Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego

18.03.2020
środa

Pogromcy koronaweredy

18 marca 2020, środa,

Ale sie porobiło krucafuks! Potela tym, co fcieli dbać o zdrowie, radzono, coby jak najcynściej wychodzili z domu. A teroz… tym, co fcom dbać o zdrowie, radzi sie, coby wychodzili z domu jak najmniej.

Ba nie mozno godać, ze nie dzieje sie nic dobrego. Bo jednak sie dzieje. Właśnie jeden z cytelników mojego bloga przysłoł mi zdjęcie takiej oto kartecki, ftóro zawisła w windzie jego bloku.

Nie wiem, cy tekst jest cytelny, więc na wselki wypadek przecytom wom na głos:

Droga Sąsiadko, Drogi Sąsiedzie. Jesteśmy teraz w obliczu czasu, w którym ważne jest, abyśmy byli dla siebie nawzajem. Wsparciem, dobrem, miłością. Jeżeli potrzebna pomoc w zakupach, wyprowadzeniu psa, bądź po prostu rozmowie – jesteśmy do dyspozycji. Sąsiadki […] I dalej jest numer mieskania, numer telefonu i imiona dwók dziewcyn, ftóre te piknom pomoc oferujom.

Z tego co wiem, w wielu blokak w całej Polsce pojawiły sie podobne ogłosenia. Na mój dusiu! Jeśli tak właśnie jest – to piknie! Tacy ludzie to tyz som pikni bohaterowie nasyk casów. I pikni pogromcy koronaweredy. Tak, tak – pogromcy. Bo klęska tej beskurcyjej jest nieuchronno. Ale im więcej ludzie bedom se pomagali, tym nizso bedzie cena ostatecnego zwycięstwa nad tym choróbskiem. Bajako.

I tak se pomyślołek, ze… moze by tyk syćkik ludzi, co teroz, w casie tej sakramenckiej zarazy, ryktujom takie pikne ogłosenia z propozycjom bezinteresownej pomocy, dopisać do listy honorowyk obywateli Owcarkówki? Co o tym myślicie, ostomili? Wprowdzie kieby my tak zrobili, to tyk honorowyk obywateli zacniemy mieć wielki tłum – ale to chyba dobrze, a nie źle? Hau?

P.S.1. Kapecke świąt budowyk mieli my tutok ostatnio. 13 marca były Hortensjeckowe imieniny i Małgosieckowe urodziny. No to zdrowie Hortensjecki i Małgosiecki! 🙂

P.S.2. Wcora tyz mieli my dwa budowe święta w jednym dniu – Zbyseckowe imieniny i Jędrzejeckowe urodziny. Zdrowie Zbysecka i Jędrzejecka 🙂

P.S.3. A juz jutro – imieniny Józefickowe. No to zdrowie Józeficka! 🙂

24.02.2020
poniedziałek

O wyzsości mopa nad pistolcem

24 lutego 2020, poniedziałek,

Cy broń palno wse wierchuje nad biołom? Niekoniecne, ostomili. Pewnie nieftórzy z wos juz znajom te historie. W piknej krainie zwanej Ziemiom Kociewskom, kapecke na zachód od Starogardu Gdańskiego i (chyba) kilkadziesiont kilometrów na północny-wschód od nasej Fusillecki, jest tako pikno wioska Pinczyn. A w tym Pinczynie jest pikny sklepik spozywcy. No i dokładnie w dzień Walentynek, wiecorowom porom, kie poni sklepowo miała juz zamykać interes… do sklepu wpodł nagle wielki, zamaskowany chłop.

– Siano! – zawołoł groźnie, wyciągając pistolca. Nie wyglądało no to, coby ten nieocekiwany „klient” fcioł ino, tak jak pon Stępowski, nabyć cosi do jedzenia dlo konia (nie wiem, cy kozdy to wie, więc na wselki wypadek piknie informuje, ze od jakiegosi casu „siano” w mowie potocnej znacy: „dutki”).

Co zrobiła poni sklepowo? Ano, widząc wymierzonom w siebie broń… chyciła mokrego mopa i… PRASK! – walnęła fudamenta w kufe. Ten był chyba kapecke zaskocony. Ale sie nie poddoł. Hipnął za lade i próbowoł dostać sie do kasetki z dutkami. Poni sklepowo jednak tyz nie dawała za wygranom. PRASK! – znowu grzmotnęła napastnika mopem. I jesce pare rozy: PRASK! PRASK! PRASK! Tego juz rabusiowi było za wiele. Podkulił pod siebie kość ogonowom – i w uciekaca! Pohyboł do cekającego przed sklepem auta, rusył z piskiem opon… i to juz był koniec napadu.

Jeśli ftosi fce – tutok moze se obejrzeć przebieg całego wydarzenia nagrany przez monitoringowom kamere.

Na mój dusicku! Jako godołek, cało ta rzec zadziała sie we Walentynki. Ale dlo tego rabusia ten dzień racej trudno bedzie uznać za romantycny. Bedzie racej na odwyrtke. Bo to, co wydarzyło sie w tym sklepie, sprawi zapewne, ze juz do końca swego zywobycia bedzie bidnym singlem. Cemu? Cóz… tak se myśle, ze ciosy zadane mu przez sklepowy mop trwalej poraniły jego duse niz kufe. Te ciosy zapewne wyryktowały w nim nieulecalnom traume. I teroz na sam ino widok jakiegokolwiek mopa niescynśnik bedzie dostawoł więksego stracha niz wy, kiebyście stanęli oko w oko z całym kierdlem wygłodniałyk lwów. Jeśli on mo zone abo inksom partnerke, to ta, prędzej cy później, pewnego piknego dnia, popyto go:
– Kochonie, cy byłbyś tak dobry i przetorł podłoge w kuchni tym oto mopem?

No co on zawoło tak przeraźliwie, jakby go zywcem ze skóry obdzierali:
– Nieeeee!!!! Tylko nie mop! Ratunkuuuuuu!!!

I wyskocy z chałupy jak oparzony. Ucieknie w sinom dal i wselki ślad po nim zaginie. Haj.

Jeśli natomiast ten chłop dopiero suko dziewcyny, to nawet jeśli jom nojdzie, nietrudno domyślić sie, ze to bedzie barzo krótkotrwały związek. Skońcy sie w dniu, we ftórym chłop odwiedzi swom ostomiłom w jej mieskaniu. Jak jom odwiedzi, to w pewnym momencie bedzie fcioł skorzystać z łazienki. No i jak do niej wejdzie, dziewcyna usłysy nagle dochodzący stamtela przeraźliwy ryk. Zajrzy sprawdzić, co sie dzieje i wte uwidzi chłopa stojącego na pralce, wciskającego sie w kąt, przy ftórym ta pralka stoi, całego roztrzynsionego i bladego jak papier.

– Co ty wyprawios, mój chłopecku? – spyto dziewcyna.
– Poźrej ku przeciwległej ścianie! Tamok stoi mop! Straśliwy mop! – odpowie sakramencko przerazony jej Romeo.
– O, Jezusicku! To ty sie mopa bois? – oześmieje sie dziewcyna.
– To nie śpasy! Wezwij wojsko, policje, straz pozarnom i wselkie inkse mozliwe słuzby ratownice! Jestem w śmierztelnym niebezpieceństwie!

Dziewcyna ocywiście – jeśli w ogóle kogokolwiek wezwie – to ino psychiatre. W końcu jej marzył sie dzielny rycerz na biołym koniu, a nie spanikowany bejdok na pralce. Ftóro dziewcyna fciałaby chłopa, co to sie boi zwykłego mopa? O, nawet zrymowało mi sie.

Heeej! Hyr o smutnym losie panocka pokonanego przez mop niek niesie sie po kraju i po świecie. Ku przestrodze dlo syćkik sklepowyk rabusiów. W końcu taki mop nojduje sie prowdopodobnie w kozdym sklepie spozywcym. Niek więc rabusie wiedzom, za napadanie na takie sklepy moze se dlo nik barzo przikro skońcyć. Hau!

P.S.1. Był wceśniej mały falstart z ogłoseniem urodzin Fusillecki 😀 Ale tym rozem… juz naprowde całkiem blisko one som, bo za niewiele ponad tydzień, a dokładnie – 3 marca. No to zdrowie Fusillecki, ostomili! 🙂

P.S.2. W tym samym tyźniu, ale kapecke później, w sobote, 7 marca, bedom Profesoreckowe imieniny. Zdrowie Profesorecka! 🙂

18.02.2020
wtorek

Śmiesne skoki Pietrka Żyły

18 lutego 2020, wtorek,

Na mój dusiu! W miniony weekend kolejne dwa konkursy pucharowyk skoków odbyły sie na kapecke tajemnicej skocni. Tajemnicej, bo – jeśli wierzyć Wikipedii – nie barzo wiadomo, w jakiej miejscowości sie ona nojduje: w Tauplitzie cy w Badzie Mitterndorfie. No ale niekze ta. Dlo nos najwozniejse jest to, ze w sobote nas Pietrek Żyła skakoł tamok sakramencko piknie. Jaz na najwyzsy stopień podiuma hipnął! Heeej!

W niedziele juz nie było tak dobrze, ale to był w ogóle jakisi straśnie pokryncony dzień: wiater sam nie wiedzioł, jak mo duć, przez co sędziowie nie wiedzieli, jak sędziować, no i wyseł z tego syćkiego tak pokiełbasony konkurs, ze skaranie boskie! Nie worce więc za barzo nad tom niedzielom sie rozwodzić. Wróćmy do soboty. Co w sobote zaroz po zawodak godoł sam Pietrek? To mozecie przecytać i wysłuchać na przikład tutok.

Ciekawe jest to, co pedzioł w drugim z umiesconyk na tej stronie filmików – jakosi tak w okolicak pierwsej minuty i 57. sekundy mozecie usłyseć, jak godo: „Skoki były śmieszne”.

Na mój dusicku! Śmiesne? Moi ostomili, z tyk słów wyniko barzo pikno wskazówka dlo tyk, co decydujom o składzie polskiej ekipy ryktującej skakanie na nartak. Fto teroz w tej ekipie jest? Opróc samyk zawodników ocywiście? Ano chyba trener, asystenci trenera, fizjoterapeuta, serwisanci, psycholog… i moze jesce ftosi. Ba tak mi sie widzi, ze powinien być tyz… satyryk. I to taki na stałym etacie. Bo skoro Pietrek wyryktowoł dwa śmiesne skoki i dzięki nim stoł sie zwycięzcom konkursu – to sprawa jest jasno: skockowie powinni skakać nie ino daleko i nie ino poprawnie stylowo, ale tyz… ŚMIESNIE. Dlotego właśnie piknie pytom pona trenera Doležala, coby wartko nolozł właśnie takiego piknego satyryka i wroz z nim wyryktowoł nowom piknom skołe śmiesnego skakania. Haj.

A moze worce sie postarać, coby tyz w inksyk dyscyplinak było śmiesnie? Niek biegoce śmiesnie biegajom, niek kolorze śmiesnie jezdzom na rowerak, niek piłkorze śmiesnie kopiom piłke… I w sporcie zawodowym, i amatorskim worce o te śmiesność zadbać. Jak wiadomo – sport to zdrowie i śmiech to zdrowie. Kieby zatem syćka Polacy zacęli uprawiać śmiesny sport, to… na mój dusiu! Ale by sie piknie porobiło! Syćka byliby zdrowi do potęgi! I przestaliby wreście cekać w wieloletnik kolejkak do doktorów. To racej doktory ustawiłyby sie w kolejkak do pacjentów, cekając, cekając i cekając… jaz komusi zacnie cokolwiek dolegać. Hau!

P.S.1. Juz za niedługo, ostomili, w samiućkom wigilie Tłustego Cwortku, cyli 19 lutego – Wawrzeckowe urodziny bedom. Zdrowie Wawrzecka 🙂

P.S.2. Z kolei następnego dnia po tym Tłustym Cwortku, 21 lutego, bedom Jagusickowe urodziny. Zdrowie Jagusicki! 🙂

6.02.2020
czwartek

Brenter

6 lutego 2020, czwartek,

No i stało sie. Przyseł Brexit. Z dobrze poinformowanyk źródeł wiem, ze w Bronowicak chochoł znów zaśpiewoł „Miałeś, chamie, złoty róg”, ale tym rozem nie Polakom, ino Brytyjcykom. Ba co by nie godać… straśnie luto było pozirać na tyk syćkik płakającyk brytyjskik europarlamentarzystów, zegnającyk sie z kolegami pozostającymi w Unii. Heeej! Nie ino im wte łzy z ocu popłynęły. Wroz z nimi, w skrytości ducha, płakały miliony ik rodaków. Nie wiem, cy racje majom sondaze pokazujące, ze w tej kwilecce więksość mieskańców Zjednoconego Królestwa jest przeciw Brexitowi, ale ze jest ik wielu – to pewne. Dlotego o jednym trza bocyć – momy i bedziemy mieli w tym kraju całom kupe piknyk przyjaciół, nie mającyk nic wspólnego ani z ponem Faragem, ani z ponem Curry.

E… zaroz… cy jo napisołek: „ponem Curry”? Ano… napisołek. No to skoro juz mi sie wymskło, to wypadałoby piknie wyjaśnić, co to za pon i cemu on mi sie zbocył.

Otóz, moi ostomili, w ostatnik kwilak obecności Wielkiej Brytanii z UE w telewizji TVN24 seł program „Śkło Kontaktowe”. Ten program idzie tamok codziennie o godzinie 22. Ba tym rozem – był w nim niecodzienny współprowadzący. Opróc dwójki ludzi (tego dnia była to poni doktór Katarzyna Kasia i pon redaktor Grzegorz Markowski) piknie siedzioł se tamok śwarny niedźwiadek w cyrwonym kapelusicku i niebieskiej kurtecce.

– Ostomili widzowie – pedzioł pon Markowski rozpocynając program – piknie witomy wos w nasym piknym „Śkle Kontaktowym”. Wroz ze mnom program poprowadzi dzisiok poni Katarzyna Kasia i… no właśnie… poni Kasiecko, co to za misiek przyseł z poniom do studia?
– To jest, ostomiły ponie Grzesicku, miś Paddington – wyjaśniła poni Kasia. – Pochodzi z mrocnyk zakątków Peru, ba od wielu roków zyje w Londynie. Teroz zaś jest straśnie, ale to straśnie smutny, bo on nie fce, coby Wielko Brytania wychodziła z Unii.
– Ooo! – zaciekawił sie pon Markowski. – To moze powie nom cosi dzisiok?
– Nic z tego, ostomiły ponie Grzesicku, on nic nie powie – westchnęła poni Kasia. – Jemu jest tak straśliwie przikro, ze jaz gardziołecko sie bidokowi ścisło i nie wydusi z siebie ani słówka. Haj.

I tak tocyła sie ta rozmowa. A fto mi nie wierzy, niek poźre tutok, a wte piknie sie przekono, ze powtórzyłek słowo w słowo to, co tamok godali. Bajako.

Nie wiem, ostomili, cy znocie syćka misia Paddingtona. Gwarzyłek o nim kiesik, ale juz downo temu, we wpisie z 17 grudnia 2008 rocku. Na wselki wypadek więc niekze przyboce, ze ten miś to bohater ksiązek pona Michaela Bonda. I jeden z dwóch najhyrniejsyk angielskik niedźwiedzi (ten drugi to ocywiście Kubuś Puchatek). Sakramencko sympatycny, z głowom pełnom róznyk wariackik pomysłów, no i przez te pomysły nieroz wpado w tarapaty. Ale mo zarozem jakisi pikny talent do wychodzenia z tyk tarapatów obronnom łapom.

Skąd jednak pewność, ze poni Kasia mo racje, twierdząc, ze Paddington nie fcioł Brexitu? Cy jest na to jakisi dowód? Ano jest. Barzo pikny. Mianowicie taki, ze najwięksym przyjacielem tego misia (opróc rodziny Brownów, ftóro go przygarnęła), jest niejaki pon Gruber, właściciel sklepu z antykami. Ten pon nie jest rodowitym Anglikiem, jest imigrantem. Skoro więc Paddington tak piknie sie z nim przyjaźni, to sprawa jest jasno – musi być on zwolennikiem tego, coby narody piknie sie łącyły, a nie dzieliły. I ślus.

Od pona Bonda nie bedziemy juz niestety mieli zodnyk nowyk wiadomości o Paddingtonie (dwa roki temu pisorz przeprowadził sie na Niebieskie Hole). Ale nimo wątpliwości, ze przyjaźń tego niedźwiadka z sympatycnym sklepikorzem trwo dalej. Paddington na pewno nadal regularnie chadzo do sklepiku swojego przyjciela, pon Gruber piknie go tamok przyjmuje, cęstuje piknym gorącym kakao, no i gwarzom se we dwók o róznyk sprawak. Teroz zaś… na pewno sporo gwarzom o Brexicie. I znając Paddingtona, nietrudno sie domyślić, ze prędzej cy później stonie sie tak (a moze juz sie stało?), ze powie on:

– Wie pon co, ostomiły ponie Gruber? Jo se myśle, ze skoro mozno było Wielkom Brytanie z Unii wyprowadzić, to równie dobrze mozno jom tamok nazod wprowadzić. No to mom pikny pomysł! Postarom sie zrobić tak, coby nas pikny kraj znów nolozł sie w tej piknej rodzinie piknyk europejskik narodów.

Wariacki pomysł? Ocywiście, ze wariacki. Ale jako wyzej godołek – wariackie pomysły to specjalność tej niezwykłej zywinki. Nimom pojęcia, co wymyśli, ale nie wątpie, ze cosi niesamowitego. Choć na pewno nie bedzie mu łatwo. Na drodze do celu natrafi na wiele przeskód. I nimo co licyć, ze pon Farage bedzie sie biernie przyglądoł jego działaniom. Na pewno nie bedzie! I jesce popyto o pomoc pona Curry. No właśnie – niekze wreście wyjaśnie, fto to jest ten pon Curry. Otóz, ostomili, to sąsiad Paddingtona. Ba wyjątkowo niesympatycny chłop. Samolub, skąpiec, nieprzepadający zbytnio za nasym niedźwiadkiem, ba zarozem furt próbuje sie nim wysłuzyć, bez zahamowań wykorzystując jego naiwnom dobrodusność. Na scynście kozdo próba niecnego wykorzystania nasego misia końcy sie dlo weredy bolesnom nauckom.

No i tak mi sie widzi, ostomili, ze pon Curry jest zwolennikiem Brexitu. Zatem barzo chętnie pomoze ponu Farage’owi i bedom działać przeciwko Paddingtonowi we dwók. Paddington jednak wse, w kozdyk okolicnośćiak (ryktując przy tym mnóstwo zabawnego zamiesania), osiągo swój cel. Więc jo nie widze powodu, dlo ftórego tym rozem miałoby być inacej. I ślus.

Tak, tak, ostomili. Ten niepozorny miś bedzie Lincolnem XXI wieku. Bo tak jak pon Lincoln 155 roków temu sprawił, ze stany, ftóre odłącyły sie od hamerykańskiej Unii, powróciły do niej nazod, tak teroz Paddington sprawi, ze kraj, ftóry odłącył sie do Unii Europejskiej – tyz piknie ku niej powróci. Róznica bedzie tako, ze Paddingtonowi udo sie tego dokonać bez wojny, bo cas wojen w tej cynści świata na scynście minął.

Co zatem mozemy pedzieć nasym brytyjskim przyjaciołom? Powiedzmy im tak: Ostomili przyjaciele, nie płakojcie. Nie płakojcie, bo bedzie dobrze. Mocie przecie Paddingtona! Pon Farage wyryktowoł wom wyjście z Unii, cyli Brexit, ale za jakisi cas Paddington wyryktuje wom pikne ponowne wejście, cyli – Brenter. Na rozstanie zaśpiewaliście piknom, ba smutnom pozegnalnom piosnke „Auld Lang Syne”, ale juz teroz mozecie zacąć myśleć o jakiejsi piknej pieśni powitalnej, z okazji wasego piknego powrotu. Jo barzo chętnie tej pieśni wysłuchom. I chyba nie ino jo. Hau!

P.S.1. 19 lutego piknie bedziemy w nasej budzie świętowali. Bo Wawrzeckowe urodziny bedom. Zdrowie Wawrzecka! 🙂

P.S.2. I 21 lutego tyz bedziemy piknie świętowali, bo wte z kolei bedom urodziny Jagusickowe. Zdrowie Jagusicki! 🙂

31.01.2020
piątek

Mało skodliwe zakazy

31 stycznia 2020, piątek,

Moi ostomili, postanowiłek zmienić nazwe tego bloga. Do tej pory brzmiała ona: „Hau!” A od dzisiok bedzie brzmieć: „Hau!” Cy ftosi moze fce sie oześmiać i pedzieć, ze nimo tutok zodnej zmiany? Ha! Dlo wos ludzi to faktycnie róznica jest niezauwazalno. Ale kozdy pies – i w ogóle kozdo zywina – uwidzi jom od rozu. Fto mo w domu jakiegosi zwierzoka, moze go spytać i zazoz dostonie pikne potwierdzenie, ze prowde godom.

Skąd w ogóle ten pomysł na zmiane? Ano… przyseł mi on do głowy za sprawom tego hyrnego wystąpienia pona Mariana Turskiego przed kilkoma dniami. Nie wiem, cy kozdy mioł okazje wysłuchać tej mowy w całości. Jeśli nie, to polecom poźreć tutok. Worce tego posłuchać, bo pado tamok wiele woznyk słów, takik co som barzo aktualne dzisiok, ale pewnie za pięćdziesiont roków tyz bedom, i za sto, i za tysiąc. Haj. Dziennikorze najwięksom uwage zwrócili tamok na przybocenie jedenostego przykazonia: nie badź obojętny. I chyba dobrze, ze tak zrobili. Ba mi sie widzi, ze worce tyz pochylić sie nad pewnom opowiedzianom przez pona redaktora historiom (na zalinkowanym przeze mnie filmiku zacynajacom sie zaroz po sóstej minucie). Pocątek tej historii jest taki, ze roz, w rokak trzydziestyk XX wieku, w parku nojdującym sie w jednej z centralnyk dzielnic Berlina, na paru ławkak pojawił sie napis, ze Zydom nie wolno tutok siadać. I cóz… moze nie brzmiało to przyjemnie, ale cyz nie było wokół pod dostatkiem inksyk ławek, na ftóryk Zydzi mogli se siadać bez problemu? Na dobrom sprawe – był to zakaz mało skodliwy. Niedługo potem… nad wejściem do pewnej berlińskiej pływalni pojawił sie napis, ze Zydom nie wolno tutok wchodzić. Ale cóz… to tyz nie było przyjemne, ale cyz Zydzi nie mieli w Berlinie całej kupy inksyk miejsc, ka swobodnie mogli se popływać? W sumie więc – ten zakaz tyz był mało skodliwy. Ba potem pojawił sie kolejny zakaz, tyz w gruncie rzecy mało skodliwy, potem jesce kolejny i jesce… No i…dalsy ciąg tej historii – lepiej lub gorzej – znomy syćka.

Ba nietrudno sie domyślić, ze pon Turski tak naprowde godoł nie ino o tamtyk casak, ale tyz o dzisiejsyk. Przecie właśnie dzisiok jesteśmy świadkami ryktowania stref „wolnyk” od takik cy inksyk ludzi. To zjawisko – kieby je tak na chłodno oceniać – nie wyglądo na zbytnio skodliwe. No bo przecie ci „inksi” majom dlo siebie telo miejsc, ka mogom se robić, co fcom. No ale właśnie – cy za tymi wykluceniami nie pódom kolejne? I cy to syćko nie wymknie sie w pewnym momencie spod kontroli, stając sie przez to sakramencko niebezpiecne? Na mój dusiu! Mom nadzieje, ze nie. Ale w takik wypadkak – lepiej dmuchać na zimne. A jak takie dmuchanie mozno ryktować? Ano… jo se myśle, ze jest wiele sposobów. I jo właśnie jeden z nik postanowiłek zastosować. Cyli… od teroz nazwa mojego bloga, w tłumaceniu na język ludzki, znacy: KOZDY wchodzący tutok jest mile widzianym gościem, piknie uprawnionym do pocęstunku w postaci piknego oscypka, piknej kiełbasy jałowcowej i piknego Smadnego Mnicha. Haj.*

Dlo stałyk bywalców Owcarkówki to ocywiście zodno nowina. Ale z tego co wiem, nie ino stali bywalcy tutok zaglądajom. Dlotego pomyślołek, ze worce wyryktować to nowe brzmienie tytułu tego bloga. Na pewno to nie zaskodzi. A cy pomoze? Cóz… efektu motyla to jo sie nie spodziewom, ten blog racej świata nie naprawi. Ba cy mo sanse stać sie jednym z wielu milionów elementów, ftóre – wzięte rozem do kupy – zdołajom jednak takom naprawe uskutecnić? No… tutok nieskromnie powiem, ze wprowdzie pewności nimom, ale zarozem… nie wyklucom takiej mozliwości. Hau!

P.S. Juz za pare dni, za dni pare… cyli dokładnie 4 lutego – Motyleckowe urodziny bedziemy tutok świętować. Zdrowie Motylecka! 🙂

*A jak poprzednio tytuł tego bloga brzmioł w tłumaceniu na ludzki język? To wyjaśniłem we wpisie z 16 września 2008 rocku.

15.01.2020
środa

Jak pon Adamowicz gwarzył z Ponem Bóckiem o WOŚP-ie

15 stycznia 2020, środa,

Właśnie minął rok od tego pełnego przygnębienia popołudnia, kie ozesła sie wieść, ze nie udało sie uratować prezydenta Gdańska, pona Pawła Adamowicza – pomorł od ran zadanyk przez jednegoz tyk ludzi, co to kochajom nienawidzić bliźnik. W okolicak tej rocnicy nieftóre media (no bo wiadomo, ze nie syćkie) piknie zbocowały postać tego siumnego samorządowca. Ale jak nietrudno sie domyślić – we wspomnieniak wierchowoł nastrój smutku.

Tymcasem tamok, pośród Niebieskik Wierchów, ka pon Adamowicz zyje teroz – zodnego smutku nimo. On sam zaś nadal piknie interesuje sie tym, co dzieje sie u nos w Polsce. No i tyz tym, co ryktuje Wielko Orkiestra Świątecnej Pomocy, ze ftórom piknie za swego ziemskiego zywobycia współpracowoł. W ostatniom niedziele nawet odbył rozmowe na ten temat z Ponem Bóckiem. Zacął Pon Bócek takimi oto słowami:

– Witoj, Pawełecku, ostomiły! Chociaz… dzisiok to moze racej nalezałoby powitać cie zawołaniem: „sie ma”?
– Bajuści, Ponie Bócku – pedzioł pon Adamowicz. – Momy przecie 12 stycnia 2020 rocku, dzień dwudziestego ósmego finału Wielkiej Orkiestry. Cyli barzo pikny dzień!
– Ano pikny – zgodził sie Pon Bócek. – Choć przyznom, ze jo z tym WOŚP-em mom pewien frasunek.
– Frasunek u Pona Bócka? – zdziwił sie pon Adamowicz. – Jak to mozliwe?
– Cóz – rzekł Stwórca. – Jak wiadomo, ta pikno Orkiestra bedzie grała jaze do końca świata i jeden dzień dłuzej. Wypadałoby więc chyba, cobyk jo osobiście pokierowoł organizacjom najostatniejsego finału WOŚP-u, właśnie w tym „jednym dniu dłuzej”.
– No… chyba tak – przytaknął pon Adamowicz.
– No właśnie – westchnął Pon Bócek. – Ale cy jo bede umioł to zrobić? Umiem wyryktować świat w seść dni, umiem panować nad zywiołami, umiem lecyć syćkie choroby i przywracać pomarłyk do zycia. Jeśli jednak idzie o organizowanie imprez masowyk – tutok niestety nimom zodnego doświadcenia.
– Ponie Bócku, domy rade! – odrzekł z przekonaniem pon Adamowicz. – Kie idzie o imprezy masowe, to jo cosi na ten temat wiem. Więc jak bedzie trza – chętnie pomoge.
– Uff! To piknie! – uciesył sie Pon Bócek. – Sakramencko piknie! Nie wiem ino, jak ci sie, Pawełecku, odwdzięcyć? Potrzebujes moze cegosi?
– No… właściwie… – zacął nieśmiało gdański prezydent. – Jest tako jedno sprawa. Otóz wpodłek jo na taki pomysł, coby z okazji tak piknego dnia, jakim jest 28. finał WOŚP-u, syćkik świętyk w niebie pocęstować pąckami z budyniem.* Ale jak jo wyryktuje telo pącków, coby wystarcyło dlo syćkik?
– Tutok z kolei jo barzo chętnie pomoge – oznajmił Pon Bócek. – Na produkcji i przetwórstwie zywności i napojów to jo sie akurat piknie znom. Wyryktowołek manne z nieba, przeinacyłek wode w wino, rozmnozyłek chleb… To z pąckami na pewno tyz se poradze.

No i Pon Bócek piknie pomógł prezydentowi Adamowiczowi w usmazeniu pącków z budyniem dlo syćkik świętyk. A ze był to niebiański budyń – to piknie smakowoł nawet tym, co nie za barzo go lubiom.

Inkso rzec, ze nas Stwórca kapecke przesadził – naryktowoł dwa rozy więcej pącków, niz święci byli w stanie zjeść. Ale to u Pona Bócka typowe, ze jak sie biere za robienie cegosi do jedzenia, to casem narobi więcej niz trza. Bocycie, jak to było, kie cudownie rozmnozył pięć chlebecków i dwie rybki w celu nakarmienia wielotysięcnej rzesy ludzi? Tyz za barzo rozpędził sie w tym mnozeniu. I potem uzbierało sie jaz dwanoście kosów niezjedzonyk reśtek. Na scynście z tymi pąckami bedzie łatwiej. Za niewiele ponad miesiąc jest przecie Tłusty Cwortek. Tak więc ta pąckowo nadwyzka na pewno sie nie zmarnuje. Haj.

Co zaś z tym następnym dniem po końcu świata, kie Wielko Orkiestra zagro po roz ostani? Heeej! Jo se myśle, ze bedzie piknie! No bo skoro sam pon Adamowicz bedzie tutok oficalnym doradcom Pona Bócka, to inacej być nie moze. Przecie ten hyrny gdański samorządowiec to siumny cłek, sprawny organizator, tryskający pozytywnom energiom, ftórom zarozem umie piknie zarazić inksyk. Jeśli więc zarazi niom i świętyk, i janiołki, to bedziemy mieli, ostomili, niesamowite, niezwykłe, wystrzałowe i arcyfantastycne zwieńcenie piknego dzieła pona Jurka Owsiaka i całej wielkiej ślachetnej armii pomagającyk mu ochotników. I fto wie? Moze syćka popytajom WOŚP, coby groł nie do końca świata, ino wiecnie? Syćko mozliwe, ostomili, syćko jest mozliwe… Sie ma i hau!

P.S.1. A w przysłym tyźniu – 21 stycnia – bedom Jagusickowe i Kapisoneckowe imieniny. Zdrowie Jagusicki i Kapisonecki! 🙂

P.S.2. Zaś 29 stycnia – rocnica ślubu Poństwa Aneckowyk – pikne zdowie Piknie Młodej Pary! 🙂

*Nie wiem, cy syćka to wiedzom, więc na wselki wypadek piknie informuje, ze kiesik ponu Adamowiczowi nadano przydomek Budyń. Pon prezydent mioł dwa wyjścia: obrazić sie abo podejść do sprawy z humorem. Wybroł to drugie, cemu doł wyraz na przikład w taki sposób, ze chodził se po ulicak Trójmiasta i cęstowoł napotkanyk ludzi pąckami z budyniem.

8.01.2020
środa

Co wte Dawid mógł se myśleć?

8 stycznia 2020, środa,

Na mój dusicku! Cy przed nastaniem XXI wieku ftosi przewidzioł, ze w ciągu pierwsyk dwók dekad tego stulecia jaz trzek Polaków bedzie triumfatorami Turnieju Śtyrek Skocni? Jeśli tak – to ten ftosi jest tak piknym prorokiem, ze te syćkie Nostradamusy i Wernyhory niek sie przy nim schowajom.

Tak, tak, ostomili. Jest piknie. Do dwók polskik zwycięzców tego prestizowego konkursu – górola z Wisły Adasia Małysza i górola z Zębu Kamila Stocha – dołącył górol z Szaflar Dawid Kubacki.

A jesce rok temu, zaroz po triumfie pona Kobayashiego na tyk samyk śtyrek skocniak, co ten nas Dawid mógł zrobić? Ano… mógł se siednąć i tak zacąć śpekulować:

– I cóz… Skocek japoński na pierwsym miejscu, skocek miemiecki na drugim, inksy skocek miemiecki na trzecim… A jo? Jo dopiero cworty. Cyli niby nie tak źle, ale tyz nie za dobrze… Eh… Cy jo moge jesce w tyk skokak cosi zdziałać? Chyba trudno bedzie. Wkrótce skońce dwajścia dziewięć roków. Skocek, ftóry przed osiągnięciem tego wieku zdązył zostać mistrzem – mo sanse, ze jesce kapecke tym mistrzem pobedzie. Natomiast jeśli nie zdązył – to juz racej po nim. Moze ino skakać coroz gorzej i gorzej, jaz syćka go zabocom, ze sprawozdawcami Eurosportu włącnie. Taki Adaś Małysz, kie mioł telo roków, co jo teroz, to mioł juz w swoim dorobku dwa medale olimpijskie, trzy tytuły mistrza świata, zwycięstwo w Turnieju Śtyrek Skocni, a zwycięstw w konkursak Pucharu Świata telo, ze jaz trudno zlicyć. A Kamil Stoch? On, kie mioł telo roków, co jo teroz, to w dorobku tyz mioł dwa medale olimpijskie (i to złote!), a poza tym mistrzostwo świata, zaś zwycięstw w pucharowyk konkursak kapecke mniej niz Adaś, ale w sumie tyz niemało. Nie dorównom nawet „Dziadkowi” Marusarzowi, ftóry mając dwajścia pięć roków zostoł wicemistrzem świata. Ani ponu Pietrowi Fijasowi, ftóry mając dwajścia jeden roków zdobył brązowy medal mistrzostw na mamucie. Owsem, miołek sukcesy w letniej Grand Prix – ale przecie letnie konkursy to nie to samo co zimowe. No i były tyz medale w mistrzostwak druzynowyk – ale tamok z kolei jo miołek ino swój mały wkład w sukces całej druzyny. Tak więc nimo co zaklinać rzecywistości. Jest, jak jest. Na dobrom sprawe… cego jo właściwie jesce w sporcie sukom? Moze powinienek zmienić profesje? Moze załozyć zakład naprawy motocykli? Abo zająć sie produkcjom sprzętu wędkarskiego? Chyba tak zrobie, zamiast dalej cekać na narciarskiego Godota. Zaroz póde do trenera i powiem mu, ze końce ze skokami. Natychmiast i nieodwołalnie.

Mógł se tak właśnie nas Dawid myśleć równo rok temu? Na samiućkim pocątku 2019 rocku? Ano… mógł. I wte – w tamtej kwilecce – wyglądałoby to na całkiem zdroworozsądkowe rozumowanie. W tamtej kwilecce, cyli… na tydzień przed jego pierwsym zwycięstwem w Pucharze Świata, kilka tyźni przed zdobyciem złotego medalu mistrzostw świata* i na rok przed tom piknom wygranom w ostatniom niedziele 🙂 🙂 🙂 Hau!

*A kieby ftosi fcioł pedzieć, ze nie wiadomo, na kielo ten złoty medal w Seefeld był dziełem przipadku, to jo fciołbyk piknie przybocyć, ze dzień później, na tej samej skocni, ino tym rozem w konkursie miesanym – indywidualnie nas Dawid znów był najlepsy.

4.01.2020
sobota

Niós

4 stycznia 2020, sobota,

W komentorzak pod poprzednim wpisem ukwalowaliście, ostomili, nad słowem „news”. Cy to jest juz polskie słowo cy nie? Słusnie cy niesłusnie zaistniało ono w najnowsyk wydaniak słownika języka polskiego?

Krucafuks! Skoro sie o tym godo, to chyba juz najwyzso pora, cobyk ujawnił wreście, skąd sie w ogóle to słowo wzięło. A wzięło sie… od jednego z synów przodka mojego bacy. Wiecie, ftórego przodka? Ano tego samego, co to najpierw pomógł ponu Lincolnowi wygrać wojne secesyjnom, potem pomógł Indianom pokonać pona Custera, a jesce później – doprowadził do upadku Ku-Klux-Klanu.

We wpisie z 13 grudnia 2007 rocku godołek wom o tym, jak ten przodek poślubił córke Cornego Kotlika, hyrnego wodza Czejenów.

No i wśród dzieci, jakie im sie porodziły, był taki siuhaj, ftóry w barzo młodym wieku zatrudnił sie w redakcji miesięcnika „Harper’s New Monthly Magazine”. Heeej! Hyrne i pikne to było pismo. Z róznymi piknymi informacjami, w tym takimi, ftóre napływały z samiućkiego Dzikiego Zachodu.* Miesięcnik zreśtom ukazuje sie do dzisiok, telo ino, ze pod kapecke krótsym tytułem: „Harper’s Monthly”.

Co syn przodka mojego bacy tamok robił? Teoretycnie… nic wielkiego. Był takim zwycajnym chłopcem na posyłki. Cyli furt cosi kasi niósł. A to niósł ponom dziennikorzom ołówki, a to niósł ponu zecerowi materiały do wydrukowania, a to niósł kawe zarządowi kompanii Harper & Brothers, ftóro to kompania kierowała tym pismem… No i niemalze codziennie niósł tyz depese z woznymi informacjami dlo redakcji. Pracownikiem był barzo sumiennym. Kie w końcu postanowił stamtela odejść, sam zarząd kompanii zaprosił go ku sobie i tak pedzioł:

– Słuchojze, chłopce. Jesteś tak znakomitym pracownikiem, ze najchętniej trzymaliby my cie u siebie jesce przez długie, długie roki. Ale skoro twoim ojcem jest uparty polski górol, a twojom matkom uparto córka wodza Czejenów, to pewnie ty jesteś tak sakramecnko uparty, ze próba namówienia cie do zmiany zdania, to by była ino strata casu. Postanowili my jednak, ze piknie upamiętnimy twojom piknom prace dlo nos. Momy pewien pomysł. Powiedz nom, jak po polsku określo sie cynność, ftórom ześ u nos ryktowoł?
– Ano… nieść – usłyseli w odpowiedzi.
– O, Jezusicku! Nom, Hamerykanom, straśnie trudno to wymówić! Moze w casie przesłym bedzie łatwiej?
– W casie przesłym to bedzie: niós – odpowiedzioł chłopok, połykając przy tym końcowe „ł”, co nie powinno dziwić nikogo, fto jest z mowom góralskom jako tako obeznany.
– O! To juz lepiej! – zakwycili sie cłonkowie zarządu. – Zatem na twojom ceść, chłopce, ukwalowujemy, ze od tej pory pikno dziennikarsko informacja z ostatniej kwili bedzie sie nazywała… niósem.

I tak właśnie sie stało. Autorytet kompanii Harper & Brothers był w środowisku hamerykańskik dziennikorzy tak wielki, ze nikomu nawet nie przysło do głowy, coby sie temu prociwiać. Był ino jeden kłopot – jak napisać „niós” po angielsku? Przecie w tym języku nimo „ó” kreskowanego! Dlotego wymyślono, ze bedzie sie pisało „news”. I telo. A w końcu wiecie, ostomili, ze jo tutok samom prowde ino godom.

Cy zatem mozno to słowo spolscyć? Cóz… spolscyć cosi, co było polskie od samego pocątku, to tak jakby komusi, fto siedzi, kazać usiąść, abo komusi, fto lezy, kazać sie połozyć. Ba trza tutok zwrócić uwage na jednom rzec. Otóz jest wielu takik, co próbujom tyz „spolscyć” pisownie tego słowa. Ale robiom to z błędem ortograficnym! Bo pisom „nius”, zamiast „niós”. Ten błąd jest nawet… w Wielkim Słowniku Języka Polskiego, ryktowanym przez Instytut Języka Polskiego PAN!!! Zatem jeśli ftosi mo do tego instytutu dostęp – piknie pytom, coby doł im znać o pomyłce. Niek jom wartko poprawiom.

No a tak poza tym, ostomili… nowy rocek piknie nom sie zacął! Więc fciołbyk zycyć wom, coby w tym nowym 2020 rocku nie było zodnyk brzyćkik niósów, ino same sakramencko pikne – i te politycne, i te gospodarce, i te sportowe, i wselkie inkse. Krótko mówiąc, po polsku fciołbyk zycyć: SCYNŚLIWEGO NIÓSIEGO ROKU! Po angielsku: HAPPY NEWS YEAR! A po psiemu: HÂU!

*Choć niekoniecie były to informacje rzetelne. Na przikład w numerze z września 1879 rocku niejaki pon Frank Taylor zachowanie kowbojów określił jako przejaw natury ludzkiej w swoim najgorsym wydaniu, a do artykułu załącony był rysunek z kowbojami mającymi kufy paskudnyk zbirów (F.H. Taylor, Through Texas, „Harper’s New Monthly Magazine” 1879, No 352, s. 709). A przecie kozdy, fto obejrzoł choćby ino kilka klasycnyk westernów, dobrze wie, ze kowboje byli mili, sympatycni, uprzejmi, kulturalni, nigdy nie uzywali brzyćkik słów, no i w ogóle och i ach!

20.12.2019
piątek

Dobry król Wacław

20 grudnia 2019, piątek,

Kiesik juz tutok godołek, ze w historii Czechów było wielu dobryk ludzi, ale dwók z nik zdobyło w świecie scególny hyr: dobry król Wacław i dobry wojak Szwejk. Kim był Szwejk – to chyba wie kozdy, nawet ten, fto nie cytoł hyrnej powieści pona Haška. Kim zaś był Wacław? Ano – piknym czeskim królem. Abo… ino księciem…. Ale ostońmy przy królu, bo skoro do wiceministra godo sie „ponie ministrze”, to równie dobrze do księcia mozno godać „ponie królu”. I ślus.

Heeej! Zył se ten Wacław w starodownyk casak, kie u nos w Polsce cciło sie jesce śtyry kufy Światowida, a nie trzy osoby Pona Bócka. No i zył tak piknie, ze uznano go za świętego. A poza tym dlo Czechów do dzisiok jest on piknym bohaterem narodowym.

Roz – w drugi dzień Świąt Bozego Narodzenia, cyli dzień Świętego Szczepana – władca ten weseł na sam wierch najwyzsej wiezy swojego zamku, stojącego w miejscu, fóre później nazwano Hradczanami. Nie było wte stamtela takiej panoramy jako dzisiok, bo wiele praskik zabytków nie zdązono jesce wyryktować. Ale i tak widocek był pikny: u stóp zamku – pikno, pomału rozbudowująco sie Praga, dalej – pikne pola i lasy.

Król nie był sam. Towarzysył mu jeden z paziów. W pewnej kwili Wacław zawołoł:

– Hej! Paziu! Mos młody wzrok, to widzis lepiej niz jo. Tamok w dali, za miastem, widze, ze jakisi cłek idzie ku lasowi. Domyślos sie, fto to moze być?

Paź poźreł we wskazanym przez monarche kierunku.

– Idzie pochylony – pedzioł – tak jakby cosi niesł na grzbiecie. Moze chrust? I widze, ze zmierzo w strone Źródełka Świętej Agnieski, nad ftórym mo swom chałupe taki jeden trubadur. Cyli to pewnie on.

– Znos tego trubadura, paziu?

– Ano znom. Nazywo sie Hynek Vondraček. Roz podcas ucty na nasym zamku przyśpiewywoł nom do knedlików. Towarzysyły mu wte dwie jego kuzynki: Karla Gottova i Jiřina Kornova.

– Przybocuje se! – zawołoł Wacław. – Był niezły. Moze worce zatrudnić go u nos na etacie nadwornego grajka?

– On nawet staroł sie o ten etat – pedzioł paź – ale przepodł w rozmowie kwalifikacyjnej z nasym palatynem, bo palatyn uznoł, ze w repertuarze tego śpiewoka jest za duzo cułości, a za mało o wspólnocie narodowej.

– Jaz sie zastanawiom, z jakiej gliny ulepiony jest ten palatyn – westchnął król. – A ten bidny trubadur pewnie teroz jest bezrobotny? No to, paziu, nimo co cekać. Hybojmy do zamkowej kuchni, weźmiemy stamtela cosi dobrego do jedzenia, jakiesi wino… no i ocywiście dobre czeskie piwo. Pódziemy z tym syćkim do tego trubadura, coby nie głodowoł.

– Miłościwy królu! – jęknął paź. – Na polu jest teroz tak sakramencko zimno, ze zyjemy chyba w casak globalnego ochłodzenia! Moze ten trubadur wytrzymo jakosi do końca zimy? A kie nadejdzie pikno prasko wiosna – to wybieremy sie ku niemu z wizytom.

– Na praskom wiosne, ostomiły paziu, być moze trza bedzie długo jesce pockać – stwierdził król. – Nimo co zwlekać. Idziemy teroz! Ale dobrze, ze zwróciłeś uwage na zimno. Weźmiemy tyz opał. Na rozie nie musi być ekologicny. Podkeślom – na rozie, pokiela stan zaludnienia tego kraju jest tak słaby, ze jego mieskańcy nie som jesce w stanie zaskodzić środowisku naturalnemu.

No i jak władca postanowił, tak zrobił. Z pomocom pazia zebroł suchy prowiant, napitki i pikny opał. Król i paź popakowali to syćko do dwók worków, ftóre zarzucili se na plecy, po cym wyrusyli poza miasto, ku Źródełku Świętej Agnieski.

Droga nie była łatwo. Na polu lezoł wysoki śnieg – i robił sie coroz wyzsy, bo zacęło sypać. W dodatku zacęło tyz duć. Król zdawoł sie tym nie przejmować. Seł raźno przed siebie i cosi se przemyśliwoł, cemu zreśtom nimo sie co dziwić, bo był on przecie z dynastii Przemyślidów. Nieftóre myśli wyrazoł na głos. Na przikład takom:

– Som święta, idziemy z pomocom do bidnego muzykanta… Hmm… święta, pomoc, muzyka… Moze kiesik, w blizsej lub dalsej przysłości, do sie te trzy rzecy połącyć w jednom idee? I wyryktować jakomsi Wielkom Orkiestre Świątecnej Pomocy? Jak nie w Czechak, to moze w jakimsi inksym kraju?

Duzo gorzej trudy wędrowania znosił paź.

– O, Jezusicku! – biadolił. – Cemu nifto nie odśniezo tego gościńca? Zima zaskocyła drogowców cy jak? Nie dom rady dalej iść! Nimom kondycji czeskiej lokomotywy!

– Nie poddawoj sie, paziu – popytoł król. – Jeśli trudno ci brnąć przez ten śnieg, to cemu nie idzies po moik śladak?

– Jakze byk śmioł! – wykrzyknął paź. – Jo, prosty poddany, miołbyk swoim pospolitymi gicołami rozdeptywać pełne majestatu ślady wasej królewskiej mości?

– Paziu! – skarcił swego sługe Wacław. – Twoje poglądy na relacje władza-obywatel som rodem ze średniowieca!

– A niby jakie majom być, miłościwy królu? Zyjemy przecie w pierwsej połowie X wieku – zauwazył paź.

– A nigdy, paziu, nie pomyślołeś o tym, coby spróbować wyprzedzić swojom epoke? – spytoł król. – Właśnie przez takik jak ty w przysłości średniowiece bedzie sie kojarzyło przede syćkim z ciemnotom i zacofaniem, a dopiero w dalsej kolejności z piknom architekturom gotyckom.*

Na te słowa paź zawstydził sie straśnie. I zeby u przysłyk pokoleń jesce bardziej nie psuć i tak juz nienajlepsej opinii o wiekak średnik – zgodził sie iść po królewskik śladak.

I tak oto obaj dosli wreście do Źródła Świętej Agnieski i do walącej sie chałupy bidnego trubadura Vondračka.

– Ahoj! – Król i paź powitali barda tym piknym staroczeskim pozdrowieniem (jo se nawet myśle, ze to było najpierwse słowo, jakie powstało w języku czeskim, dopiero potem zacęły sie ryktować kolejne).

Zaroz tyz złozyli pikne świątecne zycenia i wręcyli przyniesione ze sobom prezenty w postaci jadła, napitku i opału. Trubadur uciesył sie piknie. Zarozem był sakramencko zaskocony tym, ze oto sam król ku niemu zawitoł. Wte władca opowiedzioł mu, dlocego i jak przybył tutok wroz ze swym sympatycnym, choć kapecke marudnym paziem. Vondraček wysłuchoł opowieści, a potem pedzioł:

– Pikno historia, miłościwy królu. W dodatku jakze inspirująco!

– Inspirująco? Do cego? – zaciekawił sie król.

– Do wyryktowania oryginalnej kolędy – odpowiedzioł trubadur.

– Coroz bardziej intrygujes mnie, ostomiły trubadurze – przyznoł monarcha. – Na cym ta oryginalność miałaby polegać?

– Ano… poźrejcie, miłościwy królu, we syćkik kolędak jest właściwie to samo: nowo narodzony Poniezus, Matka Bosko z Józefem, stajenka, pasterze, janiołki… To syćko ocywiście pikne, ale jo fciołbyk wyryktować kolęde o cymsi inksym.

– Nie do sie o cymsi inksym! – wtrącił paź. – Kolęda bez Poniezusa, Matki Bozej i stajenki? To niemozliwe!

– Niemozliwe? – Trubadur uśmiechnął sie tajemnico.

A potem wyciągnął ze skrzini piknom lutnie, choć kapecke nadgryzionom zarówno zębem casu, jak i ząbkami paru mysek. Kwilecke sie zastanowił, brzdąknął jednom strunom, brzdąknął drugom, znowu sie zastanowił…

– Posłuchojcie, piknie pytom – pedzioł wreście.

I zacął grać i śpiewać na na te oto melodie:


Wacław to jest dobry król,
A nie typ tyrana.
Kiesik w strone swoik pól
Patrzył w dzień Szczepana.

Wsędy bioły lezoł śnieg,
Wsędy pola puste,
Wtem król widzi – bidny cłek
Kasi lezie z chruuustem.

„Hej! Mój paziu, moze ty
„Znos tego cłowieka?
„Cy on dobry jest cy zły?
„Cy przybył z daleka?”

„Mości królu, on swój dom
„Mo mile od Pragi,
„Nad źródełkiem, ftóre zwom
„Źródłem Świętej Aaagi.”

„Weźmy jadło, wina dzban
„I drewno na opał.
„Mom jo, paziu, pikny plan –
„Wspomozemy chłopa.”

I rusyli w sinom dal
Król ze swoim paziem,
Choć duł wiater, a za szal
Śnieg niestety właaaził.

„Na mój dusiu! Mom juz dość!
„Królu ostomiły,
„Zmorzłek prawie juz na kość!
„Jo juz nimom siły!”

„Jo ci, paziu, rade dom,
„Oto mojo rada:
„W ślad mój wstawioj stope swom,
„Idź po moik ślaaadak.”

Siumny władca z paziem wroz
Seł przez śniegu kopy.
Jak król radził, tak paź lozł,
Oscędzając stopy.

Kozdy zaś ślachetny gest
Doje pikne plony,
A fto zbawcom bidnyk jest –
Tyz bedzie zbawiooony!

Król był zakwycony prawykonaniem tej piknej kolędy. Wcale nie dlotego, ze był jej głównym bohaterem, ino ze względu na wartość artystycnom. Jaz nie mógł sie powstrzymać od owacji na stojąco.

– Brawooo! – wołoł. – Bis! Maestro, pytomy o bis!

– A mi sie to nie widzi – skrzywił sie paź. – Kolęda, we ftórej nimo ani słowa o nowo narodzonym Zbawicielu, to nie jest kolęda.

– Oj, paziu, paziu – zafrasowoł sie król. – Mom nadzieje, ze nie syćka Czesi fcom ogranicać śtuke tak jak ty. Bo inacej to ten kraj nigdy nie dorobi sie takik twórców jak Alfons Mucha, Bohumil Hrabal cy Miloš Forman… Sam nie wiem, skąd przysły mi do głowy te nazwiska, ale… jakosi przysły.

Następnie władca piknie pogratulowoł trubadurowi i wyraził nadzieje, ze jego nowo pieśń trafi kiesik na światowom liste kolędowyk przebojów.

No i…Święty Wacław mioł racje! Nie od rozu wprowdzie, ale po wielu wiekak kolęda trubadura Vondračka stała sie piknie hyrno. W 1853 rocku pon John Mason Neale przetłumacył jej słowa na angielski. Jego tłumacenie mozecie noleźć na przikład tutok.

W róznyk ksiązkak, w angielskiej Wikipedii tyz, wycytocie, ze ten pon był nie tłumacem, ino autorem tyk słów. No ale cóz… som rzecy, ftóryk wy ludzie nie wiecie, a my psy – owsem.

Trza to jednak ponu Neale’owi przyznać, ze za sprawom jego przekładu pieśń zyskała pikny rozgłos w w krajak anglojęzycnyk. Piknie śpiewoł jom hamerykański piosenkorz pon Bing Crosby, kanadyjsko piosenkorka poni Loreena McKennitt, irlandzko kapela Irish Rovers i wielu inksyk hyrnyk śpiewoków.

A w Polsce? Cóz, u nos jakosi jest ona mało znano. Więksość Polaków być moze kojarzy melodie, ale pewnie głównie z hamerykańskik filmów o Bozym Narodzeniu. Jeśli jednak, ostomili, w cas świąt mocie w zwycaju siadać pod choinkom i śpiewać kolędy, a zarozem mocie ochote zaśpiewać w tym roku cosi, cegoście potela jesce nie śpiewali, to… moze spróbujcie właśnie z pieśniom o królu Wacławie?

Kozdemu zaś – cy bedzie śpiewoł w te Święta, cy nie – zyce duzo piknego spokoju, duzo piknej radości i… duzo piknej ślebody – ślebody, ftórej nifto nie zabiere wom ani w cas Bozego Narodzenia, ani w Nowym Rocku 2020, ani nigdy. Zyce tego Abnegateckowi, Agecce, Alecce i Jerzoreckowi wroz z Mrusieckom, Alfredzickowi, Alsecce, Amigeckowi, Andrzejeckowi, Anecce Chochołowskiej, Anecce Holenderskiej, Anecce Schroniskowej, Anonimowej Celebrytecce, Babecce, Badzieleckowi, Basiecce, BlejkKocickowi, Bobickowi, Borsuckowi, Emilecce, EMTeSiódemecce, Enzeckowi, Evecce, Fomeckowi, Fusillecce, Gosicce, Grazynecce, Grzesickowi, Helenecce, Heretickowi, Hokeckowi, Hortensjecce, Innocencickowi, Jagusicce, Janickowi, Jarutecce, Jasieckowi Juhasowi, Jędrzejeckowi, Józefickowi, KaeSicce, Kapisonecce, Kiciafecce, Kiniecce, Maackowi, Magecce, MajsterKlepeckowi, Małgosiecce, Marcineckowi, Mietecce, Misieckowi, Moguncjuseckowi, Mordechajeckowi, Motyleckowi, Mysecce, Noboru Watayecce, Noweckowi, Observereckowi, Okonickowi, Olecce, Orecce, Original_Replikeckowi, Paffeckowi, PAKeckowi, Plumbumecce, PodhaloveMysliNoveckowi, Poni Agnieszce, Poni Basi i Ponu Pietrowi wroz z Rudolfem, Poni Dorotecce, Poni Justynie wroz Maćkiem i Michałem, Ponu Jakubowi, Profesoreckowi, Radwickowi, Rózecce Wigelandecce, Sebastianickowi, Seiendeseckowi, Tanakeckowi, Teodorecce. Teresecce, TesTeqeckowi, Tubyleckowi, Ubukruleckowi, Verbenecce, Voltereckowi, Wawelokowi, Wawrzeckowi, Werbalisteckowi, Wiecnościecce, Witoldeckowi, Yanockowi, Zbyseckowi, Zeeneckowi, Zzakałuzeckow i wselkim ludziom i wselkiej zywinie.

Wesołyk i ŚLEBODNYK Świąt, ostomili! Hau!

*Ze co? Ze w casak Świętego Wacława nie było jesce stylu gotyckiego? Widocnie ten król mioł dar prorocy.

8.12.2019
niedziela

I jesce jedno ksiązka pona Piątka i jesce jedno ksiązka pona Wohllebena

8 grudnia 2019, niedziela,

Na mój dusiu! Tak sie jakosi dzieje, ze kielo rozy wpodnie mi w łapy najnowso ksiązka pona Tomasza Piątka… to zaroz tyz trafio ku mnie jedno z ksiązek pona Petera Wohllebena. Juz dwa rozy tak sie zdarzało (godołek o tym we wpisak 4 sierpnia 2017 i 4 grudnia 2018 rocku), a niedowno… zdarzyło sie po roz trzeci. Przipadek? Tak sądze. Bo chyba nie fatum. Fatumy majom zazwycaj ciekawse rzecy do robienia niz dobieranie owcarkom podhalańskim lektur.

O cym tym rozem pon Piątek napisoł? Cy tytułowy bohater jego najnowsej ksiązki jest ten sam, co dwók poprzednik? Nie, tym rozem jest inksy. Ale tematyka podobno – rozmaite corne charaktery, mające blizse lub dalse związki z ponem Putinem i jego niezbyt sympatycnymi kompanami. Piknie widać, ze pon autor znowu napracowoł sie sakramencko. Fto poźre na przypisy, zaroz uwidzi, jak wiele trza było tamok prześledzić dokumentów z IPN-u i jak wiele różnyk publikacji przecytać. A do tego jesce cało kupa informacji od naocnyk świadków.

Cy ponu Piątkowi udało sie dowiedzieć syćkiego, cego fcioł? No…niestety nie. Cemu? Cóz… cynść dokumentów zaginęła. Cynść świadków juz nie zyje, a inksi zyjom, ba nie syćka fcom z ponem redaktorem godać.

Pomyślołek se więc, ze jo – jako ten najwięksy przyjaciel cłowieka – moze powinienek jakosi pomóc ponu autorowi w dotarciu do faktów potela dlo niego nieosiągalnyk? Ino – krucafuks – jak to zrobić? Przejrzołek jego ksiązke jesce roz, w nadziei, ze nojde cosi, co mnie nagle olśni. Potem przejrzołek znowu. Nie bede godoł, jak ta ksiązecka zacęła wyglądać po kilkakrotnym przekartkowaniu moimi owcarkowymi łapami. Ba kie po roz kolejny zacąłek jom wertować, to… nagle zwróciłek uwage na jednom pozornie mało woznom informacje. A dokładniej – na wzmianke o takim jednym chłopie, ftóry przez pewien cas był dyrektorem Hortexu.*

Na mój dusiu! Jak to sie stało, ze wceśniej na to nie wpodłek? Hortex! Krucafuks! Hortex! Firma, ftóro – jak wiadomo – ryktuje rózne soki. A z cego te soki som? Ocywiście z owoców. Kany zaś owoce rosnom? Ano… na piknyk drzewak i krzakak.

I w tej kwilecce uświadomiłek se, ze pon Piątek, zbierając materiały do swojej ksiązki, godoł z barzo wieloma ludźmi, ale… z ani jednym drzewem! A przecie niejedno z nik musiało być świadkiem niejednego spotkania opisanyk przez niego ancykrystów. Skoro zaś tak – to te drzewa majom na pewno wiele ciekawego do opowiedzenia.

Ftosi moze spytać: Niby jak miałyby one cokolwiek pedzieć? Przecie drzewa nie godajom! – Hahahaaaaa! Prowda, moi ostomili, jest tako, ze… godajom. Godajom piknie! Telo ino, ze w inksy sposób niz wy ludzie. Moze sie o tym przekonać kozdy, fto przecyto właśnie te ksiązecke pona Wohllebena, ftórom ostatnio przecytołek jo. Tytuł jej brzmi: „O czym szumią drzewa”.**

Dowiecie sie stamtela na przikład tego, ze drzewa majom… własny internet. Zreśtom duzo bardziej ekologicny od wasego ludzkiego. Bo ik internetem jest… grzybnia. Ona to – jak sie okazuje – słuzy nie ino do ryktowania podgrzybków i prowdziwków, ale tyz do przekazywania informacji.

Posłuchojcie, co pon Wohlleben o tym gwarzy: Znajdź internet grzybów! W tym celu rozgarnij górną warstwę leśnej ściółki. Tam gdzie jest mokro i widać już zbutwiałe liście, zaczyna się internet. Cienkie białe pasma, które krzyżują się ze sobą i biegną we wszystkich kierunkach, są czymś w rodzaju głównego przewodu. To nimi drzewa przesyłają wiadomość. Nie martw się – jeśli weźmiesz z ziemi kilka nitek grzybów, nie wyłączysz leśnego internetu. Wiadomości będą po prostu przesyłane okrężną drogą wokół niewielkiej wyrwy.***

Heeej! Wasi ludzcy informatycy powinni pomyśleć o cymsi takim zamiast tyk syckik światłowodów. A pon Piątek – tak mi sie widzi – moze hipnąć z laptopem i jakimsi kabelkiem USB do lasa. Tamok zaś – mógłby jednom końcówke kabelka wetknąć do komputra, a drugom wepchnąć w jakomsi grzybnie, ftórom w tym lesie nojdzie. Skoro grzybnia to internet, to… na ekranie laptopa powinien wyświetlić sie komunikat, ze wykryto nowe połącenie. I wte pon Piątek mógłby piknie wystukać na klawiaturze na przikład takie słowa: Hej, heeej! Ostomiłe drzewa! Jestem pon redaktor Tomasz Piątek, dziennikorz śledcy. Próbuje jo tropić brzyćkie sprawki róznyk cornyk charakterów. Cy jest wśród wos takie drzewo, ftóre mogłoby mi pomóc?

Zdziwilibyście sie, ostomili, kieby na monitorze pona Piątka pojawiła sie odpowiedź ze strony drzew? Jo – jesce niedowno zdziwiłbyk sie straśnie. Ale teroz, po lekturze pona Wohllebena – ani kapecke.

Ocywiście mogłyby sie tutok zrodzić dwie wątpliwości. Jedno jest to tako, ze przecie ludzie nie znajom drzewnego języka. Cy zatem pon Piątek byłby w stanie porozumieć sie ze światem roślin? Spokojnie. Mógłby. On jest przecie z wykstałcenia lingwistom. Więc na pewno se piknie poradzi.

Drugo zaś wątpliwość jest tako, ze kieby pon redaktor zacął godać z drzewami, to cy corne charaktery nie postanowiłyby robić tak samo? Moze tyz zacęłyby gwarzyć z bukami, dębami i inksymi lipami w celu wciągnięcia ik do jakiejsi mafii? Ale tutok tyz byłbyk spokojny. No bo cy jest znany choć jeden przipadek, coby w ciągu milionów roków istnienia drzew na nasej planecie choć jedno z nik zachowało sie niegodziwie? Ano… chyba nimo. Przipadki, kie drzewo przygnietło cłowieka ocywiście sie nie licom, bo wte winne jest nie drzewo, ino wiater, ftóry je przewrócił. A zatem drzewa som w porządku. One tylko z porządnymi ludźmi bedom współpracowały. Natomiast z weredami – nimo takiej opcji. I hau!

*Tomasz Piątek, Morawiecki i jego tajemnice. Arbitror, Warszawa 2019, s. 43.

**I jest tamok pikny rozdział pt.: „Czy drzewa potrafią mówić?” (Peter Wohlleben, O czym szumią drzewa, tł. Ewa Kochanowska. Otwarte, Kraków 2018, s. 38-40).

*** Op.cit., s. 43. Tak w ogóle pon Wohlleben o komunikacji międzydrzewowej pisoł tyz w inksej swojej ksiązce, Sekretne życie drzew, o cym zreśtom tyz juz godołek ponad dwa roki temu, we wpisie z 4 sierpnia 2017 rocku.

css.php