4.12.2014
czwartek

Santaklosy i Mikołaj

4 grudnia 2014, czwartek,

Krucafuks! Cy wy, ostomili, tyz mocie dosyć tyk syćkik pseudoświątecnyk reklam w telewizji? Zwłasca tyk, ftóre zacęły nos atakować juz w pocątkak listopada, choć to przecie nie była jesce pora na bozonarodzeniowy nastrój? Bo jo od pewnego casu na juz na sam widok santaklosa w telewizyjnej reklamie zacynom tak groźnie warceć, ze chyba zasłuzyłek na tablicke z napisem: UWAGA – ZŁY PIES.

A tak w ogóle… ciekawe, fto wymyślił to słowo – “santaklos”. Fto by to nie był – jo temu komusi piknie gratuluje piknego pomysłu. Gratuluje mu dlotego, ze jest to barzo dobre określenie dlo tyk syćkik panocków, co to podsywajom sie pod Świętego Mikołaja nie w celak ślachetnyk, ino komercyjnyk. Trza ino bocyć, coby santaklosa nie mylić z Santa Clausem. Jedno i drugie brzmi niby podobnie, ale Santa Claus jest jak najbardziej w porządku – to prowdziwy, przyzwoity i oryginalny Mikołaj z krwi i kości (i z biołej brody tyz), telo ino, ze po angielsku. Haj.

A bliskie spotkanie z prowdziwym Świętym Mikołajem – juz wkrótce! Bo przecie pikny 6 grudnia bedziemy mieli niebawem! Nalezy sie wprowdzie spodziewać, ze bedzie tak jak zwykle, cyli ze nifto z nos tego siumnego Świętego nie uwidzi. Ale za to – tyz tak jak zwykle – w wielu domak bedzie barzo przyjemny ślad jego potajemnyk odwiedzin – pikne prezenty! Jedne okazałe, inkse skromne – ale syćkie pikne i warte więcej niz syćkie dutki na świecie!

Heeeej! I pomyśleć ino, ze choć momy juz XXI wiek, to furt istniejom jesce tacy ludzie, ftórzy naiwnie wierzom, ze… Święty Mikołaj nie istnieje. Próbujom przy tym zaklinać rzecywistość i ryktujom rózne pseudonaukowe dowody, coby samyk siebie przekonać, ze ik urojenia wcale nie som urojeniami. O, tutok na przykład nojdziecie barzo osobliwy wywód składający sie jaz z dziewięciu punktów. Trza przyznać, ze na pierwsy rzut oka – ten wywód brzmi nawet całkiem przekonująco. Ale ino na pierwsy rzut oka. Bo juz na drugi – piknie widać, ze sensu tamok nimo zodnego. Poźrejmy, ostomili, na punkt pierwsy. Co jest w nim napisane? Ano to, ze znamy 300000 gatunków ssaków – ale nie ma wśród nich ani jednej odmiany latającego renifera. Hahahahahahahahaha! O, Jezusicku! Haha! To mo być dowód na nieistnienie hyrnej reniferowej kompanii ciągnącej mikołajowe sanie? Hahaha! Haha! Przecie na całej kuli ziemskiej furt odkrywane som coroz to nowe gatunki zywiny. Nifto nimo wątpliwości, ze wiele jest jesce nieodkrytyk. Według naukowców – jak tutok pisom – na odkrycie czeka jeszcze od 3 do 12 mln gatunków. Część z nich to wciąż nieznane nauce ssaki. No i co? Jakom gwarancje moze nom dać autor rzeconego “dowodu”, ze pewnego dnia kolejnym nowo odkrytym gatunkiem ssaka nie okaze sie latający renifer? Odpowiedź jest prosto: zodnej! Zodnej i ślus.

Punktów 2-9 nawet nie fce mi sie tutok cytować. Fto mo ochote – ten poźre pod podanego przeze mnie linka i sam se przecyto. A cytować mi sie ik nie fce, bo na dobrom sprawe one syćkie sprowadzajom sie do jednego stwierdzenia – ze technicnie niemozliwe jest, coby jeden Mikołaj przy pomocy paru reniferów był w stanie w tak krótkim casie obdarować tak wielu ludzi. O, Jezusicku! Słodki Jezusicku! Na takie argumenty to ino ręce opadajom (a jeśli jest sie psem – to ogon)! Mało to juz ten świat widzioł rzecy “niemozliwyk” z technicnego punktu widzenia? Mało? Przecie sto roków temu technicnie niemozliwe było, coby cłowiek polecioł w kosmos. Sto pięćdziesiont roków temu technicnie niemozliwe było, coby cłowiek mógł latać w powietrzu jak pikny ptok. Dwieście roków temu technicnie niemozliwe było, coby pojeździć se jakimkolwiek pojazdem, jeśli nie ciągnął go koń abo inksy osiołek. Trzysta roków temu… i tak dalej.

Tak, tak, ostomili… Te syćkie “naukowe” dowody na nieistnienie Mikołaja, som warte telo, co popularny w średniowiecu “naukowy” dowód na to, ze Ziemia jest płasko (ukwalowujący, ze kieby była okrągło, to przecie ludzie by z niej pospadali). Haj.

No dobrze, a cy jo mom dowód na to, ze te syćkie prezenty, ftóre dzieci (ale nie ino one) nojdujom 6 grudnia pod poduskami, w butak abo skarpetak, som prezentami właśnie od Świętego Mikołaja? Ano mom! Pewnie ze mom! Poźrejcie ino – Mikołaj wcale nie jest najwozniejsym świętym. Som wozniejsi: Matka Bosko, Święty Pieter, Święty Paweł, Święty Jan Krzciciel… Długo by wymieniać. No i kieby tacy zwycajni ludzie mieli obdarowywać sie prezentami z okazji dnia jakiegosi świętego, to przecie jasne, ze wybraliby se ftóregosi z tyk najwozniejsyk. A jednak – te pikne podarki pojawiajom sie w dniu świętego barzo zacnego wprowdzie, ale jednak mniej woznego niz wielu inksyk. Więc tutok darcyńcom nie moze być zwykły cłowiek. Nie moze i ślus. Zarozem musi nim być ftosi, dlo kogo 6 grudnia jest dniem scególnym. A dlo kogo ten dzień jest scególny? To przecie jasne – dlo tego, fto jest jego patronem. Haj.

Ocywiście zyjemy w wolnym kraju. Więc fto woli wierzyć w bojke, ze Mikołaja nimo – ten mo do tego pełne prawo. Nie zmienio to jednak faktu, ze to jest ino bojka. Tako samo jak ta o Cyrwonym Kapturku i wilku. Zoden powozny i rzetelny naukowiec nie zaprzecy, ze Święty Mikołaj istnieje. Dlotego fto jest zwolennikiem twardyk naukowyk dowodów, ten w najblizsom sobote bedzie spodziewoł sie prezentów nie od rodziny, nie od znajomyk… ino samiućkiego Świętego Mikołaja. Hau!

P.S. Ba w przeddzień piknyk Mikołajek… tyz momy pikny dzień… Zbyseckowe urodziny! A zatem zdrowie nasego Zbysecka! :D

30.11.2014
niedziela

Jest jesce lepiej!

30 listopada 2014, niedziela,

Mom dobrom wiadomość, ostomili. Barzo dobrom! Niedowno policono, kielo kozic zyje obecnie w Tatrak. I wiecie, co z tego licenia wysło? Heeej! Cosi piknego! O, tutok mozecie se przecytać, ze 1389 kozic naliczyli pracownicy polskiego i słowackiego Tatrzańskiego Parku Narodowego podczas organizowanego już po raz 57. wspólnego liczenia tych rogaczy, które są symbolem obu parków. […] Tak dużo kozic w Tatrach nie było odkąd są one liczone, czyli właściwie od początku istnienia Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Na mój dusicku! No to ino radować sie nalezy. Nalezy sie piknie radować, ze kozicki w nasyk Tatrak tak obrodziły. I to właśnie teroz, kie nieftórzy narzekajom i narzekajom, ze w nasym kraju jest straśliwy niz demograficny. A tutok… okazuje sie, ze z tym nizem to nie do końca prowda. Bo przecie mieskańcami Polski som nie ino ludzie, ale zywina tyz. A u polskiej zywiny – jako widać – przynajmniej u nieftóryk gatunków zodnego nizu nimo. Nimo nizu, ino pikny wyz. Bajako.

Liczba kozic musi cieszyć – pado w zalinkowanym wyzej artykule pon Filip Zięba – bo jeszcze w 1999 roku w całych Tatrach mieliśmy zaledwie 241 kozic.

Wiecie tak w ogóle, fto to jest ten pon Zięba? To pon nadleśnicy, pracujący w Tatrzańskim Parku Narodowym. Niedowno miołek okazje uwidzieć go w trakcie pełnienia słuzbowyk obowiązków. Kie? Ano roz, kie hipłek w Tatry, coby odwiedzić Maryne Krywaniec. Siedli my se wroz z Marynom w jednym zacisnym zlebie i otworzyli flaske Smadnego Mnicha, ftórego ze sobom przyniesłek. No i juz mieli my zacąć pić, kie nagle podesła ku nom… kozica. Najwyraźniej zaciekawiło jom, co my tutok ryktujemy.

– Witojcie, krześni – pedziała kozica. – Co pijecie? Widywałak casami, ze ludzie pijom cosi podobnego. Ale ze zywina – to widze po roz pierwsy!
No to jo wroz z Marynom wyjaśnili my, co momy we flasce.
– Dojcie skostować – popytała kozicka. – Ciekawo jestem, jak to smakuje.
– Lepiej uwazojcie – ostrzegła Maryna. – Wiedzcie, ze piwo to nie woda. Owcarek to juz sie do niego przyzwycaił. Jo – jakisi cas temu – tyz. Ale wom – moze sie we łbie zakryncić. Haj.
– E, nie godojcie – odrzekła kozica. – Nawet od pozirania w głębokie przepaście nie krynci mi sie w łbie. To niby cemy miałoby sie zakryncić od maluśkiej flasecki jakiegosi pospolitego napoju?

Fcieli my wroz z Marynom wytłumacyć, na cym polego róznica między zawrotami głowy po Smadnym a zawrotami od pozirania w przepaście. Ba zanim jo zdązyłek otworzyć gymbe a orlica dziób – kozica chyciła flaske w zęby, po cym zadarła łeb do wierchu i… cały Smadny Mnich wartko popłynął przez jej gardło jaz do brzucha. A z brzucha – do krwiobiegu, ka zaroz pikne promile sie wyryktowały. No, krucafuks! Nie wiem, co by wysło, kieby w tej kwili chuchła ona w alkomat. I nie wiem, cy syćkie kozice majom tak słabe łby, ale ta – miała. Kie skońcyła pić, to najpierw jej sie bekło, potem pedziała, ze kocho syćkie orły i syćkie owcarki, a potem zacęła śpiewać “W murowanej piwnicy”. Próbowała przy tym zatańcyć zbójnickiego, ale nogi jej sie poplątały i prasła na ziem. Nie próbowała wstać, ino mrukła, ze te Tatry to powinny przyzwoicie stać w miejscu, a nie wirować jak śmigła TOPR-owskiego helikoptera. Wreście twardo usnęła i zacęła tak chrapać jakby była starym niedźwiedziem, a nie gibkom kozickom.

Pewnie nic scególnego by z tej historii nie wynikło. No, moze poza tom jednom rzecom, ze naso nowo znajomo dowiedziałaby sie, co to znacy mieć kaca. Ale… nagle pocułek, ze zblizo sie zapach cłowieka. Na mój dusiu! Fto to był? Przecie nojdowali my sie z dala od turystycnyk ślaków. Wnet syćko sie wyjaśniło. O, Jezusicku! To pon Zięba! Pon nadleśnicy Filip Zięba! We własnej osobie! Właśnie pracowoł przy liceniu tatrzańskik kozic. Stanął jakiesi pięćdziesiont metrów od nos, uniesł do ocu lornetke i zacął przez niom pozirać.

– O! Kolejna kozica! – uciesył sie. – Ale… Ojej! Ona jest chyba martwa. Leży i nie rusza się. Widzę przy niej jakiegoś orła. No to już na sto procent musi być martwa. Przecież orzeł by się przy niej tak nie kręcił, gdyby to nie była padlina… O! I jakiś owczarek podhalański też tam jest! Czyżby podhalany też były padlinożercami? Cóż, widocznie bywają. W każdym razie tej biedaczki uwzględnić w swoim liczeniu nie mogę. Mam przecież liczyć żywe zwierzęta, a nie padłe.

Pon Zięba opuścił lornetke i poseł sukać inksyk kozicek. A zanim ta naso wytrzeźwiała – on był juz het poza zasięgiem mojego węchu. I tak oto popsuli my kozickowom statystyke. Niefcący zupełnie, ale tak niestety wysło. Dlotego, ostomili, mom ku wom pytanie: cy ftosi z wos mo moze kontakt z dyrekcjom Tatrzańskiego Parku Narodowego? Jeśli tak – to piknie pytom, dojcie im znać, ze kie idzie o licebność kozic w Tatrak, to sytuacja jest jesce lepso, niz to im sie widzi. Bo tyk kozic – podcas ostatniej akcji licenia – było w sumie nie 1389, ba okrąglutkie 1390. Telo ino, ze 1389 było trzeźwyk, a jedno – kapecke przynapito. Hau!

P.S. A w najblizsy cwortek – bedziemy mogli sie piknie weselić, bo w tym dniu Basieckowe imieniny bedom. Zdrowie Basiecki! :D

15.11.2014
sobota

Pon profesor Narębski i lawy pukliste

15 listopada 2014, sobota,

Pare tyźni temu umieściłek tutok wpis o siumnym niedźwiedziu Wojtku, ftóry podcas II wojny światowej słuzył w armii pona generała Andersa. W armii tej był on piknom maskotkom 22. Kompanii Zaopatrzenia. No i kie jo o tym Wojtku napisołek, to Alecka od rozu zwróciła uwage na rzec, o ftórej jo potela nie wiedziołek. Otóz okazuje sie, ze Wojtków w tej Kompanii było dwók: Duzy i Mały. Niedźwiedź Wojtek był tym Duzym. A Małym w takim rozie był fto? Ano taki pon, ftóry obecnie mo prawie dziewięćdziesiont roków. Nazywo sie Wojciech Narębski i jest ostatnim zyjącym żołnirzem owej 22. Kompanii. Urodził sie we Włocławku, ba we wcesnym dzieciństwie przeniesł sie wroz z rodzinom do Wilna i tamok mieskoł jaz do wybuchu II wojny. Kie mioł zaledwie sesnoście roków – Ruscy chycili go i wsadzili do hereśtu. Po paru miesiącak na scynście wypuścili, dzięki cemy mógł on wstąpić do powstającej właśnie armii pona Andersa. I wroz z tom armiom wydostoł sie ze Związku Radzieckiego, a niedługo potem mioł scynście poznać swojego siumnego niedźwiedziego imiennika. Oba Wojtki powędrowały wkrótce na zachodni front i oba piknie walcyły przeciwko Miemcom. Haj.

Kie wojna sie skońcyła, Duzy Wojtek – jako juz wiecie – zamieskoł w Skocji, pon Narębski natomiast wrócił do Polski. Trafił do Torunia, ka piknie skońcył studia na Uniwersytecie Pona Kopernika. Następnie zatrudnił sie na tej ucelni jako pracownik naukowy. Długo jednak tamok nie popracowoł. Wartko przeniesł sie do Krakowa, ka zostoł ponem geologiem w hyrnej Akademii Górnico-Hutnicej. Pracując w tej Akademii, piknie zasłuzył sie dlo polskiej nauki. A za to, ze sie piknie zasłuzył, dostoł pikny tytuł pona profesora. Haj.

Tak więc teroz juz, ostomili, wiecie kapecke i o Duzym Wojtku, i o Małym. W nasej budzie zaś padła propozycja, coby im obu piknie nadać honorowe obywatelstwo Owcarkówki. Kandydatura Duzego Wojtka od rozu zyskała tutok pikne poparcie. A co z ponem profesorem Narębskim vel Małym Wojtkiem? Cóz… Jo widze trzy powody, coby jemu tyz to honorowe obywatelstwo nadać. Po pierwse – jego kandydature popiero Alecka, ftóro dobrze tego pona zno. Momy więc z piknie wiarygodnyk źródeł potwierdzenie, ze on na takie obywatelstwo zasługuje. Po drugie – kieby pon Narębski nie był porządnym cłowiekiem, to niedźwiedź Wojtek z pewnościom wyrzuciłby go ze swojej kompanii, bo na co mu nieporządny towarzys broni? Ale go nie wyrzucił. A więc musioł pona Narębskiego piknie cenić.

Trzeci powód… nieftórym moze sie widzieć dziwacnym. Ba dlo mnie tyz jest wozny. Otóz jo, chociaz do niedowna nawet nie wiedziołek o istnieniu pona profesora Narębskiego, mom teroz wobec niego pikny dług wdzięcności. Za co jestem mu wdzięcny? Ano za to, ze juz wkrótce bede kapecke mądrzejsy, niz jestem teroz. A to dzięki jego pracy habilitycyjnej, ftórej tytuł brzmi: Petrochemia law puklistych Gór Kaczawskich i niektóre ogólne problemy petrogenezy spilitów. Lawy pukliste, lawy pukliste… Krucafuks! Co to w ogóle jest? Hmm… Moze ik nazwa wzięła sie od… pukania? Tak se śpekuluje, ze lawa puklisto to moze być tako, ftóro juz wystygła, stwardniała i w związku z tym mozno w niom popukać. Jeśli dobrze rozumuje, to całkiem mozliwe, ze hyrne słowa pona Wysockiego w III cynści Dziadów pocątkowo miały być takie:

Rzecz to oczywista -
Nasz naród jest z wierzchu jak lawa puklista.

Ino potem pon Mickiewicz zabocył słowa “puklista”, bocył ino telo, ze zacyno sie na litere “p”, więc w końcu słowo “puklista” zastąpił słowem “plugawa”. Przy okazji kapecke zmienił cały fragment, coby mu sie rymowało. Haj.

Ale… moze jest inacej? Moze lawa puklisto to tako, ftóro po wypłynięciu z wulkanu robi sie pokryncono jak kosmyki włosów? I w związku z tym słowo “puklista” moze wzięło sie od skojarzenia z puklami? No krucafuks! Nie wiem. Po prostu nie wiem i ślus. Ale piknie sie dowiem. I bedzie to zasługa pona profesora Narębskiego, ftóry tematem swojej pracy zmobilizowoł mnie, cobyk przynajmniej kapecke rozsyrzył swojom wiedze z zakresu wulkanologii…

Heeej! Jo juz raduje sie piknie na to rozsyrzenie. Ba zanim to nastąpi, powitojmy tutok, ostomili, Duzego i Małego Wojtka jako nowyk Honorowyk Obywateli Owcarkówki. Witomy piknie! Hau!

P.S.1. Momy piknom sobote. Cemu piknom? Bo to dzień Mageckowyk urodzin. Heeeej! No to zdrowie Magecki! :D

P.S.2. Momy tyz piknom niedziele 23 listopada. Bo to dzień urodzin Yanockowyk. Zdrowie Yanocka! :D

P.S.3. I momy pikny wtorek 25 listopada, bo to dzień urodzin Borsuckowyk. Zdrowie Borsucka! :D

28.10.2014
wtorek

Sacunek dlo krucafuksa!

28 października 2014, wtorek,

Jakis cas temu napisali tutok, ze Muzeum Tatrzańskie chce wpisania góralskiej kultury na listę UNESCO. Ho, ho, hoooo! Piknie by było, kieby tak sie stało! Ino… jakie som na to sanse? Cóz. W Wikipedii wycytołek, ze coby trafić na te unescowom liste, to trza reprezentować “unikatową wartość uniwersalną”. No to jo se myśle, ze góralsko kultura piknie ten warunek spełnio. Dowód? A prose piknie. Weźmy jeden z najsmakowitsyk wytworów tej kultury, cyli oscypka. Cy oscypek jest unikatowy? No przecie ze jest! Nika poza polskimi i słowackimi górami go nie ryktujom. A cy jest uniwersalny? No ba! Smakuje turystom ściągającym pod Giewont z caluśkiego świata. Więc trudno o cosi bardziej uniwersalnego niz ten hyrny owieckowy serek. Bajako.

A tak w ogóle to pocątkowo śpekulowano, coby zgłosić Unescowi nie ino góralskom kulture, ale tyz architekture Zakopanego. Myślę, że wiele lat temu można było wpisać na listę UNESCO architektoniczny styl zakopiański – pedziała gaździna Tatrzańskiego Muzeuma, poni Anna Wende-Surmiak – ale z rozmów ze specjalistami wynika, że obecnie nie ma na to szans. Cemu nimo? Ano, jak wyjaśnio poni Wende-Surmiak, urbanistyka miasta została “zaśmiecona” m.in. powstałymi w czasach komunistycznych blokowiskami. Ha! Między inksymi… Ten zwrot zostoł tutok jak najsłusniej uzyty. Bo co w casak komunistycnyk narobiono w stolicy Podhola, to narobiono. Ale na mój dusicku! To nie komuniści postawili wielki i paskudny Aquapark pod Antałówkom. Nie komuniści zburzyli zabytkowom wille poni Modrzejewskiej przy ulicy Wierchowej. I nie komuniści przy szkrzizowaniu Krupówek z ulicom Kościeliskom zrobili przejście podziemnne, ftóre we Warsiawie cy Łodzi byłoby cymsi normalnym, ale do Zakopanego to ono pasuje jak kiełbasa jałowcowo do restauracji wegetariańskiej. A niedowno przecytołek tutok, ze juz wkrótce powstonie pod Tatrami chałupa zaprojektowano przez niejakom poniom Zahe Hadid. Jak na mój owcarkowy gust … projekty tej poni same w sobie som całkiem niebrzyćkie. Ale pod jednym warunkiem – ze nie som ryktowane na Podholu. Konia z rzędem (ze stadniny nalezącej do Felka znad młaki) temu, fto udowodni, ze styl poni Hadid pasuje do tatrzańskik klimatów. Haj.

Tak więc faktycnie, cało nadzieja w tym, ze Unescowi spodobo sie przynajmniej kultura nasyk góroli. Co w skład tej kultury wchodzi? W artykule, do ftórego dołek linka na pocątku wpisu, wymieniajom, ze śpiew, muzyka, taniec i gwara. Ooo! Gwara tyz? Słodki Jezusicku! Kieby ona docekała sie w tym Unescu uznania – dlo mnie by to była barzo dobro wiadomość. Bo przecie do góralskiej gwary nalezy jakze pikny starodowny okrzyk “krucafuks!” Jo od downa uwazołek, ze tak pikny okrzyk zasługuje na jakiesi zacne wyróznienie. I oto jest wreście sansa, ze bedzie miało to, na co zasługuje! Heeej!

Tak więc, ostomili – sanujmy krucafuksa! Sanujmy go jako wozny element kultury, ftóro juz wkrótce moze zyskać pikne międzynarodowe uznanie. A kie zysko – to juz nifto, fto usłysy, jak uzywom tego słowa, nie bedzie mioł prawa zarzucić mi, ze jo brzyćko klne. Jeśli zarzuci, jo bede mógł śmiało odpowiedzieć: E, nie godojcie. Moze i klne – ale nie brzyćko, ino piknie. Bo krucafuks nie jest jakimsi tam pierwsym lepsym pospolitym przekleństwem. To jest przekleństwo nojdujące sie pod światowom ochronom.

Hau!

P.S.1. Pod ostatnim wpisem nowy gość ku nasej budzie przybył – Original_Replikecek. No to powitojmy Replikecka piknie! I piknie go w Owcarkówce ugośćmy! Haj :D

P.S.2. A niedziela 9 listopada to pikny dzień piknyk Aneckowyk urodzin. No to w tym dniu piknie za zdrowie Anecki musimy wypić! :D

7.10.2014
wtorek

Komu worce wydrukować ten wpis, a komu nie worce

7 października 2014, wtorek,

Kie mocie, ostomili, do wyboru: tradycyjnom papierowom ksiązke abo e-booka, to co wybierocie? Jeśli tradycyjnom ksiązke, to proponuje wom, cobyście wydrukowali se ten wpis i przecytali go na papierze. Jeśli zaś wolicie e-booka – nie drukujcie! Pod zodnym pozorem nie drukujcie, a słowa, ftóre tutok widzicie, przecytojcie ino na komputrze. Abo na inksym smartfonie. Haj.

Cemu zwolenników zwykłyk ksiązek namawiom do zrobienia wydruku? A bo jakisi cas temu na stronak Newsweeka nolozłek artykuł o tym, ze nasz mózg zdecydowanie woli zadrukowane kartki papieru – informacje czytane z tradycyjnej książki zostają nam w głowie na dłużej, a sam proces czytania jest głębszy i bardziej angażujący wyobraźnię niż w przypadku śledzenia wirtualnego tekstu w czytniku. Jak tego dowiedziono? Ano za pomocom piknyk eksperymentów. Na przikład poni doktór Kate Garland z brytyjskiego University of Leicester kazała swoim studentom nauczyć się fragmentów trudnych tekstów ekonomicznych. Część uczyła się z książek tradycyjnych, a część z elektronicznych. Różnice były bardzo wyraźne. Młodzi ludzie uczący się z e-booka musieli kilka razy więcej przeczytać materiał, aby go zrozumieć i przyswoić, niż studenci mający w rękach tradycyjną książkę. Co więcej, nauka z książki papierowej sprawiała, że badani na dłużej zapamiętali materiał i po kilku tygodniach łatwiej przywoływali go z pamięci.

Podobny eksperyment wyryktowała norwesko profesorka, poni Anne Mangen. Telo ino, ze ona eksperymentowała nie na studentak, ba na licealistak. Podzieliła tyk licealistów na dwie grupy i jednej z nik zadała przecytanie paru tekstów na komputrze, a drugiej – tyk samyk tekstów na papierze. Potem syćkim ucestnikom eksperymentu zrobiła małe odpytywanko. I co sie okazało? Ano to, ze osoby czytające artykuły na papierze zrozumiały z nich więcej niż uczniowie siedzący przed komputerem. Co ciekawe, prawidłowość ta występowała przy czytaniu zarówno beletrystyki, jak i literatury faktu czy naukowej. Bajako.

Cy teroz juz domyśliliście sie, ostomili, cemu tym z wos, co wolom tradycyjne ksiązki, doradziłek wydrukowanie tego wpisu? Bo jeśli przecytocie go w wersji drukowanej, to – jako juz wiecie – bedziecie go lepiej bocyli. A jak bedziecie go lepiej bocyli, to od tej pory, jak ino weźmiecie jakomsi ksiązke do ręki, bedziecie culi radość. Wielkom i piknom radość. Huraaaa! – bedzie wołali. – Przez długie, długie roki piknie bede pamiętać syćko, co w tej ksiązce napisano! Piknie bede pamiętać, bo cytom jom na papierze, a nie w jakimsi e-booku! Haj.

Natomiast zwolennicy e-booków, jeśli bedom bocyli ten wpis, to im podcas cytania ksiązek elektronicnyk racej wesoło nie bedzie. O, Jezusicku! – bedom sie frasowali. – Tako pikno ksiązka! Tako pikno! Fciałoby sie długo, długo bocyć jej treść. Ale nic z tego! Zaboce jom juz wkrótce. Eh, taki to juz jest niestety nas los. Los bidnyk cytelników e-booków.

Dlotego właśnie jo takim osobom zalecom przecytanie tego wpisu nie na papierze, ino na elektronicnym ekranie. Jeśli posłuchajom mojej owcarkowej rady, to bedom mieli piknom sanse, ze ten wpis wartko zabocom. A jak zabocom – to nie bedzie im przykro, kie za kolejne e-bookowe lektury bedom sie brali. Bajako i hau!

P.S.1. Na mój dusicku! Tako pikno rocnica ślubu nom przeleciała! Rocnica ślubu Alecki i Jerzorecka. W ostatni cwortek ona była. No to chociaz poprawiny pikne wyryktujmy i piknie wypijmy zdrowie Alecki i Jerzorecka! :D

P.S.2. Bobickowe imieniny tyz nom przeleciały. W piątek one były. To tutok tyz pikne poprawiny wyryktujmy i wypijmy zdrowie Bobicka! :D

P.S.3. A w ten poniedziałek – cyli juz zupełnie niedowno – rocnica ślubu Jasiecka Juhasa była. No to i te zaległość piknie nadrobić nom trza i wypić piknie za zdrowie Poni Jasieckowej i Jasiecka! :D

P.S.4 Dzisiok zaś święto podwójne – EmTeSiódemeckowe urodziny i imieniny. Zatem podwójnom ilość Smadnego Mnicha trza wypić! Zdrowie EmTeSiódemecki! :D

21.09.2014
niedziela

Głosujcie na niedźwiedzie

21 września 2014, niedziela,

Znocie, ostomili, historie niedźwiedzia Wojtka, co to w armii pona Andersa piknie słuzył? Jeśli nie, to polecom wom ksiązke poni Aileen Orr Niedźwiedź Wojtek. Jeśli zaś znocie, to… tyz wom polecom te ksiązke. Bo z pewnościom dowiecie sie z niej wielu piknyk rzecy, ftóryk potela zeście nie wiedzieli.

Heeej! Ten Wojtek to mioł zywobycie! A syćko zacęło sie w kwietniu 1942 rocku, w dalekik górak Iranu. Przez góry te prowadził ślak siumnej armii pona generała Andersa, armii, ftóro opuściwsy niegościnne stalinowskie imperium, podązała na zachód, coby stanąć do walki o ślebode. No i w tyk irańskik górak paru nasyk żołnirzy natknęło sie na miejscowego młodego górolecka, ftóry niesł ze sobom nieduzy worecek. Co było w worecku? Ciekawscy żołnirze wnet sie dowiedzieli – zywy, maluśki niedźwiadek. Maluśki i sakramencko pikny! Jaki los go cekoł? Ano… racej niewesoły. W tamtyk stronak jeśli cłowiek przygarnioł niedźwiedzia, to nie po to, coby sie nim zaopiekować, ino po to, coby wsadzić mu w nos metalowe kółecko, do kółecka przycepić łańcuch, a potem ciągać bidoka po jarmakak i zmusać do tańcowania ku uciese gawiedzi. Cy wojacy pona Andersa wiedzieli o tym? Niekoniecnie. Ale świadomie lub nie – uratowali niedźwiadka przed nieciekawom przysłościom. Bo kie uwidzieli te maluśkom kudłatom kulecke – od rozu zapragnęli jom posiąść. No i namówili chłopoka, coby piknie im zwierzocka odsprzedoł. I tak oto niedźwiadek stoł sie – takim kapecke nietypowym – synem pułku. Żołnirze dali mu na imie Wojtek. Kapecke bali sie ino, co ik dowódcy na to syćko powiedzom? Cy nie bedom godali, ze trzymanie w armii niedźwiedzia jest surowo wzbronione? Nie wydadzom rozkazu pozbycia sie bidnej zywinki? Na mój dusiu! Nie docenili Wojtkowyk mozliwości! Bo Wojtek… wystarcyło ino, ze poźreł na owyk dowódów swoimi rozkosnymi niedźwiadkowymi ockami i zaroz było syćko jasne – miś zostoje w armii. I zostoł. I piknie zjednywoł se syćkik żołnirzy, ftórzy mieli sposobność go spotkać.

Heeej! Mijały dni, tyźnie, miesiące… Polsko armia wędrowała i wędrowała przez bezkresny Bliski Wschód. Tymcasem Wojtek z maluśkiego misia przeinacył sie w potęznego niedźwiedzia. Utrzymanie go stawało sie coroz trudniejse. Ba jego opiekunom ani w głowie było sie z nim rozstawać. Kie podkomendni pona Andersa dotarli do Egiptu, a stamtela drogom morskom rusyli do Włoch, Wojtek wroz z nimi piknie zabroł sie na statek.

Co było dalej? Ano… hyrny bój o Monte Cassino. Hyrny i sakramencko krwawy. Opiekunowie Wojtka walcyli tamok jako żołnirze 22 Kompanii Zaopatrzenia. Ik zadaniem było dostarcanie pocisków artyleryjskik atakującym Miemców oddziałom. Na mój dusiu! Było to sakramencko trudne i niebezpiecne. Trza było wieźć pociski cięzarówkami, pokonując zdradzieckie górskie drogi. Kie była ciemno nocka – tako cięzarówka mogła spaść w przepaść. I zdarzało sie niestety, ze spadała. Kie cięzarówki docierały do celu – trza było jak najsybciej wyładować z nik pociski i przenieść ku armatom. A to syćko pod nieustannym miemieckim ostrzałem.

Furt kanonanda, furt wybuchy… Mogłoby sie zdawać, ze cosi takiego to nie na Wojtkowe nerwy. Ale kany tam! Dlo niedźwiedzia najwozniejse było dotrzymywać towarzystwa ludzkim przyjaciołom. A kie mógł tego towarzystwa dotrzymać – to te syćkie bitewne huki mioł głęboko w swojej niedźwiedziej rzyci. Haj. Mało tego! Kie poźreł, jak jego opiekunowie przenosom pociski z cięzarówek ku stanowiskom artyleryjskim, to wpodł na pomysł, ze… bedzie robił to co oni! I zaroz wziął wielki i cięzki pocisk, zaniesł go ku armacie, a kie doniesł, to wrócił sie ku cięzarówce i wziął następny. A potem jesce następny. I jesce… W kolejne dni robił tak samo. No, krucafuks! Niedźwiedź dobrowolnie pracujący przy dostarcaniu amunicji to racej rzadkie zjawisko. Wielu z pewnościom stwierdzi, ze wręc niemozliwe. Ale, moi ostomili, poni Orr nolazła telo naocnyk świadków (nie ino Polaków, ale tyz żołnirzy wojsk alianckik), ze nimo wątpliwości, ze to była najprowdziwso prowda, a nie wyssano z palca historyjka.

I tak mi sie, ostomili, widzi, ze kieby nie Wojtek – wynik bitwy pod Monte Cassino byłby inksy. No bo poźrejcie: nasym udało sie tamok wygrać z najwięksym trudem. Zatem kieby wojska sprzymierzone miały choćby o jeden atut mniej – to by przegrały. A Wojtek to był przecie barzo pikny atut! Kie ludzie z wielkim wysiłkiem, słaniając sie na nogak, tascyli cięzkie armatnie pociski, sapiąc przy tym “Uff! Uff! Ufff!…”, to nas niedźwiedź przenosił je tak, jakby niesł leciutkie piórecka. Więc fto z żołnirzy 22 Kompanii najbardziej sie w tej bitwie zasłuzył? No przecie ze Wojtek! A kieby nie dostarcane przez te kompanie pociski, to jak nasi zdobyliby okupowany przez Miemców klastor? Ano… po prostu nie zdobyliby i telo. I dlotego właśnie nimom wątpliwości, ze to Wojtek był najwięksym bohaterem bitwy pod Monte Cassino. Nifto inksy jako Wojtek właśnie. Bajako.

A cy wiecie, ze ten niedźwiedź zostoł nawet oficjalnie zarejestrowany jako żołnirz 22 Kompanii? Jeden ze znajomyk poni Orr godoł nawet, ze kasi w archiwak nolozł informacje, ze temu siumnemu miśkowi nadano stopień kaprala.* Nimo pewności, cy to prowda, ale jeśli tak – to jest moim zdaniem skandal. Skandal sakramencki! Stopień kaprala ino? Za tak pikne zasługi? Ftosi taki powinien zostać mianowany generałem! A nawet marsałkiem! Krucafuks! Jeśli w tamtyk casak najlepsym żołnirzom przyznawano tak niskie stopnie, to nic dziwnego, ze jaz seść roków trza było z tym całym Hitlerem wojować, coby dało sie go wreście unieskodliwić. Haj.

Co po wojnie działo sie z nasym niedźwiadkiem? Ano trafił on w końcu do zoo w Edynburgu. Ba zanim tamok trafił, kapecke jesce pobył se z żołnirzami 22 Kompanii. Żołnirzy tyk umiescono w specjalnym obozie w ojcyźnie poni Orr, cyli w piknej Skocji. Tamok właśnie – z pomocom władz brytyjskik – Polacy mieli zacąć nowe zycie, jako mieskańcy Zjednoconego Królestwa (no chyba ze woleli wrócić do Polski, ale mało fto mioł ochote wracać tamok, ka w owym casie Stalin wierchowoł). Jak tubylcy traktowali polskik niepiloków? Ano róznie. Poni Orr zbocowuje, jak jej dziadek, tyz żołnirz zreśtom, wse ku niej godoł: Gdyby nie Polacy, nie stałabyś tutaj obok mnie jako wolny człowiek. Wszystko co masz zawdzięczasz tym ludziom. Nigdy tego nie zapomnij.**

Było jednak wielu takik, co zywili ku Polakom niechęć. Z dwók powodów. Po pierwse – draźniło ik, ze rząd wziął obcyk na swoje utrzymanie, kie tymcasem wielu rodowityk Brytyjcyków zyło w bidzie, bo ik kraj mocno ucierpioł w dopiero co zakońconej wojnie (nie jaz tak jak Polska wprowdzie, ale ucierpioł). Po drugie – wte nie ino w Skocji, ale w ogóle w Europie Zachodniej nie rozumiano niechęci Polaków do Stalina. Ostomili Polacy – godano – przecie ten Stalin to taki miły pon! Nas pikny sojusnik! Hitlera pokonoł! Więc cego wy kruca od niego fcecie?

Cóz, po pewnym casie tamtejse społeceństwa przestały zakwycać sie ponem Josifem Wissarionowiczem. Ale to dopiero po pewnym casie. Haj.

Tak więc zanosiło sie na to, ze stosunki żołnirzy 22 Kompanii z miejscowom ludnościom bedom racej kiepskie. I tak by pewnie było… kieby nie nas Wojtek! Na mój dusiu! Ten niedźwiedź, ftóry wceśniej piknie podbijoł serca polskik żołnirzy, teroz to samo robił z sercami Skotów! Tego zwierzoka po prostu nie dało sie nie lubić! A kie Skoci polubili Wojtka, to przy okazji polubili tyz jego ludzkik kompanów. I tak oto wyryktowała sie pikno przyjaźń polsko-skocko zamiast polsko-skockiej wrogości. Bajako.

Moi ostomili. To nie przypadek, ze jo właśnie teroz wpis o tym hyrnym Wojtku ryktuje. Za niedługo momy wybory samorządowe. Kogo wybrać? Ano dobrze by było kogosi takiego, co to umiołby piknie godzić skłócone lokalne społecności. Bo wiadomo przecie, ze zgoda piknie buduje, a niezgoda sakramencko rujnuje. Przykład Wojtka dowodzi, ze niedźwiedzie som piknymi ekspertami od ryktowania zgody między ludźmi. A zatem – worce cobyście sprawdzili, cy wśród kandydatów z wasego okręgu nimo jakiegosi miśka. Takiego prowdziwego kudłatego miśka. Jeśli jest – mozecie śmiało na niego zagłosować. Bajuści! Głosujcie na niedźwiedzie, ostomili! Hau!

P.S.1. Przez to, ze ostatnio nie za barzo mogłek dopchać sie do laptopa, downo nie wklejołek nowego wpisu. A przez to, ze downo nie wklejołek wpisu – przeleciały nom dwa budowe święta. Pierwsym z nik – w poprzedniom niedziele – były Mieteckowe urodziny. Tak więc z opóźnieniem, niemniej jednak barzo piknie wypijmy zdrowie Mietecki! :D

P.S.2. W ostatni wtorek zaś – były Dydyjeckowe imieniny. Równie piknie zatem wypijmy zdrowie Dydyjecki! :D

P.S.3. Za to w najblizsom środe Poni Dorotecka nom sie piknie urodzi. Nie zabocmy zatem piknie wypić w tym dniu zdrowia Poni Dorotecki! :D

* A. Orr, Niedźwiedź Wojtek: niezwykły żołnierz armii Andersa, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2011, s. 167.
** Ibidem, s. 123.

23.08.2014
sobota

To wyrwiemy zęby i będzie Witkacy!

23 sierpnia 2014, sobota,

Tak jak zapowiedziołek w łońskom środe – ten wpis bedzie o ponu Witkacym. Wielu z wos na pewno wie, co działo sie z tym ponem po jego samobójcej śmierzci. Hyrny zakopiański formista zostoł pochowony w miejscowości Jeziory, ftóre przed wojnom nalezały do Polski, teroz nalezom do Ukrainy, a w 1988 rocku – nojdowały sie na terenie Ukraińskiej Socjalistycnej Republiki Radzieckiej. I właśnie w owym 1988 rocku władze ZSRR postanowiły przekazać bratniemu narodowi PRL ciało hyrnego Polaka. Trumna ze scątkami autora Szewców piknie przewędrowała z Jezior do Zakopanego. Była pikno urocystość i pikny pochówek w miejscu, ftóre dlo takiej postaci było najwłaściwse, cyli na Pęksowym Brzyzku. No i krucafuks! Było tak piknie! A potem… okazało sie, ze to wcale nie pon Witkacy lezoł w tej trumnie… Nie on, ino jakosi młodo poni! Kany więc podzioł sie załozyciel hyrnej Firmy Portretowej? Tego potela nie wie nifto. Coby sie dowiedzieć – trza by pewnie cały smyntorz w Jeziorak przekopać. A być moze i to by nic nie dało. Haj.

O tym syćkim jo juz od dosyć downa wiedziołek. Ba dopiero ostatnio – kie przecytołek zbocowanom w poprzednim wpisie ksiązke Zakopane – nie ma przebacz! – dowiedziołek sie nowej rzecy. Mianowicie takiej, ze wąptliwości co do autentyności zwłok pojawiły sie nie w Polsce, ba juz na Ukrainie, kie przekazywano je polskiej delegacji. Fto w skład tej delegacji wchodził? Jak pisom poni Sabała-Zielińska i poni Młynarska, była to kilkunastoosobowa grupka przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Sztuki, Pagartu, ZLP, dziennikarze z kroniki filmowej i PAP-u oraz sekretarz ideologiczny Komitetu Miejskiego PZPR w Zakopanem. Niejako na przyczepkę i z pewnym ociąganiem zaakceptowano też obecność stryjecznego wnuka Witkacego, Macieja Witkiewicza, oraz Stefana Okołowicza, witkacologa.* No i kie pon Maciej Witkiewicz wroz ponem Okołowiczem uwidzieli wykopane z jeziorskiego grobu ciało, to od rozu zauwazyli, ze cosi sie tutok nie zgadzo. Obaj bowiem wiedzieli, ze pon Witkacy to był cłek, ftóremu nie brakowało talentów artystycnyk, natomiast straśnie brakowało mu zębów (jaz bidok musioł nosić śtucnom scęke). Tymcasem u postaci, na ftórom pozirali, widać było piknie komplente uzębienie! Obaj ponowie ocywiście podzielili sie swym odkryciem z pozostałymi cłonkami delegacji. Co na to ci pozostali cłonkowie? Ano… abo uwazali, ze darowanemu nieboscykowi – tak jak koniowi – nie zaglądo sie w zęby, abo nie cując, ze komunizm właśnie dogorywo, nie za barzo mieli ochote wytykać radzieckim towarzysom, ze cosi pokiełbasili. Woleli zrobić dobrom mine do złej gry i udawać, ze syćko jest w piknym porządku. A jeden z nik mioł stwierdzić: To wyrwiemy zęby i będzie Witkacy! (zeby było ciekawiej, ten pon obecnie jest dyrektorem jednej z wozniejsyk instytucji kulturalnyk we Warsiawie).

Witkacy czy nie, ekshumacja ma się udać – ironizujom poni Sabała-Zielińska i poni Młynarska – a trumna ma jechać do Zakopanego. Już czeka narodowa feta!**

Heeej! Wyrwiemy zęby i bedzie Witkacy! Na mój dusicku! Kie to przecytołek – od rozu pomyślołek o ponu… George’u Washingtonie. Cemu właśnie o nim? A bo kie w piknym 1789 rocku zostoł on pierwsym hamerykańskim prezydentem, to wiecie, kielo mioł własnyk zębów? Jednego! Jednego, jedynego bidnego ząbka.*** Tak więc zanim w Hameryce pojawiły sie westerny z samotnymi jeźdźcami, to najpierw był tamok prezydent z samotnym zębem. Bajako.

Zacąłek śpekulować: skoro wyrwanie komusi syćkik zębów (abo prawie syćkik, dokładnie nie wiem) mo wystarcyć, coby ten ftosi stoł sie Witkacym, to moze wyrwanie syćkik opróc jednego sprawi, ze cłek stonie sie Washingtonem? A przynajmniej męzem stanu na jego miare? O, kruca! Kieby tak właśnie było – to byłby dopiero śpas! Przecie w Hameryce (i nie tylko tamok zreśtom), kie som prezydenckie wybory, to syćka kandydaci usilnie dbajom o to, coby mieć piknie wypielęgnowane, bieluśkie, zdrowiusieńkie ząbecki. A tymcasem… wychodziłoby na to, ze trza robić dokładnie na odwyrtke! Kandydat fcący takie wybory wygrać i stać sie wybitnym przywódcom, nie powinien o swoje zęby dbać, ino powinien se je piknie powyrywać. I ślus.

Kieby okazało sie, ze powyzso teoria jest prowdziwo, mogłoby być ciekawie. Telo ino, ze… kie cosi jest ciekawe, to niekoniecnie musi być dobre. No bo wyobroźmy se: momy rok 2016, w Hameryce odbywajom sie wybory na następce pona Obamy. Republikanie i Demokraci wystawiajom swoik kandydatów. Kandydaci obu partii wyrywajom se syćkie zęby, ostawiając ino po jednym. Skutek tyk zabiegów jest taki, ze w wyścigu do Biołego Domu momy jaz dwók George’ów Washingtonów. No i właśnie – cy kieby Hameryka miała dwók Washingtonów naroz, to byłoby korzystne? Dlo Hameryki i w ogóle dlo świata? Tego – kruca – nie byłbyk taki pewien… Hau!

P.S.1. W następny piątek – bedziemy mieli urodziny Anecki Schroniskowej. No to zdrowie Anecki! :D

P.S.2. A tak w ogóle to na jakiesi dwa tyźnie Stasek Kowaniecki pozyco swego laptopa śwagrowi. A ze jest to jedyny laptop na holi – to pokiela nie wróci, jo nie bede mógł zaglądać do Owcarkówki. Ba jak zwykle w takik przypadkak – ostawiom telo Smadnego i jałowcowej, coby starcyło dlo syćkik, pokiela tutok nie wróce. No to do zobacenia we wrześniu, ostomili! :D

* B. Sabała-Zielińska, P. Młynarska, Zakopane – nie ma przebacz!. Pascal, Bielsko-Biała 2014, s. 201.
** Ibidem, s. 202. Worce tutok dodać, ze informacje o tym pomyśle z wyrwaniem zębów ponie S.-Z. i M. zacerpły z ksiązki poni Joanny Siedleckiej Mahatma Witkac. Jo tej ksiązki nie cytołek, ale podobno jest pikno. Więc mom nadzieje, ze kiesik przecytom. Haj.
*** J.T. Flexner, Washington – człowiek niezastąpiony, przeł. P. Amsterdamski. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1990, s. 366.

20.08.2014
środa

Po co one wzięły ciupagi i pistolce?

20 sierpnia 2014, środa,

Półtora roku temu – nawet kapecke więcej niz półtora, bo dokładnie 20 stycnia 2013 rocku – godołek tutok o ksiązce poni Pauliny Młynarskiej i poni Beaty Sabały-Zielińskiej Zakopane odkopane. A niedowno ukazała sie nowo pikno ksiązecka tyk dwók poń: Zakopane – nie ma przebacz!. Moim owcarkowym zdaniem jest ona napisano z pikniejsom swadom niz ta pierwso. Jeśli więc obie ponie bedom dalej pisały o stolicy Podhola i dalej kozdo ik nowo ksiązka bedzie lepso od poprzedniej, to fto wie? Moze za parenoście roków autorki docekajom sie nagrody Nike? A za dwajścia pare – moze nawet literackiego Nobla? Haj.

O cym w ogóle jest to Zakopane – nie ma przebacz!? Ano o róznyk rzecak, ftóre dziejom sie pod Tatrami abo działy sie drzewiej. Na przykład jest tamok cały rozdział o bitnikak. Wiecie, kim były na Podholu bitniki? To takie chłopy, ftóre furt sie biły. Biły sie na weselak, w korcmak i na polak. Biły sie z byle powodu. Abo i bez powodu. Bitka to było dlo nik takie samo hobby jak dlo inksyk zbieranie znacków. I cóz… Trudno ik za takie zamiłowania kwolić, ale ze nieftórzy z nik mieli piknom fantazje – tego im odmówić nie mozno. Był na przykład taki Władek Stopka-Olesiak. Potęzny chłop, ftórego bali sie syćka. Jego zagorzałym wrogiem był niejaki Staszek M. No i pewnego rozu – było to niedługo po zakońceniu II wojny – Staszek zrobił Władkowi straśliwe świństwo – poseł do UB i nagodoł takik rzecy, ze bidny Władek musioł zacąć sie ukrywać. W ukryciu pozostawoł tak długo, pokiela stalinizm sie nie skońcył. Ba kie wreście sie skońcył, Władek od rozu pojawił się na mieście w pełnej krasie. […] Wojciech Adamiecki w swojej książce Taniec z nożami opisuje, jak Władek, pięknie ubrany po góralsku, z zatkniętą za pas wierną siekierą, ostentacyjnie prezentując broń, przechadzał się po mieście, czekając, aż donosiciel wpadnie mu w ręce. Stało się to pewnego dnia na Krupówkach. Bez wahania zaciął ostrzem kolaboranta, ale niegroźnie. Kazał mu paść na kolana i głośno powiedzieć, co zrobił i jak to się nazywa. Gdy Staszek M. przyznał się do zdrady, Władek puścił go wolno.*

Cy dzisiok na Podholu mozno jesce spotkać bitnika? Autorki twierdzom, ze jest to juz coroz mniej prowdopodobne, bo ten gatunek jest juz na wymarciu. Chociaz… na góralskik weselak zdarzo sie, ze za sprawom gorzołki duchy bitników przybywajom z zaświatow i wstępujom w ciała ucestników weselnyk biesiad.

Poni Młynarska zbocowuje, jak to zacynając prace w radiu RMF FM przybyła na kolegium redakcyjne z “newsem”, ze na weselisku w pewnej podhalańskiej wsi ojciec i syn, okładając się po gębach podczas ożywionej (jeszcze!) wymiany zdań, wpadli do potoku i tam kontynuowali sprzeczkę, nie zważając na ciemności i wartki nurt. Oba ciała wyłowiono o świcie, osiem kilometrów od miejsca, gdzie trwała impreza. Redakcyjny kolega, ftóry dobrze znoł zwycaje podtatrzańskiego ludu, usłysawsy te wiadomość, spytoł ino z politowaniem: I to ma być news?**

Innym razem – cytomy tamok – córka Pauliny Alicja zapragnęła pożyczyć ślubną suknię znajomej góralki na bal przebierańców. Żaden problem!
- Tylko, Alusiu, nie miałam czasu sprać krwi po weselu! – zastrzegła młoda żona.***

O cym jesce ta ksiązka opowiado? Ano na przikład o ciekawostkak związanyk z ponem Witkacym. Ale… to jest chyba temat na osobny wpis.

Poza tym sporo jest tamok utyskiwania na góroli, ftórzy zwycajnie psujom nase Tatry. Psujom je tak, ze nie dbajom o dzikom przyrode, nie dbajom o utrzymanie uroku górskik krajobrazów, ryktujom wielkie paskudne chałupy i rózne inkse obiekty, na ftóryk widok miłośnikom starodownej architektury Podhola włosy stajom na głowie dęba. Ocywiście nie syćka górole tak postępujom. Nie syćka, ino nieftórzy. Ale tyk nieftóryk jest niestety wystarcająco wielu, coby skutki ik działań były jaz nadto widocne. Jeden z tyk skutków jest taki, ze Paryż ma wieżę Eiffla, Nowy Jork – The Empire State Building, Barcelona – Sagradę Familię, a Wiedeń – katedrę Świętego Stefana. Zakopane tymczasem ma… dźwig do bungee!****

Ba odwiedzające góry cepry wcale nie som lepse. Tyz nie syćka ocywiście, ale jest niestety jaz nazbyt wielu takik, co to zachowujom sie w górak jak dzikusy, hałaśliwi som, samolubni i w ogóle nie wiadomo, po co przyjezdzajom pod Giewont, ba na pewno nie po to, coby podziwiać krase nasyk Tater. Eh… nimo co sie tutok za wiele nad tym rozwodzić, bo juz przecie nie roz gwarzyli my o nik w Owcarkówce. Bajako.

Ale cy widzieliście, ostomili, okładke tej ksiązki? Jeśli nie, to mozecie poźreć tutok. Kie poźrecie, to uwidzicie na niej fotografie obu autorek, ubranyk w pikne zbójnickie stroje, kozdo z pistolcem w jednej ręce i ciupazeckom w drugiej. Cyz nie wyglądajom piknie? Na mój dusiu! Pewnie ze wyglądajom! Piknie i zarozem… groźnie. Bajako.

Mozno śpekulować, cemu one sie tak wystroiły? Cy ino dlo śpasu? Być moze… Ale jo se myśle, ze one barzo, ale to barzo wściekły sie na tyk syćkik sietnioków – góroli i ceprów – co to skodzom nasym górom. Wściekły sie tak, ze jeśli ftórysi z tyk sietnioków stonie im na drodze, to gotowe som strzelać i rąbać ciupagami. Niek zatem hyr o tej ik złości ozejdzie sie po świecie. Bo fto wie? Moze ci górole i cepry, co to skodzom Tatrom, przestrasom sie i przestanom skodzić? W końcu oberwać ciupagom od dwók rozjusonyk bab to nie przelewki.

Na mój dusiu! Jakisi sposób na tyk tatrzańskik skodników musi sie wreście noleźć. Więc moze właśnie postrasenie ik uzbrojonom poniom Sabałom-Zielińskom i poniom Młynarskom bedzie tutok dobrym sposobem? Nie zaskodzi spróbować. Hau!

* B. Sabała-Zielińska, P. Młynarska, Zakopane – nie ma przebacz!. Pascal, Bielsko-Biała 2014, s. 130.
** Ibidem, s. 123.
*** Ibidem.
**** Ibidem, s. 37.

17.08.2014
niedziela

Was przyjaciel i was wróg w sarpacce z komarami

17 sierpnia 2014, niedziela,

Pare tyźni temu, pod wpisem o świstakak, zbocowaliście, ostomili, o wasyk utrapieniak z komarami. Cóz, nie do sie ukryć, ze beskurcyje som to straśne. Choć jo akurat mom to scynście, ze u siebie pod Turbaczem nie spotykom tyk ancykrystów zbyt wielu. Widocnie nie przepadajom one za wędrówkami po gorcańskik ślakak. Ale na nizinak, zwłasca w okolicak pełnyk piknyk jezior – podobno skaranie boskie z nimi! Haj.

Ba skoro nie lubicie komarów, to powinniście lubić jerzyki. Cemu? Zaroz wom piknie powiem. W kwartalniku “Tatry” nolozłek artykuł pona Marcina Matyska, ka wycytołek, ze kie zakochano para jerzyków wyryktuje se wspólne gniazdko, a potem w gniazdku tym wykluje sie z jajek siumno gromadka piknyk pisklaków, to wiece, kielo owadów rodzice znosom tym pisklakom do zjedzenia? Na mój dusiu! Dwajścia tysięcy dziennie! Pikne dwajścia tysięcy! To tak jakby ci z wos, ftórzy majom dzieci, kozdego dnia ryktowali swym pociechom dwajścia tysięcy kanapek!

Ale posłuchojcie dalej, ostomili. Otóz spośród robali, ftórymi dorosłe jerzyki karmiom swe młode, 10 procentów to muchówki,* cyli insekty, do ftóryk zalicajom sie między inksymi te sakramenckie komary. Kielo komarów jest w tyk dziesięciu procentak? Tego niestety nie wiem, bo tego akurat pon Matysek nie wyjaśnił. Ale przyjmijmy, ze koło połowy. A kielo casu młode jerzyki chowajom sie w gnieździe? Tego tyz pon Matysek nie napisoł, ale Wikipedia pado, ze 40 dni. No to teroz policmy:

20.000 robali x 10% x 0,5 komara x 40 dni = 40.000 komarów zjedzonyk przez rodzeństwo młody jerzyków

Bajuści! Przez cały pikny okres chowu w gnieździe jerzykowe pisklęta dostajom do zjedzenia jaz śtyrdzieści tysięcy komarów! Telo co ludność Nowego Targu i Szczawnicy rozem wzięto! No to jo se myśle, ze od dzisiok, kie uwidzicie w swojej okolicy gniazdo tyk piknyk ptosków, to powinniście jaz skakać z radości. Bo sami widzicie, jak piknie dzięki nim maleje licba tyk ządnyk wasej krwi beskurcyjej. Tak, tak ostomili, gniazdo jerzyka blisko wasego domu – to barzo dobro wiadomość dlo wos i barzo zło dlo tyk maluśkik bzycącyk łotrów. Haj.

Ale tak w ogóle to cy wiecie, cemu te łotry tak chętnie ku wom lgnom? Kie poźrecie tutok, to dowiecie sie, ze…

Komary mają kilka sposobów, by namierzyć swoje ofiary, czyli nas. Zwabia je kwas mlekowy i inne składniki potu. Naprowadza na cel zwiększone stężenie dwutlenku węgla w powietrzu, gdy je wydychamy. Z bliskiej odległości potrafią nas wypatrzyć. Posługują się też termodetekcją, czyli zdolnością rozróżniania temperatur, przez co na ich ukąszenia najbardziej narażone są, mające nieco wyższą temperaturę ciała, kobiety w okresie owulacji, młodzi mężczyźni i dzieci. […] Z tego samego powodu komarzyce lubią polować wieczorami – łatwiej im w chłodzie namierzyć ciepłe ciało. Ostatnio odkryto, że niektóre rodzaje bakterii na ludzkiej skórze “współpracują” z komarami wydzielając substancje, które je zwabiają. Zatem indywidualna flora bakteryjna też ma znaczenie.

O, krucafuks! Waso osobisto flora bakteryjno sprzyjo komarom, a nie wom! To zdrada! Nic inksego jak zdrada! Wase bakterie powinny wos wspierać i być wom wdzięcne za to, ze pozwolocie im wieść pikne zywobycie na wasej skórze. Tymcasem one som w sojusu z wasymi wrogami! A to Judasze! To Brutusy! To Efialtesy! Petainy! Quislingi! I Bogusławy Radziwiłły krucafuks!

I co teroz? No cóz…. Kie juz wiecie, ze mocie na swym ciele organizmy, ftóre kolaborujom z komarami, musicie cosi z tym zrobić. Ino co? Ano… mozecie na przikład zagrozić tym zdradzieckim bakteriom, ze jeśli nie bedom wobec wos lojalne, to bedziecie furt myć sie mydłem antybakteryjnym. I to tym o najmnocniejsym działaniu. Mozecie tyz spróbować po dobroci – na przykład obiecać bakteriom cosi, co one barzo lubiom. Mozecie – stosując nieśmierztelnom metode kija i marchewki – próbować jednego i drugiego naroz. A moze mocie jakiesi inkse pomysły, jak wasom flore bakteryjnom przeinacyć na wiernyk sojusników? Jakosi w kozdym rozie musicie przeciągnąć jom na swojom strone. Bo wiadomo przecie, ze kozdy problem najlepiej rozwiązywać zacynając od siebie. Nie inacej jest wte, kie idzie o problem z komarami. Hau!

P.S. A skoro niniejsy wpis jest cynściowo o jerzykak, to niekze bedzie on dedykowany ik prawie-imiennikowi, cyli Jerzoreckowi, coby mu sie sybciej i pikniej do zdrowia wracało. Haj :D

* Marcin Matysek, Jerzyk, a nie jeżyk, “Tatry” 2013, nr 4 (46), s. 60-61.

13.08.2014
środa

Piknie dziękujemy i rest in peace

13 sierpnia 2014, środa,

Na mój dusiu! Dopiero co wyryktowołek wpis o niezyjącym juz hyrnym komiku. Kie to robiłek, nawet do głowy mi nie przysło, ze następny bedzie… o kolejnym niezyjącym komiku. Telo ino, ze kie ryktowołek tamten wpis… bohater tego dzisiejsego jesce zył i racej mało fto sie spodziewoł, ze juz wkrótce bedzie inacej… Wiecie juz pewnie o kim godom? O ponu Robinie Williamsie. O jego niespodziewanej śmierzci tyz juz z pewnościom wiecie, bo Orecka i TesTeqecek juz zbocowali o tym w swoik komentorzak. Z tego, co wiem, syćko wskazuje na to, ze sprawcom niescynścia była depresja. Na mój dusiu! Ten pon tak wielu ludziom naryktowoł telo dobrego humoru! Telo piknej radości przybyło na świecie dzięki jego piknym komediom! A w nim samym – jak sie okazuje – radości było zdecydowanie za mało, coby fciało mu sie przezyć więcej, nic przezył potela…

Jo ocywiście wiem, ze pon Williams był tak wsekstronnym aktorem, ze nie ino w komediak piknie zabłysnął. Ale tak mi sie widzi, ze właśnie w filmak komediowyk najtrudniej bedzie noleźć jego godnego następce. No bo fto z zyjącyk obecnie komików mógłby mu dorównać? Pon Ben Stiller? E, to chyba nie ta liga. Pon Eddie Murphy? On owsem, umie rozsmiesać do łez, ale… juz downo chyba nie zagroł w filmie, ftórego poziom zblizyłby sie do Gliniarza z Beverly Hills abo Nieoczekiwanej zmiany miejsc. Pon Jim Carrey – odpado zupełnie. Jo mu zyce jak najlepiej, ale nic na to nie poradze, ze te jego “gagi” ryktujom u mnie więcej płacu niz śmiechu. Płacu na myśl o tym, jak nisko w nieftóryk filmowyk kregak moze upaść śtuka ryktowania komedii.

Heeej! Cało nadzieja w tym, ze podobno natura nie znosi prózni. Oby faktycnie nie znosiła. Bo to by znacyło, ze prędzej cy później ftosi jednak zapełni te pozostawionom przez pona Williamsa pustke. A jeśli nie – to z cego teroz bedziemy sie śmiać? No z cego? Mozno ocywiście z tyk syćkik piknyk komedii, ftóre juz wyryktowano. Ale przecie dobrze by było, coby w przysłości – blizsej i dalsej – powstawały nowe filmy dostarcające porządnej dawki korzystnego dlo zdrowia śmiechu. Haj.

Ba to syćko to juz ocywiście nie jest zmartwienie pona Williamsa. On teroz piknie rozpocyno nowe zywobycie. Kany? Ocywiście tamok, ka pon de Funes. A kany jest pon de Funes, to juz godołek w poprzednim wpisie, powołując sie przy tym na niezbity dowód naukowy. Zyce ponu Williamsowi tego samego, cego dopiero co zycyłek jego hyrnemu francuskiemu koledze po fachu – coby jak najpikniej grało mu sie w nowyk komediak, ftóre z całom pewnościom na tamtym świecie tyz som kryncone. Zreśtom fto wie? Moze w nieftóryk z nik bedzie występowoł rozem z ponem de Funesem? O, Jezusicku! To dopiero by była pikno komediowo ucta! Dosłownie i w przenośni – niebiańsko pikno! Bajako.

Dziękuję za wszystko. Rest in peace – napisała Orecka niecałom dobe temu. Krótkie słowa, pod ftórymi jo jak najbardziej sie podpisuje. Piknie dziękuje za syćko i rest in peace, ponie Williams. Hau!

P.S. A pod poprzednim wpisem nowy gość do Owcarkówki zawędrowoł – Krzychecek. Powitać piknie Krzychecka! :D

css.php