Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

3.12.2016
sobota

Coby były biołe święta

3 grudnia 2016, sobota,

Wcora jeden ceper z jednego miasta przysłoł mi pare zdjęć, ftóre zrobił zaledwie pare godzin wceśniej, w barzo pikne i barzo śniegowe – jak sami mozecie uwidzieć – przedpołudnie.

DSCN5097

DSCN5099_01

DSCN5101

I zadoł mi pytanie: Owczarku, czy możesz coś zrobić, żeby właśnie taki śnieg jak dzisiaj był na moim osiedlu w Boże Narodzenie? Krucafuks! Cy jo wiem, co mozno zrobić? Wy, ludzie, od pocątku istnienia swojego gatunku, więcej zastanawialiście sie nad tym, jak sprowadzić dysc niz śnieg. Kielo to siamanów z róznyk plemion i na róznyk kontynentak próbowało sie z tym problemem uporać! Kielo to naukowców furt sie nad tym głowi! Chociaz… kasi wycytołek, ze ftosi jednak wynolozł sposób: ot, wystarcy wywiesić przed chałupom pranie – i jest więcej niz pewne, ze zaroz zacnie piknie padać. Haj.

No ale sposobu na biołe święta, cyli na marzącego sie zarówno ponu Bingowi Crosby’emy, jak i ponu Elvisowi White Christmasa – to jo niestety nie znom. A! I jesce ponu Sinatrze tyz. No ale tak cy siak – nie znom i ślus.

Armatki śniezne racej nie wystarcom, coby problem rozwiązać. Chyba ze na małym kawałecku pola ino. Tutok bardziej potrzebno by była śniezno bomba atomowo. Ba cało bida w tym, ze najpierw trza by takom bombe wynoleźć.

Chociaz… Hmm… Wiecie co, ostomili? Przybocowuje mi sie taki stary śpas, jak turysta pyto górola:
– Gazdo, jak wy to robicie, że zawsze tak trafnie przepowiadacie pogodę?
– A, słuchom prognozy w radiu i godom na odwyrtke – pado górol.

Jo wiem, ze to ino śpas. Ba tak jak w kozdej bojce jest podobno ziorko prowdy, to… w kozdym śpasie moze tyz? Ostomili! Jo se myśle, ze juz teroz te syćkie meteorologi powinny zacąć godać, ze w te święta temperatura bedzie plusowo. Ze na polu bedzie barzo brzyćko, ze bedzie dysc padoł i ze wse bedzie ino błocko straśliwe, za to śniegu – ani kapecki. Niek syćkie prognozy radiowe i telewizyjne furt powtarzajom, ze nimo nawet najmniejsyk sans na to, coby w Wigilie cy Boze Narodzenie spodł choć jeden maluśki płatecek śniegu. I wte… bocując, jak te prognozy sie sprawdzajom, to – krucafuks! – jo se myśle, ze moze sie udać! No to słuzby meteorologicne – do dzieła! Na 24, 25 i 26 grudnia przepowiadajcie pogode tak, jako godom. Bo jeśli nie – to bedzie waso wina, jeśli znowu cało Polska nie bedzie miała w te święta piknego śniegu. Hau!

P.S.1. Ale u nos w Owcarkówce, w najblizsom niedziele, pogoda na pewno bedzie barzo pikno. Bo w tym dniu Basieckowe imieniny bedom. Zdrowie Basiecki! :)

P.S.2. I w poniedziałek tyz tutok bedzie barzo pikno pogoda – bo bedom urodziny Zbyseckowe. Zdrowie Zbysecka! :)

10.11.2016
czwartek

Fto wygro za śtyry roki?

10 listopada 2016, czwartek,

I cóz. Nie popytali mojej gaździny o pomoc – i przegrali. A przecie wystarcyło popytać i wygraliby piknie. Ba niekze powtórze to, co Witoldecek pedzioł pod poprzednim wpisem w Owcarkówce: Mam jednak nadzieję, że silna amerykańska demokracja to przeżyje. Tyz tak mi sie widzi. Demokracji, budowanej i pielęgnowanej przez pokolenia od 240 roków, 4 miesięcy i 6 dni, nie do sie tak łatwo zburzyć w śtyry roki. Nawet jeśli burzyć jest łatwiej niz budować. Cemu akurat o śtyrek rokak godom? No bo za telo właśnie bedom w Hameryce kolejne wybory prezydenckie. Wybory, we ftóryk zreśtom wcale nie musi być tak, ze pon Trump bedzie kandydowoł ponownie. No bo skoro jako polityk jest on na rozie jednom wielkom niewiadomom i skoro nifto tak naprowde nie umie pedzieć, cego nalezy sie po nim spodziewać, to fto wie, co on zrobi? Moze cosi, co doprowadzi do piknego impiczmenta, ftóry wykwateruje go z Biołego Domu duzo sybciej, niz sie ftokolwiek spodziewo? A moze juz po paru miesiącak prezydentowanie zacnie go nudzić, więc podo sie do dymisyjej? Zdziwilibyście sie? Bo jo – ani kapecke.

Ale moze tyz być zupełnie inacej. Moze juz na drugi dzień po zaprzysięzeniu powysyło on imienne zaprosenia do syćkik Meksykanów? I powie, ze to, co godoł o murze wzdłuz meksykańskiej granicy, dotycyło granicy meksykańsko-gwatemalskiej? A kie twierdził, ze to Meksyk za ten mur zapłaci, to mioł na myśli hamerykański stan Nowy Meksyk?

Heeej! Tak cy siak… za te śtyry roki mojo gaździna – tak jak i teroz – bedzie kibicowała temu kandydatowi, ftóry bedzie mioł więksom ochote chronić Polske przed ponem Putinem. A kie taki kandydat popyto gaździne o pomoc – to ona nie odmówi bliźniemu i pomoze piknie. Ino właśnie popytać trza. No i byleby w tym 2020 rocku gaździna była w równie dobrym zdrowiu, jako jest dzisiok. Postarom sie więc jesce lepiej o niom dbać. Na przikład zacne wykradać jej więcej kiełbasy nic potela. Tako kiełbasa jest przecie tłusto, więc dlo zdrowia nie za dobro. Bajako.

No to wyciągom Smadnego Mnicha i – z myślom o następnyk wyborak prezydenckik w Hameryce – piknie wypijom zdrowie gaździny mojej. God bless America and mojo gaździna!* Hau!

P.S. Ale i za pare dni, 15 listopada, pikno okazja do napicia sie tutok bedzie. Bo to dzień Mageckowyk urodzin. Zdrowie Magecki! :)

* No właśnie – jak bedzie gaździna po angielsku? Housewife? E, bez sensu. To juz mountainhousewife byłoby chyba lepiej. Ino – kruca – kapecke za długie z kolei. Haj.

7.11.2016
poniedziałek

Fto wygro w Hameryce?

7 listopada 2016, poniedziałek,

Moi ostomili, odpowiedź na to pytanie jest barzo prosto. Jeśli śtab poni Clinton wartko popyto mojom gaździne o pomoc – wygro poni Clinton. Jeśli nie popyto – wygro pon Trump. Hau!

P.S. Ba następnego dnia po hamerykańskik wyborak u nos w Owcarkówce z całom pewnościom bedzie piknie. Bo bedom Aneckowe urodziny! Zdrowie Anecki! :)

31.10.2016
poniedziałek

Zycenia

31 października 2016, poniedziałek,

Niedowno piknie zakwolołek Noweckowi ksiązke pona Pinkwarta o ponu Witkacym. Jest to ksiązecka, ze ftórej mozecie wiele sie dowiedzieć nie ino o hyrnym właścicielu Firmy Portetowej, ale tyz o Zakopanem, tym downiejsym i… tym dzisiejsym. Jo na przikład dowiedziołek sie tego, ze fto przyjedzie na wakacje do tej piknej stolicy Skalnego Podhola i bedzie fcioł odwiedzić tamtejsy hyrny smyntorz na Pęksowym Brzyzku, ten… bedzie musioł zapłacić. Duzo? Na scynście mało. Ale bedzie musioł. Haj.

Swojom drogom to dziwne, ze jo wceśniej nic o tym nie wiedziołek. Rzec jest nienowo, bo ukwalowano ponad dwa roki temu. Ale jak widać – choć z mojej wsi do Zakopanego daleko nie jest, to jednak nie syćkie nowinki spod Giewonta dochodzom pod Turbacz.

Jo to pocątkowo miołek nadzieje, ze pon Pinkwart ino śpasuje z tymi opłatami. Ba postanowiłek sprawdzić. Wartko pohybołek do Zakopanego. Posłek ku temu piknemu smyntorzowi i… o kruca! Faktycnie! Stoł tamok jeden pon i broł dutki za wstęp.

Więcej na ten temat dowiecie sie na przikład ze stron Gazety Wyborczej, ka napisali między inksymi, ze opłaty […] wprowadził proboszcz parafii Najświętszej Rodziny przy Krupówkach, która zarządza cmentarzem na Pęksowym Brzyzku. […] Dzieci do lat siedmiu zwolnione są z opłat. Biletów nie muszą też kupować mieszkańcy powiatu tatrzańskiego – czytamy w komunikacie parafii. […] Także osoby, których bliscy krewni są pochowani na Pęksowym Brzyzku, a mieszkają poza powiatem tatrzańskim, nie będą musiały płacić za wstęp.

Na co tak w ogóle te opłaty idom? Oficjalnie – na utrzymanie smyntorza.* Cóz, intencja niby pikno. W końcu pon Waldorff, pokiela zył, tyz zbieroł dutki na podobny cel, telo ino, ze nie pod Giewontem, bo na warsiawskik Powązkak. I syćka go za to kwolili. Ba nic mi nie wiadomo o tym, coby stawoł on w smyntornej bramie i kozdego wchodzącego zatrzymywoł, godając: „Ej, panocku, fcecie tutok wejść? No to najpierw dojcie pare złotówecek na ratowanie powązkowskik zabytków. A jak nie docie – to nie wejdziecie. I ślus.”

Od siedemnostu roków pon Waldorff jest juz tamok, ka nifto nie umiero, a jak nifto nie umiero, to i smyntorzy nimo. Więc teroz juz ten pon nie moze takik zbiórek ryktować. Ba tutok na ziemi, w kozdy Dzień Syćkik Świętyk, furt wielu znanyk ludzki kultury – na Powązkak we Warsiawie, na Smyntorzu Rakowickim w Krakowie, a moze i jesce kasi? – robi to samo, co robił ten hyrny pisorz i krytyk muzycny. Jednak tak samo jako on – zachęcajom ludzi do dawania pieniązków, ale nie zmusajom. Cemu więc w Zakopanem nie moze być podobnie, ino cłek stoi przed wyborem: abo zapłaci, abo precki z Pęksowego? Jo wiem, ze w wielu miejscak dutki rządzom. Ale – o, Jezusicku! – zeby na smyntorzu tyz? To sie w moim owcarkowym łbie nie mieści. Zreśtom nie ino w moim. Godołek z jednym koniem we wsi. W jego głowie – choć przecie mo duzo więksom niz jo – tyz sie nie mieściło.

I cóz… niedługo momy 1 i 2 listopada. W te dni solenizantami bedom między inksymi ci, co na Pęksowym Brzyzku lezom: jegomość Stolarczyk, stary Sabała, pon Chałubiński, pon Makuszyński, „Ujek” Krzeptowski, „Dziadek” Marusarz, pon Witkiewicz (ocywiście ten starsy, bo z pochowaniem tamok młodsego – wiadomo jak było)… Heeej! Długo by jesce wymieniać.** Cego więc zycyć tym syćkim Ccigodnym Solenizantom? Ano… zyce, coby dutków na utrzymanie ik grobów nigdy nie zabrakło. Ale niek bedom to dutki dawane z chęci, a nie z przymusu. Bo tak mi sie jakosi widzi, ze tyk z przymusu – to zoden z nik nie fce. Hau!

* Ino wte… powstoje pytanie: do kogo właściwie te opłaty powinny trafiać? Pon Pinkwart zauwazo, ze parafia wprowdzie jest gestorem cmentarza parafii Najświętszej Rodziny w Zakopanem, ale zarozem od lat opiekę nad cmentarzem sprawuje młodzież ZSP [Zespołu Szkół Plastycznych] im. A. Kenara oraz Towarzystwo Opieki na Zabytkami. (M. Pinkwart, Wariat z Krupówek. Wagant, Nowy Targ 2015, s. 207).
** Fto mo ochote, ten dłuzsom liste pochowanyk na Pęksowym Brzyzku nojdzie w Wikipedii. Ino trza bocyć, ze na przikład taki grób pona Zaruskiego jest tamok ino symbolicny.

14.10.2016
piątek

Baca łapie pokemona

14 października 2016, piątek,

Krucafuks! Wiecie, kie w tym roku zesłek z holi wroz z moim bacom i owieckami? Ano… tydzień temu dopiero. A przecie potela to my wse na Świętego Michała, cyli 29 września, wracali do wsi. Co takiego sie stało, ze tym rozem zrobili my to dopiero w październiku? Na mój dusiu! Syćko przez takik dwók młodyk turystów, co to wesli do nasej bacówki, a po kwilecce… wybiegli z przeraźliwym krzykiem. Zaroz potem wyskocył mój baca, wymachując ciupagom. Nie pobiegł za nimi, ino od rozu sie zatrzymoł. Ci jednak tego nie zauwazyli i przerazeni pognali ślakiem ku Turbaczowi. Pewności nimom, ale cosi mi sie widzi, ze mogli pobić rekord w biegu z nasej holi na ten pikny wierch. Haj.

Cemu baca ik tak pogonił? Nie ino jo byłek zdziwiony. Juhasi tyz. Syćka trzej zaroz pohybali ku bacówce.

– Baco? Cemuście przepędzili stela tyk dwók bidoków? – spytali.
– Dlo ik bezpieceństwa – wyjaśnił baca.
– O, Jezusicku! – zawołali juhasi. – A niby jakie niebezpieceństwo miałoby im tutok grozić?
– Jakisi pantalon… abo pokrakon… abo popkornon… – baca podrapoł sie po głowie – Eee… zabocyłek, jak oni te beskurcyje nazywali.
– Baco! Moze pokemon? – domyślił sie Stasek Kowaniecki.
– O! Właśnie! – przybocył se baca. – Wyobroźcie se, ze ten ancykryst ukrył sie… w nasej bacówce! Od tyk dwók turystów sie o tym dowiedziołek. Pokazali mi jego obrazek w swoim fajfonie, cy jak to sie tam ustrojstwo nazywo. Godom wom – ten diasek wyglądo na straśliwom bestie! Więc co miołek zrobić? Pozwolić, coby zaatakowoł tyk dwók bidnyk bezbronnyk ceprów?
Juhasi oześmiali sie.
– Baco! Te pokemony to som nie ino tutok, ale na całym świecie! To po prostu tako gra, co sie nazywo Pokemon Go.
– Co!? Pokemon goły!? – zawołoł baca. – A więc mało, ze to krwiozerco wereda, to jesce w dodatku zbereźnik.
– Ale te pokemony som ino wirtualne – próbowali tłumacyć juhasi. – One… nie istniejom.
– E, nie róbcie ze mnie głuptoka! – oburzył sie baca. – Najpierw godocie, ze te psiekrwie som na całym świecie, a za kwilecke – ze nie istniejom. Lepiej idźcie pilnować owiecek, a jo spróbuje tego łotra dorwać.

Baca obyrtnął sie, wrócił do bacówki i zatrzasnął za sobom drzwi. Po kwili ze środka dało sie słyseć wołanie:
– Kaześ, beskurcyjo? Nie próbuj sie przede mnom chować, bo nic ci to nie do. Pewnie ukryłeś sie pod wyrkiem. Nie? No to pewnie za pucierom. Tyz nie? No to pewnie w skrzyni. Nojde cie, ty pukwo.

Pocątkowo juhasi mieli z tego syćkiego niezły ubaw. I spokojnie cekali, jaz bacy przejdzie. Ba minęło pare godzin… i nie przesło. Potem mijały dni… dalej nie przechodziło. Baca nikogo nie wpuscoł do bacówki, ino uporł sie, ze to on odpowiado za bezpieceństwo na holi, więc on sam musi pokemona dopaść. Społ krótko i wse pod drzwiami, coby intruz nie mógł sie przez nie wymknąć. Nie barzo wiadomo, co jodł. Pewnie od casu do casu łapoł cosi ze swoik oscypkowyk zapasów. Cudowoł ino, co to za spryciorz musi być z tego niepiloka, skoro furt tak skutecnie sie ukrywo.

Minął dzień Świętego Michała. Wrzesień sie skońcył. Juhasi juz sie nie śmiali, ino turbowali coroz bardziej. Zacęli sie obawiać, ze baca zwariowoł. W końcu postanowili:
– Jak do jutra nie przerwie on tej swojej polowacki, to jeden z nos pódzie do wsi po gaździne. Moze ona bedzie umiała cosi na to poradzić?

Na mój dusiu! Mojo gaździna nie moze, ale na pewno by cosi poradziła! Ino po co zawracać jej głowe i ciągać tutok na hole? Jest przecie prostsy sposób.

Coby więc zaoscędzić mojej gaździnie drogi… pohybołek do Nowego Targu. Wlozłek do pizzerii nalezącej do Felka znad młaki. I od rozu posłek do kuchni. Dzięki swemu psiemu nosowi bez trudu nolozłek siufladke, ka trzymane som maluśkie saszetki z keczupem. Za drobnom dopłatom dajom te saszetki klientom, coby mogli se zamówionom pizze piknie przyprawić. Nojdujący sie w kuchni personel był zaskocony mojom nagłom wizytom i…. chyba nawet kapeckie wystrasony. Zupełnie niepotrzebnie! Przecie odwiedziłek ik jo, a nie poni Gessler. Nie groziło im więc, ze cało Polska sie dowie, ze w tym lokalu keczup do pizzy podajom gościom w jakisik byle saszetkak.

Wartko wybiegłek z restauracji i najsybciej jak mogłek nazod pojawiłek sie na holi. Podesłek pod drzwi bacówki, ze ftórej furt dochodziły przekleństwa bacy rzucane przeciwko nieistniejącemu wrogowi. Zacąłek barzo, ale to barzo załośnie skowyceć.

– Pockoj, ty pokemonowe ścierwo – odezwoł sie baca. – Sprawdze ino, co przytrafiło sie mojemu psu. A potem dorwe cie wreście i prasne ciupagom.

Baca ostroznie uchylił drzwi. Telo mi wystarcyło. Jak pocisk armatni wpodłek do bacówki. Jaz przewróciłek przy tym bace, ale to ino niefcący. Wlozłek pod stojące przy ścianie wyrko i zacąłek straśliwie ujadać:
– Hauhauhauhahu!!!! Hauhau!!! Hau!!!

Przetłumacyć wom to na język ludzki? A, jak fcecie, to moge: „To jest takie tam sobie nic nie znacące scekanie, ale niewozne, bo baca i tak nie rozumie, co godom, ino bedzie myśloł, ze jo scekom na tego pokemona”.
I rzecywiście baca tak pomyśloł.
– Bier go, piesku, bier! – zawołoł. – Na mój dusiu! Ze tyz wceśniej na to nie wpodłek, ze najlepiej bedzie polować na tego fudamenta z pomocom psa.

W gymbie cały cas miołek te saszetke z keczupem. Teroz jom rozgryzłek, a zawartość rozprowadziłek swym jęzorem po kufie. Pustom saszetke wepchłek do nojdującej sie pod wyrkiem mysiej dziury. I wylozłek na wierch.

– A to co? – spytoł baca widząc, ze mom całom gymbe wymazanom krwiom… yyy, to znacy – Felkowym keczupem. – Piesku, cyzbyś ty pozorł tego potwora?
Zamerdołek ogonem.
– O, Jezusicku! – uradowoł sie baca. – Udało sie! Udało! Na holi nazod jest bezpiecnie!
A potem pedzioł:
– No, to pora zbierać owiecki i zejść na dół.

Ufff! Nareście. Mozno było w końcu piknie wrócić do wsi. No i wróciłek. Wroz z bacom, juhasami, owieckami i moimi owcarkowymi kompanami. Piknie wróciłek do gaździny, ftóro juz z kawałeckiem kiełbasy jałowcowej na mnie cekała. Dobrze wiedziołek, ze im bardziej gaździnie ckniło sie za mnom, tym więksy kawał jałowcowej ryktowała mi na mój powrót z holi. Tym rozem tej kiełbasy było więcej niz kiedykolwiek! Heeej!

Ba mom, ostomili, nadzieje, ze ta cało pokemonowo gra znudzi sie wom, ludziom, przed nadejściem wiosny? Bo i jo, i juhasi momy juz dosyć uganiana sie bacy za tymi wirtualnymi beskurcyjami. Dlotego syćkim pokemonom, ftóre w przysłym rocku choćby ino spróbowały zblizyć się do nasej holi, jo od rozu zawołom: „Precki!” Chociaz nie, one mogom nie znać polskiego, nie mówiąc juz o góralskim. No to zawołom im po angielsku: „Go!” I to bedzie mojo owcarkowo wersja Pokemon Go. Hau!

P.S.1. Zaległości w budowyk imprezak trza nadrobić. Pierwsom z nik – som urodziny Poni Dorotecki, ftóre były jesce przed Świętym Michałem, cyli 24 września. Zdrowie Poni Dorotecki! :)

P.S.2. Kolejne urodziny były 1 października – Wawelokowe. Zdrowie Waweloka! :)

P.S.3. A 2 października… ah! – co to był za ślub! Alecki z Jerzoreckiem! Zdrowie nasej Piknej Młodej Pary! :)

P.S.4. A juz hań… na Niebieskik Wierchak… 4 października Bobicek swe imieniny świętowoł. Ba my tutok uccijmy je tyz – zdrowie Bobicka! :)

P.S.5. No i 6 października znów być ślub – Jasiecka Juhasa. Zdrowie Poństwa Jasieckowyk! :)

P.S.6. Zaś 7 października podwójne święto EMTeSiódemecki było – urodziny i imieniny. Podwójne zdrowie EMTeSiódemecki! :)

5.09.2016
poniedziałek

Tropiąc pona Witkacego

5 września 2016, poniedziałek,

W Zakopanem, w Galerii Ponów Kulczyckik, jest teroz wystawa zatytułowano „Nineczka i Witkacy”. Jest to wystawa fotograficno. A jedynom nojdującom sie tamok niefotograficnom pamiątkom po tej hyrnej parze jest oryginał ik aktu ślubu. Więcej o tej całej ekspozycji mozecie pocytać se tutok.

Cy jo wom jom polecom? Cóz. Jeśli nie lubicie witkacowskik klimatów – to racej nie. Ba jeśli lubicie choć kapecke – i jeśli w najblizsyk tyźniak traficie pod Giewont – to myśle, ze nie pozałujecie, kie między jednom wspinackom na Świnice a drugom na Cyrwone Wierchy zajrzycie do tej piknej Galerii, co to przy Drodze na Koziniec se stoi (droga ta mo tak w ogóle jednom piknom zalete – jest tamok cicho i spokojnie, w odróznieniu od nie tak barzo odległyk Krupówek). Bajako.

Jo w kozdym rozie tamok byłek. Piknie udało mi sie zakraść do środka i obejrzeć syćko tak, ze nifto z personelu mnie nie zauwazył. I nawet wpisołek sie do księgi pamiątkowej! Choć nie było to łatwe. Nie mając takik rąk, jakie mocie wy ludzie, musiołek trzymać długopis w zębak. I przez to wpis wyglądo tak, jak wyglądo. Ale mom nadzieje, ze do sie go odcytać. Poźrejcie zreśtom:*

wpis

A jeśli ftosi z wos na te wystawe dotrze, to pod widocnom powyzej datom 24 sierpnia 2016 rocku moze obacyć mój wpis w oryginale. Cas jest do 9 października, bo do tego właśnie dnia wystawa mo trwać. Mom nadzieje, ze nie zamknom jej przed casem, tak jak zamkli inksom, tyz związanom z ponem Witkacym. Właściwie to ta drugo wystawa była poświęcono blizsej i dalsej rodzinie tego pona. Urządzono jom w hyrnej willi Koliba, ka piknie mieści sie Muzeum Stylu Zakopiańskiego. „Nie tylko Witkiewiczowie” brzmioł jej tytuł. A z tego oto plakatu wynikało, ze bedzie otwarto do 31 sierpnia.

– Piknie! – pomyślołek se, kie po wizycie w Galerii Kulczyckik uwidziołek ten plakat przy jednej z zakopiańskik ulic. – No to najpierw niekze hipne w góry odwiedzić Maryne Krywaniec, a potem – póde do tej Koliby.

Jako postanowiłek, tak zrobiłek. Odwiedziłek siumnom orlice…

Maryna

… a w piątkowy poranek wróciłek do Zakopanego i pohybołek do Koliby.

Koliba

Trza było ino pomyśleć, jak do niej wejść, coby zoden pracownik muzeuma mnie nie uwidzioł. Zanim wymyśliłek – pojawili sie jacysi turyści.
– O! Prawdziwy owczarek! – zawołali na mój widok. – Co ty tu, piesku, robisz?
– Hau-uuu! – odpowiedziołek.
– Mówisz, psinko, że zjadłbyś kiełbaski? – próbowali sie domyślić turyści i zaroz jeden z nik sięgnął do plecaka i pocęstowoł mnie – na mój dusiu! – piknym kawałeckiem jałowcowej! Cóz. Prowda jest tako, ze „Hau-uuu” w psim języku znacy: „Przysłek na wystawe poświęconom rodzinie Witkiewiczów”. Natomiast kiebyk fcioł pedzieć: „Piknie pytom o kawałecek kiełbasy”, to by zabrzmiało: „Hauhauu”. No ale skoro juz te kiełbasecke dostołek, to przecie nie mogła sie zmarnować. Zabrołek sie do jedzenia. Turyści tymcasem wesli do muzeuma. Dzięki swojemu piknemu psiemu słuchowi mogłek piknie usłyseć, jak godajom z pracownikiem Koliby.
– Dzień dobry. Przyszliśmy obejrzeć wystawę „Nie tylko Witkiewiczowie”.
– Ooo! Niestety… – westchnął pracownik. – Wystawy już nie ma.
– Nie ma? – zdziwili sie turyść. – Miała być do końca miesiąca.
– To prawda. Dyrekcja jednak postanowiła zakończyć ją kilka dni wcześniej.
– Ojej! Dlaczego?
– No… po prostu taka była decyzja – odpowiedzioł pracownik wymijająco i chyba ku jego uldze turyści nie nalegali na bardziej konkretnom odpowiedź.

A jo byk na ik miejscu nalegoł. No bo krucafuks! O co tutok sło? Jako było przycyna wceśniejsego zamknięcia wystawy? I dlocego pon z muzeuma nie fcioł tej przycyny wyjawić? Głowiłek sie nad tym straśnie… No, dobrze – najpierw skońcyłek jeść kiełbaske, a dopiero potem zacąłek sie głowić. I nagle… olśniło mnie. O, Jezusicku! Jedyne logicne wyjaśnienie jest takie, ze… to syćko mojo wina! Kie odkryto ten mój wpis do księgi pamiątkowej u Kulczyckik, to najwyraźniej ftosi powiadomił o tym dyrekcje Muzeuma Tatrzańskiego, ftóremu ta Galeria podlego. Dyrekcja pewnie nie była zakwycono, ze wśród zwiedzającyk Galerie nolozł sie pies. Zarozem musiała sie domyślić, ze skoro posłek na jednom wystawe związanom z ponem Witkacym, to moge tyz póść na drugom, tom w Kolibie, ftóro tyz podlego Muzeumowi Tatrzańskiemu. I dlotego właśnie, ostomili, te drugom wystawe tak wartko i znienacka zamknięto.** Kie se to uświadomiłek, nie dziwiło mnie juz, ze pracownik muzeuma wykryncoł sie przed turystami od powiedzenia prowdy. No bo co mioł bidok zrobić? Pedzieć, ze to syćko przez takiego jednego interesującego sie Witkacym owcarka? Turyści by pomyśleli, ze chłop abo zwariowoł, abo zwycajnie śpasuje. Haj.

Turbuje mnie teroz ino jedno rzec: co bedzie z kolejnymi wystawami, na ftóre mógłbyk mieć ochote sie wybrać? Cy jak ik organizatorzy dowiedzom sie o moik zamiarak, to tyz wartko bedom je zamykać? Na wselki wypadek mom dlo wos, ostomili, propozycje: jeśli bedziecie mieli w planak odwiedzić jakomsi wystawe na Podholu – uprzedźcie mnie o tym. Wte pockom, jaz najpierw wy jom obejrzycie, a jo wybiere sie na niom dopiero po wos. Dzięki temu wy piknie unikniecie niemiłej niespodzianki, a jo – nie bede mioł wos na sumieniu. Hau!

P.S.1. Najblizse święto w nasym budowym kalendorzu, to środa 14 września – Mieteckowe urodziny. No to zdrowie Mietecki! :)

P.S.2. A dwa dni później, 16 września, Dydyjeckowe imieniny bedom. A zatem zdrowie Dydyjecki! :)

* Telo ino, ze zbocując Regulamin Firmy Portrertowej powinienek był napisać, ze jo nie przyjmuje krytyki, a nie reklamacji (w nawiązaniu do paragrafu 3 owego Regulaminu). Pamięć zawiodła. Piknie przepytuje za ten błąd.
** A wskutek owego przedterminowego zamknięcia mozecie uwidzieć pod tym adresem ciekawostke: w tekście przecytocie, ze wystawa jest cynno do 24 sierpnia, ale obok owego tekstu… cały cas widnieje zbocowany przeze mnie plakat z informacjom, ze ona piknie trwo jaz do 31.

15.08.2016
poniedziałek

Kany te perseidy?

15 sierpnia 2016, poniedziałek,

Krucafuks! Syćkie media – i telewizorowe, i gazetowe, i internetowe – trąbiły na lewo i prawo, coby w noc 12 na 13 sierpnia nie iść spać, ino pozirać do wierchu, bo fto bedzie społ, ten przegapi piknie rozświetlające niebo roje perseidów. Nawet dwieście na godzine miało ik spadać. Haj. I co? I nic! Tej nocy jo postanowiłek nawet nie wykradać mojemu bacy Smadnego Mnicha. Piwo nie perseid, nie ucieknie – śpekulowołek – lepiej nie ryzykować, ze kie jo bede zakradoł sie do bacówki, to akurat w tym casie przeleci cały pikny kierdel tyk kosmicnyk cudeniek. A potem jaz do Świętego Michała owce by mi powtarzały, cobyk załowoł, ze nie uwidziołek tak niesamowitego widocku. Ale cóz… w te noc, ftóro miała być tako niezwykło, nad mojom holom uzbierało sie telo chmur, ze opróc nik nie było widać na niebie nic. Trudno – pomyślołek – moze w następnom nocke bedzie lepso widocność? Moze wte tyk perseidów bedzie juz nie 200 na godzine, ba ino jakiesi 190 – ale to tyz piknie.
Ba krucafuks! Przynajmniej nad mojom holom ta następno noc wcale nie była lepso od poprzedniej. Ta dzisiejso – podobnie. Furt ino rój chmur zamiast roju perseidów! I telo. Cy w kolejne nocki tak samo ma być? To niesprawiedliwe! Więc jo apeluje piknie do:
– Centruma Badań Kosmicznych PAN,
– Centruma Hewelianum,
– Instytutu Astronomii Uniwersytetu Wrocławskiego,
– Klubu Astronomicznego Almukantarat,
– Klubu Miłośników Astronomii i Astronautyki „ORBITA”,
– Koła Astronomicznego „Antares”,
– Kółka Astronomicznego przy I LO w Sulęcinie,
– Młodzieżowego Obserwatorium Astronomicznego im. K. Kordylewskiego w Niepołomicach,
– Obserwatoriuma Astronomicznego Królowej Jadwigi,
– Obserwatoriuma Astronomicznego UAM,
– Obserwatoriuma Astronomicznego UW,
– Pałucko-Pomorskiego Stowarzyszenia Astronomiczno-Ekologicznego Niedźwiady,
– Polish Space Professionals Association,
– Polskiego Towarzystwa Astronomicznego,
– Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii,
– Polskiego Towarzystwa Rakietowego,
– Pracowni Komet i Meteorów,
– Sekcji Astronomicznej Gwiezdne Wrota w Żaganiu,
– Siedleckiego Towarzystwa Miłośników Astronomii,
– Studenckiego Koła Astronautycznego…

Jo te syćkie organizacje i instytucje piknie pytom: zróbcie cosi, coby mozno było wreście te perseidy popodziwiać.* Nie godojcie ino, ze nie odpowiadocie za to, co widać na polskim niebie. Bo jak nie wy jesteście za to odpowiedzialni, to fto? Przecie nie Związek Baców! Haj. A jo fce wreście uwidzieć te perseidyyyy! Hauuuuuu!

P.S.1. Ba opróc narzekania na brak perseidów… mom tyz przyjemny komunikat: pod poprzednim wpisem do Owcarkówki zawędrowoł nowy gość – Witoldecek. Powitać piknie Witoldecka! :)

P.S.2. A za dwa tyźnie, 29 sierpnia, Anecka Schroniskowo imieniny bedzie miała. Ostomili, zdrowie Anecki! :)

* A ponojdowołek je tutok. Ba jeśli jesce ftosi w tym kraju odpowiado za widzialność perseidów, to ocywiście do tego kogosi tyz kieruje swojom prośbe.

9.08.2016
wtorek

Krzepi cy nie?

9 sierpnia 2016, wtorek,

Na mój dusiu! Półtora roku temu piknie gratulowali my poni Szaflarskiej przezycia caluśkiego wieku. Pół rocku temu – tego samego gratulowali my poni Helenie Kołaczkowskiej. A teroz… momy, ostomili, kolejnom siumnom stulatke. Choć tym rozem nie polskie zrodziło jom plemie, ino anglosaskie. Ale to nic. Niekze inkse narody tyz sie radujom, ze majom wśród siebie ludzi, ftórzy tak długo zyjom. Bajako. O kim godom? Ano o poni Olivii de Havilland. Nieco ponad miesiąc temu miała ona piknom okazje zdmuchnąć na piknym torcie równiusieńko sto świecek. Cy tak zrobiła – tego nie wiem, ale miała do tego prawo. Haj.

Być moze nie kozdy kojorzy se te poniom de Havilland. Ale kozdy chyba widzioł film Przeminęło z wiatrem? No więc ta śwarno i ślachetno Melania, przyjaciółka głównej bohaterki Scarlett, była grano właśnie przez poniom Olivie. Ta poni tak poza tym jest zdobywcyniom dwók Oskarów – za role w Najtrwalszej miłości i w Dziedziczce. Cobyk widzioł ftórysi z tyk dwók filmów – tego se przybocyć nie moge. Za to boce barzo piknie, jak grała ostomiłom pona Errola Flynna w dwók całkiem niezłyk westernak: Dodge City i Umarli w butach. I jesce w dwók – tyz całkiem udanyk – filmak kostiumowyk: Kapitan Blood i Przygody Robin Hooda. I w kozdej z tyk holiłudzkik produkcji była ona postaciom miłom, sympatycnom, ucciwiom, uprzejmom, ucynnom, grzecnom, dobrotliwom, no… jednym słowem: cukierkowom.* To dobrze cy źle? Cóz… Znocie pewnie takie powiedzenie „cukier krzepi”? Ba pewnie nie roz śpekulowaliście, kielo moze być w tym prowdy? Niby kozdy wie, ze fto zje cukier, ten mo więcej sił. Ba z drugiej strony… O, Jezusicku! Ten sakramencki węglowodan po pierwse psuje zęby, po drugie powoduje otyłość, po trzecie prowadzi do nadciśnienia, a po cworte fto zje go barzo duzo, temu robi sie niedobrze. Nieftórzy nawet nazywajom cukier biołom śmierzciom abo słodkom truciznom. No to jo piknie dziękuje za takie pokrzepienie od samiućkiej śmierztecki. Haj.

Ba z cukierkowościom bohaterek granyk przez poniom Olivie jest inkso rzec. One som słodkie, ba wiadomo, ze w przenośni, a nie dosłownie. Skoro więc ta hyrno aktorka, grając takie a nie inkse postacie, dozyła trzycyfrowego wieku, to… momy piknom odpowiedź na pytonie o krzepotwórce działanie cukru na krzepe. On krzepi, ostomili! Piknie krzepi! Pod jednym ino warunkiem – ze jest nie materialny, spozywcy, ino metaforycny. Bajako.

Jo więc piknie wom zyce, ostomili, coby nie brakowało wom tego metaforycnego cukru. Niekze wase zywobycie – przynajmniej casami – bywo piknie słodkie. Przesłodzone – moze niekoniecnie. Ale niek absolutnie nie bedzie niedosłodzone! Cemu wom tego zyce? Bo wiem, ze kie to sie spełni, to wte nie ino bedziecie scynśliwsi, ale tyz bedziecie dłuzej zyli. Fto wie? Moze nawet telo, co poni Szaflarska i poni de Havilland? Hau!

P.S.1. Pozirom w budowy kalendorz – i widze, ze 29 lipca Grzesickowe urodziny były. No to Smadne Mnichy w dłoń i zdrowie Grzesicka! :)

P.S.2.A potem, 6 sierpnia, były urodziny Basieckowe. No to Smadne Mnichy w dłoń jesce roz i zdrowie Basiecki! :)

P.S.3. Co zaś bedziemy mieli 10 sierpnia? Ano Plumbumeckowom rocnice ślubu i Wawrzeckowe imieniny. Więc chytomy Smadne Mnichy po roz kolejny i zdrowie Poństwa Plumbumeckowyk i Wawrzecka! :)

* Choć w zywobyciu prywatnym – róznie to bywało. Nie jest zodnom tajemnicom,ze poni Olivia miała straśliwe sarpacki ze swojom rodzonom siostrom, tyz hyrnom aktorkom, poniom Joan Fontaine. Sarpacki, ftórej kres połozyła dopiero śmierzć poni Joan. No ale to juz insko para kierpców.

11.07.2016
poniedziałek

Pon Trudeau pod Turbaczem

11 lipca 2016, poniedziałek,

Na mój dusiu! Najpierw TesTeqecek napisoł, ze pon Trudeau mo sie ze mnom spotkać. Potem Alecka dała do zrozumienia, ze takie spotkanie jest całkiem mozliwe. No i kie siedziołek se pod jałowcem i ryktowołek komentorz z zapytaniem, skąd oni bierom takie informacje, uwidziołek nagle, ze między smrekami na skraju holi krynci sie jakisi ceper. Zdziwiłek sie, bo było juz dosyć późno i o tej porze turyści to juz racej siedzom w schroniskak abo inksyk pensjonatak. Jesce bardziej sie zdziwiłek, kie uwidziołek, ze ten ceper… macho ku mnie rękom! Zamkłek laptopa nalezącego do Staska Kowanieckiego, jednego z juhasów mojego bacy. Odniesłek to ustrojstwo tamok, ka Stasek je ostawił. I zaroz pohybołek ku nieznajomemu.

– Witoj, owcarku! Miło cie widzieć! – zawołoł tajemnicy chłop. Godoł po angielsku, co ocywiście nie robiło mi róznicy, bo jo przecie rozumiołek go instynktownie.
– Pozwól, ze sie przedstawie – godoł dalej – jestem Justin Pierre James Trudeau, premier Kanady.

O, krucafuks!!! A więc jednak Alecka z TesTeqeckiem mieli racje! On naprowde przyjechoł spotkać sie ze mnom! Skoda ino, ze wte jesce nie wiedziołek, ze Magecka fciała go pozdrowić, bo kiebyk wiedzioł, to ocywiście piknie byk to zrobił w jej imieniu.

– Znom twojego bloga – pokwolił sie pon premier. – To znacy… jo sam go nie cytom, bo nie znom polskiego. Ale piknie mi go tłumacy jeden z moik doradców.

Na mój dusiu! No to teroz juz przynajmniej wiedziołek, skąd on mnie zno. Nadal jednak nie wiedziołek, po co tutok przybył. Ale wnet piknie sie to wyjaśniło, bo zaroz pedzioł:

– Wies co, piesku? Telo ześ na tym swoim blogu rozpisywoł sie o piknym smaku oscypka, ze jo zrobiłek sie straśnie ciekaw, jak taki serecek moze smakować? Dlotego mom ku tobie piknom prośbe: cy mógłbyś wykraść dlo mnie jednego oscypka od swojego bacy? Ino jednego. Piknie pytom. Barzo, ale to barzo fce wiedzieć, jak on smakuje.

No… wykraść mogłek. Cemu nie? Dziwiło mnie ino, dlocego nie pódzie on po prostu do bacy i se nie kupi? W końcu pon Trudeau to nie Felek znad młaki, więc racej nie idzie o to, ze skoda mu dutków. Ba on zdawoł sie cytać w moik myślak, bo zaroz pedzioł tak:
– Pewnie cudujes, cemu właśnie ciebie pytom o pomoc? Powiem ci. Jak na pewno wies, teroz jest scyt NATO. Syćka przywódcy natowskik państw siedzom we Warsiawie i ukwalowujom. Podcas jednej z przerw, w kuluarak, dowiedziołek sie, ze w polskim języku słowo „szczyt” oznaco nie ino spotkanie najwozniejsyk ludzi, ale tyz pikny wierscycek. Kie sie tego dowiedziołek, to pomyślołek o górak. A kie pomyślołek o górak, to przybocył mi sie oscypek. I nagle tak wielko chęć skostowania tego serka mnie nasła, ze nie mogłek wytrzymać. Musiołek koniecnie hipnąć w te wase polskie góry, coby zdobyć tego rarytasa. Po prostu musiołek i ślus!

Pokiwołek głowom ze zrozumieniem. A pon Trudeau kontynuowoł:
– Ba nie fce, coby potem ftosi sie mnie cepioł, ze jo se beztrosko ryktuje wyprawe po oscypki akurat wte, kie som tak wozne obrady. Dlotego postanowiłek, ze przy pomocy najbardziej zaufanyk ludzi wymkne sie nocom, odsukom ciebie i popytom o pomoc. A jak juz tego oscypka bede mioł, to przed świtem wróce do Warsiawy. Teroz juz rozumies, cemu zalezy mi na tym, coby zoden cłowiek mnie tutok nie widzioł?

Ocywiście, ze rozumiołek. Przecie kieby mój baca i juhasi dowiedzieli sie, ze przybył tutok premier zza Wielkiej Wody – to za godzine wiedziałaby o tym cało mojo wieś. A za dwie godziny – całe Podhole. I wte juz niewiele trza by było, coby dowiedziała sie o tym cało globalno wioska.

– Hau-u! – pedziołek, co w tłumaceniu na język ludzki brzmi: Ostomiły ponie premierze, zaroz piknie wom przyniesie najpikniejsego oscypka, jakiego ino nojde.

Pon Trudeau racej nie zrozumioł, co godom, ale chyba sie domyślił, ze zgadzom sie mu pomóc, bo pedzioł:
– Dzięki, piesku.

No i pohybołek ku bacówce. Wykradonie oscypka – jako chyba wiecie – to nie była dlo mnie pierwsyzna. Łatwo posło. Niezauwazony ani przez bace, ani przez juhasów wślizgłek sie do bacówki, a po kwili wysłek z niej z wielkim piknym owieckowym serkiem w zębak. Ino cy nie bedzie sie pon Trudeau brzydził skostować tego po mnie? Cóz, widocnie nie, skoro sam mnie pytoł o takom przysługe.

Nagle… od lasa dobiegło przeraźliwe wołanie:
– Help! Help! Oh, my God! Heeeelp!!!

O, Jezusicku! Co sie stało? Upuściłek oscypka i pohybołek ku lasowi. Pozirom i widze, ze – o, kruca! – pon premier jakby osaloł! Krzycoł i rzucoł sie od smreka do smreka! Cemu? Wnet to odkryłek. Cyrwone mrówki go zaatakowały! Chyba całe wielkie mrowisko oblazło tego bidoka!

– Jaki pikny zapach! Jaki pikny słodki zapach! – wołały mrówki. – Ino kany jest jego źródło?

Na mój dusiu! Syćko zrozumiołek. Pon Trudeau, jako rodowity Kanadyjcyk, był cały przesiąknięty zapachem swego narodowego specjału – syropu klonowego. To nie jest tak mocny zapach, cobyście wy ludzie byli w stanie go wycuć, ale my psy – owsem. No i mrówki – jak widać – tyz.

Zanim zdązyłek pomyśleć, jak pomóc niescynśliwcowi, nadbiegł mój baca z juhasami: Staskiem Kowanieckim, Wojtkiem Murzynem i Józkiem Smrekiem. Usłysawsy straśliwe wrzaski, przylecieli sprawdzić, fto to tak krzycy i cemu.

– Panocku, co sie dzieje? – zapytoł mój baca.
– Please! Help me! – wołoł pon Trudeau. – I’m attacked by the army of horrible ants!
– On godo chyba po angielsku? – odgodł Wojtek Murzyn.
– Bajuści – zgodził sie baca. – To pewnie Anglik, ftóry jest przeciw Brexitowi, więc coby nie noleźć sie poza Uniom, postanowił zamieskać w nasyk górak.
– Nie wiem, cy to Anglik, cy Hamerykanin, cy inksy Australijcyk – pedzioł Stasek Kowaniecki, ftóry jako jedyny cłek na tej holi umie godać w języku pona Johna Cleese’a i pona Rowana Atkinsona. – Wiem, ze potrzebuje pomocy, bo mrówki sie do niego dobrały.
– No to pomózmy! – pedzioł Józek Smrek. – Zbiermy z niego te maluśkie beskurcyje.

A to dobre! Pon Trudeau jako Telimena, a baca i jego juhasi jako pony Tadeusze!

– Mom lepsy pomysł – pedzioł baca. – Weźmy pona do watry. I potrzymojmy go w uchodzącym z tej watry gęstym dymie. Moze wte te weredy ucieknom?

Wnet baca ze Staskiem Kowanieckim chycili pona Trudeau za ręce, a Wojtek Murzyn z Józkiem Smrekiem za nogi. Pon Trudeau, furt gryziony niemiłosiernie przez te małe cyrwone diaski, miotoł sie straśnie. Ale górole pasający owiecki to silne chłopy – dali rade go utrzymać. I rusyli biegiem ku watrze. Ba zanim zdązyli do niej dobiec, mrówki zacęły godać między sobom:

– Dziwne. Cujemy na tym chłopie piknom słodyc, ale nijak nie mozemy jej noleźć. Ale… tutok jest śtyrek inksyk chłopów. Moze na nik nojdziemy cosi dobrego?

No i… o, kruca! Więksość tyk sakramenckik owadów zlazła z pona Trudeau i wesła na bace i juhasów! Teroz juz syćka stali sie ofiarami tyk ancykrystów. Kieby ftosi akurat przechodził przez mojom hole, uwidziołby niezwykły widok: pięciu chłopów – z cego jeden w garniturze, a śtyrek w góralskik portkak i flanelowyk kosulak – tarzającyk sie po ziemi i wzywającyk na pomoc Pona Bócka i syćkik mozliwyk świętyk.

Moi owcarkowi kompani – Harnaś, Dunaj i Modyń – podesli ku mnie zaciekawieni.

– Mozecie, krzesny, wyjaśnić, co sie tutok dzieje? – spytali. – I fto to jest ten niepilok, co wroz z nasym bacom i juhasami ryktuje tutok jakiesi dziwne akrobacje?
– To nie jest taki zwycajny niepilok – odpowiedziołek. – To pon Trudeau, premier samiućkiej Kanady. A to, co oni ryktujom, to nie som zodne akrobacje, ino obrona przed mrówkami, ftóre wymyśliły se, coby posukać u pona premiera syropu klonowego.
– A co to takiego ten syrop klonowy? – spytoł Modyń.

Głupie pytonie? Moze i głupie, ale dlo mnie – było ono jak jabłko, ftóre prasło pona Newtona w łeb. Wiedziołek juz, jak moge tym pięciu bidokom pomóc.

– To pikny przysmak, hyrny w całej Kanadzie – pedziołek. – Pon Trudeau fcioł przysłać tutok pare becek tego przysmaku. Ale chyba jednak nie przyśle.
– A to cemu? – spytoł Dunaj.
– Cóz… – rzekłek, a potem specjalnie zacąłek godać głośno i wyraźnie. – Pon Trudeau, dlo ftórego ochrona przyrody jest barzo woznom rzecom, fcioł sie jakosi przysłuzyć kawałeckowi polskiej przyrody. Jego wybór podł na cyrwone mrówki w okolicak Turbacza. Postanowił obdarować je klonowym syropem. Specjalnie przyjechoł tutok, coby osobiście zbadać, jak duzo tego syropu trza tutok przysłać. No ale skoro te mrówki potraktowały go tak, jak widzicie, to…
– O, Jezusicku! O, Jezusicku! – zacęły wołać mrówki. – Słysycie, co godo ten wielki kudłaty pies? Ostowmy tyk chłopów! Ostowmy ik wartko, bo inacej stracimy sanse na piknom dostawe piknego kanadyjskiego syropu!

No i zaroz pozłaziły i z pona premiera, i z bacy, i ze syćkik juhasów. I piknie, karnie, wróciły do mrowiska.

– Ufff! – cało piątka ocalałyk odetchła z ulgom.

Baca poźreł na pona Trudeau. Widząc, ze bidok ciągle jesce jest roztrzęsiony po tym, co przed kwileckom przezył, popytoł go, coby siodł wroz z nim i juhasami przy watrze i odpocął kapecke. Kanadyjcyk piknie przyjął zaprosenie. Siednął przy watrze i zaroz piknie zostoł pocęstowany Smadnym Mnichem, bundzem, kiełbasom, a przed syćkim… tym, po co tutok przybył – piknym oscypkiem!

I rozkrynciła sie rozmowa. Stasek ocywiście słuzył za tłumaca. Górole wypytywali przybysa, skąd jest, cym sie zajmuje i o rózne inkse rzecy. Pon Trudeau pedzioł, ze pochodzi z Hameryki Północej i ze z zawodu jest urzędnikiem państwowym. Na pozostałe pytania tyz odpowiadoł wymijająco, coby nie zdradzić sie, kim jest. Ino w pewnej kwili Józek Smrek nachylił sie do ucha bacy i sepnął:
– Baco, cy ten chłop nie jest przipadkiem podobny do tego kanadyjskiego premiera… Zaroz… Jak on sie nazywo? Wysiłko? Nie. Mozoło? Nie, tyz nie. O! Juz wiem! Trudo!
Baca pomyśloł kwilecke, po cym odsepnął:
– Owsem, kapecke podobny. Ale tamten mo scuplejsom kufe.

Faktycnie – pon Trudeau, po tym jak mrówki go pokąsały, był kapecke opuchnięty, zwłasca na kufie właśnie. Ba dzięki temu wyglądoł nieco inacej niz zwykle.

Heeej! Wyglądało na to, ze kanadyjskiemu gościowi barzo dobrze godało sie z górolami. Ale cóz – musioł wracać na te obrady NATO. Podniesł się więc, piknie podziękowoł za gościne i pedzioł, ze niestety musi rusać w droge, bo śpiesy sie na takie jedno barzo wozne spotkanie. No i pozegnoł sie z bacom i juhasami. A na droge dostoł jesce dwa pikne oscypki. Tak więc swój cel piknie osiągnął: skostowoł oscypka, ba zarozem udało mu sie pozostać piknym incognitem.

Ale wiecie co, ostomili? Przydałoby sie, coby ten pon Trudeau przysłoł teroz na mojom hole pare becek syropu klonowego. No bo po tym, co nagodołek głośno przy mrówkak, jeśli on tego syropu nie przyśle – mrówki bedom mnie miały za straśliwego kłamcucha! I wstyd bedzie straśny. Bajako. Skoro jednak jo piknie pomogłek ponu Trudeau… to mom nadzieje, ze teroz on pomoze mi. Hau!

P.S.1. A w łoński piątek, 8 lipca, były Babeckowe imieniny. No to zdrowie Babecki! :)

P.S.2. Zaś 22 lipca bedziemy mogli świętować Madgareckowe imieniny i Ponio-Agnieskowe urodziny. Zdrowie Madgarecki i Poni Agnieski! :)

P.S.3 A 26 lipca – bedzie świętowanie potrójne. Bo imieniny bedom miały Fusillecka, Anecka Holendersko i Anecka Schroniskowo. No to pikne zdrowie Fusillecki, Anecki Holenderskiej i Anecki Schroniskowej! :)

26.06.2016
niedziela

Dlocego pon Cameron powienien naucyć sie góralskiego?

26 czerwca 2016, niedziela,

Co teroz powinien zrobić pon Cameron? Jo se myśle, ze wartko naucyć sie góralskiego. Ale góralskiego polskik góroli spod Turbacza, a nie angielskik spod Scafell Pike. A kie sie naucy, to bedzie mógł przyjechać do mojej wsi i pogodać z mojom gaździnom. Heeej! Kieby do takiego spotkania dosło, to prowdopodobnie wyglądałoby ono tak…

Najpierw brytyjski premier pyto:
– Wiecie, ostomiło poni, fto jo jestem?
– No… – zastanawio sie gaździna – kogosi mi przybocujecie. Ale… chyba mom za duzom wyobraźnie.
– Niekoniecnie. Jeśli mocie na myśli premiera Davida Camerona, to mocie racje – bo to właśnie jo! – przedstawio sie gość.
– Na mój dusicku! – woło zdumiono gaździna. – Ale co taki ftosi jako wy miołby robić w nasej wsi? I jak to w ogóle mozliwe, ze wy umiecie godać po nasemu?
– Naucyłek sie wasej mowy na przyśpiesonym kursie – wyjaśnio pon Cameron. – Przybywom tutok w sprawie, ftóro jest ściśle tajno. Jeśli z nasej rozmowy nic nie wyniknie, to nifto poza mnom – i tak juz nie mającym nic do stracenia – nie moze być z tom sprawom kojarzony. Dlotego właśnie fce z womi godać w śtyry ocy, bez świadków i bez tłumacy.
– A, rozumiem – pado gaździna kiwając głowom. – Po tym syćkim, co sie zadziało, mocie ochote schować sie przed całym światem. Więc przyjecholiście ku mnie, cobyk spytała mojego chłopa, cy nie zatrudniłby wos u siebie jako juhasa. Dobrze godom?
– Jeśli sprawy dalej bedom sły w tym kierunku, we ftórym idom – mozliwe, ze wkrótce właśnie o to wos popytom.

O, Jezusicku! Ciekawe, jaki byłby z niego juhas, kieby naprowde dostoł prace u mojego bacy!

– Ale na rozie – pon Cameron godo dalej – fciołek popytać wos o pomoc w odwróceniu biegu wydarzeń.
– Jakik wydarzeń? – cuduje gaździna. – Chyba nie idzie wom o to, cobyk powstrzymała ten cały Brekzgrzyt, cy jak to sie tam nazywo?
– Właśnie o to mi idzie – pado pon Cameron. – W wos cało nadzieja!
– Panocku, wyście sie abo z Monty Pythona urwali, abo zeście wypili za duzo tego wasego angielskiego Ale – stwierdzo gaździna. – Co jo, prosto baba spod Turbacza, mom poradzić na to, ze 52 procenty wasyk ludzi nie fcom być w Unii?
– Nase tajne słuzby wnikliwie przeanalizowały syćkie mozliwe warianty – odpowiado pon Cameron – i wysło na to, ze najlepiej bedzie zwrócić sie o pomoc właśnie ku wom.
– A to ciekawe – pado gaździna. – W swoim własnym kraju nie miałak wpływu na wyniki wyborów do Sejmu, a w wasym mom cosi poradzić na wynik referenduma? I to wase tajne słuzby takom genialność wymyśliły? Po oglądnięciu filmów o Jamesie Bondzie jo miałak o nik lepse mniemanie.
– Gaździno, jak pomozecie, to zapłacimy wom telo, kielo ino bedziecie fcieli – obiecuje pon Cameron.
– Nie fce wasyk dutków – odpowiado gaździna. – O takik rzecak to godojcie z Felkiem znad młaki, nie ze mnom. Chociaz… kie kurs tego wasego funta polecioł na łeb, to i on nie wiem, cy bedzie fcioł z womi godać.
– Cyli nimo nadziei! – woło dramatycnie pon Cameron. I zaroz wzdycho, ale juz nie po góralsku:
– God, save the Queen and very, very, very poor British Prime Minister.

A potem… zacyno bidok ślochać. Płace jak małe dziecko. I co kwila wyciero roz ocy, a roz nochala w rękaw swojej elegenckiej marynarki. Gaździnie luto sie robi. Co by nie godać – jak bliźni przyseł pytać o pomoc, to nie po krześcijańsku by było odmówić.
– E, panocku, przestońcie juz, bo skoda tego wasego garnituru z Harrodsa cy kany wy tam zeście go se kupili – pado gaździna i głasce pona premiera po głowie. – No, juz dobrze, spróbuje wom pomóc. Nie obiecuje, ze mój plan sie powiedzie, ale posłuchojcie, jaki mom pomysł.
I gaździna opowiado ponu Cameronowi o swoim pomyśle…

Niedługo potem… we syćkik bacówkak na Podholu i w Beskidak następuje wielko mobilizacja. Syćka bacowie i juhasi bierom sie do ryktowania jak najwięksej ilości oscypków. A zywina piknie im pomago: owiecki zajadajom więcej trowy i pijom więcej wody, coby naryktować więcej mleka na oscypki, owcarki jesce pikniej niz zwykle pilnujom owiecek, coby nifto nie zakłócoł im spokoju w ryktowaniu tego mleka, nawet wilki rozumiom powage sytuacji i postanawiajom tymcasowo zrezygnować z polowań na bacowskie stada. Wkrótce do baców przybywajom agenci brytyjskiego wywiadu i wykupujom syćkie oscypki. A potem lecom nazod na swojom wyspe i rozjezdzajom sie po niej. Najwięcej ik jedzie tamok, ka było nawiękse poparcie dlo Brexitu. I co robiom? Ano stajom w miejscak, ka furt bywo duzo ludzi – w pubak, w sklepak, na targowiskak – wyciągajom pokrojone plasterecki oscypka i wołajom:
– Ludzieee! Ludzieee! Skostujcie piknego przysmaku! Zupełnie za darmo!
Ludzie podchodzom, bierom oscypki, próbujom i… wołajom:
– O, Jezusickuuu! Ale pycha! Cegosi takiego to my nigdy w swym zywobyciu nie jedli! Co to jest? Śniadanie angielskie? Śniadanie kontynentalne? Nie! To musi być śniadanie niebiańskie!
– Racej podhalańskie – wyjaśniajom agenci. – Jedzcie, pokiela mozecie, bo za jakiesi dwa roki juz nie bedziecie mogli tego jeść.
– A to cemu? – pytajom ludzie. – Takiego przysmaku momy być pozbawieni? To niesprawiedliwe!
– No, niestety – odpowiadajom agenci. – To jest ser z południa Polski. Teroz, kie jesce jesteśmy w Unii, bez trudu mozemy go tutok sprowadzać. Ba kie za dwa roki z Unii wyjdziemy – sprawa juz nie bedzie tako prosto.
– O, Jezusickuuuu! – jęcom ludzie. – Tak nie moze być! Uprzedzano nos, ze konsekwencje Brexitu mogom być przykre, ale ze jaz tak – tego nom nifto nie godoł! Pon Farage nos wyonacył! Trza powtórzyć to całe referendum! Powtórzyć i ślus!
I wnet licba podpisów pod petycjom o ponowne referendum rośnie z kilku milionów do kilkudziesięciu. Nifto juz nimo wątpliwości, ze głosowanie nad Brexitem musi sie odbyć jesce roz. Więc sie piknie odbywo. Ba tym rozem kartka do głosowania wyglądo kapecke inacej niz tutok. Teroz widnieje na niej pytonie: „Wielko Brytania powinna pozostać w Unii Europejskiej i zachować dostęp do oscypka cy powinna opuścić Unie Europejskom i stracić dostęp do oscypka?” Pod pytoniem dwie odpowiedzi do wyboru: „Pozostać i zachować” abo „Opuścić i stracić”.

Kielo ludzi moze być uculonyk na oscypki? Nigdy o tym nie myślołek, ale widzi mi sie, ze nie więcej jak jakiesi pół procenta. W takim rozie – 99,5% głosującyk Brytyjcyków wybiero te pierwsom opcje. I po kłopocie. Bajako.

Tak więc teroz wiecie juz, ostomili, cemu jo radze ponu Cameronowi, coby naucył sie góralskiego i pogodoł z mojom gaździnom. Jeśli fce odzyskać reputacje i przejść do historii brytyjskik premierów jako ten, ftóry bedzie dzielił hyr z ponem Churchillem, a nie wstyd z ponem Chamberlainem – powinien mnie posłuchać. A cy posłucho ? Cóz… to juz zalezy od niego. Hau!

P.S.1. Brexit Brexitem, a my tutok w budzie momy jutro pikne święto – Madgareckowe urodziny. Zdrowie Madgarecki! :)

P.S.2. Następnego dnia, cyli pojutrze, bedziemy świętowali Paffeckowe imieniny. Zdrowie Paffecka! :)

P.S.3. Lipiec zaś zacniemy od Oleckowego święta, bo to bedzie jej rocnica ślubu. Zdrowie Poństwa Oleckowyk! :)

css.php