Janiołek Gapcio i jego sopka

Heeej! Rózne som na świecie sopki bozonarodzeniowe. Barzo rózne. Som sopki ogromne, som średnie i som mniejse nawet od tej rękawicki, do ftórej porównuje sie Poniezusa w jednej z najhyrniejsyk góralskik kolęd. Som sopki neapolitańskie, krakowskie, ruchome… Som tyz takie z prowdziwom zywinom… No a Pon Bócek, pozirając co roku na nie syćkie, pomyśloł se w końcu, ze worce w cas świąt Bozego Narodzenia wyryktować cosi podobnego w niebie. Zwołoł więc syćkie janiołki i pedzioł im, ze ogłaso wielki konkurs na najpikniejsom sopke.

A był wśród tyk janiołków taki jeden, co to na imie mioł Gapcio i – wedle dobrze poinformowanyk źródeł – był pierwowzorem jednego z krasnoludków z hyrnej filmowej bojki pona Disneya. No i ten Gapcio straśnie sie do tego konkursu zapalił. Zaopatrzył sie wartko w pikny gips i cięzko pracując cały dzień, wyryktowoł figurki małego Jezuska, Matki Boskiej, Świętego Józefa i śwarnyk owiecek.

– Ufff! – westchnął, kie juz zrobił sie późny wiecór. – Ledwo stoje. Niekze więc póde wreście spać. Ale jutro wstone z samiućkiego ranka i piknie pomaluje te figurki piknymi kolorowymi farbkami.

Nas siumny Gapcio połozył sie w swej janielskiej chatce, w piknym janielskim łózecku i usnął.

Społ, społ, ba kie zacynało świtać… obudził go jakisi hałas. Okazało sie, ze pod jego chatkom zacęto ryktować niebiańskie roboty drogowe.

– O, Jezusicku! – zawołoł janiołecek. – Jo chyba wcora ryktowołek te swojom sopke na równym, zapewniającym pełnom swobode ruchów terenie. Ino… cy przipadkiem ten równy teren to nie był sam środek ulicy biegnącej przy mojej chatce?

Pełen złyk przecuć zerwoł sie z wyrka i hipnął ku okienku. Na mój dusiu! Dokładnie w tej sekundzie, kie poźreł przez okno… po jego piknej sopce przejechoł niebiański walec drogowy. Janiołek operator walca nawet nie zauwazył, jakom wyryktowoł skode.


– E, chyba jakosi nierówność była na tej drodze – mruknął ino ku sobie. – Niekze ta, w końcu po to jest ten walec, coby syćko piknie wyrównoł.

I pojechoł dalej, nucąc beztrosko pod nosem takom jednom piosnke pona Młynarskiego.

Bidny Gapcio zaś, sakramencko zrozpacony, wyseł do pola. Poźreł na to, co jesce minute temu było piknom, choć jesce niepomalowanom, sopkom. Co by sie stało u nos na ziemi, kieby walec przejechoł po gipsowyk figurkak? Ano – syćko by zacęło wyglądać jak rozsypano mąka. Ten niebiański gips jest jednak inksy, duzo mniej kruchy a bardziej plastycny. Dlotego Gapciowo praca nie telo uległa znisceniu, co… spłascyła sie straśnie. Przybocowała teroz cosi w rodzaju cieniusieńkiej biołej płaskorzeźby. Ba tak cy siak – to pikne dzieło było zniscone. Bidny janiołek był przekonany, ze teroz w Ponobóckowym konkursie moze zająć ino ostatnie miejsce i dostać złoty medal.

Złoty? Bajuści. Bo trza wom wiedzieć, ostomili, ze w niebie – zgodnie z zasadom, ze ostatni bedom pierwsymi – ten, fto w jakiejkolwiek konkurencji zajmie ostatnie miejsce, dostoje złoty medal. Fto zajmie miejsce przedostatnie – dostoje medal srebrny. A fto trzecie od końca – brązowy. Co zatem zdobywo zwycięzca? Ano… palme ostatnieństwa. Haj.

– Jako pikno sopka! – załamany Gapcio usłysoł nagle za sobom pełen zakwytu okrzyk.
Obyrtnął głowe i… uwidzioł samego Pona Bócka.
– Pikno? – spytoł zdumiony janiołek. – Ponie Bócku ostomiły! Ten bioły placek, płaski jak Ziemia w casak przedkopernikańskik, mo być pikny?
– Pewnie ze tak! – rzekł Pon Bócek. – Syćkie sopki furt ryktowane som na jedno kopyto: figurki Świętej Rodziny, figurki pasterzy, figurki Trzek Króli… no i jesce jakiesi figurki o charakterze lokalnym. Na dobrom sprawe – pod względem formy to te syćkie sopki mało sie od siebie rózniom. Natomiast to, co jo tutok widze, to jest wreście cosi oryginalnego, a nie jakiesi bezmyślne powielanie oklepanyk wzorców! Prowdziwe nowatorstwo i sakramencko pikny powiew świezości w śtuce ryktowania sopek! Brawo, Gapciecku! Wygrołeś konkurs na najpikniejsom sopke!
– Wygrołek? – zdziwił sie Gapcio. – Zanim inkse janiołki pokońcyły swe prace konkursowe?
Pon Bócek sie oześmioł.
– Przecie jestem Ponem Bóckiem i wiem syćko. Więc wiem tyz, ze nifto nie do rady wyryktować lepsej sopki.

I tak oto janiołek Gapcio zostoł piknym zwycięzcom piknego świątecno-niebiańskiego konkursu. A syćkie inkse janiołki obiektywnie przyznały, ze zostoł nim zasłuzenie. Ba! Jego sopka podobała im sie tak barzo, ze tyz fciały takom mieć. Co wte Gapcio zrobił? Ano… ze był janiołkiem o złotym sercu, postanowił podzielić sie z kolegami. Połamoł te swojom zwycięskom prace na kawałecki, ftóre następnie piknie porozdowoł. Janiołki przyjęły dar, bo nie fciały robić Gapciowi przikrości, ale… nie barzo wiedziały, co z tymi kawałeckami zrobić. Dostać ino kawałek sopki zamiast całej, to tak jakby zamiast piknej ksiązki dostać ino jednom kartke. W końcu janiołki, z braku inksego pomysłu… po prostu zjadły to, co dostały. I telo. Głupio zrobiły? Niekoniecnie. Bo worce wom wiedzieć jesce jednom rzec: w niebie syćko jest jadalne. Jadalne i barzo smacne. Nawet gips. Bajako.

I stela właśnie, moi ostomili, narodziła sie nowo nie-świecko tradycja łamania opłatka na kawałecki, a następnie zjadania tyk kawałecków przez syćkik zgromadzonyk przy wigilijnym stole. No bo poźrejcie: bozonarodzeniowy opłatek najcynściej wyglądo jak tako gipsowo, cyli bioło płaskorzeźba betlejemskiej sopki. I mozno pedzieć, ze… kapecke smakuje jak gips. Co wcale nie znacy, ze jest niesmacny. Ba! Znom takik, co gwarzom, ze opłatek to najsmacniejso z wigilijnyk potraw! Cym to wytłumacyć? Ano właśnie niebiańskim pochodzeniem owego zwycaju. Po prostu smak opłatka jest dalekim bo dalekim, ale jednak piknym echem smaku piknego niebiańskiego gipsu. Haj.

I cóz. Nie wiem, cy syćka bedziecie w te święta dzielić sie z kimsi takim opłatkiem. Moze syćka, a moze nie? Ale niekze ta. Jak by tamok miało nie być, jo wom syćkim piknie zyce, coby syćko, co w te święta zjecie, było niebiańsko smacne. I coby cały ten świątecny cas był niebiańsko piknym casem. Zyce tego Abnegateckowi, Agecce, Alecce i Jerzoreckowi, Alfredzickowi, Alsecce, Amigeckowi, Andrzejeckowi, Anecce Chochołowskiej, Anecce Holenderskiej, Anecce Schroniskowej, Anonimowej Celebrytecce, Babecce, Badzieleckowi, Basiecce, Basiecce N, BlejkKocickowi, Bobickowi, Borsuckowi, Dezertereckowi, Emilecce, EMTeSiódemecce, Enzeckowi, Evecce, Fomeckowi, Fusillecce, Gosicce, Grazynecce, Grzesickowi, Helenecce, Heretickowi, Hokeckowi, Hortensjecce, Innocencickowi, Jagodecce, Jagusicce, Janickowi, Jarutecce, Jasieckowi Juhasowi, Jędrzejeckowi, Józefickowi, KaeSicce, Kapisonecce, Kiciafecce, Kiniecce, Maackowi, Magecce, MajsterKlepeckowi, Małgosiecce, Marcineckowi, Mietecce, Misieckowi, Moguncjuseckowi, Mordechajeckowi, Motyleckowi, Mysecce, Noboru Watayecce, Noweckowi, Observereckowi, Okonickowi, Olecce, Ontarieckowi, Orecce, Original_Replikeckowi, Paffeckowi, PAKeckowi, Plumbumecce, Poni Agnieszce, Poni Basi i Ponu Pietrowi wroz z Rudolfem, Poni Dorotecce, Poni Justynie wroz Maćkiem i Michałem, Ponu Jakubowi, Profesoreckowi, Radwickowi, Rosemarecce, Rózecce Wigelandecce, Sebastianickowi, Seiendeseckowi, Tanakeckowi, Teodorecce. Teresecce, TesTeqeckowi, Tubyleckowi, Ubukruleckowi, Verbenecce, Voltereckowi, Wawelokowi, Wawrzeckowi, Werbalisteckowi, Wiecnościecce, Witoldeckowi, Yanockowi, Zbyseckowi, Zeeneckowi, Zzakałuzeckowi, no i w ogóle wselkiemu ludzkiemu i zywinowemu stworzeniu.

Wesołyk Świąt! Hau!