Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego

10.05.2018
czwartek

Polskie drogi (cekoladowe)

10 maja 2018, czwartek,

Cysterna z płynną czekoladą przewróciła się na A2, w okolicy Słupcy – brzmi jedno z najnowsyk doniesień Gazety Wyborcej.Czekolada wylała się na jezdnię. Autostrada jest zablokowana w obu kierunkach. […] Kierowca ciężarówki trafił do szpitala, prawdopodobnie ma złamaną rękę.

No i ta złamano ręka to jedyno niedobro rzec w tym całym wydarzeniu. Dlotego pechowemu ponu kierowcy piknie zycmy, coby wartko wyzdrowioł i coby jak najsybciej jego bidno końcyna przestała być zniewolono przez sakramencki gips.

Ale tak poza tym… cy to źle, ze kawałecek autostrady przeinacył sie z asfaltowego na cekoladowy? E, nie widzi mi sie. Bo poźrejcie, ostomili…

Po pierwse – jak zauwazyli internauci komentujący ten artykuł, Polska wprowdzie nie jest krainom mlekiem i miodem płynącom, ale za to właśnie stała sie krajem płynącym cekoladom. Tyz piknie.

Po drugie – równowaga w przyrodzie musi przecie być. Skoro zimom drogi som solone, to wte, kie jest ciepło, powinny być słodzone.

Po trzecie – dziury w cekoladowej jezdni drogowcy bedom duzo chętnie łatali niz w tradycyjnej, bo świezo kładziono cekolada bedzie pachniała im duzo pikniej niz świezo kładziony asfalt.

Po cworte – cekolada piknie wpływo na poprawe nastroju. W takim rozie kierowcy jadący po cekoladowej drodze bedom mieli barzo pikny nastrój, zwłasca wte, kie przy mocno grzejącym słonku w powietrzu bedom sie unosiły opary z drogi. Dobry nastrój powinien wpłynąć na poprawe kultury jazdy, kultura jazdy zaś – na piknom poprawe bezpieceństwa ruchu drogowego.

Po piąte – drogi jak to drogi, roz som potrzebne, a roz nie. Kie asfaltowo droga przestoje być potrzebno, to właściwie nie barzo wiadomo, co z niom zrobić. A kie cekoladowo droga przestonie być potrzebno – bedzie mozno jom po prostu zjeść.

Po sóste – pomyślołek se, ze wselkie oznakowania na jezdniak (zebry na przejściak dla piesyk, linie ciągłe, linie oddzielające pasy ruchu i tak dalej) mozno ryktować nie z jakiejsi toksycnej farby, ba tyz z cekolady – telo ino ze biołej.

Po siódme – rusającemu w trase kierowcy bedzie mozno zycyć nie ino syrokiej, ale tyz słodkiej drogi. I pewnie dlo niejednego ta drugo wersja bedzie przyjemniejso.

Heeej! Skoro – jako widzicie – cekoladowe drogi majom telo zalet, to inkse kraje tyz bedom fciały takie drogi mieć. I wte bedziemy mogli piknie sie kwolić, ze my tutok byli pierwsi. A mało komu potela znano Słupca stonie sie hyrno na cały świat i bedzie mogła piknie zarabiać na zagranicnyk turystak, pragnącyk na własne ocy uwidzieć kolebke wielkiej światowej rewolucji w inzynierii drogowej.

Jedno mnie ino dziwi. Otóz w zbocowanym przez mnie arytkule pisom, ze strażacy próbują usunąć płynną czekoladę z autostrady A2. Na mój dusicku! Po co? Cemu fcom usunąć cosi, co ryktuje telo pozytecnyk rzecy? Cy widzicie, ostomili, choć jeden racjonalny powód, coby przywracać tamtejsom jezdnie do poprzedniego stanu? Bo jo – w świetle przedstawionyk wyzej argumentów – nie widze w tym najmniejsego sensu. Hau!

P.S.1. Juz za niedługo, 16 maja, bedom Jędrzejeckowe imieniny. Zdrowie Jędrzejecka! 🙂

P.S.2. Dwa dni później – obfitość urodzin: BlejkKocickowe, Heleneckowe i Misieckowe. Zdrowie BlejkKocicka, Helenecki i Misiecka! 🙂

P.S.3. 19 maja zaś – urodziny i imieniny Pona Pietra. Tamok, ka on teroz jest, na pewno wielu jego zdrowie wypije, ale i my tutok wypijmy je piknie. Zdrowie Pona Pietra! 🙂

18.04.2018
środa

Medal pona Igora

18 kwietnia 2018, środa,

Na mój dusiu! Syćka juz chyba o zimie zabocyli, tymcasem mi… właśnie sie przybocyło, ze tejze zimy w tym piknym koreańskim Pjongczangu były nie ino igrzyska olimpijskie, ale paraolimpijskie tyz. O wydarzeniak z tyk pierwsyk, jak wiadomo, furt gwarzyły syćkie media. A o tyk drugik? Krucafuks! Cosi pewnie gwarzyły, ale tak niewiele, ze do moik owcarkowyk usu nic z tego nie dosło.

Ba kie juz ta paraolimpiada mi sie przybocyła, to ocywiście zaroz postanowiłek sprawdzić, cy zdobyli my tamok jakisi medal cy nie. No i sprawdziłek. I… na mój dusicku! Zdobyli my! Wprowdzie ino jeden, ale zdobyli! Wywalcył go pon Igor Sikorski w slalomie gigancie. I telo wystarcyło, coby było lepiej niz śtyry roki temu w Soczi, ka niestety zodnemu z nasyk paraolimpijcyków nie udało sie hipnąć na podium. Bajako.

Z tego, co nolozłek przez Gugle, dowiedziołek sie, ze pon Igor kiesik był zdrowym cłekiem, ba kie mioł siedemnoście roków, to uległ niescynśliwemu wypadkowi. No i ten wypadek niestety trwale przykuł go do inwalidzkiego wózka. Co – będąc w takim stanie – zacął robić? Ano to, co mogłoby być piknom ilustracjom do niedownego TesTeqeckowego wpisu – zamiast pogrązyć sie w rozpacy nad tym, co stracił, wziął sie w gorzć i zostoł piknym zimowym sportowcem. Od paru tyźni zaś – jest tyz piknym paraolimpijskim medalistom. Ino… hmm… cy aby na pewno paraolimpijskim, nie olimpijskim? Poźrejcie, ostomili, na słowo „paraolimpiada”. Brzmi ono kapecke tak, jak by oznacało cosi gorsego od olimpiady. A jest? Wse widziało mi sie, ze nie. Ba potela nie miołek na to zodnego naukowego dowodu. I dopiero kie dowiedziołek sie o sukcesie pona Igora, to nagle… jakby mnie oświeciło. Na mój dusicku! Co on w tym Pjonczangu zdobył: medal cy paramedal? Ano – medal. Wsędy tak pisom, więc tak musi być. I na pewno tyz stanął na podiumie, a nie jakimsi parapodiumie. Cyli – ten pikny brązowy krązek musioł zostać zdobyty na olimpiadzie, a nie na jakimsi para-coś-tam. Haj.

Zatem syćko jasne: to wcale nie było tak, ze w lutym mieli my igrzyska olimpijskie, a w marcu paraolimpijskie. Tak naprowde to w lutym była pierwso, a w marcu – drugo cynść tej samej olimpiady. Nazywanie tej drugiej cynści paraolimpiadom to tak, jakby drugi tom Lalki pona Prusa nazywać Paralalkom. I ślus.

A z tego, co właśnie naukowo udowodniłek, wyniko dlo nos, ostomili, jedno pikno rzec – prowda jest tako, ze nas dorobek z ostatnik zimowyk igrzysk to nie dwa medale, ino trzy: złoty Kamila, brązowy druzyny skocków i brązowy pona Igora. Nasym skockom juz piknie gratulowali my sukcesów. Teroz więc – choć z opóźnieniem – pogratulujmy tyz ponu Igorowi. Bo to dzięki niemu momy o jeden medal więcej, niz nom sie potela widziało. Brawo pon Igor Sikorski! Brawo i hau!

P.S.1. A juz w te środe, ostomili, piknie mozemy tutok świętować, bo to dzień piknyk Aleckowyk urodzin. No to zdrowie Alecki! 🙂

P.S.2. A 23 kwietnia to dzień Świętego Wojciecha – cas wyjścia z owieckami na hole. Ale to jest tyz dzień Motyleckowyk imienin. Zdrowie Motylecka! 🙂

P.S.3. Dzień poźniej… piknego urodzinowego festiwalu w Owcarkówce ciąg dalsy – Plumbumecka nom sie urodzi. Zdrowie Plumbumecki! 🙂

P.S.4. Zaś kolejne dwa dni pózniej, 26 kwietnia – urodzi sie Alsecka. No to zdrowie Alsecki! 🙂

29.03.2018
czwartek

Malchos

29 marca 2018, czwartek,

Co sie działo w pierwsy w historii poranek wielkanocny? To wiecie – Poniezus piknie zmartwykwstoł, a potem piknie spotkoł sie w wiecerniku z apostołami. Ale cy wiecie, co zadziało sie po południu tego samego dnia? Ano… Święty Pieter, po tym syćkim, co ostatnio przezył, postanowił kapecke sie zrelaksować. No i poseł na mały spacer po przedmieściak Jerozolimy. Kie se tak piknie spacerowoł, to w pewnej kwili… uwidzioł idącego z naprzeciwka chłopa, ftóry mioł mocno naciągniętom na usy copke frygijskom.

– Co za cudok! – zaśmioł sie w myślak Święty Pieter. – Cemu on tak opatulił ten swój łeb? Mo chore zatoki cy jak?
– O, krucafuks! To wy! – wykrzyknął tymcasem ów chłop.
– My sie znomy? – zdziwił sie Święty Pieter.
– A nie? – cłek we frygijskiej copce odpowiedzioł pytoniem na pytonie. – A fto trzy dni temu w Ogrodzie Oliwnym amputowoł mi ucho?

Na mój dusiu! Bocycie te biblijnom historie o słudze arcykapłana Malchosie? Tym, ftóremu Święty Pieter obciął ucho, kie próbował bronić Poniezusa przed hereśtowaniem? Tenze Malchos, we własnej osobie, stoł teroz przed nasym apostołem.

– Bajuści, poznoje wos – zacął se przybocować Pieter. – Ale przecie Poniezus od rozu wom to ucho przywrócił. Nawet minuty wase kalectwo nie trwało. Więc w cym problem?
– Pytocie, w cym problem? – odporł Malchos. – No to poźrejcie.

Sługa arcykapłana ściągnął copke ze łba. Na mój dusicku! Okazało sie, ze teroz jego ucho przylegało do głowy… na odwyrtke! Brzeg małzowiny skierowany był nie ku karkowi, ino ku nosowi! A dolny płatek usny – teroz był górnym płatkiem. Cy to mozliwe, ze Poniezus, uzdrawiając bidoka, tak barzo sie pomylił?

– Nooo… yyy… – Święty Pieter zacął gorąckowo śpekulować, jak by tutok usprawiedliwić swojego Naucyciela. – Wiecie, krzesny… nocka juz była, więc nas Zbawiciel mógł nie za dobrze widzieć. A poza tym… on wte przecie działoł w warunkak barzo dlo niego stresującyk.
– Za to teroz jo mom stres! – wypalił Malchos. – I juz wse, do końca zywobycia, bede musioł chować to ucho pod copkom! Jeśli ten was Zbawca tak samo lecył trędowatyk, to jo im współcuje.
– Pockojcie, moze do sie to naprawić? – pedzioł Święty Pieter.

I chycił ucho Malchosa, próbując wykryncić je na drugom strone.

– Aaaaa! – rozległ sie wrzask. – Puscojcie! To boli!
– Ufff! – westchnął Pieter. – Mom inksy pomysł. Obetne wom to ucho jesce roz, a potem nazod je zreperuje. Poniezus mianowoł mnie swoim zastępcom, więc na pewno obdarzył mnie tyz mocom uzdrawiania.

Po tyk słowak Święty Pieter dobył swego mieca. Sługa arcykapłana zrobił krok w tył.

– Mowy nimo! – prociwił sie. – Nawet nie próbujcie mnie tknąć.
– Nimo sie cego bać – uspokajoł apostoł. – Jedno ciachnięcie, a potem jeden ozdrowieńcy dotyk – i po kłopocie.
– Nie! Ratunkuuu!!! – ryknął Malchos i rzucił sie do uciecki.

Święty Pieter rusył w pogoń. Goniący i goniony biegli z identycnom prędkościom, więc odległość między nimi cały cas była tako samo. Nagle… Malchos nie zauwazył, ze ftosi idzie z naprzeciwka i z całym impetem w tego kogosi prasnął. Święty Pieter nie zdązył wyhamować i zaroz tyz prasnął. Napotkano osoba musiała być sakramencko mocno, bo ani jedno, ani drugie zderzenie jej nie przewróciło. Wnet okazało sie, ze tym kimsi był… samiućki Poniezus!

– Co sie tutok dzieje? – spytoł Mesjas.
– Jezusicku ostomiły – zacął Pieter – wytłumoc temu sietniokowi, coby mi pozwolił uciąć to jesce roz.
– Nie pozwole! – krzycoł Malchos. – Roz ucięliście i wystarcy.
– No, słysys go, Ponie Jezu? – spytoł Pieter. – Godo, ze wystarcy, kie nie wystarcy.

Na mój dusiu! Jeden ino Pon Bócek mógłby cosi zrozumieć z tej chaotycnej gadaniny. Na scynście Poniezus nim był. I tylko dlotego syćko piknie zrozumioł.

– Drogi Malchosecku – Poniezus zwrócił sie do sługi arcykapłana. – Mos teroz takie ucho, jakie mos. Jeśli jednak barzo fces, moge wartko i bezboleśnie przywrócić je do poprzedniego stanu. Ba zanim to zrobie, dobrze sie zastanów – cy aby na pewno tego fces?
– Pytonie! – obrusył sie Malchos. – Ocywiście, ze fce przestać wyglądać jak pokraka!
– No to pockojmy ino, jaz tamten rydwan przejedzie – pedzioł Poniezus.

Faktycnie – na gościńcu pojawił sie jakisi rydwan, ciągniony przez dorodnego ogiera i kierowany przez cłeka ubranego w piknom rzymskom toge.

– Po co cekać? – ponagloł Malchos. – Jo fce jak najsybciej odzyskać normalny wygląd!
– Ale z ciebie głuptok! – wtrącił Święty Pieter. – Nie rozumies, ze jak ten niepilok uwidzi cud, to moze rozpoznać Poniezusa i złozyć donos, ze widzioł go zmartwykwstałego? Sygnalistów w dzisiejsyk casak nie brakuje.
– Cóz. – Malchos rozłozył ręce. – Nikt wom nie kazoł narazać sie władzy. Samiście se wybrali bycie totalnom opozycjom.
– Ponie Jezu – rzekł Pieter – pozwól, ze prasne w kufe tego arcykapłańskiego sługusa.
– Ani mi sie woz! – prociwił sie Poniezus. – Chyba ze od rozu praśnies tyz sam siebie, bo przecie godołek wyraźnie: bliźniego swego jak siebie samego.

W tej kwilecce rydwan zblizył sie do trójki rozmówców.

– O, krucafuks! – zawołoł cłek z rydwana. – Cy jo dobrze widze, ze jeden z wos mo ucho na odwyrtke?
– Mo – potwierdził Święty Pieter – ale lepiej, panocku, nie porusojcie przy nim tego tematu, bo on, kie godo sie o tym jego uchu, robi sie kapecke nerwowy.
– Wcale nie! – zaprzecył nerwowo Malchos.
– No cóz – rzekł woźnica rydwana. – Pozwólcie, ze sie przedstawie – jestem Revius Estradus. Właśnie objezdzom Imperium Rzymskie w posukiwaniu nowyk gwiozd imprez rozrywkowyk. I mom pytanie właśnie do tego panocka z przekrynconym uchem: nie fcielibyście zatrudnić sie w szoł-biznesie?
– Co? – Malchosa zupełnie zaskocyła ta propozycja. – Moze… ale… jo mom juz etat słuzącego u arcykapłana…
– Phi! – parsknął Estradus. – Nie wiem, kielo wom ten arcykapłan płaci, ale jo moge wom zapewnić taki dochód, ze za pół roku bedziecie mogli se zatrudnić własnyk słuzącyk. I bedziecie mogli spłacić syćkie kredyty, jeśli takie macie, nawet te w dutkak helweckik. Wystarcy ino, ze przyłącycie sie do trupy pod moim kierownictwem i bedziecie pokazywali to swoje niezwykłe ucho na festynak, bankietak u rzymskik senatorów i ocywiście w Koloseumie tyz.
– Brzmi zachęcająco – przyznoł Malchos, drapiąc sie za tym swoim niescynsnym (a moze jednak scynsnym?) uchem.
– Panocku! – godoł dalej Rzymianin. – Jo wom wyryktuje takom kampanie promocyjnom, ze nawet śwarne westalki bedom zabiegały o was autograf! Bedziecie piknym celebrytom.
– Celebrytom? – Ocy Malchosa zaświeciły sie z mocom tysiąca lumenów. – Na mój dusiu! Zgoda! Zaroz lece złozyć arcykaplanowi wymówienie.
– Piknie! – uciesył sie Estradus. – W takim rozie, panocku, spotkojmy sie jutro rano pod chałupom Piłata. Jeśli bedziecie juz rozmówieni z arcykapłanem – to dobrze. Jeśli nie – jo uzyje swoik wpływów, coby wartko podpisoł on z womi rozwiązanie umowy o prace za porozumieniem stron. I zaroz potem zabiere wos do Rzymu.

To powiedziawsy, zawołoł do swego konia „Wio!”* i rusył ku centrumowi Jerozolimy.

A Poniezus piknie sie oześmioł.

– No i jak, Malchosecku? – spytoł. – Nadal fces, cobyk poprawił ci to ucho?
– Za nic w świecie! – wykrzyknął Malchos. – A tak w ogóle barzo piknie dziękuje wom za to, zeście tak piknie to moje ucho wyryktowali. Sakramencko pikne! Na mój dusiu! Jak przyjedziecie kiesik do Rzymu, to koniecne mnie odwiedźcie. Zaprasom!
– Chętnie – odpowiedzioł Poniezus – ale jo juz ryktuje sie do wniebowstąpienia i na pojechanie do Rzymu racej juz nie bede mioł casu.
– A jo, skoro jestem zaprosony, barzo chętnie pojade – pedzioł Święty Pieter. – I fto wie? Jeśli mi sie tamok spodobo, to moze właśnie w tym Rzymie wyryktuje jo Stolice Pietrowom?

No i zaroz Malchos poseł w swojom strone, a Poniezus ze Świętym Pietrem w swojom. Po kwili Święty Pieter spytoł ino:
– Ostomiły Jezusicku, a tak właściwie to cy nie przeskadzo ci, ze pomogłeś temu chłopeckowi zdobyć hyr za sprawom prostackiej rozrywki?
– Prostackiej, ale nieskodliwej – zauwazył Poniezus. – A lud rzymski, spragniony panem et circenes, im więcej casu poświęci nieskodliwym rozrywkom, tym mniej bedzie go mioł na krwawe igrzyska.
– Na mój dusiu! Ty to mos głowe, Jezusicku! – pedzioł z uznaniem Święty Pieter, uświadamiając se po roz kolejny, ze zanim zostanie straznikiem bram raju, to bedzie musioł od swojego Mistrza jesce sie wiele naucyć.

Tymcasem Malchos… seł dziarsko przed siebie i radośnie podśpiewywoł:
– Tralalala! ♪ Bede celebrytom. ♪ Bede celebrytom… ♫

Heeej! W tej kwili nie było na świecie scynśliwsego cłowieka jako on! Więc jo, ostomili, fciołbyk wom piknie zycyć, cobyście w te wielkanocne święta byli nie mniej scynścliwi niz ów Malchos po spotkaniu z Poniezusem, Świętym Pietrem i tym Rzymianinem z branzy rozrywkowej. I ocywiście zyce wom tyz, coby jajka były smacne, mazurki piknie wypiecone, a woda w śmigus-dyngus ino w takik ilościak, w jakik lubicie. Wesołyk Świąt syćkim! Hau!

P.S.1. Ba tutok w Owcarkówce my tyz momy swoje święta. I tak oto tegorocno Wielko Sobota jest zarozem dniem Profesoreckowyk urodzin. Zdrowie Profesorecka! 🙂

P.S.2. A Wielkanoc – jest zarozem dniem Wawelokowyk imienin. Zdrowie Waweloka! 🙂

* Ocywiście zawołoł to po łacinie, ale… w słowniku polsko-łacińskim nie moge noleźć tego zawołania. Choć nolozłek tamok nawet słowo „kino”. Cóz… najwyraźniej starozytni Rzymianie cynściej chodzili do kina niz jeździli konno.

16.03.2018
piątek

Barzo pikny i wozny dzień

16 marca 2018, piątek,

Czy wiesz, że piwo to szczególnie postny napój? Odkryli to już średniowieczni mnisi. Ponad 700 lat temu grupa zakonników z niemieckiego miasta Einbeck uwarzyła specjalny rodzaj ciemnego, słodowego piwa, które miało im pomóc w przeżyciu okresu Wielkiego Postu. […] Piwo było tak pyszne, że mnisi zaczęli się przejmować czy spożywanie takiego napoju w poście oddaje pokutny charakter tego okresu. Legenda głosi, że postanowili skonsultować to z papieżem. Podczas ich podróży do Rzymu, piwo było narażone na szczególne warunki atmosferyczne, przez co uległo podwójnej fermentacji i się zepsuło. Gdy papież go spróbował, jego smak tak go odrzucił, że momentalnie stwierdził, że jego picie to doskonały sposób na wielkopostne wyrzeczenie.

Takom oto piknom legende mozecie, ostomili, noleźć na stronak deon.pl. Ino… cy ta historia nie widzi sie wom kapecke… dziwnom? No bo nie wiem, jakom wiedze o piwie majom dzisiejsi mnisi, ale w starodownyk casak – mieli ogromnom. W końcu Smadny Mnich nie nazywołby sie tak, jak sie nazywo, kieby słowo „mnich” nie kojarzyło sie z piknom wiedzom na temat tego złocistego trunku. Bajako.

Cy mozliwe zatem jest, ze średniowiecni zakonnicy nie umieli zabezpiecyć piwa tak, coby nie zepsuło sie w drodze do Rzymu? Nie, na mój dusiu! To nie jest mozliwe. Cemu więc jednak sie zepsuło? Powiem wom. Otóz kie ci miemieccy braciskowie wędrowali tak z tego swojego Einbecka do Wiecnego Miasta, to z góry poziroł na nik sam Pon Bócek. Poziroł, poziroł… i zacął rozmyslać:

– Heeej! Piwko, piwko… Pikno rzec! Tak pikno, ze nie miołek sumienia zabierać go cłowiekowi nawet wte, kie zezłościłek sie na niego i wygoniłek z raju. No i piknie sie to ludziom kwoli, ze umiom ten napój docenić. I zabawić sie przy nim tyz umiom. Teroz i w przysłości. Ot, choćby podcas takiego Oktoberfesta w październiku. Abo w Dzień Świętego Patryka 17 marca, cyli… na mój dusicku!… w okresie Wielkiego Postu!

Tutok Pon Bócek sie zafrasowoł.

– Niedobrze – pedzioł do siebie. – Nie trza być Ponem Bóckiem, coby sie domyślić, ze prędzej cy później nojdzie sie jakisi świętosek, bardziej papieski od papieza, co to zacnie głosić, ze piwo w taki cas musi być zakazane. I jesce bedzie godoł, ze tako jest wola bosko! Choć to ocywiście bedzie nieprowda, ale jo juz sie do tego przyzwycaiłek, ze co i rus jakisi cłek nazywo wolom boskom to, co z mojom wolom nimo nic wspólnego. Eh…

Heeej! Wsekmocnemu Stwórcy zol sie zrobiło ludzi na myśl o tym, ze ftosi moze im zakazać spozywania tego płynnego kawałecka raju przez caluśki Wielki Post. No ale przecie Pon Bócek nie od tego jest Ponem Bóckiem, coby tak łatwo sie poddawać. Postanowił wartko cosi wymyślić. Pomyśloł, pomyśloł… Znów poźreł na tyk jadącyk do Rzymu mnichów i… juz wiedzioł, co robić. Zrobił to, co było w tej kwilecce najprostse – sprawił, ze to wiezione z Einbecka piwo zwycajnie sie zepsuło. A co było potem – to juz piknie wiecie z legendy, ftórom przecytaliście na pocątku tego wpisu – Roma zalokutowała i causa sie sfinitowała. I ślus.

A ten Dzień Świętego Patryka bedzie juz za niedługo – w najblizsom sobote. Nie jest to polskie święto, więc mozecie, ostomili, obchodzić je abo nie. Mozecie wypić w ten dzień śklanecke piknego irlandzikego Guinnesa abo nie. I zaprzyjaźnić sie na te okazje z jakimsi leprechaunem* abo nie. Ba nie mozecie zaprzecyć, ze Dzień Świętego Patryka to jest barzo pikny i wozny dzień. Skoro sam Pon Bócek z jego powodu zapobiegł zakazowi picia piwa w Wielkim Poście – to inacej być nie moze. I hau!

P.S.1. A tak w ogóle jest to cas, kie róznyk świąt momy w Owcarkówce niemało. W ostatni wtorek były Hortensjeckowe imieniny i Małgosieckowe urodziny. Zdrowie Hortensjecki i Małgosiecki! 🙂

P.S.2. A najblizso sobota bedzie nie ino – zbocowanym wyzej – Dniem Świętego Patryka, ba tyz dniem Zbyseckowyk imienin i Jędrzejeckowyk urodzin. Zdrowie Zbysecka i Jędrzejecka! 🙂

P.S.3. W poniedziałek zaś, 19 marca, Józefickowe imieniny bedom. Zdrowie Józeficka! 🙂

P.S.4. A 22 marca – imieniny Noboru-Wataya Koteckowe. Zdrowie Noboru- Wataya Kotecki! 🙂

* A fto to taki ten leprechaun, o tym godołek juz dosyć downo temu, ale godolek – we wpisie z 21 listopada 2006 rocku.

27.02.2018
wtorek

Dwaj łyzwiorze z Chamonix

27 lutego 2018, wtorek,

I po olimpiadzie. Pikny znic nad Pjongczangiem zgosł. W telewizyjnyk programak sportowyk nie bedzie juz rozbrzmiewała ta pikno muzycka. Bo nawet jeśli bedzie ona towarzysyła jesce zawodom paraolimpijskim (cy bedzie – tego nie wiem), to i tak przecie nase telewizje nie bedom zbyt wiele o tyk zawodak zbocowały. Choć ocywiście niek to nie przeskodzi w trzymaniu kciuków za nasyk. Trzymojmy je piknie, ostomili, od 10 do 18 marca. A kie dokładnie? Tego mozno dowiedzieć sie tutok.

Heeej! Zimowe igrzyska, zimowe igrzyska… Jesce kapecke roków i bedziemy mieli okrągłom setnom rocnice rozegrania ik po roz pierwsy. Kany to sie wydarzyło? Ano – w piknym francuskim Chamonix, w 1924 rocku. Niedowno na stronak polskatimes.pl pojawiło sie pare zdjęć z tego wydarzenia. Fajne zdjęcia! A najfajniejse – przynajmniej dlo mnie – to, na ftórym widać starsyk kolegów pona Zbigniewa Bródki . Kie uwidzicie, ostomili, te fotke, to piknie pytom, cobyście zwrócili uwage na pona z lewej i pona w środku. Ta starodowno fotografia nie jest moze najlepsej jakości, ale mimo syćko piknie na niej widać, w co ci dwaj olimpijcycy som ubrani: w garnitury, biołe kosule i krawaty. Na mój dusiu! To jest dopiero pikny sportowy strój! Nigdy pikniejsego nie widziołek! Cemu więc w Pjongczangu, ani wceśniej w Soczi, ani jesce wceśniej w Vancouverze nifto w takim nie wystąpił? Cóz… widocnie w tej wielkiej gonitwie za róznymi mniej lub bardziej woznymi rzecami świat po prostu zabocył, ze sportowiec tyz moze wyglądać szykownie. Dzisiok twórcy strojów dlo wycynowców wymyślajom ino, jakie by tutok wyryktować kostiumy cy inkse kombinezony, coby móc w nik osiągać jak najlepse wyniki. W dodatku cynsto robiom to tak, coby nagiąć abo obejść przepisy. Tymcasem mi sie widzi, ze ubiór olimpijcyka powinien być przede syćkim stylowy. Wte taki olimpijcyk po pierwse, bedzie wiedzioł, ze samym ino wyglądem uciesy oko publicności, a po drugie – prosto ze sportowej areny bedzie mógł se pójść do kawiarni bez koniecności przebierania sie. Jedno i drugie sprawi, ze pocuje sie piknie komfortowo. A kie bedzie cuł sie komfortowo – to ocywiście bedzie lepiej biegoł, lepiej skakoł, lepiej kopoł piłke, no… po prostu lepiej bedzie robił to, co musi robić w swojej dyscyplinie. Bajako.

Tak więc niekze ten cały MKOl jak najsybciej ukwoli, ze na igrzyskak olimpijskik syćka ponowie obowiązkowo musom występować w piknyk garniturak. A ponie? Proponowołbyk jakisi wytworny kostiumik, eleganckom bluzke i… nie wiem cy portki, cy kiecke, ale scegóły ostawiom juz modowym mędrolom, bo jo sam przecie jestem psem pasterskim, a nie poniom Annom Wintour z Vogue’a. Bajako. W kozdym rozie mo być elegancko! Olimpiada to przecie powozno impreza, a nie cyrk abo bal przebierańców. Niek ci dwaj łyzwiorze z Chamonix słuzom tutok za wzór.

Jeśli pon Thomas Bach i jego kompani wykazom choć kapecke dobrej woli, to zdązom wyryktować stosowne przepisy, coby juz w 2020 rocku w Tokio mozno było podziwiać nie ino wycyny sportowców, ale tyz ik wytworne, nienagannie skrojone odzienie – i tyk z Polski, i tyk z Francji, i tyk z Hameryki, i tyk z Japonii…

O! A skoro juz zbocyłek ten Pikny Kraj Piknie Kwitnącej Wiśni, to na koniec, ostomili, mom dlo wos maluśkiego kłiza. Cy wiecie, w kielu olimpiadak wziął udział hyrny japoński skocek, pon Noriaki Kasai? Podpowiem wom – w ośmiu. Cy to duzo? Na mój dusiu! Ten siumny narciorz podobno pedzioł, ze dlo niego to ciągle za mało i on fce wystąpić w dziesięciu. To by oznacało, ze bedzie skakoł i w Pekinie w 2022 rocku, i – nie wiadomo jesce kany – w rocku 2026. Ze w tym 2026 bedzie mioł pięćdziesiont śtyry roki? Nie skodzi. Nie wiem jak wy, ostomili, ale jo – trzymom go za słowo. Hau!

P.S.1. A juz wkrótce, 3 marca, Fusilleckowe urodziny bedom. Zdrowie Fusillecki! 🙂

P.S.2. 7 marca – imieniny Profesoreckowe. Zdrowie Profesorecka! 🙂

P.S.3. A 13 marca to u nos dzień imieninowo-urodzinowy, cyli Hortensjeckowe imieniny i Małgosieckowe urodziny. Zdrowie Hortensjecki i Małgosiecki! 🙂

20.02.2018
wtorek

Zasługa Pietrka Żyły

20 lutego 2018, wtorek,

O, Jezusickuuu! Ale pikno sie nom ta olimpiada zrobiła! Jeden medal złoty i jeden brązowy to jest cosi, co nie udało sie nom na zodnyk zimowyk igrzyskak XX wieku. A w XXI? Ano… potela dwa rozy wypadli my lepiej i dwa rozy gorzej niz w Pjongczangu. Cyli teroz w sumie posło nom nieźle. A jak nieźle – to tyz piknie. Bajako.

Na mój dusiu! Brawo Dawid! Brawo Stefan! Brawo Maciek! A przede syćkim brawo Kamil, ftóry łącnie – w sobote i w poniedziałek – wywalcył dlo nos jeden i jednom-cwortom medalu! Brawa ocywiście nalezom sie tyz ponu Horngacherowi i całej ekipie, ftóro pomogła wyryktować nasyk skocków. A co z Pietrkiem Żyłom? Cy on, choć skakoł tamok ino na treningak, zasługuje na brawa? Ano… zasługuje. Bo nie wiem, cy wiecie, ale roz ten nas Pietrek postanowił przejść sie po tamtejsej wiosce olimpijskiej. No i chodził se tak, chodził, chodził… jaz w pewnej kwili natknął sie na wysokom na jakiesi dwa metry figure biołego tygrysa. Ocywiście był to tygrys Soohorang – pikno maskotka piknyk koreańskik igrzysk.

– Hehe, fajny kotecek! – pedzioł do siebie Pietrek i rusył dalej zwiedzać wioske.
– Krzesny! – usłysoł nagle za plecami. – Cy moge uścisnąć wom ręke?

Pietrek stanął, a potem zrobił w tył zwrot. Rozejrzoł sie… ale poza owym „koteckiem” nikogo w poblizu nie było.

– Na mój dusicku! – zawołoł Pietrek. – Fto to godoł? Przecie nie ta zabawka-olbrzym!
– A niby cemu nie? – odrzekła „zabawka-olbrzym”.

Krucafuks! Pietrek zemdloł. Ocuciło go klepanie po kufie. Otworzył ocy i… uwidzioł, ze to ten cały Soohorang tak go klepie. Pochyloł sie nad nasym narciorzem i delikatnie praskoł roz w lewy policek, a roz w prawy.

– O, Jezusicku!- zawołoł Pietrek. – Cuje, ze muse wartko zemdleć nazod!
– Nie mdlejcie, krzesny! Piknie pytom, nie mdlejcie! – zacął błagać tygrys.
– Dobrze, ale pod jednym warunkiem – pedzioł Pietrek. – Musicie przyznać, ze nie jesteście zodnom śtucnom beskurcyjom, ino tamok w środku siedzi jakisi chłop, ftóry zwycajnie se ze mnie śpasuje.
– Cóż, przyznoje, ze sytuacja jest nietypowo – rzekł Soohorang. – Ale przysięgom wom, ze zodnego chłopa we mnie nimo. Jestem – jak zeście sami pedzieli – śtucnom beskurcyjom.
– No to moze jesteście zdalnie sterowani przez kogosi? – dociekoł Pietrek.
– Tyz nie – pedziała olimpijsko maskotka. – Prowda jest tako, ze kie przechodziliście koło mnie wy – najzabawniejsy skocek świata, to ta waso zabawność ryktowała takie fluidy, ze jo – ozyłek. Najzwycajniej w świecie ozyłek.
– Niemozliwe! – wykrzyknął Pietrek.
– A powiedzcie mi krzesny – rzekł spokojnie Soohorang – co jest bardziej niemozliwe: ze śtucno postać ozyje cy ze dyktator Korei Północnej złagodnieje?
– No… ocywiście, ze bardziej niemozliwe jest to drugie – odpowiedzioł Pietrek.
– A widzicie! – triumfowoł Soohorang. – A jednak… Kim Dzong Un złagodnioł!
– On złagodnioł? – zdumioł sie Pietrek.
– A nie? – śtucny tygrys odpowiedzioł pytoniem na pytonie. – Przecie swoje czirliderki na te olimpiade przysłoł. I zgodził sie, coby jego Koreanki północne zagroły w jednej druzynie hokejowej z Koreankami południowymi. Obie rzecy jesce pare tyźni temu były nie do pomyślenia!
– Ano były – Pietrek nie mógł sie nie zgodzić.
– Właśnie! – godoł dalej Soohorang. – Tymcasem na wieść, ze do Pjongczangu przyjedzie hyrny arcyzabawny skocek, cyli wy, to ku zdumieniu całego świata ten okrutny tyran… przynajmniej na kwile… stoł sie kapecke mniej okrutny. Zatem skoro pod wasym wpływem stała sie rzec bardziej niemozliwo, to niby cemu nie miałaby sie stać ta mniej niemozliwo, cyli ozywienie maskotki, ftórom jo jestem?

Na mój dusiu! Z logicnego punktu widzenia – nie mozno było temu wywodowi nic zarzucić.

– To jak? – spytoł pikny symbol koreańskiej olimpiady. – Moge dostąpić piknego zascytu i uścisnąć ręke najwięksego wesołka w historii skoków narciarskik?
– Hehe! Niekze ta – zgodził sie Pietrek i podoł nowemu znajomemu swojom dłoń. – Ale w takim rozie jo tyz mom ku wom piknom prośbe: cy mozecie kopnąć mnie w rzyć? Ot, tak na scynście dlo nasej polskiej druzyny.

Soohorang piknie sie zgodził. No i Pietrek obyrtnął sie ku niemu tyłem, a ten – najpikniej jak ino umioł – kopnął nasego sportowca. Nie wierzycie? To poźrejcie na zdjęcie nojdujące sie tutok.

Tak więc, moi ostomili, sami widzicie, ze ten złoty medal Kamila i brązowy całej druzyny to pikny skutek owego kopnięcia. A jedyne, cego nalezy załować, to ze Soohorang kopnął Pietrka po konkursie na średniej skocni, a nie przed. Ba wniosek z tej całej historii jest prosty: na syćkie zimowe igrzyska trza zabierać Pietrka Żyłe. Nawet wte, kie bedzie juz mioł dziewięćdziesiont roków. I koniecnie musi on spotykać sie z olimpijskimi maskotkami. Jeśli tak bedzie, to i w rocku 2022, i w 2026, i w 2030… mozemy być spokojni, ze nasi skockowie nadal bedom piknie stawali na olimpijskik podiumak. Hau!

P.S.1. Pod ostatnim wpisem zawędrowoł do Owcarkówki nowy gość – Verbenecka. Powitać Verbenecke barzo piknie! 🙂

P.S.2. No a pikne medale piknymi medalami, ba w nasej budzie w ten poniedziałek mieli my jesce jednom okazje do świętowania – Wawrzeckowe urodziny. Zdrowie Wawrzecka! 🙂

P.S.3. A w najblizsom środe tyz świętujemy piknie, bo to w tym dniu Jagusickowe urodziny bedom. Zdrowie Jagusicki! 🙂

12.02.2018
poniedziałek

Legenda o Stefanie Huli

12 lutego 2018, poniedziałek,

Downo, downo temu, za górami, za lasami i sam juz nie boce za cym jesce, było se pikne beskidzkie miastecko, co to nazywało sie Szczyrk. A w tym Szczyrku zył se górol, ftóry nazywoł sie Stefan Hula. Był on narciarskim skockiem i barzo fcioł zdobyć olimpijski medal. Kie zatem zblizoł sie cas olimpiady, to trenowoł on piknie, coby w cas igrzysk być w jak najlepsej formie. Nie ino na nartak duzo ćwicył, ale tyz duzo hyboł po zbocak Skrzycznego i Klimczoka – dwók piknyk wiersycków wznosącyk sie nad Szczyrkiem. No i kie tuz przed wyjazdem na olimpiade hyboł se po górskiej perci, to wybiegł nagle z lasa na pokrytom śniegiem polane, a tamok… na mój dusiu! Prowdziwie dziwacny widok – jakisi stary, nawet barzo stary górol, w śmiesnej copecce z pomponem, wełnianym swetrze i w pumpak jeździł se po tej polanie na nartak. Ale jakik nartak! To były jakiesi starodowne deski, z jakiegosi muzeuma chyba, bo w casak, kie zył nas skocek Stefan, nifto juz takik nie uzywoł.

– Witojcie, krzesny! – zacepił Stefan nieznajomego – Jak sie wom tutok jeździ?

– A piknie, barzo piknie – odpowiedzioł tamten. – Mom ze sobom barzo smakowite oscypki, po skostowaniu ftóryk moge jo na tyk nartak i jeździć, i skakać i pikne biegi ryktować. Fcecie, panocku, jednego?
Zanim Stefan zdązył odpowiedzieć, tajemnicy cłek wyciągł zza pazuchy oscypka i podoł skockowi.

– Zabiercie go ze sobom na olimpiade – pedzioł przy tym. – Jak bedziecie tamok skakać, to przed pierwsym skokiem zjedzcie połowe, a przed drugim – drugom połowe. Zróbcie tak, a nie pozałujecie.

Stefan był zaskocony. Ale coby nie okazać sie nieuprzejmym, wziął oscypka, a potem ściągł z grzbietu plecak, coby schować w nim ten nieocekiwany podarunek. Zaroz postawił plecak na ziemi u swyk stóp, pochylił sie nad nim, otworzył i piknie zapakowoł oscypka do środka. Kie zaś sie wyprostowoł… uwidzioł, ze tajemnicego cłeka juz nimo!

– Na mój dusiu! – wykrzyknął Stefan. – Kany sie on podzioł? A, pewnie odjechoł na tyk swyk starodownyk skijak do lasa. Ino… Zaroz! A skąd on wiedzioł, ze jo jestem skockiem jadącym na olimpiade? Cóz. Musioł widzieć mnie w telewizji, kie oglądoł transmisje z pucharu świata. I najwyraźniej piknie mnie rozpoznoł.

No i Stefan wrócił do domu i zacął ryktować sie do wyjazdu na olimpiade, ftóro była barzo daleko, bo jaz w Korei Południowej. Nie wiedzioł ino, cy posłuchać rady tego dziwnego narciorza cy nie posłuchać. W końcu uznoł, ze co mu skodzi zabrać jednego oscypka ze sobom. No i zabroł.

Kie zaś rozpocął sie olimpijski konkurs skoków, to nas Stefan tuz przed wyjściem na skocnie zjodł połówke tego otrzymanego od nieznajomego sera. Zaroz potem siodł na belce i hipnął. Ale na mój dusiu! Jak hipnął! Sakramencko piknie! Nolozł sie na pierwsym miejscu! Teroz więc nie mioł juz wątpliwości – przed drugim skokiem musi zjeść drugom połowe. Ba kie seł na te piknom koreńskom skocnie, coby hipnąć z niej ponownie, to nagle… uwidzioł lezącyk na ziemi i wijącyk sie z bólu trzek skocków: jednego miemieckiego i dwók norweskik.

– Ejze, krześni! – zawołoł Stefan. – Co sie z womi dzieje?
– O, Jezusicku! O, Jezusickuuu! – jęcoł Miemiec i dwók Norwegów. – Nie posłuchali my nasyk trenerów i to był nas błąd! Nasi trenerzy ostrzegali nos, cobyśmy przez całom olimpiade ani rozu nie pozirali w kierunku Korei Północnej. Ale przed kwileckom ukwalowali my, ze kie roz, ino na jednom sekundecke, tak z ciekawości poźremy w tamtom strone, to nic sie nie stonie. Ach! Jakie z nos były głuptoki! Ledwo ześmy w te zakazanom skierowali nase spojrzenie – bijący z tamtego kraju totalitaryzm tak straśliwie nos poraził, ze padli my na ziem i teroz syćko nos boli i cierpimy sakramencko. O, Jezusickuuuuuuuuuu!

Heej! Luto sie zrobiło Stefanowi, kie widzioł tyk trzek bidoków w takim stanie. I zacął śpekulować, jak by im tutok pomóc. No i pomyśloł tak:
– A moze te połówka oscypka by im pomogła? Skoro ten ser mo takom dziwnom moc, ze pomago wygrywać zawody, to fto wie? Moze mo tyz właściwoście lecnice?

No i Stefan wyciągł ten kawałecek oscypka, ftóry mu sie ostoł. Od łyzwiorki, ftóro przypadkiem przechodziła podązając na trening, pozycył na kwilecke łyzwe. Ostrzem tej łyzwy pokroił oscypka na trzy cynści. A potem wartko pocęstowoł nimi trzek cierpiącyk skocków. Na mój dusiu! Syćka trzej od rozu ozdrowieli! I mogli piknie przystąpić do skakania w drugiej kolejce. No i okazało sie, ze Miemiec, ftóremu trafiła sie najwiękso cynść, wygroł zawody. Norweg, ftóry dostoł ik kapecke mniejsom, zajął drugie miejsce. A drugi Norweg, ftóry dostoł najmniejsom, zajął miejsce trzecie. Nas bidny Stefan zaś – nolozł sie poza podium. Krucafuks! Ułamka punktu mu do tego podiuma zabrakło! Ale jednak zabrakło.

Niedługo potem jednak, kie nas skocek mioł juz wracać do wioski olimpijskiej, znienacka natknął sie na… tego samego starego górola, ftórego spotkoł niedowno w Szczyrku.

– O, Jezusicku! – wykrzyknął zdumiony sportowiec. – A skąd zeście sie tutok wzięli, krzesny?
– A, przyjechołek pokibicować nasym olimpijcykom – odpowiedzioł ów górol, a potem… wyciągnął z kieseni dwa barzo pikne złote medale, choć nienowe racej, wyglądały na narusone juz zębem casu.
– Wiecie, co to jest? – spytoł tajemnicy cłek. – Jedno to złoty medal olimpijski dlo zwycięskiego skocka narciarskiego na zimowyk igrzyskak w 1940 rocku. A to drugie – to taki sam medal, telo ino, ze z igrzysk z 1944 rocku. Cało bida w tym, ze i jednom, i drugom olimpiade trza było odwołać, bo w tym casie przez świat tocyła sie straśliwo wojna. Dlotego nifto tyk medali nie dostoł. Ale to niedobrze! Na cyjejsi syi powinny one w końcu piknie zawisnąć. No i jako ze tak ślachetnie sie zachowoliście, oddaliście bidnym cierpiącym rywalom swojego oscypka, rezygnując tym samym z pewnej wygranej – oba medale dostojecie wy.
– Jo? – Stefan był zupełnie skołowany. – Na mój dusiu! Kimze wy w ogóle jesteście, krzesny?
– A, jedni wołajom na mnie Dziadek, drudzy Marusarz, a wy wołojcie, jako fcecie – padła odpowiedź. – A teroz pochylcie sie, muse te dwa medale zawiesić wom na syi.

No i Stefan pochylił sie piknie. A kie juz był pochylony… nagle go olśniło. Przybocył se, ze „Dziadek” Marusarz to przecie… nifto inksy jak downy wicemistrz świata w skokak! Śtyrokrotny olimpijcyk – i przed wojnom, i po wojnie. A do tego wielokrotny mistrz Polski, w tym na skocni Skalite w Szczyrku w 1949 rocku. Ale… cy to mozliwe, coby to był on we własnej osobie?

Stefan wyprostowoł sie, ale… „Dziadka” juz tutok nie było. Oddalił sie wartko cy jak?
– E, chyba miołek jakiesi zwidy po przejściak dzisiejego dnia – pomyśloł Stefan.
Ba ledwo tak pomyśloł – na syi zadzwoniły mu dwa pikne złote medale. Na mój dusicku! A więc jednak to nie mogły być zwidy! Medale były prowdziwe!

I tak nas siumny skocek wrócił z olimpiady z dwoma zupełnie inksymi medalami, niz sie spodziewoł. Inksymi, ale wcale nie płónymi. Wręc przeciwnie! Tak niezwykłyk medali nifto inksy na tyk igrzyskak nie dostoł.

A! I jesce jedno. Ta łyzwiorka, co to pozycyła Stefanowi swojom łyzwe do pokrojenia oscypka, to była poni Mirai Nagasu. Dzień później – dzięki temu, ze maluśkie okruski tego oscypka przykleiły sie do jej łyzwy – zdołała ona wyryktować potrójnego aksla. JAKO TRZECIEJ DOPIERO ŁYZWIORCE W HISTORII IGRZYSK OLIMPIJSKIK. Wycyn ten sprawił, ze jej druzynie (bo to były akurat zawody druzynowe) udało sie wywalcyć pikny brązowy medal. Tak więc nie ino narciorzom ten oscypek od Dziadka przysłuzył sie piknie. Hau!

9.02.2018
piątek

Wiater w ocy – tyz pikny

9 lutego 2018, piątek,

Bidnemu furt wiater w ocy duje – tak godocie wy, ludzie. Cy słusnie? Z tego co mi wiadomo – nimo naukowyk dowodów ani na to, ze tako jest prowda, ani na to, ze to bździna. A przecie chyba nietrudno takom rzec zbadać? Wystarcyłoby paru socjologów, ftórzy wytypowaliby reprezentatywnom grupe bidoków i paru meteorologów, ftórzy zbadaliby, z jakiego kierunku wiejom ku tym bidokom wiatry. I sprawa byłaby rozstrzygnięto. Haj.

Mógłby ftosi ocywiście spytać, cy jest sens zajmować sie takimi rzecami. Na mój dusiu! Pewnie ze jest! Przecie kieby udało sie powyzsom teorie naukowo potwierdzić, to pozytek mółgby być przeogromny! Weźmy pierwsy przikład z brzega: w jakimsi rejonie rolnicym jest straśliwo posucha, od tyźni nie spadła tamok ani kropelka dyscu i syćko wskazuje na to, ze zodnyk zbiorów nie bedzie, ino same straty. Ba kilkadziesiąt abo kilkaset kilometrów dalej… wyryktowoł sie pikny układ nizowy, przez co tamok dlo odmiany – furt leje i leje. Cy jest jakisi sposób, coby przyciągnąć ten dysc? Ano właśnie! Kieby okazało sie, ze naprowde bidnym wse wieje w ocy – to jest! Wystarcy postawić jakiegosi bidoka na polu i popytać, coby skierowoł swój wzrok w te strone, ka ten dysc pado. Kie bidok tak zrobi – to zaroz wiater od strony owego dyscu zacnie ku niemu wiać. No a przy okazji – przywieje te wycekiwane od downa pikne opady atmosferycne. Widmo klęski nieurodzaju zostoje piknie zazegnone. I po kłopocie. Haj.

Ocywiście jeśli mo być sprawiedliwie, to takiego bidoka mozno do sprowadzenia dyscu wykorzystać ino roz. Cemu? No bo przecie za tak piknom przysługe godzi mu sie zapłacić. A kie mu sie zapłaci – to przestonie być bidokiem. Ba kie znowu zajdzie potrzeba, to przecie mozno w podobny sposób skorzystać z usług inksego bidoka. Abo jesce inacej – mozno posłuzyć sie… Felkiem znad młaki, ftóry jest bidny cały cas. Przynajmniej on sam tak twierdzi. Bajako.

Ba tak w ogóle to co by o tym wietrze w ocy nie godać, w opinii więksości z wos jest to cosi niedobrego. W opinii poni Marii Dąbrowskiej tyz – sądząc po tytule, jaki nadała pełnemu smutku ostatniemu tomowi „Nocy i dni”. I jeśli fcecie komusi dobrze zycyć, to zycycie mu, coby taki wiater nigdy mu sie nie przytrafił. A to moze być błąd! Nie musi być – ale moze. No bo weźmy choćby takiego skocka narciarskiego. Co skocek pedziołby o tym wietrze? Fto choć kapecke interesuje sie tom dyscyplinom sportu, ten wie, ze pedziołby tak:

Wiater w ocy? Heeej! Pikno rzec! Sakramencko pikno! Ocu mi nie zmrozi, bo mom gogle. Za to kie jo se hipne na tyk swoik nartak, to taki przeciwny wiater unosi mnie jak samolota, jak jakiegosi Boeinga abo inksego F-Sesnoście. I dzięki temu jo se lece, lece, lece… mijom punkt konstrukcyjny, lece dalej… a pon Szaranowicz woło zakwycony: „O, Jezusicku! Jaki pikny skok! Tak daleki, ze jaz muse sprawdzić, cy to aby na pewno jest zwycajno skocnia, a nie mamucio!” A co sie dzieje wte, kie duje nie w ocy, ino w rzyć? Krucafuks! Wte nimo nosenia, od rozu spadom, noty od sędziów dostoje tak niskie, ze jaz wstyd, a pon Szaranowicz nic nie godo, bo na widok tak słabego skoku mowe mu odejmuje.

Tak właśnie godajom skockowie. Zapytojcie pona Freitaga, pona Tandego cy nasego Kamila – syćka powtórzom słowo w słowo to samo, co przecytoliście przed kwileckom. Bajako. Tak więc, moi ostomili, kie zycymy cegosi nasym siumnym olimpijcykom w Korei, to trza barzo uwazać, cego komu sie zycy. Syćkim ocywiście pikne zycmy, coby w cas igrzysk byli w jak najlepsej formie, coby zoden pech im sie nie przytrafił, no i coby piknie stawali na piknym podiumie. Ba kie idzie o wiater – to zycenia musom być rózne. Łyzwiorzom, saneckorzom, snołbordzistom – zycmy, coby ani przez kwilecke nic a nic w ocy im nie zawiało. Natomiast skockom dokładnie na odwyrtke – im wiatru w ocy zycmy jak najwięcej. Hau!

P.S. Moi ostomili, z wasyk komentorzy pod poprzednim wpisem piknie wyniko, ze siumny pon Ahmet Gerik piknie zasługuje na honorowe obywatelstwo Owcarkówki. Niniejsym oficjalnie ogłasom, ze zostoje on kolejnym honorowym obywatelem nasej budy! Pikne gratulacje! Hau! 🙂

26.01.2018
piątek

Co myślicie o tym ponu z Turcji?

26 stycznia 2018, piątek,

Znocie, ostomili, pona Ahmeta Gerika z Turcji? Nie? Jo tyz do niedowna go nie znołek. Dopiero pare dni temu dowiedziołek sie, ze to jest taki pon, ftóry zamieskoł se w piknej Złotoryi na Dolnym Śląsku. A kie tamok zamieskoł, to wyryktowoł korcme, we ftórej sprzedoje teroz kebaby. Ot, zapewne tako samo kebabownia jak wiele inksyk w Polsce. Bajako.

Ba wiecie, co ten pon zrobił w sobote 13 stycnia? Przybocuje, ze była to sobota poprzedzająco nie byle jakom niedziele, ba takom, na ftórom przypadoł pikny finał Wielkiej Orkiestry Świątecnej Pomocy. Otóz wte pon Gerik chycił kawałek kartecki, wziął corny i cyrwony flamaster i napisoł tak: 14 stycznia 2018 r. (niedziela) czynne w godzinach od 1100 do 2000. Tego dnia 100% utargu oddajemy na WIELKĄ ORKIESTRĘ ŚWIĄTECZNEJ POMOCY. Wspieraj WOŚP razem z nami. ZAPRASZAMY!

I przycepił ten napis do drzwi swojej korcmy. Heeej! Kie mieskańcy miastecka dowiedzieli się o tym, to podobno przez cały dzień przybywali tamok duzo licniej niz zwykle. I nie ino kebaby chętnie kupowali, ba tyz z ochotom wrzucali dutki do stojącej tamok WOŚP-owej puski. Do kwili zamknięcia korcmy pon Gerik piknie uzbieroł 2531 złotyk i 21 grosy. I zgodnie z obietnicom – syćko przekazoł ludziom od pona Owsiaka.

Na mój dusiu! Jo wiem, ze siumno Wielko Orkiestra mo wielu bohaterów. Barzo dobrze zreśtom, ze ik mo. I nie wyklucom, ze byli tacy, ftórzy – w stosunku do swoik możliwości – dali na ten pikny cel więcej niz pon Gerik. Ale tak mi się widzi, ze właśnie jego worce scególnie pokwolić. Cemu? No bo po pierwse – to barzo piknie i barzo fajnie, ze te polskom akcje wspomógł ftosi pochodzący spoza Polski. A po drugie – jak pokwolimy pona Gerika, to jego rodakom powinno zrobić sie miło. A worce, coby zrobiło sie im miło po tym, jak niecałe dwa tyźnie przed finałem Wielkiej Orkiestry… jakisi fudament pobił we Warsiawie śtyrnostoletniom Turcynke, wykrzykując przy tym: „Polska dlo Polaków!”

Na mój dusiu! Musioł to być prowdziwy twardziel! Prowdziwie wielki bohater! Będąc dorosłym chłopem pobić 14-letniom dziewcynecke – to jest przecie nie lada wycyn! Pon Chuck Norris niek sie schowo. Haj.

A tak poza tym… cosi mi sie widzi, ze ten napastnik chyba nie znoł historii własnego kraju na telo dobrze, coby wiedzieć, jak wiele róznyk rzecy Polacy zawdzięcajom róznym nie-Polakom – i tym przybyłym z zachodu (na przikład pon Arend Dickmann), i tym ze wschodu (na przikład pon Sokrates Starynkiewicz), i tym z północy (na przikład pon Samuel Linde), i tym z południa (na przikład pon Antonio Corazzi abo król Batory, no a ostatnio – ocywiście pon Horngacher). A co ów Nieustrasony Pogromca Zagranicnyk Dzieci pedziołby na cornoskórego emigranta z samiućkiej Afryki, ftóry walcył w powstaniu warsiawskim, ramie w ramie z rodowitymi Polakami? Był taki! Moze kiesik wyryktuje o nim osobny wpis. Przikłady na to, kielo dobrego zrobili dlo nos cudzoziemcy, mozno by mnozyć. A kie je syćkie zebrać do kupy, to wniosek ryktuje sie taki, ze… kie Polska bedzie ino dlo Polaków – to przestonie być Polskom. I ślus.

Sam pon Gerik tyz kiesik doświadcył „polskiej gościnności”. Dwa roki temu… ledwo otworzył swojom kebabowom korcme – zaroz jakisi sietniok powybijoł mu syby. Na scynście przybys z Turcji od rozu poznoł tyz te prowdziwom nasom gościnność, juz bez cudzysłowu. Bo mieskańcy Złotoryi, kie dowiedzieli sie o tej całej przikrej sprawie, to tłumnie pohybali do tego bidoka, coby nakupować u niego jak najwięcej kebabów. Po co? Ano po to, coby jak najsybciej uzbieroł dutki na nowe syby. Tak więc Złotoryja powinna słynąć nie ino z kopalni złota, ale tyz z kopalni Ciepłego i Puchatego (co to jest Ciepłe i Puchate – to wyjaśniła kiesik u siebie Fusillecka). Zasoby tej pierwsej kopalni wycerpały sie juz downo temu. Zasoby tej drugiej – oby nie wycerpały sie nigdy. Haj. A fto mo ochote cosi więcej pocytać o owym Turku, ten informacje o nim nojdzie tutok i tutok.

Heeej! Nigdy w tej Złotoryi nie byłek. Jeśli jednak kiesik tamok trafie, to chętnie te korcme odwiedze. Ba w odróznieniu od inksyk korcm, ftóre odwiedziłek w swoim zbójnickim zywobyciu – z tej nicego nie wykrodne. Abo… wykrodne, ale zapłace – dutkami wyciągniętymi z Felkowego portfela. Tak więc jeśli pon Gerik zauwazy kiesik, ze w tajemnicy sposób znikł mu kawałecek kebabowego mięsa, ba w równie tajmnicy sposób na ladzie pojawiła sie gorzć banknotów – niek wie, ze to jo odwiedziłek jego lokal.

Kie cytołek o tym siumnym ponu z Turcji, to przybocyli mi sie honorowi obywatele nasej Owcarkówki. Nieftórzy z wos moze bocom – to był w swoim casie pomysł Anecki, coby ludziom, ftórzy zrobili cosi piknego, niekoniecnie trafiając przy tym na pierwse strony gazet, nadawać honorowe obywatelstwo nasej budy. No i najpierw takie obywatelstwo przyznali my ponu Marcelowi Gleffe i ponu Kasperowi Ilaugowi – za to, ze z narazeniem zycia ratowali dzieciaki, do ftóryk strzeloł pon Breivik. Potem dostały je trzy śwarne dziewcyny z Krakowa – za uratowanie psa, ftóry utknął w skalnej pułapce na Orlej Perci…

I tak se myśle, cy kolejnym nasym honorowym obywatelem nie zrobić właśnie pona Gerika? Za to, ze tak piknie wspomógł dzieło Wielkiej Orkiestry? Ba jak zwykle o zdanie muse spytać zaglądającyk do Owcarkówki internetowyk wędrowców. Jak myślicie, ostomili? Moze ten pon zostać nasym kolejnym honorowym obywatelem? Hau?

P.S.1. A skoro juz o nasej Anecce mowa… w najblizsy poniedziałek, 29 stycnia, bedzie rocnica ślubu jej i Pona Aneckowego. No to zrdowie Poństwa Aneckowyk! 🙂

P.S.2. Niedziela 4 lutego zaś jest dniem Motyleckowyk urodzin. Zdrowie Motylecka! A toast wznośmy tak głośno, coby usłysoł nos tamok, ka teroz jest 🙂

20.01.2018
sobota

Dwie mamucie radości

20 stycznia 2018, sobota,

Na mój dusiu! Do tego, ze nasi skockowie narciarscy zdobywajom medale w pucharowyk zawodak – zdązyli my sie juz przyzwycaić. Ze zdobywajom je na mistrzostwak świata – tyz my sie przyzwycaili. I na olimpiadak tak samo. Ale z mistrzostwami w lotak narciarskik – to juz inkso sprawa. Bo kie ostatni roz zdobyli my medal na takik mistrzostwak? Ano w 1979 rocku, dzięki ponu Pietrowi Fijasowi. Cyli wte, kie my syćka byli o 39 roków młodsi. A nas siumny Kamil Stoch – musioł jesce całe osiem roków pockać, coby sie w ogóle urodzić. Bajako.

No ale co sie zadziało w ten weekend – fto na bieząco śledzi wiadomości sportowe, ten wie. Miemcy wyryktowali u siebie mistrzostwa w hipkaniu z mamuciej skocni. A nas Kamil barzo piknie sie tamok spisoł – zajął pikne drugie miejsce. Cy mogło być lepiej? Cy mógł on te mistrzostwa wygrać? Ano… nieftórzy godajom, ze mógł. Ze kieby nie ten sakramencki wiater, ftóry uniemozliwił cwortom kolejke skoków, to nas górol z Zębu nadrobiłby straty do prowadzącego pona Tandego i to on stanąłby na najwyzsym stopniu podiuma, a nie Norweg.

Ba cy majom racje ci, co tak godajom? Heeej! Tego tak naprowde juz nigdy sie nie dowiemy. Ale mi sie widzi, ze racej nie. Owsem, Kamil piknie sie na tym miemieckim mamucie rozkryncoł, więc barzo mozliwe jest, ze kieby jednak dosło do cwortej kolejki, to hipnąłby duzo pikniej niz pon Tande. Duzo pikniej, ale… racej nie jaz tak, coby odrobić te dosyć sporom, bo jaz kilkunostopunktowom strate. Bardziej prowdopodobne jest, ze by jom zmniejsył. Moze nawet do ułamka punktu? Ale na mój dusiu! Wte dopiero byłoby biadolenie: O, Jezusickuuuu! – utyskiwaliby nasi licni rodacy. – Ułamka punktu zabrakło do mistrzostwa! Ino ułamka punktu! Co za pech! Nie mógł ten wiater zaduć choć kapecke pikniej, kie nas Kamil skakoł? Abo kapecke brzydziej, kie skakoł pon Tande? No, skoda, krucafuks. Straśno skoda.

I tak oto u wielu byłoby więcej smutku z powodu niezdobycia pierwsego miejsca niz radości z powodu zdobycia drugiego. Dlotego właśnie chyba dobrze, ze Pon Bócek wyryktowoł tamok wiater uniemozliwiający te cwortom kolejke. I dobrze ze było tak, jak było, ze syćka skakali telo rozy, kielo skakali i ze momy medal taki, jaki momy, cyli srebrny, cyli tyz pikny. Sakramencko pikny przecie! Bajako.

No ale na Kamilowym srebrze wcale sie nie skońcyło. Bo oto dzień później – nasi skockowie noleźli sie na podiumie mistrzostw druzynowyk. Na najnizsym stopniu wprowdzie, ale podium to podium. I ślus.

Wprowdzie o niespodziance racej godać nie mozno, bo wiele wskazywało na to, ze stać nos na miejsce w najlepsej trójce, wiadomo jednak, ze w sporcie nimo nic pewnego. Niedzielny konkurs jak najbardziej to potwierdził: najpierw medal zacął nom uciekać, więc nasi musieli go gonić. I nawet dogonili na kwilecke, ale zaroz potem… znów im zacął uciekać i trza go było gonić nazod. Na mój dusiu! Gonili go, gonili i… dogonili piknie! Ufff!

Komu ten pikny brąz sprawił najwięksom radość? Ano… wyglądo na to, ze Stefanowi Huli. Bo wprowdzie jego trzej koledzy – tak jak on – po roz pierwsy tak piknie wierchowali na tak ogromnej skocni, ale tak poza tym – medal na mistrzostwak świata to nie była dlo nik pierwsyzna. Dlo Stefana zaś – była.

W dodatku Stefan na taki pikny medal musioł cekać wyjątkowo długo. Bo to przecie najstarsy zawodnik w nasym zespole. Za niedługo skońcy 32 roki. Nikogo by więc nie zdziwiło, kieby przed tym sezonem siednął w swej chałupie i pedzioł se tak:
– Na mój dusiu! Co jo właściwie w tyk skokak jesce robie? Jaki jest mój dorobek przy moik kolegak z druzyny? Juz nie godom o Kamilu. Ale nawet w porównaniu z Pietrkiem, Maćkiem cy Dawidem osiągnąłek jo niewiele. Nawet przy Kubie Wolnym nie jestem jo nikim scególnym. Bo Kuba przynajmniej zdobył mistrzostwo świata w juniorak. A poza tym jest młody, syćko przed nim. A jo? Skoro przed trzydziestkom zodnym wybitnym skockiem nie byłek, to tym bardziej nie bede nim teroz. Lepiej chyba bedzie, jak schowom te swoje narty głęboko i nojde se jakomsi inksom robote. Na przikład bede sprzedawoł bilety na wyciąg krzesełkowy na Skrzyczne. Haj.

Mógł se tak pedzieć? Mógł. Mioł do tego pełne prawo. Ale on jednak uporł sie, coby skakać dalej. A jaki jest skutek tego uporu – teroz juz piknie wiemy. A więc worce było nie poddawać sie. Na mój dusiu! Piknie było worce!

Tak więc, moi ostomili, ten nas Stefan jest zywym dowodem na to, ze jeśli marzenia długo – nawet bardzo długo – spełnić sie nie fcom, to wcale nie jest powód, coby z nik rezygnować. Bo jeśli z nik zrezygnujemy, to – krucafuks! – moze tak sie zdarzyć, ze zrobimy to akurat na maluśkom kwilecke przed tym, kie właśnie miały sie spełnić. Hau!

css.php