Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego

27.02.2018
wtorek

Dwaj łyzwiorze z Chamonix

27 lutego 2018, wtorek,

I po olimpiadzie. Pikny znic nad Pjongczangiem zgosł. W telewizyjnyk programak sportowyk nie bedzie juz rozbrzmiewała ta pikno muzycka. Bo nawet jeśli bedzie ona towarzysyła jesce zawodom paraolimpijskim (cy bedzie – tego nie wiem), to i tak przecie nase telewizje nie bedom zbyt wiele o tyk zawodak zbocowały. Choć ocywiście niek to nie przeskodzi w trzymaniu kciuków za nasyk. Trzymojmy je piknie, ostomili, od 10 do 18 marca. A kie dokładnie? Tego mozno dowiedzieć sie tutok.

Heeej! Zimowe igrzyska, zimowe igrzyska… Jesce kapecke roków i bedziemy mieli okrągłom setnom rocnice rozegrania ik po roz pierwsy. Kany to sie wydarzyło? Ano – w piknym francuskim Chamonix, w 1924 rocku. Niedowno na stronak polskatimes.pl pojawiło sie pare zdjęć z tego wydarzenia. Fajne zdjęcia! A najfajniejse – przynajmniej dlo mnie – to, na ftórym widać starsyk kolegów pona Zbigniewa Bródki . Kie uwidzicie, ostomili, te fotke, to piknie pytom, cobyście zwrócili uwage na pona z lewej i pona w środku. Ta starodowno fotografia nie jest moze najlepsej jakości, ale mimo syćko piknie na niej widać, w co ci dwaj olimpijcycy som ubrani: w garnitury, biołe kosule i krawaty. Na mój dusiu! To jest dopiero pikny sportowy strój! Nigdy pikniejsego nie widziołek! Cemu więc w Pjongczangu, ani wceśniej w Soczi, ani jesce wceśniej w Vancouverze nifto w takim nie wystąpił? Cóz… widocnie w tej wielkiej gonitwie za róznymi mniej lub bardziej woznymi rzecami świat po prostu zabocył, ze sportowiec tyz moze wyglądać szykownie. Dzisiok twórcy strojów dlo wycynowców wymyślajom ino, jakie by tutok wyryktować kostiumy cy inkse kombinezony, coby móc w nik osiągać jak najlepse wyniki. W dodatku cynsto robiom to tak, coby nagiąć abo obejść przepisy. Tymcasem mi sie widzi, ze ubiór olimpijcyka powinien być przede syćkim stylowy. Wte taki olimpijcyk po pierwse, bedzie wiedzioł, ze samym ino wyglądem uciesy oko publicności, a po drugie – prosto ze sportowej areny bedzie mógł se pójść do kawiarni bez koniecności przebierania sie. Jedno i drugie sprawi, ze pocuje sie piknie komfortowo. A kie bedzie cuł sie komfortowo – to ocywiście bedzie lepiej biegoł, lepiej skakoł, lepiej kopoł piłke, no… po prostu lepiej bedzie robił to, co musi robić w swojej dyscyplinie. Bajako.

Tak więc niekze ten cały MKOl jak najsybciej ukwoli, ze na igrzyskak olimpijskik syćka ponowie obowiązkowo musom występować w piknyk garniturak. A ponie? Proponowołbyk jakisi wytworny kostiumik, eleganckom bluzke i… nie wiem cy portki, cy kiecke, ale scegóły ostawiom juz modowym mędrolom, bo jo sam przecie jestem psem pasterskim, a nie poniom Annom Wintour z Vogue’a. Bajako. W kozdym rozie mo być elegancko! Olimpiada to przecie powozno impreza, a nie cyrk abo bal przebierańców. Niek ci dwaj łyzwiorze z Chamonix słuzom tutok za wzór.

Jeśli pon Thomas Bach i jego kompani wykazom choć kapecke dobrej woli, to zdązom wyryktować stosowne przepisy, coby juz w 2020 rocku w Tokio mozno było podziwiać nie ino wycyny sportowców, ale tyz ik wytworne, nienagannie skrojone odzienie – i tyk z Polski, i tyk z Francji, i tyk z Hameryki, i tyk z Japonii…

O! A skoro juz zbocyłek ten Pikny Kraj Piknie Kwitnącej Wiśni, to na koniec, ostomili, mom dlo wos maluśkiego kłiza. Cy wiecie, w kielu olimpiadak wziął udział hyrny japoński skocek, pon Noriaki Kasai? Podpowiem wom – w ośmiu. Cy to duzo? Na mój dusiu! Ten siumny narciorz podobno pedzioł, ze dlo niego to ciągle za mało i on fce wystąpić w dziesięciu. To by oznacało, ze bedzie skakoł i w Pekinie w 2022 rocku, i – nie wiadomo jesce kany – w rocku 2026. Ze w tym 2026 bedzie mioł pięćdziesiont śtyry roki? Nie skodzi. Nie wiem jak wy, ostomili, ale jo – trzymom go za słowo. Hau!

P.S.1. A juz wkrótce, 3 marca, Fusilleckowe urodziny bedom. Zdrowie Fusillecki! 🙂

P.S.2. 7 marca – imieniny Profesoreckowe. Zdrowie Profesorecka! 🙂

P.S.3. A 13 marca to u nos dzień imieninowo-urodzinowy, cyli Hortensjeckowe imieniny i Małgosieckowe urodziny. Zdrowie Hortensjecki i Małgosiecki! 🙂

20.02.2018
wtorek

Zasługa Pietrka Żyły

20 lutego 2018, wtorek,

O, Jezusickuuu! Ale pikno sie nom ta olimpiada zrobiła! Jeden medal złoty i jeden brązowy to jest cosi, co nie udało sie nom na zodnyk zimowyk igrzyskak XX wieku. A w XXI? Ano… potela dwa rozy wypadli my lepiej i dwa rozy gorzej niz w Pjongczangu. Cyli teroz w sumie posło nom nieźle. A jak nieźle – to tyz piknie. Bajako.

Na mój dusiu! Brawo Dawid! Brawo Stefan! Brawo Maciek! A przede syćkim brawo Kamil, ftóry łącnie – w sobote i w poniedziałek – wywalcył dlo nos jeden i jednom-cwortom medalu! Brawa ocywiście nalezom sie tyz ponu Horngacherowi i całej ekipie, ftóro pomogła wyryktować nasyk skocków. A co z Pietrkiem Żyłom? Cy on, choć skakoł tamok ino na treningak, zasługuje na brawa? Ano… zasługuje. Bo nie wiem, cy wiecie, ale roz ten nas Pietrek postanowił przejść sie po tamtejsej wiosce olimpijskiej. No i chodził se tak, chodził, chodził… jaz w pewnej kwili natknął sie na wysokom na jakiesi dwa metry figure biołego tygrysa. Ocywiście był to tygrys Soohorang – pikno maskotka piknyk koreańskik igrzysk.

– Hehe, fajny kotecek! – pedzioł do siebie Pietrek i rusył dalej zwiedzać wioske.
– Krzesny! – usłysoł nagle za plecami. – Cy moge uścisnąć wom ręke?

Pietrek stanął, a potem zrobił w tył zwrot. Rozejrzoł sie… ale poza owym „koteckiem” nikogo w poblizu nie było.

– Na mój dusicku! – zawołoł Pietrek. – Fto to godoł? Przecie nie ta zabawka-olbrzym!
– A niby cemu nie? – odrzekła „zabawka-olbrzym”.

Krucafuks! Pietrek zemdloł. Ocuciło go klepanie po kufie. Otworzył ocy i… uwidzioł, ze to ten cały Soohorang tak go klepie. Pochyloł sie nad nasym narciorzem i delikatnie praskoł roz w lewy policek, a roz w prawy.

– O, Jezusicku!- zawołoł Pietrek. – Cuje, ze muse wartko zemdleć nazod!
– Nie mdlejcie, krzesny! Piknie pytom, nie mdlejcie! – zacął błagać tygrys.
– Dobrze, ale pod jednym warunkiem – pedzioł Pietrek. – Musicie przyznać, ze nie jesteście zodnom śtucnom beskurcyjom, ino tamok w środku siedzi jakisi chłop, ftóry zwycajnie se ze mnie śpasuje.
– Cóż, przyznoje, ze sytuacja jest nietypowo – rzekł Soohorang. – Ale przysięgom wom, ze zodnego chłopa we mnie nimo. Jestem – jak zeście sami pedzieli – śtucnom beskurcyjom.
– No to moze jesteście zdalnie sterowani przez kogosi? – dociekoł Pietrek.
– Tyz nie – pedziała olimpijsko maskotka. – Prowda jest tako, ze kie przechodziliście koło mnie wy – najzabawniejsy skocek świata, to ta waso zabawność ryktowała takie fluidy, ze jo – ozyłek. Najzwycajniej w świecie ozyłek.
– Niemozliwe! – wykrzyknął Pietrek.
– A powiedzcie mi krzesny – rzekł spokojnie Soohorang – co jest bardziej niemozliwe: ze śtucno postać ozyje cy ze dyktator Korei Północnej złagodnieje?
– No… ocywiście, ze bardziej niemozliwe jest to drugie – odpowiedzioł Pietrek.
– A widzicie! – triumfowoł Soohorang. – A jednak… Kim Dzong Un złagodnioł!
– On złagodnioł? – zdumioł sie Pietrek.
– A nie? – śtucny tygrys odpowiedzioł pytoniem na pytonie. – Przecie swoje czirliderki na te olimpiade przysłoł. I zgodził sie, coby jego Koreanki północne zagroły w jednej druzynie hokejowej z Koreankami południowymi. Obie rzecy jesce pare tyźni temu były nie do pomyślenia!
– Ano były – Pietrek nie mógł sie nie zgodzić.
– Właśnie! – godoł dalej Soohorang. – Tymcasem na wieść, ze do Pjongczangu przyjedzie hyrny arcyzabawny skocek, cyli wy, to ku zdumieniu całego świata ten okrutny tyran… przynajmniej na kwile… stoł sie kapecke mniej okrutny. Zatem skoro pod wasym wpływem stała sie rzec bardziej niemozliwo, to niby cemu nie miałaby sie stać ta mniej niemozliwo, cyli ozywienie maskotki, ftórom jo jestem?

Na mój dusiu! Z logicnego punktu widzenia – nie mozno było temu wywodowi nic zarzucić.

– To jak? – spytoł pikny symbol koreańskiej olimpiady. – Moge dostąpić piknego zascytu i uścisnąć ręke najwięksego wesołka w historii skoków narciarskik?
– Hehe! Niekze ta – zgodził sie Pietrek i podoł nowemu znajomemu swojom dłoń. – Ale w takim rozie jo tyz mom ku wom piknom prośbe: cy mozecie kopnąć mnie w rzyć? Ot, tak na scynście dlo nasej polskiej druzyny.

Soohorang piknie sie zgodził. No i Pietrek obyrtnął sie ku niemu tyłem, a ten – najpikniej jak ino umioł – kopnął nasego sportowca. Nie wierzycie? To poźrejcie na zdjęcie nojdujące sie tutok.

Tak więc, moi ostomili, sami widzicie, ze ten złoty medal Kamila i brązowy całej druzyny to pikny skutek owego kopnięcia. A jedyne, cego nalezy załować, to ze Soohorang kopnął Pietrka po konkursie na średniej skocni, a nie przed. Ba wniosek z tej całej historii jest prosty: na syćkie zimowe igrzyska trza zabierać Pietrka Żyłe. Nawet wte, kie bedzie juz mioł dziewięćdziesiont roków. I koniecnie musi on spotykać sie z olimpijskimi maskotkami. Jeśli tak bedzie, to i w rocku 2022, i w 2026, i w 2030… mozemy być spokojni, ze nasi skockowie nadal bedom piknie stawali na olimpijskik podiumak. Hau!

P.S.1. Pod ostatnim wpisem zawędrowoł do Owcarkówki nowy gość – Verbenecka. Powitać Verbenecke barzo piknie! 🙂

P.S.2. No a pikne medale piknymi medalami, ba w nasej budzie w ten poniedziałek mieli my jesce jednom okazje do świętowania – Wawrzeckowe urodziny. Zdrowie Wawrzecka! 🙂

P.S.3. A w najblizsom środe tyz świętujemy piknie, bo to w tym dniu Jagusickowe urodziny bedom. Zdrowie Jagusicki! 🙂

12.02.2018
poniedziałek

Legenda o Stefanie Huli

12 lutego 2018, poniedziałek,

Downo, downo temu, za górami, za lasami i sam juz nie boce za cym jesce, było se pikne beskidzkie miastecko, co to nazywało sie Szczyrk. A w tym Szczyrku zył se górol, ftóry nazywoł sie Stefan Hula. Był on narciarskim skockiem i barzo fcioł zdobyć olimpijski medal. Kie zatem zblizoł sie cas olimpiady, to trenowoł on piknie, coby w cas igrzysk być w jak najlepsej formie. Nie ino na nartak duzo ćwicył, ale tyz duzo hyboł po zbocak Skrzycznego i Klimczoka – dwók piknyk wiersycków wznosącyk sie nad Szczyrkiem. No i kie tuz przed wyjazdem na olimpiade hyboł se po górskiej perci, to wybiegł nagle z lasa na pokrytom śniegiem polane, a tamok… na mój dusiu! Prowdziwie dziwacny widok – jakisi stary, nawet barzo stary górol, w śmiesnej copecce z pomponem, wełnianym swetrze i w pumpak jeździł se po tej polanie na nartak. Ale jakik nartak! To były jakiesi starodowne deski, z jakiegosi muzeuma chyba, bo w casak, kie zył nas skocek Stefan, nifto juz takik nie uzywoł.

– Witojcie, krzesny! – zacepił Stefan nieznajomego – Jak sie wom tutok jeździ?

– A piknie, barzo piknie – odpowiedzioł tamten. – Mom ze sobom barzo smakowite oscypki, po skostowaniu ftóryk moge jo na tyk nartak i jeździć, i skakać i pikne biegi ryktować. Fcecie, panocku, jednego?
Zanim Stefan zdązył odpowiedzieć, tajemnicy cłek wyciągł zza pazuchy oscypka i podoł skockowi.

– Zabiercie go ze sobom na olimpiade – pedzioł przy tym. – Jak bedziecie tamok skakać, to przed pierwsym skokiem zjedzcie połowe, a przed drugim – drugom połowe. Zróbcie tak, a nie pozałujecie.

Stefan był zaskocony. Ale coby nie okazać sie nieuprzejmym, wziął oscypka, a potem ściągł z grzbietu plecak, coby schować w nim ten nieocekiwany podarunek. Zaroz postawił plecak na ziemi u swyk stóp, pochylił sie nad nim, otworzył i piknie zapakowoł oscypka do środka. Kie zaś sie wyprostowoł… uwidzioł, ze tajemnicego cłeka juz nimo!

– Na mój dusiu! – wykrzyknął Stefan. – Kany sie on podzioł? A, pewnie odjechoł na tyk swyk starodownyk skijak do lasa. Ino… Zaroz! A skąd on wiedzioł, ze jo jestem skockiem jadącym na olimpiade? Cóz. Musioł widzieć mnie w telewizji, kie oglądoł transmisje z pucharu świata. I najwyraźniej piknie mnie rozpoznoł.

No i Stefan wrócił do domu i zacął ryktować sie do wyjazdu na olimpiade, ftóro była barzo daleko, bo jaz w Korei Południowej. Nie wiedzioł ino, cy posłuchać rady tego dziwnego narciorza cy nie posłuchać. W końcu uznoł, ze co mu skodzi zabrać jednego oscypka ze sobom. No i zabroł.

Kie zaś rozpocął sie olimpijski konkurs skoków, to nas Stefan tuz przed wyjściem na skocnie zjodł połówke tego otrzymanego od nieznajomego sera. Zaroz potem siodł na belce i hipnął. Ale na mój dusiu! Jak hipnął! Sakramencko piknie! Nolozł sie na pierwsym miejscu! Teroz więc nie mioł juz wątpliwości – przed drugim skokiem musi zjeść drugom połowe. Ba kie seł na te piknom koreńskom skocnie, coby hipnąć z niej ponownie, to nagle… uwidzioł lezącyk na ziemi i wijącyk sie z bólu trzek skocków: jednego miemieckiego i dwók norweskik.

– Ejze, krześni! – zawołoł Stefan. – Co sie z womi dzieje?
– O, Jezusicku! O, Jezusickuuu! – jęcoł Miemiec i dwók Norwegów. – Nie posłuchali my nasyk trenerów i to był nas błąd! Nasi trenerzy ostrzegali nos, cobyśmy przez całom olimpiade ani rozu nie pozirali w kierunku Korei Północnej. Ale przed kwileckom ukwalowali my, ze kie roz, ino na jednom sekundecke, tak z ciekawości poźremy w tamtom strone, to nic sie nie stonie. Ach! Jakie z nos były głuptoki! Ledwo ześmy w te zakazanom skierowali nase spojrzenie – bijący z tamtego kraju totalitaryzm tak straśliwie nos poraził, ze padli my na ziem i teroz syćko nos boli i cierpimy sakramencko. O, Jezusickuuuuuuuuuu!

Heej! Luto sie zrobiło Stefanowi, kie widzioł tyk trzek bidoków w takim stanie. I zacął śpekulować, jak by im tutok pomóc. No i pomyśloł tak:
– A moze te połówka oscypka by im pomogła? Skoro ten ser mo takom dziwnom moc, ze pomago wygrywać zawody, to fto wie? Moze mo tyz właściwoście lecnice?

No i Stefan wyciągł ten kawałecek oscypka, ftóry mu sie ostoł. Od łyzwiorki, ftóro przypadkiem przechodziła podązając na trening, pozycył na kwilecke łyzwe. Ostrzem tej łyzwy pokroił oscypka na trzy cynści. A potem wartko pocęstowoł nimi trzek cierpiącyk skocków. Na mój dusiu! Syćka trzej od rozu ozdrowieli! I mogli piknie przystąpić do skakania w drugiej kolejce. No i okazało sie, ze Miemiec, ftóremu trafiła sie najwiękso cynść, wygroł zawody. Norweg, ftóry dostoł ik kapecke mniejsom, zajął drugie miejsce. A drugi Norweg, ftóry dostoł najmniejsom, zajął miejsce trzecie. Nas bidny Stefan zaś – nolozł sie poza podium. Krucafuks! Ułamka punktu mu do tego podiuma zabrakło! Ale jednak zabrakło.

Niedługo potem jednak, kie nas skocek mioł juz wracać do wioski olimpijskiej, znienacka natknął sie na… tego samego starego górola, ftórego spotkoł niedowno w Szczyrku.

– O, Jezusicku! – wykrzyknął zdumiony sportowiec. – A skąd zeście sie tutok wzięli, krzesny?
– A, przyjechołek pokibicować nasym olimpijcykom – odpowiedzioł ów górol, a potem… wyciągnął z kieseni dwa barzo pikne złote medale, choć nienowe racej, wyglądały na narusone juz zębem casu.
– Wiecie, co to jest? – spytoł tajemnicy cłek. – Jedno to złoty medal olimpijski dlo zwycięskiego skocka narciarskiego na zimowyk igrzyskak w 1940 rocku. A to drugie – to taki sam medal, telo ino, ze z igrzysk z 1944 rocku. Cało bida w tym, ze i jednom, i drugom olimpiade trza było odwołać, bo w tym casie przez świat tocyła sie straśliwo wojna. Dlotego nifto tyk medali nie dostoł. Ale to niedobrze! Na cyjejsi syi powinny one w końcu piknie zawisnąć. No i jako ze tak ślachetnie sie zachowoliście, oddaliście bidnym cierpiącym rywalom swojego oscypka, rezygnując tym samym z pewnej wygranej – oba medale dostojecie wy.
– Jo? – Stefan był zupełnie skołowany. – Na mój dusiu! Kimze wy w ogóle jesteście, krzesny?
– A, jedni wołajom na mnie Dziadek, drudzy Marusarz, a wy wołojcie, jako fcecie – padła odpowiedź. – A teroz pochylcie sie, muse te dwa medale zawiesić wom na syi.

No i Stefan pochylił sie piknie. A kie juz był pochylony… nagle go olśniło. Przybocył se, ze „Dziadek” Marusarz to przecie… nifto inksy jak downy wicemistrz świata w skokak! Śtyrokrotny olimpijcyk – i przed wojnom, i po wojnie. A do tego wielokrotny mistrz Polski, w tym na skocni Skalite w Szczyrku w 1949 rocku. Ale… cy to mozliwe, coby to był on we własnej osobie?

Stefan wyprostowoł sie, ale… „Dziadka” juz tutok nie było. Oddalił sie wartko cy jak?
– E, chyba miołek jakiesi zwidy po przejściak dzisiejego dnia – pomyśloł Stefan.
Ba ledwo tak pomyśloł – na syi zadzwoniły mu dwa pikne złote medale. Na mój dusicku! A więc jednak to nie mogły być zwidy! Medale były prowdziwe!

I tak nas siumny skocek wrócił z olimpiady z dwoma zupełnie inksymi medalami, niz sie spodziewoł. Inksymi, ale wcale nie płónymi. Wręc przeciwnie! Tak niezwykłyk medali nifto inksy na tyk igrzyskak nie dostoł.

A! I jesce jedno. Ta łyzwiorka, co to pozycyła Stefanowi swojom łyzwe do pokrojenia oscypka, to była poni Mirai Nagasu. Dzień później – dzięki temu, ze maluśkie okruski tego oscypka przykleiły sie do jej łyzwy – zdołała ona wyryktować potrójnego aksla. JAKO TRZECIEJ DOPIERO ŁYZWIORCE W HISTORII IGRZYSK OLIMPIJSKIK. Wycyn ten sprawił, ze jej druzynie (bo to były akurat zawody druzynowe) udało sie wywalcyć pikny brązowy medal. Tak więc nie ino narciorzom ten oscypek od Dziadka przysłuzył sie piknie. Hau!

9.02.2018
piątek

Wiater w ocy – tyz pikny

9 lutego 2018, piątek,

Bidnemu furt wiater w ocy duje – tak godocie wy, ludzie. Cy słusnie? Z tego co mi wiadomo – nimo naukowyk dowodów ani na to, ze tako jest prowda, ani na to, ze to bździna. A przecie chyba nietrudno takom rzec zbadać? Wystarcyłoby paru socjologów, ftórzy wytypowaliby reprezentatywnom grupe bidoków i paru meteorologów, ftórzy zbadaliby, z jakiego kierunku wiejom ku tym bidokom wiatry. I sprawa byłaby rozstrzygnięto. Haj.

Mógłby ftosi ocywiście spytać, cy jest sens zajmować sie takimi rzecami. Na mój dusiu! Pewnie ze jest! Przecie kieby udało sie powyzsom teorie naukowo potwierdzić, to pozytek mółgby być przeogromny! Weźmy pierwsy przikład z brzega: w jakimsi rejonie rolnicym jest straśliwo posucha, od tyźni nie spadła tamok ani kropelka dyscu i syćko wskazuje na to, ze zodnyk zbiorów nie bedzie, ino same straty. Ba kilkadziesiąt abo kilkaset kilometrów dalej… wyryktowoł sie pikny układ nizowy, przez co tamok dlo odmiany – furt leje i leje. Cy jest jakisi sposób, coby przyciągnąć ten dysc? Ano właśnie! Kieby okazało sie, ze naprowde bidnym wse wieje w ocy – to jest! Wystarcy postawić jakiegosi bidoka na polu i popytać, coby skierowoł swój wzrok w te strone, ka ten dysc pado. Kie bidok tak zrobi – to zaroz wiater od strony owego dyscu zacnie ku niemu wiać. No a przy okazji – przywieje te wycekiwane od downa pikne opady atmosferycne. Widmo klęski nieurodzaju zostoje piknie zazegnone. I po kłopocie. Haj.

Ocywiście jeśli mo być sprawiedliwie, to takiego bidoka mozno do sprowadzenia dyscu wykorzystać ino roz. Cemu? No bo przecie za tak piknom przysługe godzi mu sie zapłacić. A kie mu sie zapłaci – to przestonie być bidokiem. Ba kie znowu zajdzie potrzeba, to przecie mozno w podobny sposób skorzystać z usług inksego bidoka. Abo jesce inacej – mozno posłuzyć sie… Felkiem znad młaki, ftóry jest bidny cały cas. Przynajmniej on sam tak twierdzi. Bajako.

Ba tak w ogóle to co by o tym wietrze w ocy nie godać, w opinii więksości z wos jest to cosi niedobrego. W opinii poni Marii Dąbrowskiej tyz – sądząc po tytule, jaki nadała pełnemu smutku ostatniemu tomowi „Nocy i dni”. I jeśli fcecie komusi dobrze zycyć, to zycycie mu, coby taki wiater nigdy mu sie nie przytrafił. A to moze być błąd! Nie musi być – ale moze. No bo weźmy choćby takiego skocka narciarskiego. Co skocek pedziołby o tym wietrze? Fto choć kapecke interesuje sie tom dyscyplinom sportu, ten wie, ze pedziołby tak:

Wiater w ocy? Heeej! Pikno rzec! Sakramencko pikno! Ocu mi nie zmrozi, bo mom gogle. Za to kie jo se hipne na tyk swoik nartak, to taki przeciwny wiater unosi mnie jak samolota, jak jakiegosi Boeinga abo inksego F-Sesnoście. I dzięki temu jo se lece, lece, lece… mijom punkt konstrukcyjny, lece dalej… a pon Szaranowicz woło zakwycony: „O, Jezusicku! Jaki pikny skok! Tak daleki, ze jaz muse sprawdzić, cy to aby na pewno jest zwycajno skocnia, a nie mamucio!” A co sie dzieje wte, kie duje nie w ocy, ino w rzyć? Krucafuks! Wte nimo nosenia, od rozu spadom, noty od sędziów dostoje tak niskie, ze jaz wstyd, a pon Szaranowicz nic nie godo, bo na widok tak słabego skoku mowe mu odejmuje.

Tak właśnie godajom skockowie. Zapytojcie pona Freitaga, pona Tandego cy nasego Kamila – syćka powtórzom słowo w słowo to samo, co przecytoliście przed kwileckom. Bajako. Tak więc, moi ostomili, kie zycymy cegosi nasym siumnym olimpijcykom w Korei, to trza barzo uwazać, cego komu sie zycy. Syćkim ocywiście pikne zycmy, coby w cas igrzysk byli w jak najlepsej formie, coby zoden pech im sie nie przytrafił, no i coby piknie stawali na piknym podiumie. Ba kie idzie o wiater – to zycenia musom być rózne. Łyzwiorzom, saneckorzom, snołbordzistom – zycmy, coby ani przez kwilecke nic a nic w ocy im nie zawiało. Natomiast skockom dokładnie na odwyrtke – im wiatru w ocy zycmy jak najwięcej. Hau!

P.S. Moi ostomili, z wasyk komentorzy pod poprzednim wpisem piknie wyniko, ze siumny pon Ahmet Gerik piknie zasługuje na honorowe obywatelstwo Owcarkówki. Niniejsym oficjalnie ogłasom, ze zostoje on kolejnym honorowym obywatelem nasej budy! Pikne gratulacje! Hau! 🙂

26.01.2018
piątek

Co myślicie o tym ponu z Turcji?

26 stycznia 2018, piątek,

Znocie, ostomili, pona Ahmeta Gerika z Turcji? Nie? Jo tyz do niedowna go nie znołek. Dopiero pare dni temu dowiedziołek sie, ze to jest taki pon, ftóry zamieskoł se w piknej Złotoryi na Dolnym Śląsku. A kie tamok zamieskoł, to wyryktowoł korcme, we ftórej sprzedoje teroz kebaby. Ot, zapewne tako samo kebabownia jak wiele inksyk w Polsce. Bajako.

Ba wiecie, co ten pon zrobił w sobote 13 stycnia? Przybocuje, ze była to sobota poprzedzająco nie byle jakom niedziele, ba takom, na ftórom przypadoł pikny finał Wielkiej Orkiestry Świątecnej Pomocy. Otóz wte pon Gerik chycił kawałek kartecki, wziął corny i cyrwony flamaster i napisoł tak: 14 stycznia 2018 r. (niedziela) czynne w godzinach od 1100 do 2000. Tego dnia 100% utargu oddajemy na WIELKĄ ORKIESTRĘ ŚWIĄTECZNEJ POMOCY. Wspieraj WOŚP razem z nami. ZAPRASZAMY!

I przycepił ten napis do drzwi swojej korcmy. Heeej! Kie mieskańcy miastecka dowiedzieli się o tym, to podobno przez cały dzień przybywali tamok duzo licniej niz zwykle. I nie ino kebaby chętnie kupowali, ba tyz z ochotom wrzucali dutki do stojącej tamok WOŚP-owej puski. Do kwili zamknięcia korcmy pon Gerik piknie uzbieroł 2531 złotyk i 21 grosy. I zgodnie z obietnicom – syćko przekazoł ludziom od pona Owsiaka.

Na mój dusiu! Jo wiem, ze siumno Wielko Orkiestra mo wielu bohaterów. Barzo dobrze zreśtom, ze ik mo. I nie wyklucom, ze byli tacy, ftórzy – w stosunku do swoik możliwości – dali na ten pikny cel więcej niz pon Gerik. Ale tak mi się widzi, ze właśnie jego worce scególnie pokwolić. Cemu? No bo po pierwse – to barzo piknie i barzo fajnie, ze te polskom akcje wspomógł ftosi pochodzący spoza Polski. A po drugie – jak pokwolimy pona Gerika, to jego rodakom powinno zrobić sie miło. A worce, coby zrobiło sie im miło po tym, jak niecałe dwa tyźnie przed finałem Wielkiej Orkiestry… jakisi fudament pobił we Warsiawie śtyrnostoletniom Turcynke, wykrzykując przy tym: „Polska dlo Polaków!”

Na mój dusiu! Musioł to być prowdziwy twardziel! Prowdziwie wielki bohater! Będąc dorosłym chłopem pobić 14-letniom dziewcynecke – to jest przecie nie lada wycyn! Pon Chuck Norris niek sie schowo. Haj.

A tak poza tym… cosi mi sie widzi, ze ten napastnik chyba nie znoł historii własnego kraju na telo dobrze, coby wiedzieć, jak wiele róznyk rzecy Polacy zawdzięcajom róznym nie-Polakom – i tym przybyłym z zachodu (na przikład pon Arend Dickmann), i tym ze wschodu (na przikład pon Sokrates Starynkiewicz), i tym z północy (na przikład pon Samuel Linde), i tym z południa (na przikład pon Antonio Corazzi abo król Batory, no a ostatnio – ocywiście pon Horngacher). A co ów Nieustrasony Pogromca Zagranicnyk Dzieci pedziołby na cornoskórego emigranta z samiućkiej Afryki, ftóry walcył w powstaniu warsiawskim, ramie w ramie z rodowitymi Polakami? Był taki! Moze kiesik wyryktuje o nim osobny wpis. Przikłady na to, kielo dobrego zrobili dlo nos cudzoziemcy, mozno by mnozyć. A kie je syćkie zebrać do kupy, to wniosek ryktuje sie taki, ze… kie Polska bedzie ino dlo Polaków – to przestonie być Polskom. I ślus.

Sam pon Gerik tyz kiesik doświadcył „polskiej gościnności”. Dwa roki temu… ledwo otworzył swojom kebabowom korcme – zaroz jakisi sietniok powybijoł mu syby. Na scynście przybys z Turcji od rozu poznoł tyz te prowdziwom nasom gościnność, juz bez cudzysłowu. Bo mieskańcy Złotoryi, kie dowiedzieli sie o tej całej przikrej sprawie, to tłumnie pohybali do tego bidoka, coby nakupować u niego jak najwięcej kebabów. Po co? Ano po to, coby jak najsybciej uzbieroł dutki na nowe syby. Tak więc Złotoryja powinna słynąć nie ino z kopalni złota, ale tyz z kopalni Ciepłego i Puchatego (co to jest Ciepłe i Puchate – to wyjaśniła kiesik u siebie Fusillecka). Zasoby tej pierwsej kopalni wycerpały sie juz downo temu. Zasoby tej drugiej – oby nie wycerpały sie nigdy. Haj. A fto mo ochote cosi więcej pocytać o owym Turku, ten informacje o nim nojdzie tutok i tutok.

Heeej! Nigdy w tej Złotoryi nie byłek. Jeśli jednak kiesik tamok trafie, to chętnie te korcme odwiedze. Ba w odróznieniu od inksyk korcm, ftóre odwiedziłek w swoim zbójnickim zywobyciu – z tej nicego nie wykrodne. Abo… wykrodne, ale zapłace – dutkami wyciągniętymi z Felkowego portfela. Tak więc jeśli pon Gerik zauwazy kiesik, ze w tajemnicy sposób znikł mu kawałecek kebabowego mięsa, ba w równie tajmnicy sposób na ladzie pojawiła sie gorzć banknotów – niek wie, ze to jo odwiedziłek jego lokal.

Kie cytołek o tym siumnym ponu z Turcji, to przybocyli mi sie honorowi obywatele nasej Owcarkówki. Nieftórzy z wos moze bocom – to był w swoim casie pomysł Anecki, coby ludziom, ftórzy zrobili cosi piknego, niekoniecnie trafiając przy tym na pierwse strony gazet, nadawać honorowe obywatelstwo nasej budy. No i najpierw takie obywatelstwo przyznali my ponu Marcelowi Gleffe i ponu Kasperowi Ilaugowi – za to, ze z narazeniem zycia ratowali dzieciaki, do ftóryk strzeloł pon Breivik. Potem dostały je trzy śwarne dziewcyny z Krakowa – za uratowanie psa, ftóry utknął w skalnej pułapce na Orlej Perci…

I tak se myśle, cy kolejnym nasym honorowym obywatelem nie zrobić właśnie pona Gerika? Za to, ze tak piknie wspomógł dzieło Wielkiej Orkiestry? Ba jak zwykle o zdanie muse spytać zaglądającyk do Owcarkówki internetowyk wędrowców. Jak myślicie, ostomili? Moze ten pon zostać nasym kolejnym honorowym obywatelem? Hau?

P.S.1. A skoro juz o nasej Anecce mowa… w najblizsy poniedziałek, 29 stycnia, bedzie rocnica ślubu jej i Pona Aneckowego. No to zrdowie Poństwa Aneckowyk! 🙂

P.S.2. Niedziela 4 lutego zaś jest dniem Motyleckowyk urodzin. Zdrowie Motylecka! A toast wznośmy tak głośno, coby usłysoł nos tamok, ka teroz jest 🙂

20.01.2018
sobota

Dwie mamucie radości

20 stycznia 2018, sobota,

Na mój dusiu! Do tego, ze nasi skockowie narciarscy zdobywajom medale w pucharowyk zawodak – zdązyli my sie juz przyzwycaić. Ze zdobywajom je na mistrzostwak świata – tyz my sie przyzwycaili. I na olimpiadak tak samo. Ale z mistrzostwami w lotak narciarskik – to juz inkso sprawa. Bo kie ostatni roz zdobyli my medal na takik mistrzostwak? Ano w 1979 rocku, dzięki ponu Pietrowi Fijasowi. Cyli wte, kie my syćka byli o 39 roków młodsi. A nas siumny Kamil Stoch – musioł jesce całe osiem roków pockać, coby sie w ogóle urodzić. Bajako.

No ale co sie zadziało w ten weekend – fto na bieząco śledzi wiadomości sportowe, ten wie. Miemcy wyryktowali u siebie mistrzostwa w hipkaniu z mamuciej skocni. A nas Kamil barzo piknie sie tamok spisoł – zajął pikne drugie miejsce. Cy mogło być lepiej? Cy mógł on te mistrzostwa wygrać? Ano… nieftórzy godajom, ze mógł. Ze kieby nie ten sakramencki wiater, ftóry uniemozliwił cwortom kolejke skoków, to nas górol z Zębu nadrobiłby straty do prowadzącego pona Tandego i to on stanąłby na najwyzsym stopniu podiuma, a nie Norweg.

Ba cy majom racje ci, co tak godajom? Heeej! Tego tak naprowde juz nigdy sie nie dowiemy. Ale mi sie widzi, ze racej nie. Owsem, Kamil piknie sie na tym miemieckim mamucie rozkryncoł, więc barzo mozliwe jest, ze kieby jednak dosło do cwortej kolejki, to hipnąłby duzo pikniej niz pon Tande. Duzo pikniej, ale… racej nie jaz tak, coby odrobić te dosyć sporom, bo jaz kilkunostopunktowom strate. Bardziej prowdopodobne jest, ze by jom zmniejsył. Moze nawet do ułamka punktu? Ale na mój dusiu! Wte dopiero byłoby biadolenie: O, Jezusickuuuu! – utyskiwaliby nasi licni rodacy. – Ułamka punktu zabrakło do mistrzostwa! Ino ułamka punktu! Co za pech! Nie mógł ten wiater zaduć choć kapecke pikniej, kie nas Kamil skakoł? Abo kapecke brzydziej, kie skakoł pon Tande? No, skoda, krucafuks. Straśno skoda.

I tak oto u wielu byłoby więcej smutku z powodu niezdobycia pierwsego miejsca niz radości z powodu zdobycia drugiego. Dlotego właśnie chyba dobrze, ze Pon Bócek wyryktowoł tamok wiater uniemozliwiający te cwortom kolejke. I dobrze ze było tak, jak było, ze syćka skakali telo rozy, kielo skakali i ze momy medal taki, jaki momy, cyli srebrny, cyli tyz pikny. Sakramencko pikny przecie! Bajako.

No ale na Kamilowym srebrze wcale sie nie skońcyło. Bo oto dzień później – nasi skockowie noleźli sie na podiumie mistrzostw druzynowyk. Na najnizsym stopniu wprowdzie, ale podium to podium. I ślus.

Wprowdzie o niespodziance racej godać nie mozno, bo wiele wskazywało na to, ze stać nos na miejsce w najlepsej trójce, wiadomo jednak, ze w sporcie nimo nic pewnego. Niedzielny konkurs jak najbardziej to potwierdził: najpierw medal zacął nom uciekać, więc nasi musieli go gonić. I nawet dogonili na kwilecke, ale zaroz potem… znów im zacął uciekać i trza go było gonić nazod. Na mój dusiu! Gonili go, gonili i… dogonili piknie! Ufff!

Komu ten pikny brąz sprawił najwięksom radość? Ano… wyglądo na to, ze Stefanowi Huli. Bo wprowdzie jego trzej koledzy – tak jak on – po roz pierwsy tak piknie wierchowali na tak ogromnej skocni, ale tak poza tym – medal na mistrzostwak świata to nie była dlo nik pierwsyzna. Dlo Stefana zaś – była.

W dodatku Stefan na taki pikny medal musioł cekać wyjątkowo długo. Bo to przecie najstarsy zawodnik w nasym zespole. Za niedługo skońcy 32 roki. Nikogo by więc nie zdziwiło, kieby przed tym sezonem siednął w swej chałupie i pedzioł se tak:
– Na mój dusiu! Co jo właściwie w tyk skokak jesce robie? Jaki jest mój dorobek przy moik kolegak z druzyny? Juz nie godom o Kamilu. Ale nawet w porównaniu z Pietrkiem, Maćkiem cy Dawidem osiągnąłek jo niewiele. Nawet przy Kubie Wolnym nie jestem jo nikim scególnym. Bo Kuba przynajmniej zdobył mistrzostwo świata w juniorak. A poza tym jest młody, syćko przed nim. A jo? Skoro przed trzydziestkom zodnym wybitnym skockiem nie byłek, to tym bardziej nie bede nim teroz. Lepiej chyba bedzie, jak schowom te swoje narty głęboko i nojde se jakomsi inksom robote. Na przikład bede sprzedawoł bilety na wyciąg krzesełkowy na Skrzyczne. Haj.

Mógł se tak pedzieć? Mógł. Mioł do tego pełne prawo. Ale on jednak uporł sie, coby skakać dalej. A jaki jest skutek tego uporu – teroz juz piknie wiemy. A więc worce było nie poddawać sie. Na mój dusiu! Piknie było worce!

Tak więc, moi ostomili, ten nas Stefan jest zywym dowodem na to, ze jeśli marzenia długo – nawet bardzo długo – spełnić sie nie fcom, to wcale nie jest powód, coby z nik rezygnować. Bo jeśli z nik zrezygnujemy, to – krucafuks! – moze tak sie zdarzyć, ze zrobimy to akurat na maluśkom kwilecke przed tym, kie właśnie miały sie spełnić. Hau!

17.01.2018
środa

Warónki dla narciaży w gurah

17 stycznia 2018, środa,

Na mój dusiu! Nie jo jeden zauwazom, ze w tym narodzie ze znajomościom języka angielskiego jest być moze coroz lepiej, ale ze znajomościom polskiego – chyba coroz gorzej. Poźrejmy choćby na rózne forumy internetowe. Mozno odnieść wrazenie, ze na tyk forumak umiejętność prowidłowego pisania w ojcystym języku jest odwrotnie proporcjonalno do stopnia deklarowanego patriotyzmu.

A jak jest z poprawnom polscyznom u tyk, co teoretycnie nie powinni mieć z niom problemów? U takik redaktorów na przikład? O, Jezusickuuu! Takie casy nastały, ze i tamok rózne dziwne rzecy sie dziejom. Kozdy z wos pewnie mógłby podać na to jakisi pikny przykład. I jo tyz moge. Ot, choćby z wcora, z głównej strony internetowej Gazety Wyborcej. Co takiego sie tamok pojawiło? Ano… taki oto tytuł:

No i jak to sie wom podobo, ostomili? Jeśli spadliście z wrazenia z krzeseł, to piknie przepytuje, ze nie ostrzegłek, ze mozecie spaść. Bajako.

Nie wiem, jak długo ci „narciaże” tamok widnieli, ale zdoje sie, ze znikli dopiero po godzinie. Nic więc dziwnego, ze spośród śtyrdziestu komentorzy do tamtejsego artykułu ani jeden nie dotycył merituma, natomiast syćkie nawiązywały goscącej w tytule literki „ż”. Mi najbardziej spodoboł sie komentorz internauty o nicku foolbuster1222, ftóry napisoł tak: Jeśli dla narciaży, to warónki w gurach som świetne.

Piknie napisoł tyz internauta kiecek: Rozumiem walkę z konwenansami i zasadami. Nie rozciągałabym jej jednak na zasady ortografii.

Syćkie komentorze, jak i cały artykuł (ale teroz juz bez tyk niescynsnyk „narciaży”), mozecie noleźć tutok.

A co jo moge o tym syćkim pedzieć? No cóz… kieby to była pierwso lepso gazeta – westchnąłbyk ino, ba nie za głośno, po prostu tak, ze zywina w obejściu by mnie usłysała, ale zywina w pobliskim lesie juz nie. Ba przecie jest to gazeta piknie zasłuzono. I piknie ślebodno. Gazeta, ftórom cenie za wiele rzecy i ftórom cytom cynściej niz jakomkolwiek inksom. No ale dlotego właśnie nie moge sie powstrzymać, coby nie zawyć głośno: I ty, Brutusie, przeciwko słownikowi ortograficnemu?! Hauuuuu!

P.S. A w najblizsom niedziele – momy pierwse tegorocne święto w Owcarkówce. I to podwójne – Jagusickowe i Kapisoneckowe imieniny. No to zdrowie Jagusicki i Kapisonecki! 🙂

11.01.2018
czwartek

Sarenki na Paśportak

11 stycznia 2018, czwartek,

Kie rok temu opowiedziołek wom, jak to wroz z tatrzańskimi kozickami pojechołek do Warsiawy na Paśporty Polityki, Fusillecka, w komentorzu z 14 stycnia i godziny 18:04, napisała tak: No, to ja już teraz wiem, skąd sarny, które nas niedawno po raz pierwszy odwiedziły!!! Nie wiem tylko jednego, skąd wiedziały, że odwiedzam Twój blog Owczarku! Bo pewnikiem chciały skorzystać ze znajomości i zabrać się z Tobą i kozicami na te Paszporty!

Na mój dusiu! Sarenki z Fusilleckowyk okolic fciały uwidzieć te paśportowom gale? No to jo nie widziołek powodu, coby im w tym nie pomóc. Telo ino, ze Fusilleckowe okolice to Bory Tucholskie. Nigdy tamok nie byłek, a od mojej wsi jest do nik ponad 600 kilometrów. Ale co tam! Mało to jo róznyk podrózy w swoim zywobyciu odbyłek? Jak na psa – chyba niemało. No to pora na kolejnom. Haj.

Jak tylko wroz z kotem i Marynom Krywaniec skońcyli my świętować nas pikny triumf w Turnieju Śtyrek Stochów… yyy… Śtyrek Skocni, pohybołek do Nowego Targu. Stamtela – najpierw zakradając sie do jednego, potem do drugiego, a potem do trzeciego pociągu – dojechołek do Chojnic. A z Chojnic juz na własnyk łapak udołek sie do Parku Narodowego Bory Tucholskie. Kie dosłek do granicy parku, to uwidziołek między drzewami… jakby cosi biołego.

– Czy to ty, owczarku podhalański? – spytało to cosi. – To ty prowadzisz bloga w Polityce?
– Ano jo – potwierdziłek. – A wyście fto, krzesny?
– A, przepraszam, nie przedstawiłem się. Na imię mam Kuba i jestem łabędziem. Być może znasz mnie z bloga naszej wspólnej znajomej Fusilli?

Bioło zjawa wysła spomiędzy drzew. I wte faktycnie uwidziołek łabędzia. I to nie byle jakiego łabędzia! To faktycnie był Kuba – hyrny i siumny ptok, downy władca jeziora, nad ftórym zyje Fusillecka. Stoł na wprost mnie i wyglądoł dokładnie tak jak na zdjęciu, ftóre mozecie uwidzieć na Fusilleckowym blogu.

– Bajuści – pedziołek. – Ba z tego, co wiem, Fusillecka juz od ładnyk paru roków wos nie widziała. Co sie z womi działo?
– A, na stare lata postanowiłem przenieść się nie za daleko, ale nad jakieś bardziej zaciszne jezioro – pedzioł Kuba. – Mam jednak znajomych, od których co jakiś czas dowiaduję się, co słychać u naszej Fusilki i na jej blogu. Twój blog, owczarku, też znam, z opowieści tych samych znajomych. Wiem też, że chciałeś zabrać tucholskie sarenki na tegoroczne Paszporty Polityki.

Na mój dusiu! Jak na przedstawiciela gatunku łabędź niemy – ten był całkiem wygadany! Haj.

– No to skoro, krzesny, telo wiecie – pedziołek – to moze wiecie tyz, kany moge jo te sarenki noleźć?

Kuba ino obyrtnął łeb w strone leśnej gęstwiny i zamachoł skrzidłem. Ledwo to zrobił… z lasa wylozł wielki tłum saren. Na mój dusicku! Kielo ik było? Sto? Dwieście? Trzista? Nie licyłek. Ale na pewno duzo.

– Tak myślałem, że swoje poszukiwania sarenek zaczniesz od parku narodowego, do którego dotrzesz z Chojnic drogą ulubioną przez psy – zaśmioł sie Kuba. – Dlatego wszystkim sarnom chętnym na tę wyprwę poleciłem, żeby zebrały się właśnie w tym miejscu.

Krucafuks! Ten stary łabędź mioł łeb! Nic dziwnego, ze pokiela fcioł, to był ponem całego jeziora. Kieby nie on – to nie wiadomo jak długo byk sie z sarenkami sukoł. Podziękowołek piknie Kubie za te nieocekiwanom pomoc. I spytołek, cy on sam nie zefciołby pojechać z nomi do Warsiawy. On jednak pedzioł:

– Za młodu zrobiłbym to z chęcią. Teraz jednak wolę zacisze mojego jeziorka. A gdybym już miał wybrać się do tego teatru, to chyba tylko na „Jezioro Łabędzie”.

Cóz. Nie nalegołek. Pozegnołek sie piknie z Kubom. A potem wroz z sarenkami rusyłek ku Chojnicom, coby stamtela pojechać do Warsiawy. Podróz zajęła nom kapecke casu. Pociągi osobowe racej nie wchodziły w gre, bo taki tłum saren w wagonak pasazerskik za barzo zwracołby na siebie uwage. Pozostało korzystanie z pociągów towarowyk. I tak my zrobili. Po paru przesiadkak – byli my wreście w stolicy.

Ulicami, ftóre miołek okazje juz wceśniej poznać, poprowadziłek sarenkowom kompanie ku placowi Teatralnemu. Kie noleźli my sie pod piknym Teatrem Wielkim, sarenki pedziały, ze zgłodniały i chętnie by cosi zjadły. Na mój dusiu! Cy we Warsiawie som jakiesi korcmy dlo leśnej zywiny? Nic mi o tym nie wiadomo. Wiedziołek za to, ze nieopodal placu jest niewielki park, ftóry wedle guglowej mapy nazywo sie: „Zieleniec przy pomniku Nike”. No i właśnie ku temu Zieleńcowi zabrołek całe to parzystokopytne towarzystwo, coby tamok piknie se pojadło.

Wkrótce sarenki beztrosko zacęły skubać trowke abo inkse gałązki z krzoków i drzewek. Jo zaś – przesiąknięty nawykami psa pasterskiego – rusyłek wybadać okolice, coby sprawdzić, cy pasącemu sie stadu nie grozi zodne niebezpieceństwo. No i w poblizu tego całego Zieleńca odkryłek… sklep z militariami. Ze sklepu wysło nagle trzek rosłyk, niezbyt sympatycnie wyglądającyk chłopów. Kozdy z nik mioł na sobie myśliwskom kurtke, na głowie myśliwski kapelus, a na ramieniu – pokrowiec ze śmierzcionośnom strzelbom w środku.
– O, krucafuks! – zakląłek w myślak. – To polowace! Oby ino nie pośli ku Zieleńcowi.

Niestety – zgodnie z prawem pona Murphy’ego – rusyli właśnie w tamtom strone.
– Niedobrze – pomyślołek. – Trza uprzedzić sarenki!

I wartko pohybołek ku moim towarzyskom podrózy.
– Krzesne! – zacąłek wołać. – Koniec posiłku! Polowace tutok idom! W uciekaca!
– Ale gdzie mamy uciekać? – spytały zdezorientowane sarny. – Zawsze uciekałyśmy w las. Ale tutaj nie ma żadnego lasu!
Rozejrzołek sie. Zieleniec nojdowoł sie na pochyłym terenie i opadoł ku ulicy, ftóro w jednom strone pięła sie do wierchu (ale bez przesady – do górskik dróg to jej było daleko), a w drugom – prowadziła do tunelu. Uznołek, ze tunel to lepso droga uciecki. I właśnie tamok kazołek sarnom hipnąć.
– Najlepiej – poradziłek – cobyście wbiegły pomiędzy jadące ulicom auta. Uwazojcie ino, coby wos nie rozjechały!

Jak tej zywinie pedziołek, tak zrobiły. Bołek sie ino, ze ludzie z aut sie wścieknom. Ale nie! Oni ino pozatrzymywali te swoje blasane puski i zacęli z nik wyskakiwać. Ba nie po to, coby sie wściekać, ino po to, coby powyciągać telefony i robić selfia z sarenkami w tle. Inksi zacęli to syćko filmować. A jeden kierowca wyciągł z auta dwójke swoik dzieci i na tle tej piknej zywiny roz robił im zdjęcia, a roz kryncił filmik.

Jo tymcasem pozirołek z niepokojem, cy polowace nie nadchodzom. No i krucafuks… w pewnym momencie pojawili sie na skraju Zieleńca.

– Do stu tysięcy korników w Puszczy Białowieskiej! – zawołoł jeden z nik. – Widzicie to co ja?
– Widzimy – odpowiedzieli pozostali dwaj. – Chyba nie przepuścimy takiej okazji?

Polowace pośpiesnie ściągli strzelby z ramion i wyjęli je z pokrowców. Pif-paf-paf! – rozległo sie nagle. Na scynście – być moze zbytnio podnieceni tom niespodziewanom okazjom do polowacki – syćka chybili.

– Za nimi! – zawołali polowace i rusyli w pościg. Zupełnie nie przejęli sie tym, ze droga przez tamtejsy tunel jest nie dlo piesyk, ino dlo aut i tramwajów. Kazołek sarenkom jak najsybciej biec ku drugiej stronie tunelu. Polowace fcieli ocywiście pobiec za nomi, ale nagle droge zastąpił im ten pon, ftóry smartfonem uwiecnioł swoje dzieci na tle sarenek.
– Co panowie sobie myślą! – ryknął ten pon. – Dzieciaki mają taką frajdę! Tyle sarenek w środku miasta! A wyście przychodzicie je tu straszyć!
– Właśnie! – zawołołała jakosi poni z inksego auta. – Zrobiłam sobie selfie z sarenkami, ale wyszło mi nieostre. Więc chciałam zrobić jeszcze jedno, ale przez was – barany jedne – nie zdążyłam, boście przepłoszyli te zwierzątka!
– Ja też przez was nie zdążyłem zrobić sobie porządnego zdjęcia z tymi zwierzakami! – zawołoł jakisi inksy cłek.
– Ja też!
– Ja też!
– I ja!

No i polowacy naroz obległ tłum rozwścieconyk smartfonowyk fotografów. Dzięki temu sarenki i jo zyskali na casie. Wybiegli my z tunela. A potem nazod skierowali sie ku Teatrowi Wielkiemu.

Kie znowu byli my pod teatrem, trza było pomyśleć, jak to całe stado wprowadzić do środka. Rok temu – moze bocycie – kie przyprowadziłek na Paśporty kozice, to ta zywina sama dała se rade – zaprawiono w skakaniu po stromyk górskik ścianak, bez trudu dostała sie na dach budynku. Sarenki – tyz piknie skacom, ale jaz tak świetnymi alpinistkami jak kozice to one jednak nie som. Bajako.

Postanowili my obejść gmach dookoła. Moze trafi sie jakiesi miejsce, kie bedzie mozno niepostrzeznie wkraść sie do środka? No i kie tak śli my wzdłuz jednej z bocnyk ścian, to nagle… z jednej bramy wyjrzała tako jedno poni. Wnet uświadomiłek se, ze jo znom jom z widzenia podcas wceśniejsyk odwiedzin tego teatru – to jedno z pracującyk tamok bileterek.

– Zwierzątka! Jakie śliczne! – uciesyła sie poni bileterka. Ale na zaskoconom nie wyglądała. Cyzby sarny na ulicak Warsiawy to była codzienność? Zaroz syćko sie wyjaśniło. Poni bileterka zacęła godać:
– Biedactwa moje! Wiem, że ścigają was myśliwi, bo przed chwilą dzwonił do mnie mój mąż i powiedział mi, że widział was w tunelu na trasie W-Z. Nie martwcie się, moje kochane myszki. Ukryję was w teatrze. Chodźcie za mną.

– Owczarku – sarny zwróciły sie ku mnie – mamy iść za tą panią? W lesie obowiązuje nas zasada nieograniczonego braku zaufania do każdego człowieka. W dodatku ona myli nas z myszami!
– Tym sie nie przejmujcie – pedziołek, uznając, ze nie jest to najlepso pora na wykład z potocnego znacenia słowa „myszka” w ludzkiej mowie. – Lepiej posłuchojcie tej poni i idźcie za niom. Przecie dostanie sie do środka teatru było nasym celem.

No i sarenki – jedno po drugiej – zacęły przechodzić przez brame. Kie juz przesły syćkie opróc kilku ostatnik, doł sie nagle słyseć krzyk:
– Patrzcie! Tam są!
O, krucafuks! Ci polowace znowu nos noleźli!

– Sybciej! – zawołołek ku sarenkom.
No i na scynście zanim te ancykrysty ponownie dobyły swyk strzelb, ostatnie z moik podopiecnyk zdązyły schronić sie w budynku teatru. Ale polowace nie dali za wygranom. Wartko podbiegli do bramy. Tyz fcieli dostać sie do teatru, ale wte – poni bileterka stanęła im na drodze. Ja zaś stanąłek za niom, cekając na dalsy bieg wydarzeń.

– Z drogi! – wrzasnął jeden z polowacy.
– Nie ma mowy – pedziała poni bileterka. – To przejście służbowe.
– A to legitymacja łowiecka – odrzekł chłop, wyciągając z kieseni kartonik podobny do dowodu osobistego, telo ino, ze nie rózowy, ino zielony. – Widzieliśmy wchodzące tu sarny. A sarny są po to, żebyśmy my, myśliwi, na nie polowali.
– Te sarny, drogi panie, zostaną wykorzystane do przedstawienia pod tytułem „Krakowiacy i górale” – rzekła poni bileterka.

Na mój dusiu! Kłamała jak z nut! No ale w końcu jest ona pracownicom teatru, we ftórym nuty – i to nie byle jakie, ale ryktowane przez najlepsyk kompozytorów – som barzo cęsto wykorzystywane.

– Nie wiem, czy pan wie – godała dalej poni bileterka – że w drugiej odsłonie „Krakowiaków i górali” jest las. No i reżyserujący to przedstawienie pan Jarosław Kilian, wpadł na pomysł, żeby po tym lesie chodziły żywe sarny.
– Mało mnie to obchodzi, co jakiś tam reżyser sobie wymyślił – pedzioł polowac. – Teraz jest nowe prawo, które zezwala nam na polowanie wszędzie tam, gdzie nam się podoba. I zgodnie z tym prawem kto będzie przeszkadzał nam w polowaniu, ten zostanie ukarany grzywną w wysokości 5 tysięcy złotych.
– To chyba jakiś żart.
– Czy ja wyglądam na żartownisia? – No, niestety nie wyglądoł. – Doniosę na panią tam, gdzie trzeba. I nie wiem, ile wam płacą w tym waszym teatrze, ale coś mi się zdaje, że całej pensji pani nie wystarczy na zapłacenie grzywny.

Tutok poni bileterka chyba kapecke sie przejęła. Natomiast jo… wpodłek w straśliwom złość. No bo krucafuks! Te fudamenty próbowały te bidocke zastrasyć! Niedocekanie ik! Przestołek nad sobom panować. Wyskocyłek zza poni bileterki.

– Hauhau!!! Hauu!!! Hau!!! – Wiem, rzadko uzywom jaz tak brzyćkik słów, ale byłek naprowde wściekły. Piknie zatem przepytuje, za te zacytowane tutok wulgaryzmy, ale przecie mojo realacja z tego całego zdarzenia musi być prowdziwo w kozdym scególe.

Polowacy tak przestrasyło moje scekanie, ze poupuscali swe strzelby na chodnik. Na kufak zaś zrobili sie bioli jak owiecki mojego bacy. I rzucili sie do uciecki. No to jo pohybołek za nimi, ujadając głośno. Kątem oka uwidziołek, jak poni bileterka podniesła z ciekawości jednom z porzuconyk strzelb. Strzelba… nagle wypaliła. Wystrasono poni upuściła broń, a jo usłysołek gwizd przelatującej nad mojom głowom wiązki śrutu. Ułamek sekundy później śrut trafił w rzycie syćkik trzek polowacy. Na ik scynście nie zostoli zbyt powoznie ranieni, ale co ik zabolało, to zabolało.
– Auuu! – zawołoł jeden z nik, łapiąc sie za rzyć. – Ta bestia już zaczyna nas podgryzać! Musimy szybciej uciekać!
– Wszystko przez tę babę! – zawołali pozostali dwaj. – Pewnie naoglądała się Bambiego, szkalującego dobre imię myśliwych!

Polowace pohybali najpierw na plac Piłsudskiego, a potem na Krakowskie Przedmieście. Pare rozy próbowali schronić sie w jakimsi sklepie abo korcmie, ale jo skutecnie odgrodzołek ik od wselkik drzwi. Wreście wbiegli my na teren Uniwersytetu Warsiawskiego. W tej całej gonitwie okrązyli my budynek Wydziału Historycnego, potem budynek Prawa i Administracji, a potem jesce budynek Polonistyki. Cyli w sumie ci trzej powinni być mi wdzięcni – dzięki mnie w rekordowym tempie zalicyli trzy wydziały jednego z dwók najbardziej prestizowyk uniwersytetów w Polsce.

Po kwili wybiegli my na ulice, co to nazywo sie Oboźnom, a następnie pognali na porośnięty trowom teren, opadający w strone Wisły. W okolicy krynciło sie sporo róznyk psów. Cynść z nik to były bezpańskie kundle, a cynść była wypuscono z chałup przez właścicieli, coby samodzielnie spacerowały se po polu. No i zaroz z tuzin mniejsyk i więksyk piesków zacął mi towarzysyć.

– Wolno wiedzieć, nieznajomy, owczarku, w co ty się bawisz z tymi trzema panami? – spytały psy.
– A, w takom barzo fajnom zabawe, co to nazywo sie „polowacka na polowacy”. Fcecie sie przyłącyć?
– Pewnie! – zawołały psy. I tak oto za polowacami gonił juz nie ino jeden owcarek, ale cało pikno grupa pościgowo. Towarzysyło temu radosne scekanie, ftóre polowacom jednak widziało sie chyba bardziej straśnym niz radosnym.

Kie dobiegali my juz do brzegu Wisły, uświadomiłek se, ze za niedługo w teatrze zacnie sie paśportowo impreza.

– Krześni – odezwałek sie do swyk kompanów, nie przerywając pogoni. – Podobo sie wom ta zabawa?
– Pierwszorzędna! – padła chóralno odpowiedź.
– No to mom ku wom prośbe – godołek dalej. – Śpiese sie na jednom impreze. A tyk trzek, ftóryk gonimy, fce złozyć donos na jednom barzo sympatycnom poniom. Cy mozecie gonić ik tak długo, jaze odefce im sie donosenia na kogokolwiek?
– Nie ma problemu. Dla nas to czysta przyjemność – zapewnili mnie psi druhowie. – Jak będzie trzeba, to pogonimy ich nawet do Psiego Pola. Albo do Pieskowej Skały. Albo do Psiej Trawki. Hehe!

Podziękowołek piknie tym siumnym siuhajom i odłącyłek sie od pościgu, ftóry jo sam zapocątkowołek. Wróciłek na plac Teatralny. Zakrodłek sie do teatru. A tamok – za pomocom swego owcarkowego nosa – bez trudu odsukołek moje sarenki. No i zaroz wspólnie udali my sie do piknej Sali Pona Moniuszki, ka miało sie odbyć rozdanie Paśportów. Roześli my sie po całej widowni i powciskali w rózne kąty, coby za barzo nie rzucać sie w ocy, ba zarozem tak, coby dobrze było widać całom scene. Abo przynajmniej prawie całom.

Ku mojemu miłemu zaskoceniu pocątek imprezy był – mozno tak pedzieć – góralski. Bo najpierw zaśpiewała hyrno górolka z Beskidu Zywieckiego, poni Monika Brodka. Potem zaś mozno juz było piknie sie dowiedzieć, fto w jakiej kategorii zdobył jaki Paśport. Ocywiście naso poni Dorotecka tyz tamok była! I wroz z hyrnom dyrygentkom, poniom Agnieszkom Duczmal wręcyła Paśport hyrnej śpiewacce operowej, poni Joannie Freszel. Sarenkom zaś barzo sie spodobało, ze właśnie ta poni została nagrodzono. Bo ona – jak ujawniono przy okazji – jest nie ino śpiewackom, ale tyz absolwentkom SGGW, ka studiowała ochrone środowiska. A skoro zno sie na chronieniu środowiska – to na chronieniu sarenek tyz! Dlotego sarenki pedziały, ze jeśli bedom kiedykolwiek miały okazje posłuchać jej śpiewu, to barzo uwoznie bedom sie wsłuchiwały. Bo fto wie? Moze poni Joanna – między wiersami – wyśpiewuje instrukcje dlo zywiny, jak skutecnie chronić sie przed myśliwymi?

Po gali – jak zwykle – była cynść nieoficjalno, cyli witacki i pogawędki w kuluarak oraz pocęstunek. Mi wte udało sie spotkać z poniom Doroteckom i poniom Agnieszkom, co to w Polityce ryktuje artykuły archeologicne i historycne, a w pocątkak tego bloga – nieftórzy moze bocom – wklejała tutok moje wpisy.

Sarenki tymcasem posły sprawdzić, cy wśród podawanego jadła nie nojdzie sie cosi dlo nik. No i nolazły to…

to…

to…

i jesce to…

Tego ostatniego zreśtom ludzie… w ogóle nie jedli! Więc dobrze ze chociaz sarenki jadły, bo przecie skoda by było, kieby jakosi serwowano tamok potrawa zupełnie sie zmarnowała.

A potem posłek wroz z sarnami na Dworzec Centralny. Spytołek je, cy trafiom do domu bez mojej pomocy. Zapewniły, ze tak. Więc pozegnali my sie i one odjechały na północ, a jo na południe. Następnego dnia rano byłek juz nazod w mojej wsi.

A ci trzej polowace? Cy oni tyz juz som nazod w swoik chałupak? Jeśli nie som więksymi głuptokami, niz mi sie widziało – to tak. A cy spełniom swojom groźbe i doniosom na sympatycnom poniom bileterke? Mom nadzieje, ze psy, ftóre poznołek pod Warsiawskim Uniwerkiem, skutecnie ik do tego zniechęciły. A jeśli w najblizsyk dniak w zodnyk wiadomościak nie nojde informacji o aferze sarenkowej w warsiawskim Teatrze Wielkim – to wte juz bede mioł nie nadzieje, ino piknom pewność. Hau!

8.01.2018
poniedziałek

Pon Hannawald juz sie nie frasuje

8 stycznia 2018, poniedziałek,

Jak sie cuł pon Hannawald, kie w sezonie 2001/2002 nie ino zajął pierwse miejsce w Turnieju Śtyrek Skocni, ale zarozem był pierwsym cłekiem w historii, ftóry wygroł syćkie śtyry konkursy tego turnieju? Nietrudno sie domyślić. Na pewno był sakramencko scynśliwy. W rocku 2003 – pewnie nadal miło mu sie robiło, kie zbocowoł se ten pikny triumf. Ba w rocku 2004 – pewnie było mu juz mniej miło. A w kolejnyk rokak – jesce mniej. Cemu? Cóz. Pomyślmy, jak mogły wyglądać jego spotkania z inksymi skockami. Wyglądały zapewne tak…

PON HANNAWALD: Witojcie, krzesny!

INKSY SKOCEK: A, witojcie!

PON HANNAWALD: No to pogodojmy se o skokak narciarskik.

INKSY SKOCEK: Yyyyy… Ino jak? Wy zdobyliście komplet pierwsyk miejsc w Turnieju Śtyrek Skocni, a jo – nie. Więc choć obaj jesteśmy skockami, to doświadcenia momy rózne. Cyli… nie za barzo momy o cym godać.

PON HANNAWALD: Bajuści. Skoda.

INKSY SKOCEK: Ano skoda.

PON HANNAWALD: No to do widzenia, krzesny.

INKSY SKOCEK: Do widzenia.

I tak przez dobryk kilkanoście roków. Z kozdym skockiem tak samo. I przez to z roku na rok pon Hannawald był coroz bardziej bidny. Coroz bardziej samotny. I coroz bardziej zafrasowany. Haj.

Jak zatem rozumieć to, ze w trakcie tego ostatniego Turnieju obiecoł postawić piwo temu skockowi, ftóry wygro z nasym Kamilem? Jo nimom wątpliwości, ze on śpekulowoł tak: Na mój dusiu! Nawarzyłek se piwa z tym śtyrokrotnym zwycięstwem w TCS. Oj, nawarzyłek! Jesce zeby to było piwo Smadny Mnich abo Guinnes, to by było pół bidy. Ale nie! To jest jakiesi paskudne piwsko z najpaskudniejsego browaru! To piwo marki „Samotność”! O, Jezusickuuuu! Cy juz nimo dlo mnie zodnej nadziei? Ano… zdoje sie, ze właśnie jest. Ten polski górol spod samiućkik Tater skace teroz barzo piknie. Moze więc on wreście wygro syćkie śtyry konkursy, jako jo downo temu wygrołek? I moze z nim wreście bede mioł o cym godać? Na mój dusiu! Oby tak sie stało! Oby! Jeśli jednak… ftosi wygro z tym Polakiem choć roz, to – krucafuks! – bedzie musioł pomóc mi w piciu tego sakramenckiego piwska. Bo jo sam – nie doje juz rady.

I o to właśnie, ostomili, sło z tym stawianiem piwa. O nic inksego, ino dokładnie o to. Haj.

Jak sie potocył Turniej – to juz ocywiście piknie wiecie. Nas Kamil piknie powtórzył wycyn pona Hannawalda. Nie wiem, cy oglądoliście w telewizji transmisje z końcącego całom impreze sobotniego konkursu. Jeśli nie, to tutok mozecie uwidzieć pikny triumf nasego Kamila i to, co działo sie po jego ostatnim skoku. A w okolicak trzynostej minuty – uwidzicie, jak pon Hannawald gratuluje nasemu mistrzowi piknego sukcesu. No i zwróćcie uwage na kufe Miemca – widać, ze jest piknie uśmiechnięto. Ba moim zdaniem widać na niej jesce cosi – ulge, wielkom piknom ulge. A ta ulga wyniko ocywiście z tego, ze samotność, ftóro doskwierała mu od 2002 rocku, wreście przeminęła. To niescynsne piwo, ftórego se nawarzył, w jednej kwili piknie wyparowało. Bo wreście hyrny miemiecki skocek nolozł inksego skocka, ze ftórym bedzie mioł o cym godać.

Tak więc, ostomili, radujemy sie piknie z tego, cego nas Kamil na tyk śtyrek skocniak dokonoł. Ale opróc nos raduje sie tyz pon Hannawald. I fto wie? Moze ta jego radość jest nawet więkso niz naso? Mnie w kozdym rozie wcale by to nie dziwiło. Hau!

P.S. Ostomili, wklejom ten wpis i… zaroz rusom w Bory Tucholskie. Cemu? No bo – nieftórzy być moze to bocom – rok temu piknie obiecołek sarenkom z tyk Borów, ze zabiere je do Warsiawy na tegorocne Paśporty Polityki. Transmisja na zywo z tego wydarzenia bedzie we wtorek wiecorem w TVN-ie. Jeśli bedziecie oglądać i jeśli nagle dostrzezecie tamok jakiesi sarenki – to bedziecie piknie wiedzieli, skąd one sie tamok wzięły. A jo sam o syćkim piknie wom opowiem, kie z tej gali powróce. No to… do zobacenia wkrótce po rozdaniu Paśportów!

31.12.2017
niedziela

Zamoyskiego Nowego Roku!

31 grudnia 2017, niedziela,

Tatrzański Park Narodowy żąda 9 mln złotych czynszu za schronisko nad Morskim Okiem – cytomy tutok. O, kruca! Dziewięć milionów? To chyba sporo? Przynajmniej dlo tego, fto nie jest Felkiem znad młaki (chociaz sam Felek tyz pedziołby, ze to straśnie duzo, ale on by tak pedzioł nawet wte, kieby musioł zapłacić nie 9 milionów złotyk, a ino 9 grosy). Skąd w ogóle wzięła sie tako suma? Ano… podobno zdaniem TPN schronisko stoi na należącym do nich gruncie, a obecni zarządcy korzystają z niego bez umowy. Z tego tytułu Park zażądał zapłaty zaległego czynszu, począwszy od 2012 roku. Według wyliczeń jest to kwota 8 mln 840 tys. zł. Co na to powiedzom gazdowie schroniska – zobacymy. I zobacymy tyz, cy dojdzie w związku z tym do jakiejsi sądowej sarpacki. Kieby tak sie stało – byłaby to juz drugo tako sarpacka związano z tym piknym miejscem. A kie była pierwso? Heeej! Downo temu. Jesce przed pierwsom wojnom. I była ona dowodem na to, ze choć Polak i Węgier som piknymi bratankami i do sabli, i do śklanki, to do tatrzańskik terenów – juz niekoniecnie. Bo pod koniec XIX wieku my uwazali, ze Morskie Oko jest piknym jeziorem polskim, natomiast Madziarzy – ze owsem jest piknym jeziorem, ale nie polskim, ino węgierskim. Ha! Kieby Madziarzy wiedzieli, ze juz wkrótce w tamtym miejscu bedom nie Węgry, ino Czechosłowacja, to pewnie by sie tak barzo o ten kawałecek Tater nie wadzili. Ale najwyraźniej – nie wiedzieli. I ślus.

Spór mozno było rozwiązać na dwa sposoby: abo za pomocom pistolców, abo na drodze sądowej. Po obu stronak były próby zastosowania tego pierwsego sposobu (jaz cud, ze nifto przy tym nie zginął), ba ostatecnie wybrano ten drugi. Austriackiemu zaborcy było tutok racej syćko jedno – tak cy siak, Morskie Oko pozostawało w jego granicak, a syćkie pływające tamok pstrągi pozostawały wiernymi i posłusnymi poddanymi Najjaśniejsego Pona Franciska Józefa. Ba skoro Polacy i Madziarzy wystąpili o rozstrzygnięcie sporu – trza go było jakosi rozstrzygnąć. No i w 1902 rocku Sąd Rozjemcy w Grazu ukwalowoł, ze Morskie Oko jest polskie. Heeej! We syćik trzek zaborak radość była wielko. Radowano sie w Krakowie, we Lwowie, we Warsiawie i w Poznaniu. A na ulice Zakopanego wyległy tłumy i śpiewały: „Jeszcze Polska nie zginęła, wiwat plemię lasze, słuszna sprawa górę wzięła, Morskie Oko nasze”, przy okazji dowodząc piknie, ze bez Facebooka tyz mozno było błyskawicnie sie skrzyknąć i wyryktować piknom manifestacje.

Za barzo jo sie tutok o tej całej historii nie rozpisuje, bo na pewno wielu z wos jom zno. A fto nie zno – ten poźre do Gugli i tyz bedzie znoł piknie. Ba w tym wpisie… fciołbyk zwrócić uwage na jednego bohatera tej całej sarpacki (przy całym sacunku do wielu inksyk: pona profesora Balzera, pona sędziego Mniszka-Tchorznickiego, ponów z Towarzystwa Tatrzańskiego i siumnyk góroli, ftórzy – za pomocom ciupazek i materiałów zapalającyk – barzo, ale to barzo łagodnie tłumacyli przebywającym nad Morskim Okiem Madziarom, ze lepiej by było dlo nik trzymać sie od tego jeziora z dala). O kim godom? Ano o ponu hrabim Władysławie Zamoyskim. Na mój dusiu! To był dopiero piknie bezinteresowny cłek! Całym swoim majątkiem zaryzykowoł, coby Polacy w owym sporze zawierchowali. Wykostowoł sie straśnie, zeby zakupić dobra zakopiańskie i okołozakopiańskie, w tym rejon Morskiego Oka. Ale dzięki temu zwięksył sanse na utrzymanie tego rejonu przy Polsce. Później zaś robił, co mógł, coby nabyte dobra piknie zagospodarować. Zadboł na przikład, coby tamok, ka powycinano lasy, wyrosły nowe jodły i smreki. A robił to syćko nie na własny uzytek, ba na uzytek góroli i miłującyk nase góry turystów. Matka hrabiego, poni Jadwiga Zamoyska, tak pisała w liście: Dobrze, że się uratowało ten polski klejnot; myślę, że z czasem odpłaci się Zakopane za to, co się uczyniło dla ratowania go, ale obecnie jest on tylko wspaniałym kamieniem u szyi i trzeba będzie tęgo i żwawo pod wodą płynąć, ażeby z Zakopanem nie zatonąć.* Bajuści, z punktu widzenia interesów pona hrabiego – była to niezbyt opłacalno inwestycja. Ba on wse myśloł o interesie syćkik swoik rodaków, a nie o własnym. Haj.

Na co jesce wydawoł on dutki? Ano na całom kupe ślachetnyk celów. Na własne potrzeby zaś – barzo niewiele. Choć mioł tyz jednom wade niestety – nie lubił właściwie zodnego narodu opróc własnego. Ale cóz… wte wielu światłyk ludzi, nie ino w Polsce, wykazywało podobnom postawe. Takie były casy. I na takim, a nie inksym poziomie była waso ludzko cywilizacja. Bo naso psio – była na zupełnie inksym. Haj.

Ba wróćmy teroz do tyk 9 milionów, ftóryk TPN fce od schroniska nad Morskim Okiem. Cóz, przyznom, ze nimom zielonego pojęcia, cy TPN mo tutok racje cy jej nimo. Znając zycie, cało sprawa moze sie okazać tak straśnie pokryncono, ze dopiero 9 milionów prawników – po jednym prawniku na kozdom złotówke – bedzie w stanie rozstrzygnąć, cy te ządania som słusne cy nie. Ba wiem jedno – jeśli schronisko zapłaci – to te dutki powinny zostać przeznacone na jakisi ślachetny cel. A jeśli nie zostanom… to jo swoim owcarkowym nosem cuje, ze hrabia Zamoyski bedzie strasył po nocak kozdego, fto mógł w ślachetny sposób je spozytkować, a tego nie zrobił. Ot, tako mojo owcarkowo przestroga dlo wos ludzi.

No ale tak w ogóle to Morskie Oko Morskim Okiem, tymcasem… końcy sie nom 2017 rocek. Barzo piknie sie zreśtom końcy! Cego zaś zycyć wom na rok, ftóry wkrótce sie zacnie? Opróc tego ocywiście, coby jesce wiele rozy podium w skokak narciarskik wyglądało tak piknie jako teroz w Oberstdorfie? Ano zyce, cobyście w Nowym Rocku natrafili na jak najwięcej takik ludzi jak pon hrabia Zamoyski. Wspaniałyk, siumnyk, ślachetnyk i bezinteresownyk. A rózniącyk sie od pona hrabiego ino tym, ze oni bedom juz barzo dobrze wiedzieli, ze nie ino polski naród jest barzo pikny, ale inkse tyz. Cyli po prostu Zamoyskiego Nowego Roku wom zyce! A dokładniej: Hrabiowo-Władysławowo-Zamoyskiego. Hau!

* D. Jaworski, Jak hrabia i górale perłę Tatr ocalili, „Tygodnik Powszechny” 2002, nr 38, numeru strony niestety nimom, ale jak by co, to cały artykuł jest tutok.

css.php