte to racej powinieneś sie obrazić, a nie pozdrawiać.” Na mój dusiu! Od rozu godom, ze obrazanie sie nie wchodzi w gre. Cy pon Ptolemeusz miołby prawo obrazić sie na pona Kopernika za to, ze ten naukowo obalił jego jakze pikny system geocentrycny? Abo cy pon Staszic, ftóry uwazoł Łomnice za najwyzsy tatrzański wierch, miołby prawo obrazić sie na tyk, co naukowo udowodnili, ze Gerlach jest wyzsy? Ostomili, uniwersytet to uniwersytet, a nie korcma. Cokolwiek zostonie tamok o moim blogu ukwalowone – bedzie piknie podparte naukowymi dowodami. A na nauke obrazać sie nie mozno. Haj.

Jeśli cosi mnie w związku z tymi zajęciami frasuje – to cosi inksego. Bo co bedzie, kie jakisi student dostonie z tyk zajęć dwóje? Nietrudno sie domyślić – bidok bedzie mioł straśliwy uraz! Juz mniejso z tym, ze do owcarków podhalańskik. Ale on bedzie mioł uraz do całego Podhola. I w ogóle do syćkik nasyk gór! I fto wie? Moze nawet bedzie godoł, ze trzy najgorse sery na świecie to oscypek, bryndza i bundz? Dlotego właśnie ku poni prof. Decyk-Ziębie, poni dr Kresie, poni dr Kwapień i poni dr Stąpor mom jednom maluśkom prośbe. Piknie wos pytom, ostomiłe ucone ponie, cobyście ucestników tyk zajęć nie oceniały zbyt surowo. Hau!

P.S.1. A w ostatni poniedziałek – pikne Aneckowe urodziny były. No to zdrowie Anecki! 🙂

P.S.2. Zaś w te niedziele tyz bedom pikne urodziny – Mageckowe. Zdrowie Magecki! 🙂

* Ino nie wiem cemu, casem cosi kiełbasi sie z tym adresem. Więc kieby i wom sie pokiełbasiło, to mozecie wpisać w Gugle: „Stylizacja językowa we współczesnych tekstach kultury”, następnie wejść w dokument, ftórego adres zacyno sie od „usosweb.uw.edu.pl…” i potem jesce cosi – prowdopodobnie bedzie to pierwsy dokument, jaki sie wom w tyk Guglak wyświetli. Jesce inksy sposób jest taki: 1) wejść na https://usosweb.uw.edu.pl ; 2) kliknąć na zakładce KATALOG; 3) w rubryce „Przedmioty” wpisać: 3003-B761HJ1 (a jesce lepiej tutok skopiować, a tamok wkleić 🙂 ). I tym rozem powinno sie juz piknie udać.

6.10.2017
piątek

Zdązyć w sto dwajścia minut

6 października 2017, piątek,

W łońskim tyźniu, jak co roku, przyseł Święty Michał. A wroz z nim przysła pora na zamknięcie bacówki i sprowadzenie owiecek w doliny. Tak więc sprowadziłek je, wroz z moim bacom, juhasami i moimi owcarkowymi kompanami. Pooddawali my owiecki właścicielom, po cym juhasi wrócili do swoik chałup, a baca i jo – do nasej. Tamok zaś gaździna piknie juz cekała z obiadem dlo bacy i kawałeckiem kiełbasy jałowcowej dlo mnie. Heeej! Z wielkom ochotom chyciłek ten pikny pocęstunek w swoje owcarkowe zęby… O! A skoro o zębak mowa… Cytaliście moze na stronak Gazety Wyborcej taki jeden tekścik stomatologicny? Zacyno sie on od słów: Zapytaliśmy dentystów, o czym powinien wiedzieć każdy. Dali nam 15 rad. No i dalej mozno sie piknie z tymi radami zapoznać. Dlo mnie najciekawso była rada numer 8. Posłuchojcie:

Wybity ząb można uratować. […] Najważniejszy jest czas, a mamy go maksymalnie 120 minut. – Jeżeli ząb się złamie lub wypadnie, to brakującego elementu należy poszukać! Podczas transportu do gabinetu wybity stały ząb należy odpowiednio zabezpieczyć, np. w soli fizjologicznej, mleku czy też własnej ślinie, wkładając go pod język – tłumaczy ekspertka.

Na mój dusicku!!! Cyz nie jest to pikno wiadomość? No przecie ze jest! Kielo to juz zębów ludzkik zostało – w barzo róznyk okolicnościak – powybijanyk! Na góralskik weselak, na śliskik perciak, podcas drobnyk nieporozumień cłowieka z koniem… I potela kozdy taki przykry wypadek oznacoł jedno – pozegnanie z zębem na wse. Teroz zaś… jeśli jakisi ząbek z takiego cy inksego powodu wom wypodnie – jesce nie syćko stracone! Byleby zdązyć w te 120 minut właśnie. Haj.

Jo se myśle, ze dobry filmowiec mógłby nawet tutok wyryktować jakiegosi piknego, trzymającego w napięciu thrillera: główny bohater, ftóremu corne charaktery wybiły zęba, fce go koniecnie uratować, więc co sił w nogak hybo do dentysty. Ale po drodze napotyko na tak wiele przeskód, ze nie jest pewne, cy zdązy w ciągu dwók godzin. Ba kie mijo jedno godzina, 59 minut i 59 sekund – nas bohater wpado wreście do piknego gabinetu dentystycnego i wskakuje na fotel, wpychając jednoceśnie w dłoń dentysty to, co tak barzo fcioł ocalić. Ufff! Jest happy end. Ale nerwy były do samiućkiego końca. Oj, były! Haj.

Ale właśnie – cy w rozie utraty zęba te dwie godziny dające sanse na jego odzyskanie to wystarcająco duzo? Casami – na pewno tak. Ale nie wse niestety. Sprawdziłek, jak by to było, kieby jakisi turysta, wchodząc po schodkak schroniska na Turbaczu, potknął sie tak niescynśliwie, ze wybiłby se – dojmy na to – lewom górnom jedynke. Z tego co wiem, najblizse stamtela gabinety dentystycne som w Waksmundzie abo Porębie Wielkiej. Nom psom – sto dwajścia minut wystarcy w zupełności, coby w oba te miejsca dobiec. Ba wom, ludziom? Sprawdziłek na guglowej mapie, kielo casu cłek pokonuje te trasy na piechote. No i okazało sie, ze w obu wypadkak podobnie – po dwie godziny i kilka minut. Cyli… o kilka minut za duzo 🙁 Krucafuks! Owsem, cłowiek moze pobiec i wte bedzie sybciej. Ale jest jesce jeden problem. Fto nojduje sie na Turbaczu, ten zazwycaj nimo ze sobom ani soli fizjologicnej, ani mleka. Niby mozno popytać o jedno abo o drugie w schronisku, ale nie wiadomo z jakim skutkiem – a cenne minuty uciekajom! Cyli najlepiej skorzystać z trzeciej rady poni ekspertki i schować wybity ząb we własnej gymbie. Ale tutok – tyz moze być problem. Kozdy gorcański turysta wie, ze zarówno na trasie Turbacz – Waksmund, jak Turbacz – Poręba Wielko jest cało kupa piknyk widocków. Cłek pędzący z zębem pod językiem moze sie zabocyć i widząc cudne krajobrazy moze nagle zawołać: „O, Jezusicku! Jak tu piknie!” A zawoławsy… moze niefcący swego zęba połknąć! I niescynście gotowe. Ocywiście som sposoby na odzyskanie tego, co sie połknęło, ale… wte znowu traci sie cenny cas! Tak więc, moi ostomili, te dwie godziny to jednak za mało. Medycyna musi cosi zrobić, coby było ik więcej. Koniecnie!

Ba tak w ogóle to jo zyce całej ludzkości, coby zodne problemy z zębami jej nie trapiły, ino coby wse syćka mieli je pikne, mocne i zdrowe. Cego zycyć w takim rozie dentystom? No przecie nie tego, coby stali sie niepotrzebni i z głodu pomarli! Juz wiem! Zyce im wielu bogatyk pacjentów, ftórzy wprowdzie syćkie zęby majom zdrowe, ale furt majom ochote przeinacyć w ik wyglądzie to i owo – za sowitom opłatom. I tak oto udało mi sie pogodzić zycenia dlo całej ludzkości z zyceniami dla całej stomatologicności. Hau!

P.S.1. Kapecke piknyk świąt mieli my w budzie w ostatnik tyźniak. 24 września PonioDoroteckowe urodziny były. Zdrowie Poni Dorotecki! 🙂

P.S.2. 1 października – były kolejne urodziny, Wawelokowe. Zdrowie Waweloka! 🙂

P.S.3. 2 października – była pikno rocnica ślubu wiecnie młodyk Poństwa Aleckowyk. Zdrowie Alecki i Jerzorecka! 🙂

P.S.4. 4 października – nas niezapomniony Bobicek imieniny swe mioł. Zdrowie Bobicka! 🙂

P.S.5. A 6 października (o! to, jesce, dzisiok!) piknom rocnie ślubu mo Jasiecek Juhas. Zdrowie Poństwa Jasieckowyk! 🙂

P.S.6. Kolejny dzień,7 października, to dzień urodzin i imienin EmTeSiódemeckowyk. Cyli w tym dniu piknie podwójne zdrowie EmTeSiódemecki pijemy! 🙂

15.09.2017
piątek

Huragan Stasek

15 września 2017, piątek,

Krucafuks! Skaranie boskie z tymi huraganami! Niscom, kielo ino mogom. A mogom niestety duzo, bo siłe majom takom, ze nas tatrzański holny to przy nik ino mały skrzacik. Nicym Piątkowo Góra przy Krywaniu. Haj. Co gorso, ostatnio te beskurcyje jakby sie ustawiły w kolejce do dokucania ludziom: odeseł Harvey, nadesła Irma, odesła Irma, zaroz nadeseł Jose. Ten ostatni na synście tak wielu skód juz nie naryktowoł. Ale tyz był zupełnie niepotrzebny. Bajako.

Co to w ogóle za pomysł z nadawaniem imion tym ancykrystom? W Wikipedii wyjaśnili, ze to na potrzeby konkretnego identyfikowania cyklonów i wydawania prognozy pogody i ostrzeżeń. Podali nawet tamok cały spis tyk imion: Ana, Bill, Claudette, Danny, Erika, Fred… No, z tym Fredem to akurat rozumiem. Pon Fred Astaire faktycnie tańcowoł nicym huragan. Ale cy nie lepiej by było, kieby kozdemu z tyk sakramenckik zjawisk dać na imie… Stasek? Ale po góralsku właśnie – Stasek, a nie po ceprowsku – Staszek. A juz na pewno nie Stanisław. Bo jeśli ftosi nazywo sie Stasek, to nimo inksego wyjścia – musi zachowywać sie tak jak syćka jego góralskie imienniki. W przeciwnym rozie wysełby na głuptoka. A przecie nifto nie lubi wychodzić na głuptoka, nawet huragan.

Jakie som góralskie Staski? Fto spędził wśród polskik góroli choć kapecke casu – ten wie. To pewne siebie, dumne i odwozne chłopy. Krzepkie i gibkie. Ślebodne, robiom to, co fcom robić i nie słuchajom sie ani ponów, ani królów, ani prezydentów. Wbrew pozorom – prezesów i księdzów probosców tyz nie za barzo słuchajom. Po prostu nie słuchajom nikogo. Z jednym wyjątkiem – siumnyk podhalańskik abo beskidzkik gaździn, zwłasca takik, co majom na imie Maryna.

I teroz juz, ostomili, na pewno sami domyśliliście sie piknie, cemu kozdemu huraganowi nalezy okrzcić imieniem Stasek. Bo kieby ino huragan o takim imieniu sie pojawił, to wystarcyłoby, coby stanęła na wprost niego gaździna Maryna. I zaroz zacęłaby wołać: E! Stasek! Ty beskurcyjo jedno! Ty fudamencie! Wiać mi tu bedzies? Skody ryktować? Ludzi i zywine zabijoł? Pockoj ino, bejdoku sakramencki. Jak jo cie prasne – kruca – moim wałkiem, to zaroz syćkie gwiozdy uwidzis, z wyjątkiem tyk holiłudzkik…

Godałaby to takim tonem, jakim umie godać ino tako gaździna, ftóro od urodzenia oddychała górskim powietrzem. A huragan Stasek – słuchając takiej godki – zaroz by sie zawstydził, głupio by sie pocuł, zmniejsyłby swom prędkość z trzystu kilometrów na godzine do dwustu, kwile potem do stu, a po kolejnej kwili – do pięćdziesięciu. Nie minęłaby minuta, jak stołby sie niewinnym, słabiutkim wiatereckiem, ftóry jedyne, co mógłby zdmuchnąć, to najmniejse piórko najmniejsego wróbelka. I nie byłoby wte potrzeby ewakuowania całej Florydy. Ani zodnego inksego stanu, ani kraju.

Na mój dusiu! Te klimatologi furt śpekulujom, jak zaradzić tym straśliwym huraganom. Furt zadajom se pytanie, cy jest na ten sakramencki zywioł jakisi sposób? Myślom o tym i myślom… A przecie rozwiązanie jest takie proste! Hau!

P.S.1. A wcora, ostomili, piknie Mieteckowe urodziny my mieli. No to zdrowie Mietecki! 🙂

P.S.2. Zaś w sobote – 16 września – bedom Dydyjeckowe imieniny. Zdrowie Dydyjecki! 🙂

P.S.3. Kapecke później zaś – 24 września – Poni Dorotecka pikne urodziny bedzie miała. Zdrowie Poni Dorotecki! 🙂

25.08.2017
piątek

Słupek

25 sierpnia 2017, piątek,

Wiecie, co mi sie wcora przytrafiło? Ano krynciłek sie po lesie, coby sprawdzić, cy w okolicak mojej holi nimo zodnyk wilków, ftóre mogłyby zagrozić owieckom mojego bacy. Nagle do moik usu dosła tako rozmowa:
– Gdzie ten słupek? Gdzie ten przeklęty słupek? Widzisz go gdzieś?
– Nie.
– Ja też nie. Już chyba od dwóch godzin go szukamy.
– Może źle szukamy?
– Może? Albo to jest jedyny las w Polsce, w którym nie ma żadnych słupków.

Fto tak godoł? Wnet uwidziołek chłopaka z dziewcynom, przedzierającyk sie przez leśnom gęstwine. Piknie! – pomyślołek – pohybom ku nim i swoim owcarkowym sposobem wyłudze od nik pare kanapek.

Ale zaroz sie powstrzymołek. Zaciekawiło mnie, o co im sło z tym słupkiem? Postanowiłek to wybadać i obserwować ik z ukrycia. Kanapki wse moge wyłudzić później. Bajako.

Zacąłek śledzić te pare, chowając sie za smrekami. A oni dalej leźli roz przez mniejse, a roz przez więkse zarośla. Leźli, leźli… jaze wyleźli na wijącom sie wśród trow i mchów perć. Po kwilecce na tej perci pojawił sie jakisi turysta, tak na oko koło pięćdziesiątki, ale równie dobrze mógł to być śtyrdziestolatek wyglądający na starsego o dziesięć roków abo seśćdziesięciolatek wyglądający na młodsego o dziesięć roków.

– Proszę pana! Proszę pana! – zawołoł chłopak. – Czy nie widział pan tu gdzieś jakiegoś słupka?
– Ha! Widziałem przed chwilą coś ciekawszego – pedzioł turysta. – Ślady niedźwiedzia!
– Ale my szukamy słupka – odezwała sie dziewcyna, sprawiając wrazenie, ze nie ino niedźwiedź, ale nawet lądowanie UFO interesowałoby jom w tej kwili mniej niz ten sakramencki słupek. – Takiego betonowego albo granitowego z czterema numerami.
– A, słupka… – nieznajomy zamyślił sie. – Wiecie co? Od dziesiątek lat przemierzam gorczańskie szlaki, ale na takie słupki jakoś nigdy nie zwracałem uwagi. Chyba je widywałem, ale… naprawdę nie umiem wam pomóc. Przykro mi.

Chłopakowi i dziewcynie najwyraźniej tyz było barzo przykro. Turysta poseł dalej, tyk dwoje zaś znowu zapuściło sie w las. Po pół godzinie wysli na polane, przez ftórom seł corny ślak z Łopusznej ku Polanie Zielenicy. Natrafili tamok na kilkunastoosobowom wyciecke, prowadzonom przez pona, ftóry do kosuli mioł przypięty taki oto blasany znacek.

– Przepraszam – dziewcyna zacepiła pona ze znackiem – czy pan może jest górskim przewodnikiem?
Pon ze znackiem potwierdził.
– Super! – uciesyła sie dziewcyna. – To pewnie będzie pan wiedział, gdzie tu można znaleźć jakiś betonowy lub kamienny słupek?
– Betonowy lub kamienny słupek? – pon przewodnik podrapoł sie po głowie. – Hmm… Szczerze mówiąc… Yyyy… Nie wiem. Jestem przewodnikiem trzeciej klasy. Może jakiś przewodnik pierwszej lub przynajmniej drugiej klasy by wiedział.
– A nie orientuje się pan może – wtrącił chłopak – gdzie tu można spotkać takiego przewodnika wyższej klasy?
– Yyy… yyyy… z tego, co wiem, jeden mój kolega, mający pierwszą klasę, będzie niedługo tędy przechodził z inną wycieczką.
– Niedługo? Doskonale! – wykrzyknął chłopak.
– Ale niedługo – to znaczy konkretnie kiedy? – próbowała dociec dziewcyna.
– No… za jakiś tydzień, tak mi się wydaje.
– Aha… dziękujemy – pedzieli posukiwace słupka. Po ik minak widać było jednak, ze owo „niedługo” to było dlo nik stanowco za długo.

Wyciecka posła w kierunku Łopusznej, a śledzono przez mnie para zacęła sie bezradnie rozglądać. I wte na skraju polany dojrzeli starom górolke zbierającom grziby. Wartko ku niej pohybali.

– Dzień dobry! – zawołoł chłopak.
– A, pokwolony – odpowiedziała górolka.
– Mamy pytanie – rzekł chłopak. – Czy nie widziała pani w pobliżu jakiegoś słupka?
– Słupka? A, jeden widziałak. Ba na co wom słupek?
– No… chcemy znaleźć na nim pewną informację – odpowiedzioł chłopak.
– E, nic ciekawego na nim nie nojdziecie – stwierdziła górolka.
– Ciekawego – nie, ale ważnego – owszem – pedziała dziewcyna. – Przynajmniej dla nas jest to coś ważnego.
– No to jak fcecie, to powiem wom – odrzekła górolka. – Pódziecie tom perciom do wierchu. Przejdziecie jakiesi sto, abo dwieście metrów. I po prawej stronie perci uwidzicie barzo pikny słupecek.
– Dziękujemy bardzo! – zawołali chłopak i dziewcyna. I nie tracąc casu pohybali we wskazanym przez górolkie kierunku. Było tamok kapecke stromo, więc wspinając sie dostali małej zadyski. Ale humory mieli duze lepse niz przed kwilom.

– Od razu trzeba było spytać miejscowego! – stwierdził chłopak. – Zaraz będziemy mieć to, czego potrzebujemy.
– Misiu, już chyba widzę ten słupek, o którym mówiła ta góralka – odezwała sie w pewnej kwili dziewcyna.
– Eee… – zafrasowoł sie chłopak – ale raczej nie o taki nam chodziło.
– Raczej nie – zgodziła sie dziewcyna. – Ale może gdzieś w pobliżu stoi jakiś inny słupek?
– Obawiam się, że nie – pedzioł chłopak. – Żadnego innego tutaj nie widzę.

Słupek, ftóry noleźli, był mniej więcej dwumetrowej wysokości i była przycepiono do niego zardzewiało tablica, bocująco chyba jesce casy PRL-u. Na tablicy był napis końcący sie słowami: SUROWO WZBRONIONE. Co było napisane wceśniej – tego nie mogłek odcytać. Odgadnąć tyz było trudno, bo przecie u wos, ludzi, barzo wiele barzo róznyk rzecy jest surowo wzbronionyk.

Chłopak i dziewcyna westchnęli cięzko. Postanowili wrócić na polane, na ftórej przed kwileckom byli i spytać górolke-grzybiorke, cy nie widziała w okolicy jakiegosi inksego słupka. Niestety, kie tamok wrócili, okazało sie, ze górolka juz kasi posła. Kany? Jo ze swoim psim nosem nolozłbyk jom bez trudu. Ale te dwa bidoki ze swoimi ludzkimi nosami – nie miały na to sans.

Tymcasem była juz późno godzina. Niebo nad Gorcami zacęło sie ściemniać.

– No to zabłądziliśmy na dobre – westchnął chłopak. – A ten artykuł o szukaniu słupków i wzywaniu pomocy leśniczego to jakaś lipa. Jedna wielka lipa!

Artykuł o sukaniu słupków? O, Jezusicku! Wreście olśniło mnie, cego oni sukali. Juz wceśniej powinienek na to wpaść! Ale dopiero, kie ten młodziok zbocył o artykule, to skojarzyłek, ze musi on mieć na myśli tekst, ftóry mozecie noleźć na stronak podróze.gazeta.pl. Pisom tamok, co trza robić w rozie zabłądzenia w lesie. Otóz podobno najlepiej jest odsukać betonowy lub granitowy słupek z czterema numerami. Wystarczy, że [zadzwonisz do leśniczego i] przekażesz komplet numerów ze słupka, a leśnicy bez trudu do ciebie dotrą.

Tak więc teroz juz syćko było jasne: tyk dwoje zwycajnie zabłądziło i dlotego – zgodnie z zaleceniami owego artykułu – sukali słupka, ftóry pomógłby im sie odnoleźć. Cóz, kie juz wiedziołek, o co im idzie, chętnie byk ik poratowoł. Nie wiedziołek ino, kany oni fcom dojść? Ba zaroz sie dowiedziołek, bo dziewcyna jękła:
– No to nici z nocowania na Turbaczu.

Aaa! Więc oni fcom na Turbacz! To nie mogli wceśniej o tym zbocyć? Od rozu byk piknie im pomógł. Ale to nic – pomoge teroz. Wysłek zza smreków i groźnie zawarcołek.

– Co to za bestia? – spytała kapecke wystrasono dziewcyna, kie mnie zauwazyła.
– To… to… chyba niedźwiedź – pedzioł nie mniej wystrasony chłopak. – Ten turysta, którego niedawno spotkaliśmy, coś mówił, że widział ślady niedźwiedzia.
– Rzeczywiście, mówił – przybocyła se dziewcyna. – Ale… jest już wprawdzie ciemno i nie widzę za dobrze, jednak wydaje mi się, że to coś jest białe. Czy u nas żyją białe niedźwiedzie?
– Chyba nie – pedzioł chłopak. – Ale ten może uciekł z zoo albo jakiegoś cyrku?

Co? Niedźwiedź? Niekze ta. Moge być niedźwiedziem.

Znów zawarcołek, ale tym rozem postarołek sie, coby moje warcenie przybocowało niedźwiedzi ryk. Chłopak z dziewcynom zawołali jednoceśnie:
– W nogi!

I rzucili sie do uciecki. A jo pohybołek za nimi. Ocywiście goniłek ik tak, coby gnali w strone Turbacza.

– Rozbiegnijmy się w dwie strony! – zawołoł w pewnej kwili chłopak. – Może wtedy bestia się zatrzyma, bo nie będzie wiedziała, kogo ścigać?

No i sie rozbiegli. Hehehe! Nie z psami pasterskimi takie numery! Mało to rozy musiołek jo zaganiać do stada owiecki pędzące w róznyk kierunkak? Chłopak z dziewcynom ani sie spostrzegli, jak znów biegli rozem. Haj.
– Zrzućmy pleacaki! – zawołała dziewcyna. – Będziemy wtedy szybciej uciekać.
Faktycnie, kie pozbyli sie balastu, biegli sybciej. I wkrótce… piknie noleźli sie przed wejściem do schroniska na Turbaczu. Spanikowani złapali wartko za klamke, hipli do środka i pośpiesnie zamkli za sobom drzwi.

Tak więc piknie byli u celu. Ale ik plecaki – jesce nie. Musiołek więc jesce po nie pohybać. I podrzucić im je na telo dyskretnie, coby pomyśleli, ze to jakisi goprowiec je przyniesł. Abo inksy ucciwy znalazca, ftóry – jakomsi piknom metodom dedukcyjnom – doseł, fto jest właścicielem zguby.

Idąc po te plecaki, natrafiłek na niedźwiedzia, o ftórego śladak godoł ten samotny turysta. Kie obiecołek miśkowi, ze wykrodne dlo niego pare słoicków miodu z Felkowego sklepu, ten od rozu zgodził sie pomóc mi w tasceniu plecaków. Po drodze opowiedziołek mu, co dzisiok przezyłek.

– I teroz tak se myśle – pedziołek, końcąc swom opowieść – ze Pon Bócek wprowdzie doł cłowiekowi rozum, ale jakosi dziwnie wyryktowany.
– Cemu tak myślicie, krzesny? – spytoł niedźwiedź.
– No, poźrejcie – pedziołek. – Tyk dwoje, kie zabłądziło, to tak skupili sie na sukaniu słupka, ze zupełnie nie dostrzegali inksyk sposobów na odnolezienie zgubionej drogi. Bo cyz nie mogli spytać o droge napotkanego na perci turysty? Mogli. A napotkanego kapecke później przewodnika? Tyz mogli. Tak samo mogli spytać te starom górolke. Ba ik myśl całkowicie pochłonął ten sakramencki słupek. Ciekawe, kielo casu by jesce stracili, kiebyk nie wkrocył do akcji.
– Co prowda, to prowda – rzekł niedźwiedź. – Ba z drugiej strony, pomyślcie, krzesny, ze kieby tego słupka nie sukali, to byście sie nimi nie zainteresowali. Kiebyście sie nimi nie zainteresowali – nie pomoglibyście im w dotarciu do schroniska. A kiebyście im nie pomogli – to te bidoki sły by ku temu schronisku duzo dłuzej. Nawet kieby ftórysi z napotkanyk ludzi pomógł im odnoleźć droge.

Na mój dusiu! Mój kudłaty kompan mioł racje! Ta para przecie była juz dość zmęcono. W dodatku tascyła na swyk grzbietak całkiem spore cięzary. No to załózmy, ze ftosi pomógł by im odnoleźć te droge na Turbacz. Kielo casu zajęłoby im dotarcie tamok? Moze dwie godziny? Moze trzy? Moze jesce dłuzej? Tymcasem dzięki mnie – dotarli w pół godzinki!

Tak więc, moi ostomili, przemyślołek sprawe i piknie potwierdzom: w rozie zabłądzenia w lesie – sukanie słupka jest doskonałym rozwiązaniem. Mojo ostatnio przygoda jest na to najlepsym dowodem. Hau!

P.S.1. Pod ostatnim wpisem nowy gość do Owcarkówki przybył – Muratorecek. Powitać piknie Muratorecka! 🙂

P.S.2. Piknie przybocuje, ze 29 sierpnia Anecka Schroniskowo bedzie miała swoje urodziny. Zdrowie Anecki Schroniskowej! 🙂

4.08.2017
piątek

Ksiązka pona Piątka i ksiązka pona Wohllebena

4 sierpnia 2017, piątek,

Przecytołek jo ostatnio dwie ksiązki. Jednom o tajemnicak, a drugom o sekretak. Te pierwsom napisoł pon Tomasz Piątek, a te drugom – pon Peter Wohlleben. Haj.

No i kie idzie o te pierwsom, to pewnie wiecie, ze głównie jest tamok o politykak, zwłasca o jednym. Ale nie ino o nik. O róznyk biznesmenak tyz jest sporo. I to o barzo wrednyk biznesmenak…. brrrr! W Polsce, w Rosji, w Hameryce i jesce paru inksyk krajak. A cytając o nik, kapecke zacąłek sie bać, cobyk na ftórejsi stronicce nie odkrył, ze wśród tyk najbardziej łoterskik przedsiębiorców jest… nas Felek znad młaki! No bo na mój dusiu! Kieby sie okazało, ze jest – byłby wstyd na całe Gorce! Hauuu!

Ba dosłek do ostatniej stronicki i… ufff! Odetchłek z ulgom. O Felku ani słowa. Fto mi nie wierzy, niek przecyto sam. I wte piknie sie przekono, ze prowde godom.* Tak więc, moi ostomili, jaki ten nas Felek jest, taki jest, ale trza przyznać, ze som na tym świecie weredy jesce gorse jako on. Duzo gorse!

O cym zaś jest ksiązka pona Wohllebena? Ano… o drzewak. O bukak, o dębak, o choineckak i róznyk inksyk piknyk drzewkak, rosnącyk w lasak, w parkak i wśród miejskik ulic. Dzięki tej ksiązce uświadomiłek se, jak barzo jo niewiele potela o tyk roślinak wiedziołek. Właściwie wiedziołek ino telo, ze rosnom se piknie i ryktujom pikny tlen. Ale porozumiewać sie między sobom – myślołek – to one w zoden sposób nie umiom, no bo niby jak? Przecie nie majom ani gymby do godania, ani komputra do ryktowania maili. Tymcasem – na mój dusicku! Okazuje sie, ze jednak przekazujom se rózne informacje. W jaki sposób? A, na przikład poprzez substancje zapachowe.** Maile… tyz wysyłajom. Nie śpasuje – posłuchojcie ino, co pon Wohlleben napisoł:

[…] w celu zagwarantowania szybkiego rozchodzenia się wiadomości [między drzewami] w sprawę z reguły włączone są grzyby. Działają one jak światłowodowe łącza internetu. Cienkie pasma grzybni przenikają glebę i oplatają ją siatką o trudno wyobrażalnej gęstości. Łyżeczka do herbaty leśnej gleby zawiera bowiem dobrych kilka kilometrów strzępków grzyba.***

No i co? Nie zdumiewajom wos te słowa? Mnie zdumiały i… jednoceśnie rozśmiesyły. No bo jakze sie nie śmiać? Wy, ludzie, mocie sie za geniusy, bo wynoleźliście internet. Tymcasem – hahaha! – drzewa miały ten internet, kie wy jesce zyliście w jaskiniak i chodziliście z macugami polować na mamuty. Bajako.

Ba najciekawsej rzecy o komunikacji międzydrzewowej dowiadujemy sie dzięki poni Monice Gagliano z University of Western Australia. Ta siumno poni, wroz z inksymi dendrologicnym mędrolami, wpadła na pomysł, coby zacąć drzewa… po prostu podsłuchiwać. Telo ino, ze w laboratorium raczej drzewa się nie zmieszczą, dlatego zamiast nich badano łatwiejsze w obsłudze siewki zbóż. […] już wkrótce aparatury pomiarowe zarejestrowały ciche trzaski korzeni przy częstotliwości dwustu dwudziestu herców. Trzeszczące korzenie? To jeszcze nie musi nic znaczyć, w końcu nawet martwe drewno trzeszczy najpóźniej w momencie, w którym pali się w piecu. Jednak stwierdzone w laboratorium odgłosy były słyszane nie tylko przez badaczy. Reagowały na nie korzenie postronnych siewek. Zawsze gdy wystawiano je na trzaski o częstotliwości dwustu dwudziestu herców, ich wierzchołki kierowały się w tę stronę. Oznacza to, że trawa może rejestrować, powiedzmy śmiało – „słyszeć”, tę częstotliwość. […] Budzi to ciekawość, bo przecież i my, ludzie, jesteśmy przysposobieni do komunikacji dźwiękowej i może to byłby klucz do lepszego zrozumienia drzew. […] badania na tym polu dopiero raczkują. Jednak gdy podczas najbliższego spaceru po lesie usłyszycie ciche trzaski, to może nie będzie to tylko wiatr…****

Bajuści. Moze nie bedzie… Dlotego piknie zachęcom wos, cobyście od tej pory, będąc w lesie, dobrze wytęzali zarówno lewe, jak i prawe ucho. I nasłuchiwali nie ino, co w trowie piscy, ale tyz co w drzewak trzescy. Fto wie? Moze nagle doznocie jakiegosi olśnienia i bedziecie pierwsymi, co zrozumiom mowe drzew? Fajnie bedzie, jeśli komusi z wos to sie udo. Hau!

P.S.1. A niedowno nowy gość tutok w Owcarkówce sie pojawił – Babulecka. Powitać Babulecke barzo piknie! 🙂

P.S.2. 22 lipca były Madgareckowe imieniny i PonioAgnieszkowe urodziny. Zdrowie Madgarecki i Poni Agnieszki! 🙂

P.S.3. 26 lipca imieniny obchodziły Anecka Holendersko, Anecka Schroniskowo i Fusillecka (dlo ftórej… jest teroz barzo trudny cas z powodu stanu zdrowia jej Ślubnego 🙁 – ślijmy zatem jak najwięcej dobryk myśli ku im obojgu 🙂 ). Zdrowie Anecki Holenderskiej, Anecki Schroniskowej i Fusillecki! 🙂

P.S.4. 29 lipca Grzesickowe urodziny my mieli. Zdrowie Grzesicka 🙂

P.S.5. Zaległe budowe święta wymieniłek, teroz pora na te, ftóre bedom wkrótce. A więc… 6 sierpnia – Basiecka sie nom urodzi. Zdrowie Basiecki! 🙂

P.S.6. Kapecke później zaś – 10 sierpnia – Plumbumeckowo rocnica ślubu i Wawrzeckowe imieniny. Zdrowie Poństwa Plumbumeckowyk i Wawrzecka! 🙂

* T. Piątek, Macierewicz i jego tajemnice. Arbitror, [s.l.] 2017, s. 1-215. Na koniec jest jesce jedno nieponumerowano stronicka – ale tamok autor tyz nie zbocył Felka ani rozu.
** P. Wohlleben, Sekretne życie drzew, tł. E. Kochanowska. Otwarte, Kraków 2016, s. 16.
*** Ibidem, s. 20.
**** ibidem, s. 22-23.

23.07.2017
niedziela

Pieski tyz protestujom

23 lipca 2017, niedziela,

Jak wiecie, ostomili, na tym blogu racej nie politykujemy. Ba casem robimy wyjątki. I teroz właśnie zdecydowołek sie na taki wyjątkowy wpis. Cemu? A bo wcora odwiedziła mnie Maryna Krywaniec i pedziała mi, ze podsłuchała, jak jacysi turyści godali, ze w ryktowanyk teroz w całej Polsce manifestacjak bierom udział… nawet psy. Na mój dusiu! Musiołek sprawdzić, cy to prowda! Nie zastanawiołek sie ani kwili i wartko pohybołek do Nowego Targu. Tamok planowołek hipnąć do jakiegosi autobusa. No i trafił sie autobus do samiućkiej Warsiawy. O dziewiątej wiecorem – byłek juz w stolicy.

Kany o tej godzinie mozno było póść? Zacąłek nasłuchiwać, co godajom ludzie na warsiawskik ulicak. No i dowiedziołek sie, ze właśnie protestujom pod chałupom Pona Prezesa przy ulicy Mickiewicza. Ino kany ta ulica jest? Kapecke casu mi zajęło, zanim sie tego dowiedziołek. Ba kie sie w końcu dowiedziołek, to piknie ku niej pohybołek.

Kie tamok dotorłek, dowiedziołek sie, ze manifestacja trwo juz od dość downa – od ponad dwók godzin. Ale grupka ludzi ciągle tamok stała. Nieftórzy trzymali płonące świece, ftosi mioł flage polskom, ftosi unijnom, a ftosi – mioł nawet piknego nadmuchanego rózowego kota.

A po kwili odkryłek, ze wśród tyk protestującyk som tyz… pieski! O, Jezusicku! Prowdziwe pieski! A więc Maryna sie nie myliła!

Niniejsym, ostomili, poznojcie piknie siumnom Mrówke…

…i piknie siumnom Wanilie…

Obu pieskom, a dokładniej pieskowym dziewcynom – piknie dziekuje za to, ze zgodziły sie na umiescenie ik zdjęć na tym blogu.

A wos, ostomili, piknie pytom, cobyście bocyli, ze jeśli te nasom polskom ślebode udo sie obronić – to bedzie zasługa nie ino wos ludzi, ale nos psów tyz. Hau!

P.S. Jest sporo komentorzy pod poprzednim wpisem, na ftóre jesce nie zdązyłek odpowiedzieć. Piknie o nik boce i prędzej cy później poodpowiadom. Mom nadzieje, ze w ciągu najblizsyk paru dni 🙂

13.07.2017
czwartek

Z Felkowej kawiarni

13 lipca 2017, czwartek,

Ten wpis, ostomili, ryktuje jo, siedząc se w piknej kawiarni w Nowym Targu. Kawiarnia tak w ogóle nalezy do Felka znad młaki, co to jest najbogatsy w mojej wsi. Haj. Zakrodłek sie tutok tuz przed zamknięciem, a jak rano kawiarnie otworzom – to se stela piknie wyjde. I ślus.

Pewnie fcecie wiedzieć, po co jo tutok przysłek, kie powinienek siedzieć na holi i owiecek pilnować. Ano… postanowiłek zrobić eksperyment naukowy. I mom nadzieje, ze wy, ostomili, piknie mi w tym pomozecie. Jak ta pomoc miałaby wyglądać? Juz piknie syćko wyjaśniom.

Otóz jakisi cas temu przeglądołek se internet i natrafiłek na ciekawy tytuł: Kawa z czekoladą czyni nas mądrzejszymi!

Na mój dusiu! Mądrzejsymi? Ciekawe jak? Postanowiłek przecytać. No i wycytołek to:

Naukowcy z Uniwersytetu Georgia przeprowadzili bardzo ciekawe badania, których wyniki powinny ucieszyć miłośników czekolady i kawy.
W celu sprawdzenia właściwości tego napoju, do udziału w eksperymencie zaproszono studentów, którym zalecono codzienne wypijanie kawy, gorącej czekolady lub mieszanki tych produktów. Grupie kontrolnej serwowano placebo. Każdego dnia, po wypiciu napoju, uczestników badania proszono o wypełnienie testu, mającego zobrazować kondycję ich mózgu.
Jak wykazały wyniki eksperymentu, w dniach, kiedy pili kawę z czekoladą, badani wykazywali się znacznie wyższym poziomem koncentracji, niż osoby pijące inne napoje. Czas reakcji na zadania zdecydowanie się skrócił, a średni wynik testu znacząco się podnosił.

O, Jezusicku! Jeśli to syćko prowda, to jo tyz fciołbyk wypić kawe z cekoladom i stać sie od tego mądrzejsy! Ino… cy na psy tako miesanka działo podobnie jak na wos ludzi? Sama cekolada… niestety dlo psów jest niezdrowo. Ale moze kie połącyć jom z kawom, to wejdzie z niom w takom reakcje chemicnom, ze piknie pomoze, zamiast zaskodzić? Cóz. Pokiela nie sprawdze, to nie bede wiedzioł. I właśnie dlotego zakrodłek sie do Felkowej kawiarni. Bo tutok bede mioł syćkie niezbędne akcesoria do mojego naukowego eksperymentu.

Teroz, ostomili, odejde stela na kwilecke i zrobie se kawy. Jak jom zrobie, to wypije. A jak wypije, to wróce tutok i zascekom…

*********************************

No, wypiłek i jestem nazod. Teroz posłuchojcie:

Hauhau! Hauuu! Hau! Hau! Hau-hau-hauu! Hau!

Posłucholiście? Piknie!

To teroz znów zrobie se kawy, ale tym rozem z cekoladom. Piknie przepytuje wos, ostomili, ze znowu stela odchodze, ba za kwilecke wróce i popytom cobyście wsłuchali sie w moje scekanie jesce roz…

*********************************

I znowu ku wom wróciłek. Barzo piknej kawy z cekoladom właśnie sie napiłek. No i posłuchojcie:

Hau! Hauhauhauhau! Hau! Hauuuu! Hau-hau-hau!! Hau! Hau!!

No i jak wom sie widzi? Ftóre scekanie wasym zdaniem zabrzmiało inteligentniej? To po kawie bez cekolady cy po kawie z cekoladom? Hau?

P.S.1. Mieli my ostatnio w Owcarkówce kapecke piknyk świąt. 28 cerwca były Madgareckowe urodziny. Zdrowie Madgarecki! 🙂

P.S.2. A następnego dnia – mieli my imieniny Paffeckowe. Zdrowie Paffecka! 🙂

P.S.3. 1 lipca była rocnica ślubu Olecki i Pona Oleckowego. Zdrowie Poństwa Oleckowyk! 🙂

P.S.4. A 8 lipca -imieniny Babeckowe były. Zdrowie Babecki! 🙂

19.06.2017
poniedziałek

Ruch bąckowy

19 czerwca 2017, poniedziałek,

Jesce kapecke, ostomili, jesce ino kapecke i bedziemy mieli pikne lato. Kie dokładnie ono sie zacnie? Kalendorzowe – jak zwykle. A astronomicne – jak napisali tutok21 czerwca o godzinie 6:23. O tej godzinie Ziemia zwróci się do Słońca swoim biegunem północnym, a biegun południowy odwróci się do naszej gwiazdy tyłem. Tegoroczne lato potrwa przeszło 93,5 doby.

Hmm… Tutok chyba sie cosi nie zgadzo. No bo poźrejcie. Rok mo 365 dni, pory roku som śtyry, więc kie licbe dni w roku podzielić przez licbe pór, to sami bez trudu se wylicycie:

365 : 4 = 91,25

Nawet kieby wziąć pod uwage rok przestępny – wyjdzie 91,5. No to cemu lato mo trwać jaz 93,5 dnia? Cyzby było ono dłuzse niz inkse pory roku? Ano… okazuje sie, ze tak właśnie jest. Ba mało tego! Ono z roku na rok robi sie coroz dłuzse! A cemu? Ano podobno dlotego, ze – jako napisali w zalinkowanym wyzej artykule – oś, wokół której obraca się Ziemia, ulega tak zwanej precesji. Pod wpływem innych ciał niebieskich – głównie Słońca i Księżyca, ale także innych planet – chwieje się jak zwalniający zabawkowy bączek, zataczając swoimi końcami pełne koła co blisko 26 tysięcy lat.

Zabawkowy bącek? Na mój dusiu! Jo potela wiedziołek, ze Ziemia krynci sie ruchem obrotowym i wirowym. Ale ze jesce bąckowym – tego dowiaduje sie dopiero teroz. Bajako.

Ale w sumie to chyba dobrze, ze tak sie dzieje? No bo skoro lato sie wydłuzo, to wakacje tyz bedzie trza wydłuzyć. Cyli wy ludzie powinniście sie ciesyć. A jo tyz sie ciese, bo jak bedom dłuzse wakacje, to dłuzsy tyz bedzie cas, kie turyści bedom zachodzili na mojom hole. A jak bedom dłuzej zachodzili – to dłuzej bede mógł wyłudzać od nik kanapki. O, Jezusicku! Cosi cuje, ze spośród syćkik ruchów ziemskik ten bąckowy bedzie moim ulubionym. Haj.

Śpekuluje ino, skąd ten ruch sie właściwie wziął? Cy naprowde słonko i księzyc som tego przycynom? Przyjrzyjcie sie obu ciałom niebieskim. Cy one wyglądajom na takie, ftórym w głowie byłoby wprawianie nasej pocciwej planety w jakiesi niepowozne ruchy? E, nie widzi mi sie. Kie pozirom na dostojny księzyc i na jaz oślepiająco dostojne słonecko – zupełnie mi sie to nie widzi. Bajako. Więc jo se myśle, ze to było inacej. Jak? Ano tak, ze kie Pon Bócek dokońcył dzieło stworzenia, to był tak sakramecnko strudzony, ze twardo usnął. I nimo sie co dziwić. Wy, kiebyście stworzyli cały wsekświat, tyz bylibyście zmęceni. A kie Pon Bócek społ, to janiołki postanowiły sie zabawić. I to one właście zakrynciły Ziemiom, jako bąckiem. I przez to krynci sie tak ona jaz potela. Jedno mnie ino turbuje. Kozdy bącek, prędzej cy później, przestoje sie kryncić. Więc naso Ziemia w końcu tyz przestonie. Tym samym skońcom sie korzyści z długiego lata. Chyba ze… ftosi tutok kapecke pomoze. Fto? Ocywiście znowu janiołki. Mom więc do tyk siumnyk niebiańskik duchów piknom prośbe. Ostomiłe janiołecki, jeśli bąckowy ruch nasego globu ustonie, to jo piknie pytom cobyście go piknie wznowili. Bo nawet jeśli jo tego ustania nie dozyje, ani nifto z gości Owcarkówki, to następne pokolenia dozyjom. A one przecie tyz bedom fciały, coby lato piknie było jak najdłuzse. Hau!

P.S. A tak w ogóle 21 cerwca bedzie nie ino pierwsym dniem lata, ale tyz piknym dniem imienin Aleckowyk i Alseckowyk. Ostomili, zdrowie Alecki i Alsecki! 🙂

css.php