Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego

8.12.2019
niedziela

I jesce jedno ksiązka pona Piątka i jesce jedno ksiązka pona Wohllebena

8 grudnia 2019, niedziela,

Na mój dusiu! Tak sie jakosi dzieje, ze kielo rozy wpodnie mi w łapy najnowso ksiązka pona Tomasza Piątka… to zaroz tyz trafio ku mnie jedno z ksiązek pona Petera Wohllebena. Juz dwa rozy tak sie zdarzało (godołek o tym we wpisak 4 sierpnia 2017 i 4 grudnia 2018 rocku), a niedowno… zdarzyło sie po roz trzeci. Przipadek? Tak sądze. Bo chyba nie fatum. Fatumy majom zazwycaj ciekawse rzecy do robienia niz dobieranie owcarkom podhalańskim lektur.

O cym tym rozem pon Piątek napisoł? Cy tytułowy bohater jego najnowsej ksiązki jest ten sam, co dwók poprzednik? Nie, tym rozem jest inksy. Ale tematyka podobno – rozmaite corne charaktery, mające blizse lub dalse związki z ponem Putinem i jego niezbyt sympatycnymi kompanami. Piknie widać, ze pon autor znowu napracowoł sie sakramencko. Fto poźre na przypisy, zaroz uwidzi, jak wiele trza było tamok prześledzić dokumentów z IPN-u i jak wiele różnyk publikacji przecytać. A do tego jesce cało kupa informacji od naocnyk świadków.

Cy ponu Piątkowi udało sie dowiedzieć syćkiego, cego fcioł? No…niestety nie. Cemu? Cóz… cynść dokumentów zaginęła. Cynść świadków juz nie zyje, a inksi zyjom, ba nie syćka fcom z ponem redaktorem godać.

Pomyślołek se więc, ze jo – jako ten najwięksy przyjaciel cłowieka – moze powinienek jakosi pomóc ponu autorowi w dotarciu do faktów potela dlo niego nieosiągalnyk? Ino – krucafuks – jak to zrobić? Przejrzołek jego ksiązke jesce roz, w nadziei, ze nojde cosi, co mnie nagle olśni. Potem przejrzołek znowu. Nie bede godoł, jak ta ksiązecka zacęła wyglądać po kilkakrotnym przekartkowaniu moimi owcarkowymi łapami. Ba kie po roz kolejny zacąłek jom wertować, to… nagle zwróciłek uwage na jednom pozornie mało woznom informacje. A dokładniej – na wzmianke o takim jednym chłopie, ftóry przez pewien cas był dyrektorem Hortexu.*

Na mój dusiu! Jak to sie stało, ze wceśniej na to nie wpodłek? Hortex! Krucafuks! Hortex! Firma, ftóro – jak wiadomo – ryktuje rózne soki. A z cego te soki som? Ocywiście z owoców. Kany zaś owoce rosnom? Ano… na piknyk drzewak i krzakak.

I w tej kwilecce uświadomiłek se, ze pon Piątek, zbierając materiały do swojej ksiązki, godoł z barzo wieloma ludźmi, ale… z ani jednym drzewem! A przecie niejedno z nik musiało być świadkiem niejednego spotkania opisanyk przez niego ancykrystów. Skoro zaś tak – to te drzewa majom na pewno wiele ciekawego do opowiedzenia.

Ftosi moze spytać: Niby jak miałyby one cokolwiek pedzieć? Przecie drzewa nie godajom! – Hahahaaaaa! Prowda, moi ostomili, jest tako, ze… godajom. Godajom piknie! Telo ino, ze w inksy sposób niz wy ludzie. Moze sie o tym przekonać kozdy, fto przecyto właśnie te ksiązecke pona Wohllebena, ftórom ostatnio przecytołek jo. Tytuł jej brzmi: „O czym szumią drzewa”.**

Dowiecie sie stamtela na przikład tego, ze drzewa majom… własny internet. Zreśtom duzo bardziej ekologicny od wasego ludzkiego. Bo ik internetem jest… grzybnia. Ona to – jak sie okazuje – słuzy nie ino do ryktowania podgrzybków i prowdziwków, ale tyz do przekazywania informacji.

Posłuchojcie, co pon Wohlleben o tym gwarzy: Znajdź internet grzybów! W tym celu rozgarnij górną warstwę leśnej ściółki. Tam gdzie jest mokro i widać już zbutwiałe liście, zaczyna się internet. Cienkie białe pasma, które krzyżują się ze sobą i biegną we wszystkich kierunkach, są czymś w rodzaju głównego przewodu. To nimi drzewa przesyłają wiadomość. Nie martw się – jeśli weźmiesz z ziemi kilka nitek grzybów, nie wyłączysz leśnego internetu. Wiadomości będą po prostu przesyłane okrężną drogą wokół niewielkiej wyrwy.***

Heeej! Wasi ludzcy informatycy powinni pomyśleć o cymsi takim zamiast tyk syckik światłowodów. A pon Piątek – tak mi sie widzi – moze hipnąć z laptopem i jakimsi kabelkiem USB do lasa. Tamok zaś – mógłby jednom końcówke kabelka wetknąć do komputra, a drugom wepchnąć w jakomsi grzybnie, ftórom w tym lesie nojdzie. Skoro grzybnia to internet, to… na ekranie laptopa powinien wyświetlić sie komunikat, ze wykryto nowe połącenie. I wte pon Piątek mógłby piknie wystukać na klawiaturze na przikład takie słowa: Hej, heeej! Ostomiłe drzewa! Jestem pon redaktor Tomasz Piątek, dziennikorz śledcy. Próbuje jo tropić brzyćkie sprawki róznyk cornyk charakterów. Cy jest wśród wos takie drzewo, ftóre mogłoby mi pomóc?

Zdziwilibyście sie, ostomili, kieby na monitorze pona Piątka pojawiła sie odpowiedź ze strony drzew? Jo – jesce niedowno zdziwiłbyk sie straśnie. Ale teroz, po lekturze pona Wohllebena – ani kapecke.

Ocywiście mogłyby sie tutok zrodzić dwie wątpliwości. Jedno jest to tako, ze przecie ludzie nie znajom drzewnego języka. Cy zatem pon Piątek byłby w stanie porozumieć sie ze światem roślin? Spokojnie. Mógłby. On jest przecie z wykstałcenia lingwistom. Więc na pewno se piknie poradzi.

Drugo zaś wątpliwość jest tako, ze kieby pon redaktor zacął godać z drzewami, to cy corne charaktery nie postanowiłyby robić tak samo? Moze tyz zacęłyby gwarzyć z bukami, dębami i inksymi lipami w celu wciągnięcia ik do jakiejsi mafii? Ale tutok tyz byłbyk spokojny. No bo cy jest znany choć jeden przipadek, coby w ciągu milionów roków istnienia drzew na nasej planecie choć jedno z nik zachowało sie niegodziwie? Ano… chyba nimo. Przipadki, kie drzewo przygnietło cłowieka ocywiście sie nie licom, bo wte winne jest nie drzewo, ino wiater, ftóry je przewrócił. A zatem drzewa som w porządku. One tylko z porządnymi ludźmi bedom współpracowały. Natomiast z weredami – nimo takiej opcji. I hau!

*Tomasz Piątek, Morawiecki i jego tajemnice. Arbitror, Warszawa 2019, s. 43.

**I jest tamok pikny rozdział pt.: „Czy drzewa potrafią mówić?” (Peter Wohlleben, O czym szumią drzewa, tł. Ewa Kochanowska. Otwarte, Kraków 2018, s. 38-40).

*** Op.cit., s. 43. Tak w ogóle pon Wohlleben o komunikacji międzydrzewowej pisoł tyz w inksej swojej ksiązce, Sekretne życie drzew, o cym zreśtom tyz juz godołek ponad dwa roki temu, we wpisie z 4 sierpnia 2017 rocku.

27.11.2019
środa

Jo mom idealnego kandydata na prezydenta

27 listopada 2019, środa,

Na mój dusiu! Co teroz robi opozycja? Ano… furt śpekuluje, kogo by tutok wystawić w najblizsyk wyborak prezydenckik. Myślom nad tym, myślom… i nie wiadomo, jak długo bedom jesce myśleli. Jaz dziw biere, ze w tej sytaucji nie wpadli na najprostse rozwiązanie – popytać o rade przyjaciela. Fto tym przyjacielem miołby być? Jak to fto? Ocywiście jakisi pies! A najlepiej pies pasterski, bo ten jest przyjacielem dlo syćkik ludzi, ba najbardziej – dlo tyk, co broniom ślebody. Haj.

Kieby ku mnie przyseł jakisi cłek i popytoł o rade w tej sprawie- tyz byk pomógł. I pedziołbyk, ze najpierw to trza pomyśleć, jakie cechy powinien mieć taki pikny kandydat na prezydenta. Mi sie widzi, ze ideałem byłby taki ftosi, fto….

  • jest sakramencko sympatycny
  • u syćkik, ftórzy go spotkajom, ryktuje poprawe humoru
  • jest uwielbiany przez dzieci (jo wiem, ze dzieci nie majom praw wyborcyk, ale… ftóz nie zagłosuje na kandydata, ftóry jest ulubieńcem własnego dziecka lub własnego wnuka!)
  • mo końskie zdrowie
  • jest kuty na śtyry nogi (a przynajmniej… moze być)
  • nie goni za dutkami
  • nie bujo kasi w obłokak, ba furt jest blisko ziemi, blizej niz więksość ludzi
  • doje absolutnom pewność, ze nigdy, nawet prywatnie, nie pedzioł nicego, co mogłoby skompromitować go w przysłości (w rozie gdyby jakisi fudament próbowoł nagrać jego wypowiedź, a potem upublicnić)
  • jest w stanie zaimponować samemu hamerykańskiemu prezydentowi Trumpowi (na przikład… duzo okazalsom grzywkom)
  • z kolei biegłość w posługiwaniu sie długopisem moim zdaniem nie jest koniecno (doświadcenia ostatnik śtyrek roków dowodzom, ze casem wręc lepiej by było, kieby prezydent nasego piknego kraju nie posługiwoł sie długopisem zbyt sprawnie)
  • no i… przydałoby sie jesce cosi piknie wyrózniającego, i to najlepiej ryktującego wpis do Księgi Rekordów Pona Guinnesa.

Owcarku! – zawołocie pewnie – chyba zbyt wielkie wymagania stawios! Ftóz mógłby odznacać sie syćkimi wymienionymi przez ciebie cechami? Kogosi takiego nigdy nie nojdzies!

Hahaha! Nie nojde? Juz nolozłek! Moi ostomili, poznojcie piknego Bombla, o ftórym niedowno wyryktowano reportaz na TVN24. A kie poznocie, to nie wiem, co se o nim pomyślicie, ba moim zdaniem – noleźć kogosi, fto lepiej niz on nadawołby sie na głowe państwa, byłoby sakramencko trudno. Tak więc dlo mnie sprawa jest ocywisto: Bombel na prezydenta!!! Hauuuuuu!

P.S.1. Nowy gość pod poprzednim wpisem do Owcarkówki zaseł – MajsterKlepecek. Powitać piknie MajsterKlepecka! 🙂

P.S.2. A 23 listopada urodziny Yanockowe były. Ostomili – zdrowie Yanocka 🙂

P.S.3. 25 listopada – były urodziny Borsuckowe. Zdrowie Borsucka! 🙂

P.S.4. Potem z urodzin przestawiomy sie na imieniny. I to takie, o ftóryk kozdy górnik powinien wiedzieć, bo to imieniny Basieckowe. ZdrowieBasiecki! 🙂

P.S.5. Następnego zaś dnia wracomy do urodzin. Coby Zbyseckowy jubileus uccić. Zdrowie Zbysecka! 🙂

18.11.2019
poniedziałek

Jest mi przykro, ale…

18 listopada 2019, poniedziałek,

Przykro mi, ponie Rumcajs.

Przykro mi, ponie Robinsonie Crusoe.

Przykro mi, ponie Kleks.

Przykro mi, ponie Gandalf.

Przykro mi, ponie Panoramiks.

Przykro mi, ponie Obi Wan Kenobi.

Przykro mi, ponie Leonardo da Vinci.

Przykro mi, ponie Fidelu Castro.

Przykro mi, ponowie z zespołu ZZ Top.

Przykro mi, ponie Hansie Langset.

I w ogóle syćkim ponom, co majom brody, godom, ze jest mi sakramencko przykro, ale nic nie poradze na to, ze jest tak, jak jest. A co jest? Ano… to, moi ostomili, właśnie to. Hau!

P.S.1. A pare dni temu, 9 listopada, mieli my Aneckowe urodziny. No to, ostomili, zdrowie Anecki! 🙂

P.S.2. 15 listopada zaś – Mageckowe urodziny były. A zatem zdrowie Magecki! 🙂

15.10.2019
wtorek

Co dalej?

15 października 2019, wtorek,

Trzeba tak długo przegrywać, aż się zacznie wygrywać.* I hau!

P.S. Barzo piknie fiołbyk pozdrowić pona Ariberta, ze ftórym spotkołek sie przy okazji Konferencji Psów Pasterskik. On sam – bedzie juz piknie wiedzioł, o cym tutok godom 😀 😀 😀 😀 😀

* Zacytowołek z pamięci, ale racej słowo w słowo. Fto tak napisoł? Ano pon Jerzy Pilch, w casak, kie jesce ryktowoł felietony dlo Polityki. Boce, ze felieton dotycył piłki noznej, ba tak mi sie widzi, ze som na tym świece rzecy, do ftóryk te słowa pasujom jesce pikniej niz do futbolu. I ślus.

2.10.2019
środa

Wiedza o ślebodzie* (cyli nowe zadanie dlo siumnyk zbójników)

2 października 2019, środa,

Na mój dusiu! Straśnie długo mnie w Owcarkówce nie było. Cemu? Ano… z powodu ozmyślania, ryktowanego w trzyosobowym, a właściwie trzyzywinowym gronie. Bo skład tego grona to: Maryna Krywaniec, kot mojej gaździny, no i jo. O cym my tak ozmyślali? Heeej! O nasej polskiej ślebodzie, straśnie cudacnej i straśnie pokrynconej – ale nasej i piknej. Ba jako wiecie, nie jest z niom teroz dobrze. A za półtora tyźnia – moze być jesce gorzej. I to wcale nie dlotego, ze jakisi zagranicny wróg jej zagrazo, ino dlotego, ze miliony Polaków – w odróznieniu od Chłopców z Placu Broni – nie kochajom jej, nie rozumiom, za to umiom jom oddać, i to za byle kawałecek kiełbasy (wyborcej, nie jałowcowej). „Phi! Po co śleboda?” – pyto wielu z nik, jakby wyjęto ik z hyrnej piosnki pona Kazika.

Na mój dusiu! Nawet w mojej wsi jest wielu takik, co to kiesik chodzili na Turbacz i wroz z jegomościem Tischnerem śpiewali: „Zatonie, zatonie piórecko na wodzie, ale nie zaginie nuta o ślebodzie”. A teroz co? Ano, teroz chętniej chadzajom na koncerty diskopolo niż na Turbacz. O tym, co godoł hyrny jegomość, zabocyli. Za to straśnie łatwo dajom sie manipulować faryzeusom i inksym fałsywym prorokom. I to tak łatwo, ze skaranie boskie! W sumie to ci ludzie bidni som. I co mozno z nimi zrobić? Cóz… skoro som bidni – to trza ik wzbogacić. Ale nie w dutki, ino w wiedze – wiedze o tym, co to jest śleboda i jak barzo ona jest piknom i woznom rzecom. Bajako.

Wiem, wiem – juz wielu mędroli próbowało im te wiedze przekazać. Bez skutku. Casem wręc mozno było odnieść wrazenie, ze skutek bywoł dokładnie odwrotny od zamierzonego. Co więc zrobić, coby odwrotny nie był? Nad tym właśnie – przez cały cyrwiec, lipiec, sierpień i wrzesień – śpekulowali my wroz kotem i Marynom. Śpekulowali my, śpekulowali, śpekulowali… I w końcu wymyślili my, ze tutok trza najlepsyk ekspertów od ślebody. A fto jest w tej dziedzinie najlepsy? Na mój dusiu! To przecie jasne! Zbójnicy! Siumni zbójnicy z Podhola, Beskidów cy Pienin… Przecie nigdy nifto nie miłowoł ślebody tak piknie jako oni. A skoro miłujom jom najpikniej – to i najlepiej sie na niej znajom. I ślus.

Ocywiście Maryna, kot i jo – cyli tyz zbójnicy – tyz chętnie sie tej misji podejmiemy. Telo ino, ze jako zywina… momy ogranicone mozliwości. No bo powiedzmy, ze spotkomy kasi na perci jakiegosi panocka. Jak mu powiemy: „Hej, panocku, cy wy wiecie, jako pikno jest śleboda?” Ano… jo moge to pedzieć po psiemu, cyli: „Hauuu hau-hau”, kot po kociemu, cyli: „Miauuu miau-miau”, a Maryna po orlemu, cyli: „Kraaa kra-krak”. Co panocek z tego zrozumie? Racej niewiele.

Dlotego potrzebni som ludzcy zbójnicy. Potomkowie Janosika, Ondraszka, Klimczoka abo jakiegosi inksego siumnego harnasia. Niek oni, na wzór swyk hyrnyk przodków, piknie pomagajom bidnym ludziom – tym rozem nie zrabowanymi komusi dutkami, ino wiedzom o ślebodzie.

A jeśli ftosi – na dowolnej syrokości cy długości geograficnej – nimo zodnego przodka-harnasia, ba jakosi cuje, ze mo w sobie zbójnicki gen, to cy moze wesprzeć nase działania? Na mój dusiu! Ocywiście ze moze! Im nos bedzie więcej – tym lepiej. Hau!

P.S.1. O, Jezusicku! Od casu ostatniego wpisu – świąt budowyk było co niemiara: 08 cyrwca – urodziny Olecki, 9 cyrwca urodziny BlejkKocicka , 10 cyrwca – imieniny Emilecki, Gosicki, Małgosiecki i Margecki, 18 cyrwca – imieniny Misiecka, 21 cyrwca – imieniny Alecki i Alsecki, 28 cyrwca – urodziny Madgarecki, 29 cyrwca – imieniny Paffecka, 1 lipca – rocnica ślubu Olecki, 9 lipca – imieniny Babecki, 22 lipca – imieniny Madgarecki i urodziny Poni Agnieski, 26 lipca – imieniny Anecki, Fusillecki i Anecki, 29 lipca – urodziny Grzesicka, 6 sierpnia – urodziny Basiecki, 10 sierpnia – rocnica ślubu Plumbumecki i imieniny Wawrzecka, 29 sierpnia – urodziny Anecki Schroniskowej, 14 września – urodziny Mietecki, 16 września – imieniny Dydyjecki, a 24 września – urodziny Poni Dorotecki. Piknie przepytuje, ostomili, ze tym rozem tak straśnie hurtowo, ale… pikne zdrowie po roz pierwsy syćkik nasyk ostomiłyk Solenizantów i Jubilatów! 🙂

P.S.2. A przed nomi – tyz pikne święta! Dzisiok – rocnica ślubu Alecki i Jerzorecka, 4 października – imieniny Bobicka, 6 października – rocnica ślubu Jasiecka Juhasa, 7 października – imieniny i urodziny EMTeSiódemecki. Nasyk przysłyk Solenizantów i Jubilatów – tyz pikne zdrowie po roz pierwsy! 🙂

* Ocywiście tytuł tego wpisu jest plagiatem z pewnego zbioru kazań jegomościa Tischnera (zgadnij jakiego, koteczku? – zapytuje, pozwalając se na kolejny plagiat, tym rozem z pona Kisiela 🙂 ).

1.06.2019
sobota

BaRania Góra

1 czerwca 2019, sobota,

Heeej! Roz jest lepiej, roz jest gorzej, ale w dzień dziecka – moze być ino lepiej! No to piknie radujmy sie tym lepsym dniem! A jo – zgodnie z tutejsom budowom tradycjom – mom tutok z okazji dzisiejsego święta cosi dlo dzieci właśnie…

Czy ktoś wie, skąd Wisła płynie?
Ja to wiem! Spod góry, która
W przecudownej jest krainie
I się zwie Barania Góra.

Pewnie – jak to zwykle bywa –
Zaraz zaczną się pytania:
Skąd ta nazwa osobliwa?
Czemu ona jest Barania?

Już wam mówię. Pod tym szczytem,
Co go widać już z daleka,
Jest miasteczko znamienite –
Zwie się Wisła (tak jak rzeka).

Całkiem fajne to miasteczko,
Dookoła piękne góry,
Czasem świeci tam słoneczko,
Czasem wiszą nad nim chmury,

Czasem obłok lub obłoczek.
A w tej Wiśle – prawdę gadam –
Żył narciarski świetny skoczek,
Sławny góral Małysz Adam.

Może wam opowie babcia,
Może mama, może tata,
Jaki był z Małysza narciarz:
Cichy, skromny – a mistrz świata!

W wielu miejscach on wygrywał:
W Austrii, w Niemczech, w Zakopanem…
Nie za wiele jadł mięsiwa,
Częściej raczył się bananem.

I tak rzekli raz wiślanie:
„Kto o naszym mistrzu słyszał,
„Dobrze wie, że to w bananie
„Sekret triumfów tkwi Małysza.

„Nigdy zatem dość zachwytów
„Nad bananem z żółtą skórą.
„Niechaj jeden z naszych szczytów
„Zwie się… Bananową Górą!

„Chociaż… to dość długie słowo.
„Więc by było mniej gadania,
„Zamiast zwać ją Bananową,
„Niech się krócej zwie: Banania.”

Burmistrz Wisły krzyknął: „Hura!
„Nasza Wisła będzie znana
„Z tego, że jest u nas góra,
„Co ma nazwę od banana!

„Niech dziennikarz tu przybędzie,
„Niech opisze nas w gazecie,
„Niech nasz szczyt rozsławi wszędzie –
„I w Europie, i na świecie!”

Wnet tam został zaproszony
Pan dziennikarz w garniturze
I napisał na trzy strony
Tekst o tej Bananiej Górze.

Co napisał, wysłał rano
Do redakcji swej gazety.
Tekst ten wnet wydrukowano,
Ale… był tam błąd, niestety…

Wszystko przez to, że w redakcji
Mieszkał chochlik, czyli skrzacik
Znany z wielu psotnych akcji,
Choć mu za to nikt nie płacił.

Jeśli jakiś błąd znajdziecie
Czy to w treści podręcznika,
Na ulotce czy w gazecie –
Błąd ten sprawką jest chochlika.

I w tym tekście o Bananiej –
Ach! będziecie oburzeni –
W nazwie góry ten skubaniec…
Pierwsze „n” na „r” zamienił!

Oj, chochliku! Ty psotniku!
Powinieneś dostać burę!
To przez ciebie powstał tytuł:
„Wisła ma Baranią Górę”.

To nie bujdy, to nie bzdury –
Wskutek chochliczego dzieła
Przekręcona nazwa góry
W całej Polsce się przyjęła!

I do dzisiaj każdy Polak –
Czy jest panem, czy jest panią,
Czy staruszek, czy przedszkolak –
Ową górę zwie Baranią.

Wam wszak, drodzy ludzie młodzi,
Prawda jest już teraz znana:
To jest nazwa, co pochodzi
Od banana, nie barana.

I tak było to z tą górą.
Ja to wiem – i wy też wiecie.
Znacie zatem prawdę, którą
Mało kto zna na tym świecie.

Hau!

P.S.1. W następnom niedziele – 9 cerwca – BlejkKocikowe urodziny bedom. Zdrowie BlejkKocicka! 🙂

P.S.2. Dzień później… Hohohooo! Kielo imienin! Emileckowe, Gosickowe, Małgosieckowe i Margeckowe. Zdrowie Emilecki, Gosicki, Małgosiecki i Margecki! 🙂

P.S.3. 18 cerwca – bedom pikne imieniny Misieckowe. Zdrowie Misiecka ! 🙂

P.S.4. 21 cerwca – świętujemy Aleckowe i Alseckowe imieniny. Zdrowie Alecki i Alsecki! 🙂

14.05.2019
wtorek

Co dalej z poniom Doris Day?

14 maja 2019, wtorek,

Na mój dusicku! Wse jest skoda, kie umiero jakisi fajny cłek. Ba kie umiero ftosi taki jak poni Doris Day – skoda jest podwójno. Bo to była nie ino siumno aktorka i piosenkorka, ale tyz osoba, ftóro barzo piknie opiekowała sie zywinom. Heeej! Za to, co robiła, powinna dostać pikne gratulacje od samiućkiego Świętego Franciska. I pewnie juz dostała. Pewnie jak Święty Pieter przepuscoł jom przez bramy raju, to wroz z nim cekoł tyz na niom ten wielki święty przyjaciel zwierząt, coby powitać jom piknie. Bajako.

Jak teroz bedzie sie jej tamok zyło? Que sera, sera – mozno by odpowiedzieć słowami z jej najhyrniejsej piosnki. Ale mozno tyz posukać odpowiedzi w… filmografii poni Doris. A konkretnie – w musicalowym westernie Calamity Jane. Tytułowo bohaterka tego filmu – nieftórzy z wos chyba wiedzom – to postać autentycno. Taki kowboj w spódnicy – godajom nieftórzy, ale o telo nie majom racji, ze poni Calamity cynściej chodziła w portkak niz w kiecce. Poza tym klęła jak chłop, biła sie jak chłop, piknie strzelała z pistolca, piknie powoziła dylizansami, a gorzołki w ciągu swego zywobycia wypiła prowdopodobnie więcej niz jest wody w całym Zalewie Czorsztyńskim. Nie mozno pedzieć, ze nie miała dobrego serca. Miała. A przynajmniej – miewała, na przikład wte, kie podcas epidemii ospy piknie, z narazeniem własnego zycia, niesła pomoc chorym bidokom.* Bardziej jednak zasłynęła jako herod-baba niz jako ftosi, komu zdarzało sie robić pikne rzecy.

W 1903 rocku poni Calamity Jane pomarła. Dokładnie pół wieku później… na ekrany kin weseł ten pikny muzycny western. Jak w nim ukazano te dzikozachodniom awanturnice? Ano jako osóbke barzo dzielnom, ale zarozem barzo zacnom, barzo sympatycnom i barzo śwarnom. W dodatku piknie śpiewającom, no bo skoro to poni Doris Day jom zagrała, to jakze mogłoby być inacej. Nimom wątpliwości, ze po tym filmie wizerunek tej westernowej heroiny zostoł piknie ocieplony. A za to ocieplenie hyrno legenda Dzikiego Zachodu z pewnościom jest hyrnej legendzie Hollywoodu piknie wdzięcno. Tak więc teroz – kie obie w końcu sie spotkały – to ta starso na pewno bedzie pikne dbała o te młodsom.

Ftosi mógłby spytać: ale cy na pewno sie spotkały? A co, jeśli poni Doris Day posła do nieba (co jest przecie ocywiste), a poni Calamity Jane do piekła? Hahaha! Ona do piekła? Przecie z takom weredom jako ona to zoden diasek by nie wytrzymoł! Co inksego janiołki – one majom janielskom cierpliwość. I dlotego właśnie dlo takik beskurcyjej jako poni Calamity Jane – niebo to jedyne mozliwe miejsce.

Powtórzmy zatem postawione przed kwilom pytanie: jak poni Doris Day bedzie sie powodziło na Niebieskik Holak? Teroz juz wiecie, ze odpowiedź moze być ino jedno: barzo dobrze. Poni Calamity Jane piknie juz sie o to postaro. Hau!

P.S.1. W nasej budzie w najblizsym casie świąt co niemiara. 16 maja bedom Jędrzejeckowe imieniny. Zdrowie Jędrzejecka! 🙂

P.S.2. 18 maja bedom urodziny PonioBlejkKocickowe, Heleneckowe i Misieckowe. Zdrowie Poni BlejkKocickowej, Helenecki i Misiecka! 🙂

P.S.3. A 19 maja – niek poni Doris Day nie zabocy, ze w tym dniu nas Pon Pieter bedzie mioł i urodziny, i imieniny. No to moze złozyć mu zycenia w nasym imieniu. A my tutok wypijmy… zdrowie Pona Pietra! 🙂

P.S.4. Z kolei 25 maja Margeckowe urodziny bedom. Zdrowie Margecki! 🙂

P.S.5. 26 maja – Plumbumeckowe imieniny. Zdrowie Plumbumecki! 🙂

P.S.6. No i wreście w ostatni majowy dzień – Mieteckowe imieniny bedom. Zdrowie Mietecki! 🙂

* E. Bennett, Old Deadwood Days, J.H. Sears & company, New York 1928, s. 222-223; Encyclopedia of the American West, red. R.M. Utley, Random House, New York 1997, s. 68.

19.04.2019
piątek

Poniezus i zając

19 kwietnia 2019, piątek,

Jak syćkim piknie wiadomo, Poniezus, niedługo po zmartwykwstaniu, hipnął do Wiecernika i tamok spotkoł sie z Apostołami. Co zrobił potem? Ano… postanowił wyjść na zewnątrz, bo fcioł zacerpnąć kapecke świezego powietrza. Nimo co sie dziwić. Po trzek dniak spędzonyk w dusnym grobie – kozdy by fcioł.

Jak Zbawiciel postanowił, tak zrobił – wyseł do pola. Zabroł ze sobom kielich z winem. Cemu? A bo zamierzoł siednąć kasi i spokojnie to wino popijać, relaksując sie piknie i pozirając ku zielonym pagórkom Wyzyny Judzkiej.

Przed wiecernikiem lezoł jakisi głaz. Kie Poniezus go uwidzioł, to siednął na nim. Ba zanim zdązył wygodnie sie na tym siedzisku umościć, przykicoł ku niemu… zając, ftóry w pyscku trzymoł pare niewielkik zielonyk listków. Zwierzok złozył te listki u stóp Mesjasza i zawołoł:
– Witoj, Naucycielu!
– Bajuści, w Ewangelii wiele rozy bywom nazywony Naucycielem – przyznoł Poniezus. – Ale… cy w związku z tym nie bois sie, zającku, ze mnom godać? W tym kraju przecie naucyciele nie som zbyt lubiani przez władze.
– No… kapecke sie boje, w końcu mom zajęce serce – odpowiedziała zywina. – Ale tak se pomyślołek, ostomiły Jezusicku, ze mogłyby przydać ci sie te listecki, ftóre tutok przyniesłek. Bo to som liście babki lancetowatej, ftóro mo pikne właściwości antyseptycne i piknie przyśpiesajom gojenie ran. A ze ty, Jezusicku, mos jesce na rękak i stopak świeze rany po gwoździak, to worce, cobyś skorzystoł z tego piknego roślinnego opatrunku.
– Na mój dusiu! – wykrzyknął Poniezus. – Miołek ostatnio na głowie telo spraw, ze w ogóle o tym nie pomyślołek! A przecie co racja, to racja! Chodząc poranionymi stopami po ziemi – nawet jeśli jest to Ziemia Święto – mógłbyk nabawić sie zakazenia i pomreć. I wte co? Jesce roz miołbyk zmartwykwstać? To by pociągnęło za sobom koniecność dopisania nowyk rozdziałów do syćkik śtyrek Ewangelii. Tymcasem i bez tyk dodatkowyk rozdziałów bidny pon Gutenberg bedzie mioł wystarcająco duzo roboty, kie bedzie caluśkom Biblie drukowoł.
– No to ciese sie, ze pomogłek – pedzioł zając. – Wreście na cosi przydała sie ta mojo wiedza medycno, ftórom odziedzicyłek po moim starodownym przodku. Ten przodek zaś nabył te wiedze, kie roz najodł sie zielska z ogródka takiego jednego Greka, co to nazywoł sie Hipokrates.
– A, Hipokrates! – oześmioł sie Poniezus. – Przybocuje se, ze kie trafił do nieba, to faktycnie godoł o tym, ze roz jakosi futrzasto beskurcyja wyzarła mu syćkie rośliny, ftóre uprawioł w celak naukowyk.
– Oj! – zmartwił sie zając. – I nadal jest na mojego przodka zły?
– Spokojnie – pedzioł Poniezus. – Juz mojo bosko głowa w tym, coby sie piknie pogodzili. Teroz wspólnie hodujom nowe niebiańskie odmiany marchewki, sałaty i kapusty. To wprowdzie nie do końca zgodne z ziemskom specjalizacjom pona Hipokratesa, ba z drugiej strony, co chłop mo teroz robić, kie w niebie nifto nie choruje?

Zając odetchnął. A Poniezus zmienił temat:
– Teroz powiedz mi, ostomiły zającku, jakom nagrode fciołbyś dostać za dostarcenie mi tyk lecnicyk listków? Jako Pon Bócek – nie moge twojego dobrego ucynku nie wynagrodzić.

Zając zacął sie zastanawiać.

– Jezusicku – odezwoł sie w końcu – cy ten kielich, ftóry mos w gorzci, to jest moze ten hyrny Święty Graal?
– W rzecy samej, oryginalny egzemplorz – potwierdził Poniezus.
– Na mój dusiu! – zakwycił sie zając. – A cy w takim rozie tom nagrodom mogłaby być mozliwość napicia sie z niego?
– Nimo problemu – pedzioł Poniezus. – Ino w tej kwili nic scególnego w nim nimom. Ot, takie zwycajne wino, z dyskontu spozywcego w Jerozolimie. Nieskromnie powiem, ze daleko mu do tego napoju, ftóry wyryktowołek z wody w Kanie Galilejskiej.
– Nic nie skodzi! – pedzioł zając. – Sam fakt napicia sie z najhyrniejsego nacynia świata to rzec tak pikno, ze bede mioł co zbocować do końca swego zywobycia.
– No to niekze ta – pedzioł Poniezus i postawił Graala na ziemi, tuz przed kufom futrzoka.

Zając zanurzył pyscek w winie i zacął łapcywie chłeptać.

– Ostroznie, zającku! – ostrzegł Poniezus. – Nie wypij za duzo, bo to alkohol i moze ci zaskodzić. Bardziej niz cłowiekowi, bo twoje ciałko jest od ludzkiego duzo wątlejse.

Ale zając nie słuchoł. Jak juz sie do tego wina dobroł, to w mig wypił syćko. Do ostatniej kropelecki. No i wnet lekcewazenie przestróg Zbawiciela dało o sobie znać. Bo zaroz chyciła zająca straśliwo ckawka. Kie mu przesła – to nasła go ochota na śpiewanie. Rusył więc przed siebie, wyśpiewując: „Na zielonej łące pasły się zające”. Chociaz… właściwie to nalezałoby pedzieć, ze nie śpiewoł, ino sakramencko fałsowoł.

Potem stwierdził, ze jest nie ino znakomitym wokalistom, ale tyz mistrzem świata w pływaniu. Postanowił więc póść do morza i popłynąć ku Atlantykowi, a stamtela do samiućkiej Hameryki. Pomylił jednak kierunki i zamiast do Morza Śródziemnego poseł w strone jeziora Genezaret. Kie do tego jeziora doseł, to wlozł do wody i wpław przedostoł sie na drugi brzeg (nie kozdy o tym wie, ale zające som całkiem dobrymi pływakami – i te trzeźwe, i te przynapite). A na tym drugim brzegu spotkoł jakisik rybaków. No i zaroz zacął ik zacepiać i dopytywać sie, cy ten ląd to Hameryka. Rybacy ocywiście nic nie zrozumieli, bo – w odróznieniu od Poniezusa – nie znali zającowego języka. Zreśtom kieby znali, to i tak by niewiele pomogło, bo przecie wy, ludzie, w tamtyk casak nie wiedzieliście, co to jest Hameryka (nawet jej mieskańcy nie wiedzieli, bo pokiela pon Vespucci sie nie narodził – to niby skąd mieli wiedzieć?). No ale właśnie od tego zdarzenia – o kimsi, fto ryktuje straśliwe brewerie, godo sie, ze rozrabio jak pijany zając. Bajako.

A tak w ogóle to cy Apostołowie zauwazyli spotkanie Poniezusa z tom sympatycnom długouchom rozrabiakom? Ano zauwazyli. Wyglądali przez okna Wiecernika i piknie syćko widzieli. Nie wiedzieli ino, o cym Zbawiciel z tom zywinom godo. Uznali jednak, ze skoro w samiućkom Wielkanoc Poniezus zadoje sie z zającem, to znacy ze ten gatunek musi mieć dlo Pona Bócka jakiesi scególne znacenie. Dlotego ukwalowali, ze zając bedzie symbolem Wielkanocy. Haj.

Dzisiok, ostomili, na wielkanocnyk poctówkak i inksyk ryktowanyk na te święta ozdóbkak mozecie uwidzieć róznom zywine: biołego baranka, kurcoka, małom kacuske abo… zająca właśnie. Skąd baranek? To wiecie. Skąd kurcok abo kacuska? To racej tyz wiecie, ze idzie o to, ze oba te stworzonka, jako piskloki, kojarzom sie z nowym zyciem. Ba skąd zając – tego potela mogliście nie wiedzieć. No ale teroz juz – wiecie piknie.

Wesołyk Świąt, ostomili! Hau!

P.S.1. Heeej! Wielkanoc Wielkanocom, ale i tutok w Owcarkówce świąt teroz momy co niemiara. I tak w ostatniom środe były Gosickowe urodziny. Zdrowie Gosicki! 🙂

P.S.2. A miniony cwortek był nie ino Wielkim Cwortkiem, ale tyz piknym dniem Aleckowyk imienin. Ostomili, zdrowie Alecki! 🙂

P.S.3. Kie zaś juz wyskniemy po Lanym Poniedziołku – bocujmy, ze następnego dnia, 23 kwietnia, som Motyleckowe imieniny. Gdziekolwiek nas Motylecek teroz jest – jego zdrowie! 🙂

P.S.4. Następnego dnia, 24 kwietnia, Plumbumeckowe urodziny bedom. Zdrowie Plunbumecki! 🙂

P.S.5. Potem dzień przerwy i… 26 kwietnie momy urodziny Alseckowe. No to zdrowie Alsecki 🙂

8.04.2019
poniedziałek

Zasnął?

8 kwietnia 2019, poniedziałek,

Jest tako ksiązka pona Macieja Krupy Kroniki zakopiańskie. Ciekawo? Jo se myśle, ze tak, ale racej nie dlo pocątkującyk miłośników Tater. Tym pocątkującym poleciłbyk cosi inksego. Na przikład Zakopane odkopane poni Pauliny Młynarskiej i poni Sabały-Zielińskiej. Abo nieśmierztelny Pępek świata pona Rafała Malczewskiego, mniej hyrnego niz jego ojciec Jacek, ale tyz piknego.

Jeśli ftosi natomiast wie juz o Tatrak co nieco, a fciołby wiedzieć więcej, to po publikacje pona Krupy jak najbardziej moze sięgnąć. Niek sięgo i niek piknie zagłębio sie w starodownyk dziejak Skalnego Podhola. I w tyk mniej downyk tyz. O, na przikład moze wroz z ponem autorem cofnąć sie w casie o równo śtyrdzieści roków i hipnąć na zakopiański dworzec kolejowy. Wiecie, ostomili, co wte sie na tym dworcu wydarzyło? Ano… w pierwszy dzień wiosny roku 1979 z powodu zaśnięcia maszynisty pociąg przejedzie przez stację, lokomotywa zaś zatrzyma się na środku ronda na końcu ulicy Kościuszki* (cemu to zdanie zostało napisane w casie przysłym, nie przesłym – fto te ksiązke przecyto, ten bedzie wiedzioł).

Na mój dusicku! No to pewnie całe Zakopane miało o cym plotkować w tamten dzień! I przez pare następnyk dni tyz. Chociaz… z tym wyjechaniem na sam środek ronda to kapecke przesada. Ze zdjęcia, ftóre nolozłek tutok, wyniko, ze sam ino przód lokomotywy ledwo wydostoł sie poza teren dworca. Co jednak nie zmienio faktu, ze tak cy siak – ciuchcia zajechała dalej, niz miała zajechać. Jak to sie godało w tamtyk casak: przekrocyła plan.

Swojom drogom to podejrzewom, ze później niejeden gazda opowiadoł ceprom, ze pociąg zatrzymoł sie dopiero na wysokości Krupówek. Bajako.

Ba mnie tutok turbuje cosi inksego… No bo… na mój dusiu! Cy to mozliwe, coby powodem tego całego zdarzenia było zaśnięcie pona masynisty? W Zakopanem? U stóp piknego Giewontu? W krainie pachnącej smrekiem, oscypkiem i piknom zbójnickom ślebodom?** Krucafuks! W takik okolicnościak to pon masynista powinien sie racej piknie rozbudzić, a nie zasypiać! Nie wiem, fto to ustalił, ze winnym tego wypadku (na scyncie bez ofiar w ludziak) był pon Morfeusz. Ale ten ftosi pomylił sie sakramencko. Jo se myśle, ze to musiało inacej wyglądać. Na przikład tak…

Jechoł se pociąg, jechoł, jechoł, jechoł… jaz dotorł do stacji Zakopane. Pon masynista, widząc, ze pora hamować, piknie zaciągnął stosowny hamulec. Ku jego zaskoceniu jednak… lokomotywa pędziła dalej! Pon masynista wartko zaciągnął drugi hamulec. A potem moze i trzeci (nie wiem, kielo hamulców jest w lokomotywie, ale kielo ik jest, telo właśnie zostało uzytyk). Ba syćko daremnie – lokomotywa w dalsym ciągu nie miała najmniejsego zamiaru stawać.

– Co sie dzieje, krucafuks! – zawołoł zdumiony kolejorz. – Zatrzymos sie wreście, beskurcyjo, cy nie?
– Ani mi sie śni! – odpowiedziała lokomotywa.
– Co takiego!? – wykrzyknął zacny, ba juz zupełnie skołowany pracownik PKP. – Lokomotywa godo ludzkim głosem?
– Padło pytonie – to odpowiedziałak – rzekła lokomotywa.
– Ale to było pytonie retorycne – zauwazył masynista.
– O tym nie uprzedziliście mnie, krzesny. Nie mojo wina.
– Niewozne cyjo! Wozne, cobyś wreście stanęła, ty weredo sakramencko! Inacej zaroz tory sie skońcom!
– I o to właśnie idzie! Niek sie końcom! Dość mom jazdy po torak! Jo fce być kolejom linowom, nie torowom! Piknie wozić pasazerów wysoko nad ziemiom. Nad smrekami i kosówkami. Wśród obłocków, turnicek i ślebodnyk orłów! Postanowiłak dojechać do samyk Kuźnic i tamok złozyć podanie o przyjęcie mnie do pracy w Polskik Kolejak Linowyk.

Tak godając, furt gnała przed siebie. TRRRACH! – staranowała kozła zaporowego. TRRRACH! – rozwaliła dworcowy parkan. Wyjechała na ulice i… jak to sie skońcyło, to uwidzieliście na fotce, ftórom wom wyzej zalinkowołek.

– I co? – spytoł drwiąco pon masynista. – Cyzby mały postój w drodze do Kuźnic?
– Przynajmniej próbowałak – odparła lokomotywa, dowodząc tym samym, ze Lot nad kukułczym gniazdem jest filmem piknie uniwersalnym, wyrazającym dązenia nie ino ludzi, ale tyz – rzekomo bezdusnyk – masyn.

Jo wiem, ostomili, co mi fcecie pedzieć: Zmyślos, owcarku. Zmyślos i telo. Sam nie wierzys, w to, co nom tutok godos.

Ba jo wom odpowiem tak: Cy wierze, cy nie wierze… pewne jest jedno – ta mojo wersja wydarzeń jest mimo syćko bardziej prowdopodobno niz ta, ze pon masynista, wjezdzając do samiućkiej stolicy Podhola, do miejsca, ka 90 procentów powietrza stanowi orzeźwiająco witkacowsko zakopanina… ot tak po prostu se zasnął. Hau!

* M. Krupa, Kroniki zakopiańskie. Wydawnictwo Czarne, Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem, Wołowiec 2015, s. 97.
** No… chyba juz w tamtyk casak u zbiegu zakopiańskik ulic Kościuszki i Jagiellońskiej bardziej pachniało spalinami niz oscypkiem. Ale przecie Podhole to miejsce, we ftórym wse sięgało sie tamok, ka wzrok… i węch… nie sięgajom.

26.03.2019
wtorek

Dobry król Wacław, dobry wojak Szwejk i dobry trener Doleżal

26 marca 2019, wtorek,

I oto zakońcył sie kolejny pikny rozdział w historii polskik skoków narciarskik. Pon Horngacher, dzięki ftóremu zdobyli my całom kupe piknyk medali, końcy prace u nos, a zacyno w ojcyźnie pona Hannawalda. Na mój dusiu! Przyzwycaili my sie juz, ze to on właśnie trenuje nasyk skocków. Więc kie pod koniec listopada znów rusom narciarskie zawody Pucharu Świata, to jakosi dziwnie bedzie wyglądało, kie sygnał do startu bedzie on dawoł nie nasym reprezentantom, ino miemieckim.

Ba w jesce trudniejsej sytuacji bedom sami skockowie. No bo przecie co siła przyzwycajenia to siła przyzwycajenia. Wyobroźmy se, ze na belce startowej siednie taki pon Karl Geiger. Kie uwidzi on machającego chorągiewkom pona Horngachera, to zamiast hipnąć… zdziwi sie, rozejrzy wokoło i spyto:
– Jest tu jakisi polski skocek?
– Jo jestem – odezwie sie na przikład Pietrek Żyła.
– To chodźcie tutok, krzesny i skakojcie – powie pon Geiger. – Bo myślołek, ze to jo mom skakać. Ale widze, ze sygnał doje pon Horngacher, ftóry przecie wse puscoł z belki wos, Polaków, a nie nos, Miemców.

No i zaroz ci dwaj zawodnicy zamieniom sie miejscami, Pietrek piknie hipnie, sędziowie zaś… bedom mieli problem.

– Krucafuks! – zawoło jeden z nik. – Mioł skakać Miemiec, a skocył Polak. To komu momy teroz przyznać punkty?
– Polakowi, ocywiście, ze Polakowi – powie drugi sędzia. – W końcu to on hipnął.
– Cóz… – powie trzeci sędzia. – Faktycnie hipnął Polak, ale formalnie – Miemiec. A my sędziowie jesteśmy przecie od tego, coby skrupulatnie przestrzegać wselkik formalności. Więc punkty za ten skok nalezy przyznać ponu Geigerowi.
– Obaj nie mocie racji – wtrąci cworty sędzia. – Skoro formalnie skocył fto inksy, a faktycnie fto inksy – rozstrzygające znacenie powinna mieć narodowość trenera, ftóry doł sygnał startu. A trener Horngacher jest Austriakiem. Punkty nalezy zatem przyznać jakiemusi austriackiemu skockowi, na przikład ponu Kraftowi.
– Bzdura! – zawoło piąty sędzia. – W sytuacji, kie nie wiadomo, ftórego zawodnika nalezy ocenić, trza postawić na kraj neutralny. A krajem neutralnym wse była Śwajcaria, cyli punkty za ten skok powinien dostać pon Ammann.

No i zacnie sie między arbitrami sarpacka. Kozdy bedzie upieroł sie przy swoim zdaniu.

Tak niestety bedzie sie działo w kozdym kolejnym konkursie. Przynajmniej do Turnieju Śtyrek Skocni. A jak źle pódzie – to jaz do końca sezonu. Najlepsym zaś dowodem na trafność moik przewidywań niek bedzie fakt, ze dyrektor Pucharu Świata w skokak, pon Walter Hofer, zapowiedzioł, ze sezon 2019/2020 bedzie juz ostatnim sezonem jego dyrektorowania. Po 28 rokak sprawowania tej funkcji… Na mój dusiu! Cemu nie fcioł pockać do piknej okrągłej trzydziestki? Wyjaśnienie moze być ino jedno: on tyz wie, ze pon Horngacher swoim przejściem do Miemców wyryktuje tak wielkie zamiesanie, ze kie następny sezon sie skońcy, to on, bidny pon Hofer, bedzie juz tak wycerpany, ze nie bedzie mioł siły na dalse gazdowanie w Pucharze.

Ftosi ocywiście mógłby spytać, cemu w takim rozie ten pon nie zrezygnuje juz teroz, przed nastaniem nieuchronnego ambarasu? Odpowiedź tyz jest prosto: pon Hofer to górol. Górol z Karyntii, spod piknyk alpejskik wiersycków. A ftóryz górol fciołby wyjść na uciekającego przed kłopotami tchórza?

Ale bedzie dobrze, ostomili. Prędzej cy później syćko piknie sie unormuje i syćka, włącnie ze skockami, oswojom sie z tym, ze trenerem Miemców jest pon Horngacher, a trenerem Polaków pon Michal Doležal. Temu drugiemu zycmy ocywiście, coby wroz z nasymi siumnymi sportowcami odnosił same pikne sukcesy i piknie wroz z nimi wierchowoł i w Wiśle, i na zakopiańskiej Krokwi, i w Planicy, i na syćkik inksyk skocniak. Zycmy mu tyz, coby juz wkrótce śmiało mozno było godać, ze Czechy słynom z co najmniej trzek dobryk chłopów. Jakik? A, wymieniłek ik juz w tytule tego wpisu.* Hau!

P.S.1. W najblizsom niedziele – Profesoreckowe urodziny bedom. Zdrowie Profesorecka! 🙂

P.S.2. A w Prima Aprilisa – imieniny Wawelokowe! Zdrowie Waweloka! 🙂

* Ba o dokonaniak pierwsego z tej trójki – chyba nie syćka w Polsce wiedzom. No to jak by co, mozno se na ten temat pocytać tutok (po polsku – niestety zaledwie pare słów tutok) abo posłuchać tutok.

css.php