Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego Hau! - Blog Owczarka Podhalańskiego

1.06.2017
czwartek

Skąd się wziął zbójnicki taniec?

1 czerwca 2017, czwartek,

Heeej! Oto momy kolejny pikny 1 cerwca. Więc coby tradycji w Owcarkówce stało sie zadość, musi być dzisiok wpis dlo dzieci. I ocywiście bedzie. Haj…

Posłuchajcie, moi mili,
O czym dzisiaj wam opowiem.
W dawnych czasach, kiedy żyli
Wasi praprapradziadkowie

Pewien zbójnik siadł pod lasem
(Las ten rósł za Kościeliskiem)
I na patyk wbił kiełbasę,
By ją upiec nad ogniskiem.

Gdy kiełbaska, w tłuszczu cała,
Była dobrze już spieczona,
Z Gubałówki przyleciała
Jakaś wygłodniała wrona.

I zaczęła głośno krakać:
„Kra-kra! Widzę tu kiełbasę.
„Gratka to nie byle jaka –
„Wnet tym daniem się napasę.”

Podleciała do zbójnika,
Rozdziawiając dziób swój wroni,
Chwyta zdobycz – i wnet zmyka.
Już jej zbójnik nie dogoni.

„He, he, he!” – triumfuje wrona
Z rarytasem wielkim w dziobie. –
„Zbójnik niech tam z głodu kona,
„A ja zjem obiadek sobie.”

Nagle… ptasi rabuś poczuł,
Że kiełbaska jest gorąca.
Wronie łzy pociekły z oczu.
„Aj! To pali jak dwa słońca!

„Chyba zaraz dziób mój spłonie!
„A po dziobie – skrzydła oba!”
I choć szkoda było wronie –
Wypuściła zdobycz z dzioba.

I tak oto zamiast jadła –
Miała od poparzeń bóle.
Zaś kiełbasa – ojej! – wpadła
Zbójnikowi za koszulę!

Tak jest – za koszulę właśnie!
Czyli to nie koniec hecy,
Bo nasz zbójnik jak nie wrzaśnie:
„Au! Coś mnie przypieka w plecy!”

I ogarnął szał zbójnika:
Miotał się na strony wszystkie,
Ganiał, wierzgał, tupał, fikał
Oraz skakał nad ogniskiem.

Jak pijany zając hasał,
Kicał jak kozica śmigła –
Tak parzyła go kiełbasa…
Ale wreszcie – uff! – ostygła.

Zbójnik czuł się wykończony.
„Jejku! Czy to mrówek masa
„Gryzła mnie od pleców strony?
„Niechże sprawdzę… Co? Kiełbasa?!”

„Cóż… zbój różne trudy znosi.
„Tak już mają w życiu zbóje.”
Nagle słychać jakiś głosik:
„Och! Jak pięknie pan tańcuje!”

„Kto tam?” – pyta zbójnik dziki.
I zobaczył góraleczkę,
Co szła w las na borowiki
Lub po prostu na wycieczkę.

Zbójnik mówi: „Słuchaj, mała.
„Wyczyniałem tu łamańce,
„Czując piekło z tyłu ciała.
„Ty zaś to nazywasz tańcem?”

A dziewczynka odpowiada:
„Takie pląsy, drogi panie,
„To nie byle maskarada,
„Lecz mistrzowskie tańcowanie!”

„Skoro tak – to jest mi miło” –
Zbój tatrzański wyznał szczerze –
„W sumie… fajnie by to było
„Być zbójnikiem i tancerzem,

„Tańczyć przy ognisku w lesie
„Niczym istny opętaniec.”
I tak właśnie – jak wieść niesie –
Zrodził się zbójnicki taniec.

Hau!

P.S.1. A za tydzień, 8 czerwca, Oleckowe urodziny momy. Zdrowie Olecki! 🙂

P.S.2. Dzień później, 9 cerwca, bedom z kolei urodziny BlejKocickowe. Zdrowie BlejkKocicka! 🙂

P.S.3. 10 cerwca nie odpocywomy, ino święujemy dalej, bo momy imieniny Emileckowe, Gosickowe, Małgosieckowe i Margeckowe. Zdrowie Emilecki, Gosicki, Małgosiecki i Margecki! 🙂

P.S.4. Potem przerwa w świętowaniu, ale 18 cerwca – bedom Misieckowe imieniny. Zdrowie Misiecka 🙂

22.05.2017
poniedziałek

Poni dr hab. Anna Olga Szust

22 maja 2017, poniedziałek,

Słyseliście moze, ostomili, o poni doktór habilitowanej Annie Oldze Szust? To stosunkowo młody naukowiec. Ale całkiem obiecujący. W 2002 rocku obroniła ona prace magisterskom z filozofii, a rok później – z psychologii. Niedługo potem była juz doktorem nauk humanistycnyk. Zaś w 2014 rocku- piknie sie habilitowała. Tak więc droge od magisterki do habilitacji przebyła w dwanoście roków, przy okazji jesce zdobywając dodatkowy fakultet. Na mój dusiu! Niezły wynik. Moze nie rekordowy, ale naprowde niezły. Haj.

Sporo ta poni publikuje. Wydała juz trzy monografie, z cego dwie ukazały sie w nie byle jakim Wydawnictwie Naukowym Textum, a trzecio – w samiućkim wrocławskim AZSUS-ie. Naryktowała ponadto tak wiele rozdziałów w róznyk opracowaniak zbiorowyk, ze darujcie, staremu owcarkowi, ale nimom siły ik syćkik tutok wylicać. W kozdym rozie jeśli som młodzi uceni rokujący pikne nadzieje na rozwój nie ino polskiej, ale tyz światowej nauki – to poni Szust na pewno jest jednom z nik. Jako uniwersytecko badacka mo zalet bez liku. A cy mo jakiesi wady? E, ino jednom. Jakom? Ano takom, ze… nie istnieje.

Bo ta poni, moi ostomili, została wymyślono przez grupe naukowców z Wrocławia i Poznania. Wyryktowali jej pikne CV , ftóre wrzucili na strony Uniwersytetu Pona Mickiewicza, piknie tyz pozakładali jej konta na Twitterze i na naukowym portalu społecnościowym Academia.eu. A to syćko w ramak eksperymentu, coby sprawdzić, jak łatwo jest wyonacyć wydawnictwa, ftóre – teoretycnie – publikujom na barzo mądre i ucone tematy. No i podsywając sie pod wymyślonom przez siebie doktórke habilitowanom, porozsyłali 360 maili do róznyk casopism z propozycjom publikacji jej artykułów. Tutok trza pokwolić polskie redakcje – zodno z nik nie dała sie nabrać. Nie nabrały sie tyz casopisma figurujące w piknie sanowanym JCR-ze.* Ale tak poza tym… o, Jezusickuuu! – kilkudziesięciu adresatów odpisało, ze barzo chętnie opublikujom u siebie tak hyrnom polskom autorke! Mało tego! Nieftórzy od rozu zaproponowali jej stanowisko…. redaktora nacelnego. A zainteresowanie niom wyraziły nawet te redakcje, do ftóryk twórcy eksperymentu zodnyk maili nie wysłali. Za to kie postanowili ów eksperyment zakońcyć i jawnie przyznali, ze to oni wymyślili te całom poniom Szust – to na stronak internetowyk paru periodyków nadal widniała ona jako cłonek zespołu redakcyjnego. No cóz… jedni lubiom cekać na Godota, drudzy lubiom cekać na artykuły poni Szust. Bajako. A jeśli ftosi mo ochote więcej se pocytać o tym całym śpasie, to moze tutok abo tutok. Haj.

No i… na mój dusiu! Jaki jest z tej historii morał? Cy taki, ze juz nicemu w internecie nie mozno wierzyć? Cy tamok to juz ino kłamstwo kłamstwem kłamstwo poganio? Nie, ostomili! Nie popadojmy w jaz tak straśliwe cornowidzenie. Nie jest jaz tak źle. No bo… poźrejcie choćby na mnie. Znocie mnie przecie. I wiecie, ze nie zostołek przez nikogo wymyślony, ino jestem prowdziwym owcarkiem z krwi, kości i biołyk kudłów. Wiecie tyz, ze mój baca i mojo gaździna tyz nie som wymyśleni, ino prowdziwi. Podobnie jak Felek znad młaki, Janiela, Jaśkowo i cało reśta mieskańców mojej wsi pod Turbaczem. No… przyznoje, ze o samym Turbaczu opowiadołek wom potela stosunkowo niewiele – więc tutok rzecywiście mozecie mieć wątpliwości, cy tako góra naprowde istnieje. Ale ze istnieje Maryna Krywaniec i syćko zywina, o ftórej godom na swoim blogu – w to chyba nifto z wos nie wątpi. Tak więc nie turbujcie sie za barzo. Nie syćko w internecie jest fałsywe. Piknie som tyz tamok prowdziwe informacje. A jo – jestem na to zywym dowodem. Hau!

P.S.1. A całkiem niedowno, 18 maja, pikne i licne urodziny my tutok mieli: PonioBlejkKocickowe, Heleneckowe i Misieckowe. No to zdrowie Poni BlejkKocikowej, Helenecki i Misiecka! 🙂

P.S.2. 19 maja swoje urodziny mioł Pon Pieter. Ostomili, zdrowie Pona Pietra! I trza je wypić tak głośno, coby na Niebieskik Holak było słychać! 🙂

P.S.3. Wkrótce zaś – 25 maja – Margeckowe urodziny bedom. Zdrowie Margecki! 🙂

P.S.4. A 26 maja – bedom Plumbumeckowe imieniny. Zdrowie Plumbumecki! 🙂

P.S.5. 29 maja – kolejne imieniny, Mageckowe. Zdrowie Magecki! 🙂

P.S.6. I jesce jedne imieniny bedom – Mieteckowe 31 maja. Zdrowie Mietecki! 🙂

*JCR, ostomili, to skrót od Journal Citation Reports. To tako elektronicno baza danyk, poświęcono najbardziej prestizowym casopismom naukowym. Jej adres jest taki: https://jcr.incites.thomsonreuters.com, ale beskurcyje wos tamok nie wpuscom, jeśli nie zapłacicie im straśnie duzo dutków. Tak więc jeśli fcecie tamok wejść, to musicie abo zwrócić sie do Felka znad młaki o wsparcie, abo hipnąć do biblioteki na jakimsi piknym uniwersytecie i tamok popytać o komputer z tom piknom, ba sakramencko drogom bazom. Haj.

6.05.2017
sobota

Cało prowda o wronim gnieździe

6 maja 2017, sobota,

Od prawie dwók tyźni znów siedze z moim bacom na holi. Tak jak co roku, kie Święty Wojciech przyseł, pozbierali my owiecki, zwołali juhasów, opuścili wieś i rusyli w góry, ku piknym polanom pod piknym Turbaczem. Cy zmieniło sie tutok cosi od casu, kie opuściłek to miejsce jesieniom? Racej niewiele. Bacówka stoi, jak stała. Góry tyz stojom, jak stały. I smreki tyz – no moze ino rozrosły sie kapecke. A na jednym z nik jakosi wrona wyryktowała se gniozdo. Heeej! Wysoko je umieściła. A jo – jako ze nie jestem ani kotem, ani niedźwiedziem – nie umiem sie wspinać po drzewak, więc nimom mozliwości uwidzieć go z bliska. Za to kie wpadła ku mnie z wizytom Maryna Krywaniec, to pozycyłek smartfona od jednego z nasyk juhasów (bez jego wiedzy, ale to niewozne) i popytołek orlice, coby podfrunęła ku cubkowi smreka i sfotografowała te wroniom budowle. Maryna piknie spełniła mojom prośbe. Wrona nie była wprowdzie zakwycono, ze jakisi latający paparazzi jom pstryko, ale co miała zrobić? Wdać sie w sarpacke z orlicom? To przecie przynajmniej od grudnia 1981 rocku wiadomo, ze wrona orła nie pokona. Haj.

No i tutok, ostomili, mozecie se piknie poźreć na zrobione przez Maryne fotki.

bez-tytulu

dscn5374

Ino… na mój dusicku! Cy ftosi moze mi wytłumacyć, co to właściwie jest? Cy to na pewno gniozdo? Krucafuks! Gniozda, jakie potela widziołek, to były barzo starannie wyryktowane konstrukcje. Prowdziwe cudeńka! Nieftóre zrobione tak, ze niejeden ludzki inzynier by sie zakwycił. Zgrabne, kstałtne, casem – jak na przikład u maluśkiej świstunki – piknie zabudowane z wierchu, coby dysc nie zmocył świezo wyklutyk z jajek bidocków. Takie ptaseckowe gniozdko to jaze raduje oko! Haj. Natomiast to, co wyryktowała ta wrona… O, Jezusickuuu! Ta przecie jakosi napyrcono kupa badyli! Jakisi wiecheć! Ptok inksego gatunku, nawet kieby był przynapity, nie wyryktowołby cegosi takiego! Jedno juz wiem: nigdy nie wleze między wrony. Bo musieć krakać jako one – niekze ta. Ale musieć ryktować takie gniozda – to by oznacało zagrozenie pozarowe, bo jo spaliłbyk sie ze wstydu takim ogniem, ze kawał lasa pod Turbaczem mógłby przy okazji spłonąć.

I tak mi sie teroz przybocuje, jak to casem ludzie godajom o kimsi brzyćko ucesanym: Hehe! Co on mo na głowie? Wronie gniozdo! Hehe!

Hyrny i siumny miś Uszatek mioł podobne skojarznie.

Ino… kie pozirocie na powyzse fotki, to nadal myślicie, ze pare nieuporządkowanyk włosków na łbie mozno porównać do gniozda wrony? Bo jo, ostomili, rózne ludzkie fryzury w swoim zywobyciu widziołek. Stargane przez wiater, pogniecione przez copke, zmocone przez dysc… Casem tyz świadomie ułozone tak, coby w zoden sposób nie przybocowały zodnego klasycnego ucesania. Ale fryzury podobnej do tego, co pojawiło sie na smreku na mojej holi – to jo jesce nie widziołek. I dlotego właśnie piknie pytom, cobyście dobrze sie zastanowili, zanim znów (nie)artystycny nieład na cyjejsi głowie nazwiecie wronim gniozdem. Bo mi sie widzi, ze takie porównania som wse mocno przesadzone. Godając po sportowemu, mozno rzec, ze bezładne włosy i wronie gniozda – to jest moze jedno dyscyplina, ale jednak rózne ligi. Rózne i… barzo od siebie odległe. Hau!

P.S.1. Kapecke budowyk świąt my tutok mieli ostatnio. No to trza piknie stosowne zdrowia powypijać. I tak 22 kwietnia była Fusilleckowo rocnica ślubu. A zatem zdrowie Poństwa Fusilleckowyk! 🙂

P.S.2. A 23 kwietnia był nie ino dniem, kie przybył zbocowany wyzej Święty Wojciech, ale tyz dniem Motyleckowyk imienin. Zdrowie Motylecka! 🙂

P.S.3. Dzień później – Plumbumeckowe urodziny były. Zdrowie Plumbumecki! 🙂

P.S.4. A 24 kwietnia – kolejne pikne urodziny, Alseckowe. Zdrowie Alsecki! 🙂

P.S.5. A poza tym pod ostatnim wpisem nowy internetowy wędrowiec w Owcarkówce sie pojawił – Bezecnicek. Powitać Bezecnicka barzo piknie! 🙂

13.04.2017
czwartek

Cwortego dnia

13 kwietnia 2017, czwartek,

Ocywiście wiecie piknie, jakimi słowami powitoł Poniezus apostołów, kie wkrótce po zmartwykwstaniu odwiedził ik w Wiecerniku. Pedzioł im po prostu: Pokój wom.

Ba nie wiem, cy wiecie, ze następnego dnia, cyli w Wielkanocny Poniedziałek, odwiedził ik ponownie i fcioł powitać ik tymi samymi słowami. Ba pedzioł ino: Pokój w…
I nie dokońcył. Przerwawsy w pół słowa, skrzywił sie straśnie, zatkoł nos i zawołoł:
– Na mój dusicku! Kie zeście sie ostatnio myli?
– Nooo… – zmiesali sie apostołowie – chyba pare dni temu.
– Tak cosi mi sie widzi – pedzioł Poniezus i odetkoł nos, ale mine nadal mioł skrziwionom. – Wcora nie zwróciłek na to uwagi, bo nad syćkimi moimi ludzkimi zmysłami wierchowała mojo bosko radość, ze oto po straśliwej męce znowu wos widze. Ale teroz… cuje, ze tutok powietrze jest takie, ze mozno by w nim zawiesić nie ino siekiere, ba nawet ten głaz, ftóry zamykoł wejście do mojego niedownego grobowca.
– Nie gniewoj sie, ostomiły Jezusicku – bronili sie apostołowie. – Wies przecie, jak było. Od Wielkiego Cwortku zyli my w tak okrutnym stresie, ze furt my sie pocili, a zarozem zupełnie nie mieli głowy do tego, coby sie myć. W dodatku furt było gorąco. Wiadomo, ze klimat w rejonie śródziemnomorskim do najchłodniejsyk nie nalezy. Siedzimy więc przepoceni w tym Wiecerniku…
– A to jest jesce inkso sprawa – przerwoł apostołom Poniezus – ze furt ino siedzicie w tym Wiecerniku i siedzicie. I jak tak dalej bedziecie siedzieć, odcięci od świata, od ludzi, to zdzicejecie tak, jak zdzicały psy dingo, kie przestały towarzysyć cłowiekowi.
– Jakie psy? – spytali apostołowie.
– Dingo – powtórzył Poniezus. – To gatunek zamieskujący Australie.
– A co to jest Australia? – zaciekawili sie apostołowie.
Poniezus zastanowił sie kwilecke, cy odpowiadać cy nie.
– Święty Mateusu i Święty Janie – zwrócił sie w końcu do dwók przysłyk ewangelistów – piknie pytom, cobyście nie pisali o tym w swoik Ewangeliak, bo tak na dobrom sprawe, ludzie w wasej epoce nie powinni tego jesce wiedzieć. Ba zdradze wom, ze Australia to taki kontynent, lezący po drugiej stronie kuli ziemskiej.
– Cego? Kuli ziemskiej? – dociekali zdumieni apostołowie. – Momy przez to rozumieć, ze Ziemia nie jest płasko, ino… kulisto? Ostomiły Jezusicku! Kieby okazało sie, ze to prowda, byłoby to jesce bardziej niesamowite niz to, ze uzdrawiołeś trędowatyk abo ze zmartwykwstołeś w trzy dni po ukrzizowaniu!
– Dobra, juz nie godojmy o tym – popytoł Poniezus. – Przybyłek na świat po to, coby wybawić ludzi z grzychu, a nie z niewiedzy w zakresie nauk przyrodnicyk. Ostowmy juz te Australie, kstałt Ziemi tyz ostowmy, a skupmy sie na tym, ze straśliwie zaniedboliście ostatnio podstawowe zasady higieny.
Zawstydzeni apostołowie spuścili głowy i wbili wzrok w ziemie.
– O! Ale stopy momy stosunkowo cyste! – zauwazyli, kie tak pozirali ku dołowi.
– A bocycie cemu? – spytoł Poniezus. – Bo przecie umyłek wom nogi na samiućkim pocątku ostatniej wiecerzy. I dlotego mocie je kapecke cyściejse.
Apostołowie nie mogli temu zaprzecyć.
– Cóz, cosi muse z womi zrobić – stwierdził Poniezus. – Przecie nie moge kazać wom iść i naucać syćkie narody, kie jesteście takimi brudasami! Narody uciekłyby przed womi, zamiast wos słuchać.
Kwilecke sie zastanowił. I zaroz polecił:
– Śmigojcie do pola. Wartko!

Apostołowie posłusnie pohybali do pola. Juz samo wyjście z wiecernikowego zaduchu dobrze im zrobiło. Świeze powietrze piknie ik orzeźwiło. Piknie zapachniały im rośliniki i zakwyciły swymi wiosennymi barwami. A do tego słonko świeciło przecudnie. Heeej! Pogoda była w sam roz na odpręzający wielkanocny spacer. Ba nagle… niebo, na ftórym potela nie było najmniejsego obłocka, w oka mgnieniu zasnuło sie cornymi chmurzyskami. Zagrzmiało, lunęło. O, krucafuks! To było jakiesi jedno wielkie oberwanie chmury! Apostołowie rzucili sie nazod do Wiecernika, ale… jakimsi cudem drzwi do niego sie zatrzasły i w zoden sposób nie mozno ik było otworzyć. Tymcasem bidoki nie miały ze sobom ani parasoli, ani płascy nieprzemakalnyk. No i zlało ik sakramencko. Ba przy okazji – zmyło z nik ten cały pot i inksy brud, ftóre zalegały na nik jaze od połowy ubiegłego tyźnia.

– Nooo! – uciesył sie Poniezus. – O to chodziło! Ulewa pomyła wos tak piknie, ze te syćkie hyrne rzymskie termy niek sie schowajom!
– Ale co to ogóle było? – cudowali apostołowie. – Skąd wziął sie tak nagły dysc i te pioruny, kie jesce przed kwileckom niebo było cyściusieńkie? Inscenizacje potopu Noego ftosi wyryktowoł, cy jak?
– A bocycie te burze, jako była, kie płynęli my roz łodziom po Jeziorze Galilejskim? – spytoł Poniezus.
– Bocymy – pedzieli apostołowie. – Bocymy tyz, jak ześ jom piknie, Jezusicku, ucisył.
– Ano ucisyłek – zgodził sie Poniezus. – Ale… to nie było tak do końca dobre. Kozdo burza powinna sie wygrzmieć, a kozdo ulewa wypadać. Wiedziołek, ze tamto gwałtowne zjawisko atmosferycne, ftóre jo swom nadprzyrodzonom mocom usidliłek, dobrze by było kiesik uwolnić i pozwolić mu dokońcyć działać zgodnie z prawami natury. No to teroz właśnie je uwolniłek. A przy okazji – zostaliście porządnie umyci. Bajako.

I tak właśnie, ostomili, z tej dyscowej kąpieli, jakom Poniezus wyryktowoł apostołom w Wielkanocny Poniedziałek, wziął sie zwycaj, ze w ten dzień polewo sie bliźnik wodom. Zwycaj ten nazywo sie „śmigusem” dlotego, ze Poniezus pedzioł wte apostołom: „Śmigojcie do pola”. „Dyngusem” zaś – dlotego, ze podcas rozmowy w wiecerniku Poniezus zbocowoł psy dingo. Cyli na dobrom sprawe – to słowo powinno brzmieć „dingus”, nie „dyngus”. Ale, jako juz wiecie, apostołowie byli wte nieumyci, usy tyz mieli brudne – i właśnie przez te brudne usy, niedokładnie słyseli, co Zbawiciel ku nim godoł. Haj.

I cóz. W róznyk mądryk ksiązkak etnograficnyk pewnie niemało przecytocie, skąd w drugi dzień świąt wielkanocnyk wzięła sie ta cało hydrologicno tradycja. I niemało nojdziecie wyjaśnień, skąd to określenie „śmigus-dyngus”. Ale prowda, ostomili, jest tako, jako jo wom opowiedziołek.

A tak w ogóle syćkim piknie zyce duzo radości w te Święta, duzo smacnyk jajek, duzo – tyz smacnyk – mazurków, ba wody w Lany Poniedziałek – zyce tylko i wyłącnie tym, ftórzy majom na to ochote. W końcu wy – w odróznieniu od apostołów w 33 r.n.e. – bedziecie w cas Wielkanocy piknie umyci, więc wom nie bedzie trza ryktować takiego polewania. Hau!

P.S.1. Ba w Lany Poniedziałek momy zarozem nase budowe święto – Gosickowe urodziny. Zdrowie Gosicki! 🙂

P.S.2. A następnego dnia – znowu pikne urodziny świętujemy. Tym rozem Aleckowe. No to zdrowie Alecki 🙂

27.03.2017
poniedziałek

Narciarskie Rio Bravo

27 marca 2017, poniedziałek,

20 marca skońcyła sie zima astronomicno. 21 marca – zima kalendarzowo. A wcora, cyli 26 marca – zima narciarsko. Bo tego właśnie dnia, w piknej słoweńskiej Planicy, skockowie zakońcyli swoje pucharowe zmagania. No i jak sie wom widzom ostatnie dokonania nasyk reprezentantów w tej dyscyplinie? Chyba piknie było. Cała kupa miejsc na podiumie, w Lahti pikny brązowy medal dlo Pietrka Żyły i pikny złoty dlo całej druzyny, no i wreście… pikne pierwse miejsce w Pucharze Narodów. Jak za casów Adasia Małysza – jest piknie! Telo ino, ze w casak Małyszowyk skoki były dlo nos jak western W samo południe – bo mieli my tamok ino jednego, samotnego bohatera. Teroz zaś – som one dlo nos jak western Rio Bravo, bo bohatera momy nie jednego, ino jaz śtyrek. A som nimi – wiadomo fto: Kamil Stoch nicym pon John Wayne,* Pietrek Żyła nicym pon Walter Brennan,** Maciek Kot nicym pon Dean Martin*** i Dawid Kubacki nicym pon Ricky Nelson.****

Cy po tak udanym sezonie mozno cuć jesce jakisi niedosyt? Cóz. Mozno śpekulować, co by było, kieby w tym ostatnim konkursie w Planicy wiater nie pokiełbasił organizatorom planów i nie zmusił ik do odwołania drugiej serii. Moze Kamil skocyłby tak piknie, ze przesunąłby sie z piątego miejsca na pierwse? A pon Kraft skocyłby tak słabo, ze spodłby na miejsce siedemnaste? I wte – na mój dusiu! – w ogólnej klasyfikacji Kamil przegoniłby pona Krafta! I pikno Kryśtałowo Kula byłaby dlo niego! Ino… austriacki skocek jest teroz w tak sakramencko dobrej formie, ze co musiałoby sie stać, coby spodł na to siedemnaste miejsce? Abo na jesce gorse? Ano… musiołby mieć jakiegosi straśliwego pecha. Abo wiater musiołby nim straśliwie zakryncić, abo pscoła, obudzono piknym promyckiem wiosennego słonka, musiałaby dostać sie mu pod gogle. Ale wte radość z wygranej Kamila byłaby zmącono przez frasunek. Krucafuks! – myśleliby my – niby piknie, ze znów wygroł Polak, ale… cało bida w tym, ze to nie jest do końca sprawiedliwe zwycięstwo… Więc co właściwie robić? Radować sie cy nie? Eh, nie barzo wiadomo.

I dlotego właśnie, ostomili, dobrze, ze jest, jak jest: pon Kraft zajął pierwse miejsce, bo na to zasłuzył, a nas Kamil drugie, bo tyz na to zasłusył. Drugie miejsce tyz piknie. A fto godo, ze nie, to niek przypnie narty i spróbuje hipnąć dalej niz ten siumny Austriak. Bajako.

A przed nomi ponad pół roku odpocynku od zimowego skakania. A potem – kolejny sezon. W nim zaś nie ino pucharowe zawody, ale tyz pikno olimpiada, na ftórej w konkursie skoków druzynowyk Polska zdobędzie pierwse miejsce, a w skokak indywidulanyk – zarówno na duzej, jak i średniej skocni – pierwse miejsce wywalcy Polak, drugie pon Kasai, a trzecie – znów Polak. To znacy, nie wiem, cy tak bedzie, ale jo tak właśnie skockom zyce. Jak zaś bedzie? Ano obacymy. Hau!

P.S. A juz za pare dni – 31 marca – Profesoreckowe imieniny bedom. No to zdrowie Profesorecka! 🙂

* Bo Kamil – tak jak pon Wayne w Rio Bravo – jest głównom postaciom w druzynie.
** Bo Pietrek – tak jak pon Brennan w Rio Bravo – jest najstarsy, a zarozem najzabawniejsy w druzynie.
*** Bo Maciek – tak jak pon Martin w Rio Bravo – przezywoł wceśniej sakramencki kryzys, ale go piknie przezwycięzył.
**** Bo Dawid – tak jak pon Nelson w Rio Bravo – jest jakosi mniej widocny niz jego trzek kompanów, ale jednak kieby go zabrakło, druzyna nie dałaby rady tak piknie wierchować.

6.03.2017
poniedziałek

Cemu nie zabrali dziewcyn?

6 marca 2017, poniedziałek,

Pikne mistrzostwa w piknym Lahti piknie sie skońcyły. Jeśli idzie o występy nasyk – chyba nie momy co narzekać. Wprowdzie Justysia zodnego medalu nie zdobyła, ale niekze ta – jo jesce nie skońcyłek radować sie jej triumfami w Vancouverze, Soczi i jesce paru inksyk miejscak. A skońce sie nimi radować nie prędzej jak za kilkadziesiont roków. Haj.

No a skockowie? Na mój dusicku! Fto oglądoł, ten wie. Fto nie oglądoł, tego piknie informuje, ze najpierw był konkurs na średniej skocni – Polacy wprowdzie na podiumie nie stanęli, za to jaz trzek z nik zajęło miejsca w pierwsej ósemce. Potem było skakanie na duzej skocni – Pietrek Żyła zdobył pikny brązowy medal, zaś w pierwsej ósemce… tym rozem zmieścili sie syćka Polacy. A wcora było skakaknie druzynowe. I… o, Jezusicku! Złoty medal my wywalcyli! Pikny złoty medal! Cy jesce pół roku temu ftosi sie spodziewoł, ze wkrótce bedziemy mieli najlepsom druzyne skocków na świecie? W Polsce – chyba nifto. Za to w Austrii – wyglądo na to, ze spodziewoł sie tego jeden cłowiek. I to on piknie nasyk chłopaków na te mistrzostwa wyryktowoł. I teroz chyba kozdy sie ze mnom zgodzi, ze najpikniejsy Austriak w historii Polski to pon Stefan Horngacher. Haj.

Ba dowiedziołek sie tyz, ze w związku z tymi całymi mistrzostwami wśród polskik działacy narciarskik dosło do sarpacki. O co posło? Ano o to, ze był jesce miesany konkurs skoków. Miesany, to znacy taki, ze kozdo reprezentacja wystawiła po śtyrek zawodników – dwók chłopów i dwie dziewcyny. No i Polski Związek Narciarski ukwalowoł, ze my w tym konkursie udziału brać nie bedziemy. To dobrze cy źle? Pon Sławomir Hankus, trener nasej zeńskiej druzyny, w wywiadzie z ponem redaktorem Łukaszem Jachimiakiem pedzioł, ze barzo źle. No bo momy dwie siumne 16-latki, Kinge Rajde i Anne Twardosz, ftóre całkiem piknie skacom. Chociaz nie jaz tak daleko jak ik kolezanki z Miemiec, Austrii cy Japonii. Ba kie Kamil Stoch cy Maciek Kot tyz mieli po sesnoście roków, to kany im było do najlepsyk skocków? Heeej! Jak z Ochotnicy do Myślenic! Abo jesce dalej. Cyz więc nie worce było dać dziewcynom sansy oswojenia sie z występami na wielkiej imprezie? Moze kieby im dano, to za pare roków stałyby sie mistrzyniami? Fto wie?

Ba kierujący Polskim Związkiem Narciarskim pon Tajner pedzioł w rozmowie z ponem Pawłem Wilkowiczem, ze to jesce nie jest ten cas, coby polskie dziewcyny jeździły na mistrzostwa. Niek sie jesce poucom skakania. A poza tym to byłoby niesprawiedliwe, kieby zajęły w tym Lahti jakiesi pikne miejsce, ba zawdzięcałyby je nie sobie ino piknie skacącym kolegom z druzyny.

I fto mo racje? Pon Hankus cy pon Tajner? Nalezało wysłać skacące narciarki do Lahti cy nie? Jo se myśle, ze nalezało. Bo kieby tamok pojechały – byłby jesce jeden złoty medal. A wiecie cemu? Bo wystarcyłoby odpowiednio wykorzystać Pietrka Żyłe. Ale nie jako skocka tym rozem. Jego miejsce byłoby na widowni, dokładnie na wprost skocni. Siedziołby se tamok i godoł. O cym? Niewozne. O cymkolwiek.

Nie wiem, fto w polskiej druzynie skakołby pierwsy. Załózmy, ze Anna Twardosz. I wte działoby sie tak: Ania ryktuje sie do skoku, piknie siado na belce startowej, poziro w dół, a tamok… widzi godającego Pietrka.

– Na mój dusiu! – myśli se Anecka. – O cym ten Pietrek gwarzy? Pewnie godo cosi fajnego, bo on przecie wse straśnie fajnie śpasuje. Ino boki ze śmiechu zrywać! No to dalejze! Muse jak najdalej hipnąć, coby jak najsybciej móc go posłuchać.

I Anecka odpycho sie od belki, zjezdzo po rozbiegu, skace, a potem… heeej! Leci, leci, leci, leci… O, Jezusicku! Rekord skocni pobijo! Skace dalej, niz potela był w stanie skocyć jakikolwiek chłop! A to syćko z chęci jak najsybsego wysłuchania Pietrkowego godania.

Następny skace – powiedzmy – Maciek Kot. Siado na belce startowej, poziro w dół i – tyz spostrzego godającego Pietrka.

– Na mój dusiu! – myśli Maciek. – O cym ten Pietrek tamok gwarzy? Pewnie godo cosi fajnego.

I zaroz tyz piknie pobijo rekord skocni – abo przynajmniej wyrównuje ten Aneckowy. Kie po nik skacom Kamil Stoch i Kinga Rajda – dzieje sie dokładnie to samo. Oboje skacom sakramencko daleko, bo fcom jak najsybciej posłuchać śpasującego Pietrka. I tak oto, ostomili, w tej koedukacyjnej konkurencji mieliby my pierwse miejsce. I Mazurek pona Dąbrowskiego piknie by tamok zagroł o jeden roz więcej. Bajako.

Tak więc piknie udowodniłek, ze w sarpacce między ponem Hankusem a ponem Tajnerem racje mioł ten pierwsy. A jeśli cosi ponu Hankusowi mógłbyk zarzucić, to ino to, ze był zbytnim pesymistom. W zbocowanej przeze mnie rozmowie z redaktorem Jachimiakiem pedzioł on, ze kieby Polska wystawiła swojom druzyne do konkursu miesanego, to mieliby my sanse na ósme miejsce. Na mój dusiu! Jakie ósme! Pierwse by było! Kieby zrobiono tak, jako pedziołek, byłoby pikne pierwse. Hau!

P.S.1. W najblizsy wtorek, 7 marca, momy Profesoreckowe imieniny. No to zdrowie Profesorecka! 🙂

P.S.2. 13 marca – momy imieninowo-urodzinowe święto: Hortensjeckowe imieniny i Małgosieckowe urodziny. Zdrowie Hortensjecki i Małgosiecki! 🙂

P.S.3. 17 marca zaś – analogicne podwójne święto: tym rozem Zbyseckowe imieniny i Jędrzejeckowe urodziny. Zdrowie Zbysecka i Jędrzejecka 🙂

P.S.4. A 19 marca – Józefickowe imieniny som. Zdrowie Józeficka! 🙂

28.02.2017
wtorek

Bułka, kawa, masło

28 lutego 2017, wtorek,

Na pewno słyseliście nie roz, jak ftosi godo: „Dla mnie to bułka z masłem”. Mozliwe zreśtom, ze sami tak casem godocie. Ale co właściwie te słowa znacom? Cy to, ze zrobienie cegosi jest równie proste jak zjedzenie kajzerki abo inksej bagietki z piknym masełkiem? Jeśli tak – to fciołbyk zauwazyć, ze nie wse jest to łatwe. Bo przecie jeśli bułka jest cerstwo, i to juz tak, ze zęba wbić sie w niom nie do – to chyba zjedzenie jej do najłatwiejsyk rzecy nie nalezy. Bajako. Ba moze tutok idzie o to, ze zjedzenie bułki z masłem działo tak, jak kiesik na Adasia Małysza działała bułka z bananem? Cóz, tak tyz moze być. Ale w takim rozie jo se myśle, ze zamiast: „bułka z masłem” nalezałoby zacąć godać: „kawa z masłem”. Cemu? A bo niedowno na tipy.interia.pl nolozłek takie oto pytonie: Czy wiedziałeś o tym, że kawa może sprawić, że spalisz setki kalorii w bardzo krótkim czasie?

Zaroz potem – pikno odpowiedź: Oczywiście, tylko wtedy, gdy dodasz do niej masło. […] Kombinacja ta zwiększa produktywność i kreatywność człowieka na cały dzień. […] Silna kawa zwalcza zmęczenie, chroniczne bóle, spala tłuszcz i kalorie. Kawa z masłem przyspiesza metabolizm i daje energię do działania na cały dzień. Bądź jednak ostrożny, powinieneś używać tylko niesolonego, naturalnego i niekonserwowanego masła z krowiego mleka, gdyż to ono da najlepsze rezultaty.

Na mój dusicku! A więc problem, fto nad kim wierchuje, margaryna nad masłem cy masło nad margarynom – zostoł wreście piknie rozwiązany. Wierchuje masło. Masło i ślus! No bo skoro to, co mozno dodawać do kawy, musi być naturalne i niekonserwowane z krowiego mleka, to nojdźcie mi kogosi takiego, fto z mleka umie wyryktować margaryne. Tego nawet mojo gaździna nie umie, choć ona z krówskiego mlecka ryktuje rózne rzecy dłuzej, niz istnieje obchodząco niedowno swój jubileus Polityka. I rózne pikne sery ryktuje, i śmietane, i serwatke, no i pikne masło tyz, ale margaryny – ani łyzecki. Haj.

Jedno ino mi sie w takiej kawie z masłem nie widzi. Mianowicie to, ze tako miesanka spala tłuszcz i kalorie. A mi akurat na spalaniu tłuscu i kalorii nie zalezy. Bo jak bede jo cherlawy – to wiatrowi łatwiej bedzie zdmuchnąć mnie z perci. A jak pon minister srodowiska pozwoli powycinać syćkie drzewa na Turbaczu i okolicnyk wiersyckak, to wiater – nie napotykając na opór lasu – bedzie duł jesce mocniej. Więc jo tym bardziej nie moge se pozwolić na bycie chuderlakiem. Bajako.

Ale niekze ta. Niedostatek wagi wse mozno nadrobić, wykradając gaździnie więcej kiełbasy. Za to ten pikny fakt, ze maślano kawa daje energię do działania na cały dzień – barzo mi sie podobo. Bo w ten sposób moge mieć jesce więcej sił zarówno do odganiania wilków od owiecek, jak i do wyłudzania kanapek od turystów. Tak więc nie wiem, jak wy ostomili, ale jo te kawe z masłem pokwolom. Pokwolom piknie! Haj. Jedno rzec mnie ino tutok frasuje. No bo… krucafuks… kawa z masłem… hmm… kawa z masłem… Jak cosi takiego wyryktować? Jak niby miołbyk jo posmarować kawe masełeckiem? Cy ftosi mo jakisi pomysł? Hau?

P.S.1. Ostomili, w ostatni wtorek piknie Jagusickowe imieniny my mieli. No to zdrowie Jagusicki! 🙂

P.S.2. A co momy 3 marca? Ano Fusilleckowe urodziny. No to zdrowie Fusillecki! 🙂

28.01.2017
sobota

Malorz

28 stycznia 2017, sobota,

Poźrejcie ostomili, piknie pytom, na ten oto obraz.

Poźreliście? I jak? Podobo sie wom?

Cóz… Niezaleznie od tego, coście se o nim pomyśleli, jedno musicie piknie przyznać: to nie jest ot taki sobie zwycajny kicz w stylu „Jelenie na rykowisku”. Jest to racej dzieło, ftóre zmuso do pomyślunku. Tak na pierwsy rzut oka moze sie wydawać, ze przedstawio ono jakisi bohomaz. Jeden wielki bohomaz i nic poza tym. Ale zaroz potem nachodzom wątpliwości – cy aby na pewno? Przybocmy se choćby hyrnego polskiego malorza – pona Romana Opałke. Jak jego obrazy wyglądały? Ano… jedno cyferka, drugo cyferka, trzecio cyferka… Krucafuks! Same cyferki! Od wierchu do dołu i od prawego brzega do lewego. Z pozoru te jego obrazy to były jakiesi cyferkowe śmietniki Ale… ino z pozoru. Bo prowda jest tako, ze te cyferecki ryktowały układy, ftóre miały swojom piknom logike. Haj. Moze więc obraz, ftóry wom przedstawiłek, to tyz nie jest bezsensowno zbieranina plam, ino tkwi w nim jakosi ukryto myśl? Myśl, ftóro dlo mądrej głowy jest jak najbardziej mozliwo do wyłuskania? Moze autor rozumowoł podobnie jak ten Pitagoras z opowieści najsłynniejsego góralskiego filozofa, jegomościa Tischnera z Łopusznej: Mądremu taki malunek wystarcy, a dlo głupiego skoda malować. I ślus.

Na mój dusiu! Nie wiem, co pedziołby o tym syćkim jakisi pikny koneser malarstwa, ale tak na mój owcarkowy łeb… nie mozno być pewnym nawet tego, jaki kierunek w śtuce to dzieło reprezentuje. Moze to abstrakcja? Moze konceptualizm? Moze pop-art? A moze to zupełnie nowy kierunek, jesce nie nazwany i jego nazwe dopiero trza wyryktować?

W kozdym rozie sam fakt, ze telo pytań wokół tego dzieła sie ryktuje, świadcy o tym, ze musi być ono nietuzinkowe. I co by nie godać, jego twórca mo juz pewnom renome. Niecałe dwa tyźnie temu w galerii Rupla w Helsinkak otwarto piknom wystawe jego prac. Fto fce uwidzieć je na własne ocy – mo cas do 12 lutego, bo do tego dnia właśnie wystawa bedzie trwała. Mozno tyz przy okazji zakupić jeden z eksponatów, ale ostrzegom – tanie one nie som. Cena nieftóryk z nik sięgo kilku tysięcy euro. Ocywiście w porównaniu z hyrnymi słonecnikami pona Van Gogha to nie jest zawrotno suma. Ale trza bocyć, ze pokiela pon Van Gogh zył, to nifto nie fcioł jego obrazów nawet za darmo. Więc fto odgodnie, kielo te dzieła z Rupli bedom kostowały za sto abo za dwieście roków? Moze nawet spadkobierców Felka znad młaki nie bedzie na nie stać? Fto wie? Haj.

No ale pewnie fcielibyście dowiedzieć sie wreście, kim jest ten malorz? Domyśliliście sie juz zapewne, ze skoro mo wystawe w Helsinkak, to musi zyć w Finlandii. Ale jak ten Fin sie nazywo? Ukońcył jakomsi akademie śtuk piknyk cy jest samoukiem? Wzoruje sie na jakimsi mistrzu cy idzie własnom ściezkom artystycnom? No to niekze wreście piknie go wom przedstawie. Ostomili, poznojcie niekonwencjonalnego, niebanalnego, nieśtampowego artyste: oto on – w całej swojej malarskiej okazałości. Hau!

P.S.1. Jak fcecie, to mozecie tyz se o tym malorzu pocytać. Po polsku tutok, a po angielsku tutok abo tutok.

P.S.2. A w najblizsom niedziele – piknie świętujemy, ostomili. Bedzie to dzień rocnicy ślubu Anecki i Pona Aneckowego. Zdrowie Poństwa Aneckowyk! 🙂

P.S.3. Cy Motylecek jest z nomi? Ocywiście, ze piknie jest cały cas! A 4 lutego jego urodziny bedom. No to zdrowie Motylecka! 🙂

13.01.2017
piątek

Kozice na Paśportak

13 stycznia 2017, piątek,

Rok temu opowiedziołek wom, ostomili, jak to pojechołek na Paśporty Polityki wroz z tatrzańskimi niedźwiedziami. Wkrótce potem Basiecka – w komentorzu z 18 stycnia, godziny 8:38 – zaproponowała, cobyk na następnom takom gale zabroł… kozice. I cóz… Właściwie to cemu nie? Cy one w cymkolwiek som gorse od miśków? Ano nie som. Telo ino, ze… był jeden problem. Przetransportować niedźwiedzie z Podhola do Warsiawy nie było jaz tak trudno, bo tej zywiny w Tatrak jest niespełna śtyry tuziny. Kozic natomiast… po polskiej stronie Tater zyjom całe setki, a po słowackiej – jesce więcej setek. Więc nawet jak pomyślołek, ze ino te polskie zabiere, to i tak – jak dlo jednego ino przewodnika – robiła sie z tego sakramencko licno wyciecka. Bajako.

Ba licyłek po cichu na to, ze skoro Basiecka wpadła na ten pomysł z kozickami, to moze tyz załatwi im syćkim jakiesi bilety do tej Warsiawy? I wiecie co? Załatwiła! Piknie załatwiła! Zdobyła 394 bilety na pociąg do stolicy! I to w dodatku na przedziały sypialne pierwsej klasy!

Biletów było telo, kielo trza. Bo wprowdzie teroz w polskik Tatrak oficjalnie zameldowanyk jest 385 kozic, ale osiem kozicek ze strony słowackiej dowiedziało sie o tyk Paśportak i one tyz fciały pojechać. W sumie więc ik było 393. No a bilet trzysta dziewięćdziesionty cworty – był dlo mnie.

W poniedziałkowy poranek 9 stycnia przybyłek w Tatry i z piknom pomocom Maryny Krywaniec skrzykłek syćkie polskie kozicki i tyk pare słowackik. Potem udali my sie do Zakopanego. Nie cudowali ludzie, kie na zakopiańskik ulicak uwidzieli cały kierdel kozic? Ano… kapecke cudowali. Ale ino kapecke. Bo uznali, ze skoro niedźwiedzie juz od pewnego casu schodzom z gór i zaglądajom do miasta, to niby cemu kozice nie miałyby tego robić?

Piknie dotarli my do dworca kolejowego. Pociąg juz na nos cekoł. I zgodnie z planem rusył w droge punktualnie o godzinie 16:44. Zgodnie z planem tyz – o 4:44 dojechoł do Dworca Centralnego we Warsiawie. Casu mieli my jesce sporo. Do Paśportów pozostawało ponad piętnoście godzin. Postanowili my więc, ze pozwiedzomy se miasto. No i pozwiedzaliśmy. Ino warsiawiacy furt przyglądali sie nom z zaciekawieniem. Cóz, setki kozic chodzące po stołecnyk ulicak to racej nie jest codzienny widok. Jako juz pisołek ku Tanakeckowi 10 stycnia o godzinie 15:26, wielu myślało, ze ta zywina przyjechała po to, coby iść protestować pod Sejmem. Swojom drogom… zastanawiom sie teroz… ze skoro w Komitecie Obrony Demokracji cosi sie ostatnio pokiełbasiło, to moze przydołby sie jakisi Kozitet Obrony Demokracji? Chyba bede musioł kiesik o tym z kozickami pogodać. Haj.

No nic. Połazili my se po tej Warsiawie, połazili, a z wiecora posli ku Teatrowi Wielkiemu.

– Jaki pikny teatr! – zakwyciły sie kozicki, kie uwidziały ten wielki hyrny gmach. – Świnica to moze nie jest, Kościelec tyz nie, mimo syćko jednak pikny.
– Dobra, krzesne i krześni – zwróciłek sie do moik rogatyk kompanów. – Teroz przyseł cas pomyśleć, jak wy syćka dostoniecie sie do środka.
– Moze przez dach? – zaproponowały kozice. – Hipniemy na wierch tej budowli, a wy od środka nojdźcie jakomsi klape cy inkse drzwi na dach i piknie nos wpuścicie.
– A docie rade dostać sie na sam wierch tego budynku? – spytołek.
– Do kogo to godocie? – oześmiały sie kozice. – Do zywiny, dlo ftórej codziennościom jest śmiganie po pionowyk turniak?

No przecie! Ale głuptok ze mnie! Dlo wos, ludzi (nie mówiąc juz o nos, psak), wdrapanie sie po ścianie warsiawskiego Teatru Wielkiego to byłby nie lada wycyn. Nielicni z wos moze daliby rade to zrobić, ale pewnie nieźle by sie przy tym natrudzili. Natomiast dlo kozicek – to była łatwizna. Nim zdązyłek cokolwiek pedzieć – one juz były na górze. Powspinały sie bez najmniejsego wysiłku.

– Na co cekocie, krzesny? – zacęły wołać do mnie z góry. – Chodźcie ku nom, bo zacyno sie nom tutok kotwić.

Nie zwlekołek dłuzej. Pohybołek do teatru. I starając sie nie rzucać ludziom w ocy, zakrodłek sie do środka. Na scynsćie nolezienie wyjścia na dach nie zajęło mi zbyt duzo casu. Kie je nolozłek, to otworzyłek piknie i rozejrzołek sie wokoło. Uwidziołek, ze jestem na wierchu lewego skrzidła teatru. Kozice dojrzały mnie i pognały syćkie w mojom strone. Juz miały zacąc włazić do środka, kie nagle… stało sie cosik, cego sie nie spodziewołek. Usłysołek, ze ftosi tutok idzie. Jacysi ludzie! O kruca! Pochłonięty sukaniem wyjścia na dach, nie zauwazyłek, ze paru zaprosonyk na Paśporty gości dostrzegło mnie i zaciekawiło sie, kany lezie ten wielki bioły owcarek. Tyk ludzi było najwyzej dziesięciu. Ale kie wysli na dach i uwidzieli nagle tłum kozic, to zaroz zacęli wydzwaniać do kogo popadło i kwolić sie, ze właśnie ujrzeli cosi niesamowitego. Nietrudno było przewidzieć, ze zaroz ściągnom tutok kolejni ludzie. I ocywiście ściągnęli. Zacęła sie normalno pielgrzymka na dach Teatru Wielkiego. Rzec jasno syćka cudowali, w jaki sposób pikne górskie kozice nolazły sie w samym środecku Warsiawy. Więksość uznała, ze pewnie w teatrze ryktowane jest nowe przedstawienie abo Halki, abo Harnasiów i jakisi awangardowy rezyser wpodł na pomysł, coby sprowadzić na nie prowdziwyk dzikik mieskańców Tater w charakterze zywej dekoracji.

W tym tłumie ludzi było niemało fotoreporterów. Od rozu zacęli pstrykać zdjęcia. I – z zawodowego przyzwycajenia – wołali przy tym do kozic: Pani kozico! Tutaj spojrzeć proszę! Proszę spojrzeć w lewo! Tutaj! Tutaj! O, tak!

Pstryk! Pstryk! Błysk! Błysk! Krucafuks!!!

Ci, co zawodowymi fotografami nie byli, chycili smartfony abo inkse ustrojstwa i zacęli se robić selfia na tle tatrzańskiej zywiny. Kozdy kryncił sie to tu, to tam, coby wypaść na swoim selfiu jak najlepiej. Ludzie wpadali na siebie co kwila. Furt ftosi kogosi nawoływoł. Straśny harmider sie zrobił. Haj.

– Krzesny! Co tu sie dzieje? – zawołały ku mnie kozice. – Cemuście sprowadzili tutok telo ludzi?
– Jo nikogo nie sprowadzołek – broniłek sie. – Sami przyśli.
– No to teroz hybojcie na dół i na najwyzsym piętrze pod tym dachem pootwierojcie syćkie okna.
– Okna? Po co?
– Nimo casu na wyjaśnienia. Wartko lećcie je otwierać!

Nic z tego nie rozumiołek. Po kiego diaska mom otwierać okna? Zeby wpuścić mróz z pola? Przecie tutok mo sie odbyć wręcanie Paśportów, a nie przedstawienie Królowej Śniegu. No ale niekze ta. Zbiegłek na dół, na najwyzse piętro skrzidła, we ftórym sie nojdowołek. Były tamok jakiesi biura cy cosi w tym rodzaju. Hybołek od pokoju do pokoju i po kolei otwierołek syćkie okna. Kapecke ik było. Ze dwajścia chyba. Kie juz otworzyłek ostatnie… nagle usłysołek dobiegający z zewnątrz straśliwy krzyk:
– Aaaa…!!!
A zaroz potem:
– Auć!

I po kwili przez dopiero co otwarte okno wpodł jakisi pon. Na mój dusiu! Fto to był? Poźrełek na niego. Ooo! Poznołek! Wy, ostomili, pewnie tyz go znocie z telewizji.

Ba za kwilecke znów dało sie słyseć, ino tym rozem kapecke dalej:
– Aaaa…!!! Auć!

Pohybołek do inksego pokoju. Okazało sie ze tamok wpadła przez okno jedno poni. Tyz znano z telewizji.

A potem znów:
– Aaaa…!!! Auć!
– Aaaa…!!! Auć!
– Aaaa…!!! Auć!

I po kozdym takim „Aaaa…!!! Auć!” do środka wpadoł jakisi cłek. Jednyk poznowołek, inksyk nie, a jesce inksi wydawali mi sie skądsi znani, ino nie mogłek se przybocyć skąd. Na mój dusicku! W sumie z piętnostu ludzi tak powpadało! Abo i sesnostu. Syćka praskali w podłoge, ba zaroz podnosili sie, rozcierali obolałom po upadku rzyć, a potem… chwiejnym pocątkowo krokiem wychodzili z pokoi na korytorz. Wyglądali na skołowanyk. Jo zreśtom tyz skołowany byłek. No bo nijak nie mogłek pojąć, jak oni syćka dostawali sie utok przez okna najwyzsego piętra? Fruwali cy jak? Po kwili przez te okna zacęły wskakiwać… moje kozicki! Tyz wylazły zaroz na korytorz. A jak ino wylazły… to zaroz tyk kilkunostu ludzi rzuciło im sie na syje. Zacęli przytulać sie do nik, boskać je i wołać:
– Zbawczynie nasze! Ocaliłyście nas! Kochane koziczki! Dzięki wam jesteśmy uratowani!

Na mój dusiu! Nigdy nie słysołek o tym, coby w Tatrak choć roz spotkanie kozicy z cłowiekiem wyglądało w taki właśnie sposób. Moze to od tego smogu we Warsiawie ludzie zgłupli? – zacąłek sie zastanawiać. A na głos zawołołek:
– Hej! Cy ftosi wyjaśni mi, o co tutok idzie?
– Juz piknie wyjaśniomy, krzesny – pedziały kozice. – Kie na dachu pojawił sie tłum ludzi, ftórzy zacęli pstrykać zdjęcia i ryktowali przy tym straśliwy tumult, my od rozu pomyślały, ze na takiej wysokości, ka nimo zodnyk zabezpieceń, moze to sie skońcyć niescynściem. Dlotego właśnie kazały my wom zejść i pootwierać okna. W tym samym casie cynść z nos zajęła stanowiska na ciągnącym sie nad oknami gzymsie. No i kie – zgodnie z nasym przewidywaniami – ci najmniej ostrozni ludzie zacęli spadać, to my, stojąc na owym gzymsie, tak trykały ik w locie rogami, coby trafiali prościutko w otwarte okna.
– Ha! – zaciekawiłek sie. – Naprowde tkwiąc na wysokiej pionowej ścianie mozno spadającego cłowieka tryknąć tak, coby nadać mu odpowiedniom trajektorie?
– Radząc se na co dzień ze stromiznami, nabywomy rózne umiejętności – pedziały kozice. – Zreśtom poźrejcie na wynik nasej kozickowej akcji ratunkowej: licba uratowanyk – sesnoście, licba – nieuratowanyk – zero.
– Aha… – pomaluśku wreście zacąłek sie syćkiego domyślać. – Cyli jak słysołek krzyk „Aaaa!”, to właśnie ftosi spadoł, a kie słysołek „Auć!”, to wskutek wasyk tryknięć?

Kozice potwierdziły.

– A zostoł jesce ftosi tamok na dachu? – Fciołek sie upewnić, ze nikomu nie grozi juz niebezpieceństwo.
– Nikogo. Pozostali ludzie, zrozumiawsy, ze przebywanie w takim miejscu to nie śpasy, wycofali sie i wrócili do środka.

Nagle rozległy sie dzwonki zapowiadające, ze paśportowo gala wkrótce sie rozpocnie. Syćka pognali ku widowni. Jo z kozickami tyz. Po drodze ci ocaleni przez kozice spotkali sie z tymi, ftórzy przed kwileckom tyz byli na dachu, ale opuścili go normalnom drogom, a nie powietrzno-okiennom. Ci drudzy odetchnęli z ulgom, kie dowiedzieli sie, ze tym pierwsym nie stało sie nic złego i ze zodnyk karetek pogotowia wzywać nie trza.

Kie juz noleźli my sie na widowni, kozice zajęły miejsca na ostatnim balkonie. Wiadomo – dlo tej wysokogórskiej zywiny im wyzej, tym lepiej. Kapecke skoda ino, ze tak odległyk od sceny miejsc nie ukwyciły kamery, kie transmisja z tegorocnej gali sła na zywo w TVN-ie. No ale trudno.

Jo z kolei usadowiłek sie mozliwie najblizej pona Henryka Sawki (on tyz był wśród zaprosonyk i siednął se w cwortym rzędzie, w fotelu numer 36), bo pomyślołek, ze przy takim ponu powinno być wesoło. No i było! Cały cas śpasowoł! Haj.

Zacęła sie urocystość. Po kolei ogłasano, fto zdobył Paśport w jakiej kategorii. Cy miołek swojego faworyta? Ano miołek. Poniom Anne Smolar, ftóro – jak dowiedziołek sie od poni Owcarkowej – jest sakramencko sympatycnom osobom (choć pozostali nominowani – myśle, ze tyz). Tak więc my oboje piknie kibicowali poni Annie. No i… wygrała! Na mój dusiu! Piknie wygrała! Dostała pikny Paśport w kategorii teatr.

Ocywiście była tyz naso Poni Dorotecka, ftóro jak zwykle wręcała Paśport w kategorii muzyka powozno. Tym rozem trafił on w ręce barzo fajnej dyrygentki – poni Marzeny Diakun. Fto jesce zostoł laureatem – tego, jeśli jesce nie wiecie, bez trudu dowiecie sie przez Gugla abo inksego Binga.

Kie ujawniono juz syćkik zwycięzców tegorocnej edycji, tradycyjnie popytano ik, coby wesli na scene i piknie zapozowali do wspólnego zdjęcia. No i zacęli wchodzić. TVN w tym momencie zakońcyło transmisje, coby nadać film Tłumaczka ze śwarnom poniom Kidman. Ale na mój dusiu! Kieby ta transmisja potrwała jesce choć pare minutek, to cało Polska uwidziałaby na ekranak telewizorów, jak współprowadząco gale poni Grażyna Torbicka podbiego jesce do mikrofonu i woło:
– Drodzy państwo, drodzy państwo! Nagrody już rozdane, ale… jeszcze kogoś należałoby tu nagrodzić. Niektórzy z was już doskonale o tym wiedzą, a niektórzy pewnie nie, ze tuż przed tą galą miało miejsce wydarzenie, które mogło się skończyć naprawdę tragicznie. Niespełna dwie godziny temu kilkanaście osób spadło z dachu tego teatru. Aż strach pomyśleć, jak musiałby się skończyć upadek z takiej wysokości. Ale… wszyscy zostali uratowani przez kozice, które widzę, że zajmują teraz miejsca na samym końcu widowni. Tylko i wyłącznie dzięki tym wspaniałym stworzeniom te kilkanaście osób nadal jest wśród żywych. Brawa dla dzielnych kozic! Nagrodźmy je owacjami na stojąco!

No i syćka na widowni powstali i zacęli bić brawo. Ocywiście najmocniej klaskali właśnie ci, ftórzy zawdzięcali siumnym kozickom zycie.

– Co ja mówię! – znów zabrała głos poni Grażyna. – Niech to będą owacje nie na stojąco, tylko na skacząco! Przecież kozice słyną nie z tego, że stoją, ale z tego, że skaczą po skałach.

Syćka uznali, ze to dobry pomysł. I zacęli skakać i klaskać jednoceśnie. O, Jezusicku! Naprowde syćka skakali! I młodzi, i starzy. I artyści, i dziennikorze. I organizatorzy, i goście. Po prostu syćka. Jaz ten cały teatr trząsł sie tak piknie, ze kieby nie wyryktowoł go tak solidny architekt jak pon Corazzi, to pewnie by sie rozlecioł. Bajako.

A potem… zwycajnie gala sie skońcyła, kozicki wróciły w Tatry, a jo wróciłek do swojej wsi pod Turbaczem. Ba teroz… tak se myśle – heeej! – ze jeśli kiedykolwiek powstonie ksiązka pod tytułem Historia owacji, to koniecnie powinna być w niej opisano ta, ftóro miała miejsce podcas tegorocnego rozdania Paśportów Polityki. Bo owacji na stojąco w historii tego świata zadziało sie juz wiele. Ale owacji na skacąco – to potela chyba jesce nika nie było. Ani w Polsce, ani w San Escobarze, ani w zodnym inksym kraju. Hau!

P.S.1. A pod ostatnim wpisem nowy gość do Owcarkówki przybył – Ozzecek. Powitać Ozzecka barzo piknie! 🙂

P.S.2. Zaś w następnom sobote, 21 stycnia, piknie se tutok poświętujemy. Bo w tym dniu bedom Jagusickowe i Kapisoneckowe imieniny. Zdrowie Jagisucki i Kapisonecki! 🙂

6.01.2017
piątek

Nie jedzcie stokrotek. Ani choinek

6 stycznia 2017, piątek,

Święta, święta i po świętak? Wcale nie! Bo po pierwse – trzej królowie docierajom do Betlejemu dopiero teroz (we kwili, kie wklejom ten wpis, pare kilometrów do przebycia pewnie im jesce zostało). Po drugie – prawosławni dopiero teroz majom Wigilie. A po trzecie – wedle starodownej tradycji – bozonarodzeniowy cas trwo jaz do 2 lutego. A więc w dalsym ciągu wesołyk – nadal trwającyk – świąt, ostomili!

Ba cóz. Prędzej cy później przyjdzie jednak taki dzień, ze piknie wystrojonom choinecke bedzie trza rozebrać. I co wte z niom zrobicie? Jeśli śtucno, to wiadomo – wepchniecie do komórki, coby znów pockała tamok do grudnia. A jeśli prowdziwo? Potela myślołek, ze mozecie jom abo wyrzucić, abo porąbać i spalić w piecu, abo – jeśli jest w donicce – piknie zasadzić kasi w lesie cy inksym ogrodzie. Okazuje sie jednak, ze jest jesce jedno mozliwość. Jak sie bowiem dowiedziołek, choinki, ftóre tradycyjnie tuz przed świętami sprzedawone som w polskik miastak, miewajom teroz przycepione do gałązek specjalne metki. Co mozno na nik uwidzieć? Ano rózne rzecy. Jeden z moik mailowyk znajomyk na metce swojego drzewka nolozł cosi takiego:

konsumpcja

No krucafuks! Oto dowód, ze wom, ludziom, zdarzo sie, ze… zjadocie swoje choinki! Bo jeśli nie – to jaki byłby sens marnowania farby drukarskiej na takie ostrzezenia?

Ba muse wom pedzieć, ostomili, ze jo sie w pełni z tymi ostrzezeniem zgadzom. Jo tyz myśle, ze nie powinniście jeść choinek. Cym takie jedzenie mogłoby grozić – na tym lepiej niz jo zno sie pon doktór Karczmarewicz z sąsiedniego bloga. Ale z całom pewnościom za zdrowom zywność tego uznać nie mozno (chociaz za ekologicnom – racej tak). Scególnie odradzom zjadanie choinki wroz z bombkami. Ale z mustardom, majonezem cy keczupem, posolonej cy posypanej cukrem-pudrem – tyz nie jedzcie. Pod zodnym pozorem nie próbujcie połykać w całości, nawet jeśli choinecka jest maluśko. Utknie wom w gardle – i niescynście gotowe. Nie wiem, kielo w śpitalnyk statystykak mozno noleźć pacjentów, któryk trza było ratować po zjedzeniu choinki, ale na pewno nie worce tej licby powięksać.

Tak więc jesce roz kieruje ku syćkim ludziom gorący apel: nie jedzcie choinek! Nie jedzcie! Takik ostrzezeń nigdy za wiele. Na mój dusicku! Jeśli udało mi sie choć jednego cłowieka odwieść od zamiaru zjedzenia własnej choinki – to znacy, ze ten wpis nie zostoł wyryktowany daremnie. Hau!

P.S. Moi ostomili. Jo za niedługo hybom w pobliskie Tatry. Po co? Ano coby zgodnie z downo juz powziętym planem – zebrać zyjące tamok kozice i wroz z nimi wyrusyć do Warsiawy. Pojedziemy se na kolejne rozdanie Paśportów Polityki, ftóre bedzie w najblizsy wtorek, 10 stycnia. Zdoje sie, ze tego dnia na TVN-ie, o godzinie 20:15, rozpocnie sie transmisja z tejze gali. Jeśli więc ftosi z wos bedzie oglądoł i nagle uwidzi wśród widowni jakiesi pikne kozicki – to bedziecie juz piknie wiedzieli, fto je tamok sprowadził. Bajako.

css.php