Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

15.09.2017
piątek

Huragan Stasek

15 września 2017, piątek,

Krucafuks! Skaranie boskie z tymi huraganami! Niscom, kielo ino mogom. A mogom niestety duzo, bo siłe majom takom, ze nas tatrzański holny to przy nik ino mały skrzacik. Nicym Piątkowo Góra przy Krywaniu. Haj. Co gorso, ostatnio te beskurcyje jakby sie ustawiły w kolejce do dokucania ludziom: odeseł Harvey, nadesła Irma, odesła Irma, zaroz nadeseł Jose. Ten ostatni na synście tak wielu skód juz nie naryktowoł. Ale tyz był zupełnie niepotrzebny. Bajako.

Co to w ogóle za pomysł z nadawaniem imion tym ancykrystom? W Wikipedii wyjaśnili, ze to na potrzeby konkretnego identyfikowania cyklonów i wydawania prognozy pogody i ostrzeżeń. Podali nawet tamok cały spis tyk imion: Ana, Bill, Claudette, Danny, Erika, Fred… No, z tym Fredem to akurat rozumiem. Pon Fred Astaire faktycnie tańcowoł nicym huragan. Ale cy nie lepiej by było, kieby kozdemu z tyk sakramenckik zjawisk dać na imie… Stasek? Ale po góralsku właśnie – Stasek, a nie po ceprowsku – Staszek. A juz na pewno nie Stanisław. Bo jeśli ftosi nazywo sie Stasek, to nimo inksego wyjścia – musi zachowywać sie tak jak syćka jego góralskie imienniki. W przeciwnym rozie wysełby na głuptoka. A przecie nifto nie lubi wychodzić na głuptoka, nawet huragan.

Jakie som góralskie Staski? Fto spędził wśród polskik góroli choć kapecke casu – ten wie. To pewne siebie, dumne i odwozne chłopy. Krzepkie i gibkie. Ślebodne, robiom to, co fcom robić i nie słuchajom sie ani ponów, ani królów, ani prezydentów. Wbrew pozorom – prezesów i księdzów probosców tyz nie za barzo słuchajom. Po prostu nie słuchajom nikogo. Z jednym wyjątkiem – siumnyk podhalańskik abo beskidzkik gaździn, zwłasca takik, co majom na imie Maryna.

I teroz juz, ostomili, na pewno sami domyśliliście sie piknie, cemu kozdemu huraganowi nalezy okrzcić imieniem Stasek. Bo kieby ino huragan o takim imieniu sie pojawił, to wystarcyłoby, coby stanęła na wprost niego gaździna Maryna. I zaroz zacęłaby wołać: E! Stasek! Ty beskurcyjo jedno! Ty fudamencie! Wiać mi tu bedzies? Skody ryktować? Ludzi i zywine zabijoł? Pockoj ino, bejdoku sakramencki. Jak jo cie prasne – kruca – moim wałkiem, to zaroz syćkie gwiozdy uwidzis, z wyjątkiem tyk holiłudzkik…

Godałaby to takim tonem, jakim umie godać ino tako gaździna, ftóro od urodzenia oddychała górskim powietrzem. A huragan Stasek – słuchając takiej godki – zaroz by sie zawstydził, głupio by sie pocuł, zmniejsyłby swom prędkość z trzystu kilometrów na godzine do dwustu, kwile potem do stu, a po kolejnej kwili – do pięćdziesięciu. Nie minęłaby minuta, jak stołby sie niewinnym, słabiutkim wiatereckiem, ftóry jedyne, co mógłby zdmuchnąć, to najmniejse piórko najmniejsego wróbelka. I nie byłoby wte potrzeby ewakuowania całej Florydy. Ani zodnego inksego stanu, ani kraju.

Na mój dusiu! Te klimatologi furt śpekulujom, jak zaradzić tym straśliwym huraganom. Furt zadajom se pytanie, cy jest na ten sakramencki zywioł jakisi sposób? Myślom o tym i myślom… A przecie rozwiązanie jest takie proste! Hau!

P.S.1. A wcora, ostomili, piknie Mieteckowe urodziny my mieli. No to zdrowie Mietecki! 🙂

P.S.2. Zaś w sobote – 16 września – bedom Dydyjeckowe imieniny. Zdrowie Dydyjecki! 🙂

P.S.3. Kapecke później zaś – 24 września – Poni Dorotecka pikne urodziny bedzie miała. Zdrowie Poni Dorotecki! 🙂

25.08.2017
piątek

Słupek

25 sierpnia 2017, piątek,

Wiecie, co mi sie wcora przytrafiło? Ano krynciłek sie po lesie, coby sprawdzić, cy w okolicak mojej holi nimo zodnyk wilków, ftóre mogłyby zagrozić owieckom mojego bacy. Nagle do moik usu dosła tako rozmowa:
– Gdzie ten słupek? Gdzie ten przeklęty słupek? Widzisz go gdzieś?
– Nie.
– Ja też nie. Już chyba od dwóch godzin go szukamy.
– Może źle szukamy?
– Może? Albo to jest jedyny las w Polsce, w którym nie ma żadnych słupków.

Fto tak godoł? Wnet uwidziołek chłopaka z dziewcynom, przedzierającyk sie przez leśnom gęstwine. Piknie! – pomyślołek – pohybom ku nim i swoim owcarkowym sposobem wyłudze od nik pare kanapek.

Ale zaroz sie powstrzymołek. Zaciekawiło mnie, o co im sło z tym słupkiem? Postanowiłek to wybadać i obserwować ik z ukrycia. Kanapki wse moge wyłudzić później. Bajako.

Zacąłek śledzić te pare, chowając sie za smrekami. A oni dalej leźli roz przez mniejse, a roz przez więkse zarośla. Leźli, leźli… jaze wyleźli na wijącom sie wśród trow i mchów perć. Po kwilecce na tej perci pojawił sie jakisi turysta, tak na oko koło pięćdziesiątki, ale równie dobrze mógł to być śtyrdziestolatek wyglądający na starsego o dziesięć roków abo seśćdziesięciolatek wyglądający na młodsego o dziesięć roków.

– Proszę pana! Proszę pana! – zawołoł chłopak. – Czy nie widział pan tu gdzieś jakiegoś słupka?
– Ha! Widziałem przed chwilą coś ciekawszego – pedzioł turysta. – Ślady niedźwiedzia!
– Ale my szukamy słupka – odezwała sie dziewcyna, sprawiając wrazenie, ze nie ino niedźwiedź, ale nawet lądowanie UFO interesowałoby jom w tej kwili mniej niz ten sakramencki słupek. – Takiego betonowego albo granitowego z czterema numerami.
– A, słupka… – nieznajomy zamyślił sie. – Wiecie co? Od dziesiątek lat przemierzam gorczańskie szlaki, ale na takie słupki jakoś nigdy nie zwracałem uwagi. Chyba je widywałem, ale… naprawdę nie umiem wam pomóc. Przykro mi.

Chłopakowi i dziewcynie najwyraźniej tyz było barzo przykro. Turysta poseł dalej, tyk dwoje zaś znowu zapuściło sie w las. Po pół godzinie wysli na polane, przez ftórom seł corny ślak z Łopusznej ku Polanie Zielenicy. Natrafili tamok na kilkunastoosobowom wyciecke, prowadzonom przez pona, ftóry do kosuli mioł przypięty taki oto blasany znacek.

– Przepraszam – dziewcyna zacepiła pona ze znackiem – czy pan może jest górskim przewodnikiem?
Pon ze znackiem potwierdził.
– Super! – uciesyła sie dziewcyna. – To pewnie będzie pan wiedział, gdzie tu można znaleźć jakiś betonowy lub kamienny słupek?
– Betonowy lub kamienny słupek? – pon przewodnik podrapoł sie po głowie. – Hmm… Szczerze mówiąc… Yyyy… Nie wiem. Jestem przewodnikiem trzeciej klasy. Może jakiś przewodnik pierwszej lub przynajmniej drugiej klasy by wiedział.
– A nie orientuje się pan może – wtrącił chłopak – gdzie tu można spotkać takiego przewodnika wyższej klasy?
– Yyy… yyyy… z tego, co wiem, jeden mój kolega, mający pierwszą klasę, będzie niedługo tędy przechodził z inną wycieczką.
– Niedługo? Doskonale! – wykrzyknął chłopak.
– Ale niedługo – to znaczy konkretnie kiedy? – próbowała dociec dziewcyna.
– No… za jakiś tydzień, tak mi się wydaje.
– Aha… dziękujemy – pedzieli posukiwace słupka. Po ik minak widać było jednak, ze owo „niedługo” to było dlo nik stanowco za długo.

Wyciecka posła w kierunku Łopusznej, a śledzono przez mnie para zacęła sie bezradnie rozglądać. I wte na skraju polany dojrzeli starom górolke zbierającom grziby. Wartko ku niej pohybali.

– Dzień dobry! – zawołoł chłopak.
– A, pokwolony – odpowiedziała górolka.
– Mamy pytanie – rzekł chłopak. – Czy nie widziała pani w pobliżu jakiegoś słupka?
– Słupka? A, jeden widziałak. Ba na co wom słupek?
– No… chcemy znaleźć na nim pewną informację – odpowiedzioł chłopak.
– E, nic ciekawego na nim nie nojdziecie – stwierdziła górolka.
– Ciekawego – nie, ale ważnego – owszem – pedziała dziewcyna. – Przynajmniej dla nas jest to coś ważnego.
– No to jak fcecie, to powiem wom – odrzekła górolka. – Pódziecie tom perciom do wierchu. Przejdziecie jakiesi sto, abo dwieście metrów. I po prawej stronie perci uwidzicie barzo pikny słupecek.
– Dziękujemy bardzo! – zawołali chłopak i dziewcyna. I nie tracąc casu pohybali we wskazanym przez górolkie kierunku. Było tamok kapecke stromo, więc wspinając sie dostali małej zadyski. Ale humory mieli duze lepse niz przed kwilom.

– Od razu trzeba było spytać miejscowego! – stwierdził chłopak. – Zaraz będziemy mieć to, czego potrzebujemy.
– Misiu, już chyba widzę ten słupek, o którym mówiła ta góralka – odezwała sie w pewnej kwili dziewcyna.
– Eee… – zafrasowoł sie chłopak – ale raczej nie o taki nam chodziło.
– Raczej nie – zgodziła sie dziewcyna. – Ale może gdzieś w pobliżu stoi jakiś inny słupek?
– Obawiam się, że nie – pedzioł chłopak. – Żadnego innego tutaj nie widzę.

Słupek, ftóry noleźli, był mniej więcej dwumetrowej wysokości i była przycepiono do niego zardzewiało tablica, bocująco chyba jesce casy PRL-u. Na tablicy był napis końcący sie słowami: SUROWO WZBRONIONE. Co było napisane wceśniej – tego nie mogłek odcytać. Odgadnąć tyz było trudno, bo przecie u wos, ludzi, barzo wiele barzo róznyk rzecy jest surowo wzbronionyk.

Chłopak i dziewcyna westchnęli cięzko. Postanowili wrócić na polane, na ftórej przed kwileckom byli i spytać górolke-grzybiorke, cy nie widziała w okolicy jakiegosi inksego słupka. Niestety, kie tamok wrócili, okazało sie, ze górolka juz kasi posła. Kany? Jo ze swoim psim nosem nolozłbyk jom bez trudu. Ale te dwa bidoki ze swoimi ludzkimi nosami – nie miały na to sans.

Tymcasem była juz późno godzina. Niebo nad Gorcami zacęło sie ściemniać.

– No to zabłądziliśmy na dobre – westchnął chłopak. – A ten artykuł o szukaniu słupków i wzywaniu pomocy leśniczego to jakaś lipa. Jedna wielka lipa!

Artykuł o sukaniu słupków? O, Jezusicku! Wreście olśniło mnie, cego oni sukali. Juz wceśniej powinienek na to wpaść! Ale dopiero, kie ten młodziok zbocył o artykule, to skojarzyłek, ze musi on mieć na myśli tekst, ftóry mozecie noleźć na stronak podróze.gazeta.pl. Pisom tamok, co trza robić w rozie zabłądzenia w lesie. Otóz podobno najlepiej jest odsukać betonowy lub granitowy słupek z czterema numerami. Wystarczy, że [zadzwonisz do leśniczego i] przekażesz komplet numerów ze słupka, a leśnicy bez trudu do ciebie dotrą.

Tak więc teroz juz syćko było jasne: tyk dwoje zwycajnie zabłądziło i dlotego – zgodnie z zaleceniami owego artykułu – sukali słupka, ftóry pomógłby im sie odnoleźć. Cóz, kie juz wiedziołek, o co im idzie, chętnie byk ik poratowoł. Nie wiedziołek ino, kany oni fcom dojść? Ba zaroz sie dowiedziołek, bo dziewcyna jękła:
– No to nici z nocowania na Turbaczu.

Aaa! Więc oni fcom na Turbacz! To nie mogli wceśniej o tym zbocyć? Od rozu byk piknie im pomógł. Ale to nic – pomoge teroz. Wysłek zza smreków i groźnie zawarcołek.

– Co to za bestia? – spytała kapecke wystrasono dziewcyna, kie mnie zauwazyła.
– To… to… chyba niedźwiedź – pedzioł nie mniej wystrasony chłopak. – Ten turysta, którego niedawno spotkaliśmy, coś mówił, że widział ślady niedźwiedzia.
– Rzeczywiście, mówił – przybocyła se dziewcyna. – Ale… jest już wprawdzie ciemno i nie widzę za dobrze, jednak wydaje mi się, że to coś jest białe. Czy u nas żyją białe niedźwiedzie?
– Chyba nie – pedzioł chłopak. – Ale ten może uciekł z zoo albo jakiegoś cyrku?

Co? Niedźwiedź? Niekze ta. Moge być niedźwiedziem.

Znów zawarcołek, ale tym rozem postarołek sie, coby moje warcenie przybocowało niedźwiedzi ryk. Chłopak z dziewcynom zawołali jednoceśnie:
– W nogi!

I rzucili sie do uciecki. A jo pohybołek za nimi. Ocywiście goniłek ik tak, coby gnali w strone Turbacza.

– Rozbiegnijmy się w dwie strony! – zawołoł w pewnej kwili chłopak. – Może wtedy bestia się zatrzyma, bo nie będzie wiedziała, kogo ścigać?

No i sie rozbiegli. Hehehe! Nie z psami pasterskimi takie numery! Mało to rozy musiołek jo zaganiać do stada owiecki pędzące w róznyk kierunkak? Chłopak z dziewcynom ani sie spostrzegli, jak znów biegli rozem. Haj.
– Zrzućmy pleacaki! – zawołała dziewcyna. – Będziemy wtedy szybciej uciekać.
Faktycnie, kie pozbyli sie balastu, biegli sybciej. I wkrótce… piknie noleźli sie przed wejściem do schroniska na Turbaczu. Spanikowani złapali wartko za klamke, hipli do środka i pośpiesnie zamkli za sobom drzwi.

Tak więc piknie byli u celu. Ale ik plecaki – jesce nie. Musiołek więc jesce po nie pohybać. I podrzucić im je na telo dyskretnie, coby pomyśleli, ze to jakisi goprowiec je przyniesł. Abo inksy ucciwy znalazca, ftóry – jakomsi piknom metodom dedukcyjnom – doseł, fto jest właścicielem zguby.

Idąc po te plecaki, natrafiłek na niedźwiedzia, o ftórego śladak godoł ten samotny turysta. Kie obiecołek miśkowi, ze wykrodne dlo niego pare słoicków miodu z Felkowego sklepu, ten od rozu zgodził sie pomóc mi w tasceniu plecaków. Po drodze opowiedziołek mu, co dzisiok przezyłek.

– I teroz tak se myśle – pedziołek, końcąc swom opowieść – ze Pon Bócek wprowdzie doł cłowiekowi rozum, ale jakosi dziwnie wyryktowany.
– Cemu tak myślicie, krzesny? – spytoł niedźwiedź.
– No, poźrejcie – pedziołek. – Tyk dwoje, kie zabłądziło, to tak skupili sie na sukaniu słupka, ze zupełnie nie dostrzegali inksyk sposobów na odnolezienie zgubionej drogi. Bo cyz nie mogli spytać o droge napotkanego na perci turysty? Mogli. A napotkanego kapecke później przewodnika? Tyz mogli. Tak samo mogli spytać te starom górolke. Ba ik myśl całkowicie pochłonął ten sakramencki słupek. Ciekawe, kielo casu by jesce stracili, kiebyk nie wkrocył do akcji.
– Co prowda, to prowda – rzekł niedźwiedź. – Ba z drugiej strony, pomyślcie, krzesny, ze kieby tego słupka nie sukali, to byście sie nimi nie zainteresowali. Kiebyście sie nimi nie zainteresowali – nie pomoglibyście im w dotarciu do schroniska. A kiebyście im nie pomogli – to te bidoki sły by ku temu schronisku duzo dłuzej. Nawet kieby ftórysi z napotkanyk ludzi pomógł im odnoleźć droge.

Na mój dusiu! Mój kudłaty kompan mioł racje! Ta para przecie była juz dość zmęcono. W dodatku tascyła na swyk grzbietak całkiem spore cięzary. No to załózmy, ze ftosi pomógł by im odnoleźć te droge na Turbacz. Kielo casu zajęłoby im dotarcie tamok? Moze dwie godziny? Moze trzy? Moze jesce dłuzej? Tymcasem dzięki mnie – dotarli w pół godzinki!

Tak więc, moi ostomili, przemyślołek sprawe i piknie potwierdzom: w rozie zabłądzenia w lesie – sukanie słupka jest doskonałym rozwiązaniem. Mojo ostatnio przygoda jest na to najlepsym dowodem. Hau!

P.S.1. Pod ostatnim wpisem nowy gość do Owcarkówki przybył – Muratorecek. Powitać piknie Muratorecka! 🙂

P.S.2. Piknie przybocuje, ze 29 sierpnia Anecka Schroniskowo bedzie miała swoje urodziny. Zdrowie Anecki Schroniskowej! 🙂

4.08.2017
piątek

Ksiązka pona Piątka i ksiązka pona Wohllebena

4 sierpnia 2017, piątek,

Przecytołek jo ostatnio dwie ksiązki. Jednom o tajemnicak, a drugom o sekretak. Te pierwsom napisoł pon Tomasz Piątek, a te drugom – pon Peter Wohlleben. Haj.

No i kie idzie o te pierwsom, to pewnie wiecie, ze głównie jest tamok o politykak, zwłasca o jednym. Ale nie ino o nik. O róznyk biznesmenak tyz jest sporo. I to o barzo wrednyk biznesmenak…. brrrr! W Polsce, w Rosji, w Hameryce i jesce paru inksyk krajak. A cytając o nik, kapecke zacąłek sie bać, cobyk na ftórejsi stronicce nie odkrył, ze wśród tyk najbardziej łoterskik przedsiębiorców jest… nas Felek znad młaki! No bo na mój dusiu! Kieby sie okazało, ze jest – byłby wstyd na całe Gorce! Hauuu!

Ba dosłek do ostatniej stronicki i… ufff! Odetchłek z ulgom. O Felku ani słowa. Fto mi nie wierzy, niek przecyto sam. I wte piknie sie przekono, ze prowde godom.* Tak więc, moi ostomili, jaki ten nas Felek jest, taki jest, ale trza przyznać, ze som na tym świecie weredy jesce gorse jako on. Duzo gorse!

O cym zaś jest ksiązka pona Wohllebena? Ano… o drzewak. O bukak, o dębak, o choineckak i róznyk inksyk piknyk drzewkak, rosnącyk w lasak, w parkak i wśród miejskik ulic. Dzięki tej ksiązce uświadomiłek se, jak barzo jo niewiele potela o tyk roślinak wiedziołek. Właściwie wiedziołek ino telo, ze rosnom se piknie i ryktujom pikny tlen. Ale porozumiewać sie między sobom – myślołek – to one w zoden sposób nie umiom, no bo niby jak? Przecie nie majom ani gymby do godania, ani komputra do ryktowania maili. Tymcasem – na mój dusicku! Okazuje sie, ze jednak przekazujom se rózne informacje. W jaki sposób? A, na przikład poprzez substancje zapachowe.** Maile… tyz wysyłajom. Nie śpasuje – posłuchojcie ino, co pon Wohlleben napisoł:

[…] w celu zagwarantowania szybkiego rozchodzenia się wiadomości [między drzewami] w sprawę z reguły włączone są grzyby. Działają one jak światłowodowe łącza internetu. Cienkie pasma grzybni przenikają glebę i oplatają ją siatką o trudno wyobrażalnej gęstości. Łyżeczka do herbaty leśnej gleby zawiera bowiem dobrych kilka kilometrów strzępków grzyba.***

No i co? Nie zdumiewajom wos te słowa? Mnie zdumiały i… jednoceśnie rozśmiesyły. No bo jakze sie nie śmiać? Wy, ludzie, mocie sie za geniusy, bo wynoleźliście internet. Tymcasem – hahaha! – drzewa miały ten internet, kie wy jesce zyliście w jaskiniak i chodziliście z macugami polować na mamuty. Bajako.

Ba najciekawsej rzecy o komunikacji międzydrzewowej dowiadujemy sie dzięki poni Monice Gagliano z University of Western Australia. Ta siumno poni, wroz z inksymi dendrologicnym mędrolami, wpadła na pomysł, coby zacąć drzewa… po prostu podsłuchiwać. Telo ino, ze w laboratorium raczej drzewa się nie zmieszczą, dlatego zamiast nich badano łatwiejsze w obsłudze siewki zbóż. […] już wkrótce aparatury pomiarowe zarejestrowały ciche trzaski korzeni przy częstotliwości dwustu dwudziestu herców. Trzeszczące korzenie? To jeszcze nie musi nic znaczyć, w końcu nawet martwe drewno trzeszczy najpóźniej w momencie, w którym pali się w piecu. Jednak stwierdzone w laboratorium odgłosy były słyszane nie tylko przez badaczy. Reagowały na nie korzenie postronnych siewek. Zawsze gdy wystawiano je na trzaski o częstotliwości dwustu dwudziestu herców, ich wierzchołki kierowały się w tę stronę. Oznacza to, że trawa może rejestrować, powiedzmy śmiało – „słyszeć”, tę częstotliwość. […] Budzi to ciekawość, bo przecież i my, ludzie, jesteśmy przysposobieni do komunikacji dźwiękowej i może to byłby klucz do lepszego zrozumienia drzew. […] badania na tym polu dopiero raczkują. Jednak gdy podczas najbliższego spaceru po lesie usłyszycie ciche trzaski, to może nie będzie to tylko wiatr…****

Bajuści. Moze nie bedzie… Dlotego piknie zachęcom wos, cobyście od tej pory, będąc w lesie, dobrze wytęzali zarówno lewe, jak i prawe ucho. I nasłuchiwali nie ino, co w trowie piscy, ale tyz co w drzewak trzescy. Fto wie? Moze nagle doznocie jakiegosi olśnienia i bedziecie pierwsymi, co zrozumiom mowe drzew? Fajnie bedzie, jeśli komusi z wos to sie udo. Hau!

P.S.1. A niedowno nowy gość tutok w Owcarkówce sie pojawił – Babulecka. Powitać Babulecke barzo piknie! 🙂

P.S.2. 22 lipca były Madgareckowe imieniny i PonioAgnieszkowe urodziny. Zdrowie Madgarecki i Poni Agnieszki! 🙂

P.S.3. 26 lipca imieniny obchodziły Anecka Holendersko, Anecka Schroniskowo i Fusillecka (dlo ftórej… jest teroz barzo trudny cas z powodu stanu zdrowia jej Ślubnego 🙁 – ślijmy zatem jak najwięcej dobryk myśli ku im obojgu 🙂 ). Zdrowie Anecki Holenderskiej, Anecki Schroniskowej i Fusillecki! 🙂

P.S.4. 29 lipca Grzesickowe urodziny my mieli. Zdrowie Grzesicka 🙂

P.S.5. Zaległe budowe święta wymieniłek, teroz pora na te, ftóre bedom wkrótce. A więc… 6 sierpnia – Basiecka sie nom urodzi. Zdrowie Basiecki! 🙂

P.S.6. Kapecke później zaś – 10 sierpnia – Plumbumeckowo rocnica ślubu i Wawrzeckowe imieniny. Zdrowie Poństwa Plumbumeckowyk i Wawrzecka! 🙂

* T. Piątek, Macierewicz i jego tajemnice. Arbitror, [s.l.] 2017, s. 1-215. Na koniec jest jesce jedno nieponumerowano stronicka – ale tamok autor tyz nie zbocył Felka ani rozu.
** P. Wohlleben, Sekretne życie drzew, tł. E. Kochanowska. Otwarte, Kraków 2016, s. 16.
*** Ibidem, s. 20.
**** ibidem, s. 22-23.

23.07.2017
niedziela

Pieski tyz protestujom

23 lipca 2017, niedziela,

Jak wiecie, ostomili, na tym blogu racej nie politykujemy. Ba casem robimy wyjątki. I teroz właśnie zdecydowołek sie na taki wyjątkowy wpis. Cemu? A bo wcora odwiedziła mnie Maryna Krywaniec i pedziała mi, ze podsłuchała, jak jacysi turyści godali, ze w ryktowanyk teroz w całej Polsce manifestacjak bierom udział… nawet psy. Na mój dusiu! Musiołek sprawdzić, cy to prowda! Nie zastanawiołek sie ani kwili i wartko pohybołek do Nowego Targu. Tamok planowołek hipnąć do jakiegosi autobusa. No i trafił sie autobus do samiućkiej Warsiawy. O dziewiątej wiecorem – byłek juz w stolicy.

Kany o tej godzinie mozno było póść? Zacąłek nasłuchiwać, co godajom ludzie na warsiawskik ulicak. No i dowiedziołek sie, ze właśnie protestujom pod chałupom Pona Prezesa przy ulicy Mickiewicza. Ino kany ta ulica jest? Kapecke casu mi zajęło, zanim sie tego dowiedziołek. Ba kie sie w końcu dowiedziołek, to piknie ku niej pohybołek.

Kie tamok dotorłek, dowiedziołek sie, ze manifestacja trwo juz od dość downa – od ponad dwók godzin. Ale grupka ludzi ciągle tamok stała. Nieftórzy trzymali płonące świece, ftosi mioł flage polskom, ftosi unijnom, a ftosi – mioł nawet piknego nadmuchanego rózowego kota.

A po kwili odkryłek, ze wśród tyk protestującyk som tyz… pieski! O, Jezusicku! Prowdziwe pieski! A więc Maryna sie nie myliła!

Niniejsym, ostomili, poznojcie piknie siumnom Mrówke…

…i piknie siumnom Wanilie…

Obu pieskom, a dokładniej pieskowym dziewcynom – piknie dziekuje za to, ze zgodziły sie na umiescenie ik zdjęć na tym blogu.

A wos, ostomili, piknie pytom, cobyście bocyli, ze jeśli te nasom polskom ślebode udo sie obronić – to bedzie zasługa nie ino wos ludzi, ale nos psów tyz. Hau!

P.S. Jest sporo komentorzy pod poprzednim wpisem, na ftóre jesce nie zdązyłek odpowiedzieć. Piknie o nik boce i prędzej cy później poodpowiadom. Mom nadzieje, ze w ciągu najblizsyk paru dni 🙂

13.07.2017
czwartek

Z Felkowej kawiarni

13 lipca 2017, czwartek,

Ten wpis, ostomili, ryktuje jo, siedząc se w piknej kawiarni w Nowym Targu. Kawiarnia tak w ogóle nalezy do Felka znad młaki, co to jest najbogatsy w mojej wsi. Haj. Zakrodłek sie tutok tuz przed zamknięciem, a jak rano kawiarnie otworzom – to se stela piknie wyjde. I ślus.

Pewnie fcecie wiedzieć, po co jo tutok przysłek, kie powinienek siedzieć na holi i owiecek pilnować. Ano… postanowiłek zrobić eksperyment naukowy. I mom nadzieje, ze wy, ostomili, piknie mi w tym pomozecie. Jak ta pomoc miałaby wyglądać? Juz piknie syćko wyjaśniom.

Otóz jakisi cas temu przeglądołek se internet i natrafiłek na ciekawy tytuł: Kawa z czekoladą czyni nas mądrzejszymi!

Na mój dusiu! Mądrzejsymi? Ciekawe jak? Postanowiłek przecytać. No i wycytołek to:

Naukowcy z Uniwersytetu Georgia przeprowadzili bardzo ciekawe badania, których wyniki powinny ucieszyć miłośników czekolady i kawy.
W celu sprawdzenia właściwości tego napoju, do udziału w eksperymencie zaproszono studentów, którym zalecono codzienne wypijanie kawy, gorącej czekolady lub mieszanki tych produktów. Grupie kontrolnej serwowano placebo. Każdego dnia, po wypiciu napoju, uczestników badania proszono o wypełnienie testu, mającego zobrazować kondycję ich mózgu.
Jak wykazały wyniki eksperymentu, w dniach, kiedy pili kawę z czekoladą, badani wykazywali się znacznie wyższym poziomem koncentracji, niż osoby pijące inne napoje. Czas reakcji na zadania zdecydowanie się skrócił, a średni wynik testu znacząco się podnosił.

O, Jezusicku! Jeśli to syćko prowda, to jo tyz fciołbyk wypić kawe z cekoladom i stać sie od tego mądrzejsy! Ino… cy na psy tako miesanka działo podobnie jak na wos ludzi? Sama cekolada… niestety dlo psów jest niezdrowo. Ale moze kie połącyć jom z kawom, to wejdzie z niom w takom reakcje chemicnom, ze piknie pomoze, zamiast zaskodzić? Cóz. Pokiela nie sprawdze, to nie bede wiedzioł. I właśnie dlotego zakrodłek sie do Felkowej kawiarni. Bo tutok bede mioł syćkie niezbędne akcesoria do mojego naukowego eksperymentu.

Teroz, ostomili, odejde stela na kwilecke i zrobie se kawy. Jak jom zrobie, to wypije. A jak wypije, to wróce tutok i zascekom…

*********************************

No, wypiłek i jestem nazod. Teroz posłuchojcie:

Hauhau! Hauuu! Hau! Hau! Hau-hau-hauu! Hau!

Posłucholiście? Piknie!

To teroz znów zrobie se kawy, ale tym rozem z cekoladom. Piknie przepytuje wos, ostomili, ze znowu stela odchodze, ba za kwilecke wróce i popytom cobyście wsłuchali sie w moje scekanie jesce roz…

*********************************

I znowu ku wom wróciłek. Barzo piknej kawy z cekoladom właśnie sie napiłek. No i posłuchojcie:

Hau! Hauhauhauhau! Hau! Hauuuu! Hau-hau-hau!! Hau! Hau!!

No i jak wom sie widzi? Ftóre scekanie wasym zdaniem zabrzmiało inteligentniej? To po kawie bez cekolady cy po kawie z cekoladom? Hau?

P.S.1. Mieli my ostatnio w Owcarkówce kapecke piknyk świąt. 28 cerwca były Madgareckowe urodziny. Zdrowie Madgarecki! 🙂

P.S.2. A następnego dnia – mieli my imieniny Paffeckowe. Zdrowie Paffecka! 🙂

P.S.3. 1 lipca była rocnica ślubu Olecki i Pona Oleckowego. Zdrowie Poństwa Oleckowyk! 🙂

P.S.4. A 8 lipca -imieniny Babeckowe były. Zdrowie Babecki! 🙂

19.06.2017
poniedziałek

Ruch bąckowy

19 czerwca 2017, poniedziałek,

Jesce kapecke, ostomili, jesce ino kapecke i bedziemy mieli pikne lato. Kie dokładnie ono sie zacnie? Kalendorzowe – jak zwykle. A astronomicne – jak napisali tutok21 czerwca o godzinie 6:23. O tej godzinie Ziemia zwróci się do Słońca swoim biegunem północnym, a biegun południowy odwróci się do naszej gwiazdy tyłem. Tegoroczne lato potrwa przeszło 93,5 doby.

Hmm… Tutok chyba sie cosi nie zgadzo. No bo poźrejcie. Rok mo 365 dni, pory roku som śtyry, więc kie licbe dni w roku podzielić przez licbe pór, to sami bez trudu se wylicycie:

365 : 4 = 91,25

Nawet kieby wziąć pod uwage rok przestępny – wyjdzie 91,5. No to cemu lato mo trwać jaz 93,5 dnia? Cyzby było ono dłuzse niz inkse pory roku? Ano… okazuje sie, ze tak właśnie jest. Ba mało tego! Ono z roku na rok robi sie coroz dłuzse! A cemu? Ano podobno dlotego, ze – jako napisali w zalinkowanym wyzej artykule – oś, wokół której obraca się Ziemia, ulega tak zwanej precesji. Pod wpływem innych ciał niebieskich – głównie Słońca i Księżyca, ale także innych planet – chwieje się jak zwalniający zabawkowy bączek, zataczając swoimi końcami pełne koła co blisko 26 tysięcy lat.

Zabawkowy bącek? Na mój dusiu! Jo potela wiedziołek, ze Ziemia krynci sie ruchem obrotowym i wirowym. Ale ze jesce bąckowym – tego dowiaduje sie dopiero teroz. Bajako.

Ale w sumie to chyba dobrze, ze tak sie dzieje? No bo skoro lato sie wydłuzo, to wakacje tyz bedzie trza wydłuzyć. Cyli wy ludzie powinniście sie ciesyć. A jo tyz sie ciese, bo jak bedom dłuzse wakacje, to dłuzsy tyz bedzie cas, kie turyści bedom zachodzili na mojom hole. A jak bedom dłuzej zachodzili – to dłuzej bede mógł wyłudzać od nik kanapki. O, Jezusicku! Cosi cuje, ze spośród syćkik ruchów ziemskik ten bąckowy bedzie moim ulubionym. Haj.

Śpekuluje ino, skąd ten ruch sie właściwie wziął? Cy naprowde słonko i księzyc som tego przycynom? Przyjrzyjcie sie obu ciałom niebieskim. Cy one wyglądajom na takie, ftórym w głowie byłoby wprawianie nasej pocciwej planety w jakiesi niepowozne ruchy? E, nie widzi mi sie. Kie pozirom na dostojny księzyc i na jaz oślepiająco dostojne słonecko – zupełnie mi sie to nie widzi. Bajako. Więc jo se myśle, ze to było inacej. Jak? Ano tak, ze kie Pon Bócek dokońcył dzieło stworzenia, to był tak sakramecnko strudzony, ze twardo usnął. I nimo sie co dziwić. Wy, kiebyście stworzyli cały wsekświat, tyz bylibyście zmęceni. A kie Pon Bócek społ, to janiołki postanowiły sie zabawić. I to one właście zakrynciły Ziemiom, jako bąckiem. I przez to krynci sie tak ona jaz potela. Jedno mnie ino turbuje. Kozdy bącek, prędzej cy później, przestoje sie kryncić. Więc naso Ziemia w końcu tyz przestonie. Tym samym skońcom sie korzyści z długiego lata. Chyba ze… ftosi tutok kapecke pomoze. Fto? Ocywiście znowu janiołki. Mom więc do tyk siumnyk niebiańskik duchów piknom prośbe. Ostomiłe janiołecki, jeśli bąckowy ruch nasego globu ustonie, to jo piknie pytom cobyście go piknie wznowili. Bo nawet jeśli jo tego ustania nie dozyje, ani nifto z gości Owcarkówki, to następne pokolenia dozyjom. A one przecie tyz bedom fciały, coby lato piknie było jak najdłuzse. Hau!

P.S. A tak w ogóle 21 cerwca bedzie nie ino pierwsym dniem lata, ale tyz piknym dniem imienin Aleckowyk i Alseckowyk. Ostomili, zdrowie Alecki i Alsecki! 🙂

1.06.2017
czwartek

Skąd się wziął zbójnicki taniec?

1 czerwca 2017, czwartek,

Heeej! Oto momy kolejny pikny 1 cerwca. Więc coby tradycji w Owcarkówce stało sie zadość, musi być dzisiok wpis dlo dzieci. I ocywiście bedzie. Haj…

Posłuchajcie, moi mili,
O czym dzisiaj wam opowiem.
W dawnych czasach, kiedy żyli
Wasi praprapradziadkowie

Pewien zbójnik siadł pod lasem
(Las ten rósł za Kościeliskiem)
I na patyk wbił kiełbasę,
By ją upiec nad ogniskiem.

Gdy kiełbaska, w tłuszczu cała,
Była dobrze już spieczona,
Z Gubałówki przyleciała
Jakaś wygłodniała wrona.

I zaczęła głośno krakać:
„Kra-kra! Widzę tu kiełbasę.
„Gratka to nie byle jaka –
„Wnet tym daniem się napasę.”

Podleciała do zbójnika,
Rozdziawiając dziób swój wroni,
Chwyta zdobycz – i wnet zmyka.
Już jej zbójnik nie dogoni.

„He, he, he!” – triumfuje wrona
Z rarytasem wielkim w dziobie. –
„Zbójnik niech tam z głodu kona,
„A ja zjem obiadek sobie.”

Nagle… ptasi rabuś poczuł,
Że kiełbaska jest gorąca.
Wronie łzy pociekły z oczu.
„Aj! To pali jak dwa słońca!

„Chyba zaraz dziób mój spłonie!
„A po dziobie – skrzydła oba!”
I choć szkoda było wronie –
Wypuściła zdobycz z dzioba.

I tak oto zamiast jadła –
Miała od poparzeń bóle.
Zaś kiełbasa – ojej! – wpadła
Zbójnikowi za koszulę!

Tak jest – za koszulę właśnie!
Czyli to nie koniec hecy,
Bo nasz zbójnik jak nie wrzaśnie:
„Au! Coś mnie przypieka w plecy!”

I ogarnął szał zbójnika:
Miotał się na strony wszystkie,
Ganiał, wierzgał, tupał, fikał
Oraz skakał nad ogniskiem.

Jak pijany zając hasał,
Kicał jak kozica śmigła –
Tak parzyła go kiełbasa…
Ale wreszcie – uff! – ostygła.

Zbójnik czuł się wykończony.
„Jejku! Czy to mrówek masa
„Gryzła mnie od pleców strony?
„Niechże sprawdzę… Co? Kiełbasa?!”

„Cóż… zbój różne trudy znosi.
„Tak już mają w życiu zbóje.”
Nagle słychać jakiś głosik:
„Och! Jak pięknie pan tańcuje!”

„Kto tam?” – pyta zbójnik dziki.
I zobaczył góraleczkę,
Co szła w las na borowiki
Lub po prostu na wycieczkę.

Zbójnik mówi: „Słuchaj, mała.
„Wyczyniałem tu łamańce,
„Czując piekło z tyłu ciała.
„Ty zaś to nazywasz tańcem?”

A dziewczynka odpowiada:
„Takie pląsy, drogi panie,
„To nie byle maskarada,
„Lecz mistrzowskie tańcowanie!”

„Skoro tak – to jest mi miło” –
Zbój tatrzański wyznał szczerze –
„W sumie… fajnie by to było
„Być zbójnikiem i tancerzem,

„Tańczyć przy ognisku w lesie
„Niczym istny opętaniec.”
I tak właśnie – jak wieść niesie –
Zrodził się zbójnicki taniec.

Hau!

P.S.1. A za tydzień, 8 czerwca, Oleckowe urodziny momy. Zdrowie Olecki! 🙂

P.S.2. Dzień później, 9 cerwca, bedom z kolei urodziny BlejKocickowe. Zdrowie BlejkKocicka! 🙂

P.S.3. 10 cerwca nie odpocywomy, ino święujemy dalej, bo momy imieniny Emileckowe, Gosickowe, Małgosieckowe i Margeckowe. Zdrowie Emilecki, Gosicki, Małgosiecki i Margecki! 🙂

P.S.4. Potem przerwa w świętowaniu, ale 18 cerwca – bedom Misieckowe imieniny. Zdrowie Misiecka 🙂

22.05.2017
poniedziałek

Poni dr hab. Anna Olga Szust

22 maja 2017, poniedziałek,

Słyseliście moze, ostomili, o poni doktór habilitowanej Annie Oldze Szust? To stosunkowo młody naukowiec. Ale całkiem obiecujący. W 2002 rocku obroniła ona prace magisterskom z filozofii, a rok później – z psychologii. Niedługo potem była juz doktorem nauk humanistycnyk. Zaś w 2014 rocku- piknie sie habilitowała. Tak więc droge od magisterki do habilitacji przebyła w dwanoście roków, przy okazji jesce zdobywając dodatkowy fakultet. Na mój dusiu! Niezły wynik. Moze nie rekordowy, ale naprowde niezły. Haj.

Sporo ta poni publikuje. Wydała juz trzy monografie, z cego dwie ukazały sie w nie byle jakim Wydawnictwie Naukowym Textum, a trzecio – w samiućkim wrocławskim AZSUS-ie. Naryktowała ponadto tak wiele rozdziałów w róznyk opracowaniak zbiorowyk, ze darujcie, staremu owcarkowi, ale nimom siły ik syćkik tutok wylicać. W kozdym rozie jeśli som młodzi uceni rokujący pikne nadzieje na rozwój nie ino polskiej, ale tyz światowej nauki – to poni Szust na pewno jest jednom z nik. Jako uniwersytecko badacka mo zalet bez liku. A cy mo jakiesi wady? E, ino jednom. Jakom? Ano takom, ze… nie istnieje.

Bo ta poni, moi ostomili, została wymyślono przez grupe naukowców z Wrocławia i Poznania. Wyryktowali jej pikne CV , ftóre wrzucili na strony Uniwersytetu Pona Mickiewicza, piknie tyz pozakładali jej konta na Twitterze i na naukowym portalu społecnościowym Academia.eu. A to syćko w ramak eksperymentu, coby sprawdzić, jak łatwo jest wyonacyć wydawnictwa, ftóre – teoretycnie – publikujom na barzo mądre i ucone tematy. No i podsywając sie pod wymyślonom przez siebie doktórke habilitowanom, porozsyłali 360 maili do róznyk casopism z propozycjom publikacji jej artykułów. Tutok trza pokwolić polskie redakcje – zodno z nik nie dała sie nabrać. Nie nabrały sie tyz casopisma figurujące w piknie sanowanym JCR-ze.* Ale tak poza tym… o, Jezusickuuu! – kilkudziesięciu adresatów odpisało, ze barzo chętnie opublikujom u siebie tak hyrnom polskom autorke! Mało tego! Nieftórzy od rozu zaproponowali jej stanowisko…. redaktora nacelnego. A zainteresowanie niom wyraziły nawet te redakcje, do ftóryk twórcy eksperymentu zodnyk maili nie wysłali. Za to kie postanowili ów eksperyment zakońcyć i jawnie przyznali, ze to oni wymyślili te całom poniom Szust – to na stronak internetowyk paru periodyków nadal widniała ona jako cłonek zespołu redakcyjnego. No cóz… jedni lubiom cekać na Godota, drudzy lubiom cekać na artykuły poni Szust. Bajako. A jeśli ftosi mo ochote więcej se pocytać o tym całym śpasie, to moze tutok abo tutok. Haj.

No i… na mój dusiu! Jaki jest z tej historii morał? Cy taki, ze juz nicemu w internecie nie mozno wierzyć? Cy tamok to juz ino kłamstwo kłamstwem kłamstwo poganio? Nie, ostomili! Nie popadojmy w jaz tak straśliwe cornowidzenie. Nie jest jaz tak źle. No bo… poźrejcie choćby na mnie. Znocie mnie przecie. I wiecie, ze nie zostołek przez nikogo wymyślony, ino jestem prowdziwym owcarkiem z krwi, kości i biołyk kudłów. Wiecie tyz, ze mój baca i mojo gaździna tyz nie som wymyśleni, ino prowdziwi. Podobnie jak Felek znad młaki, Janiela, Jaśkowo i cało reśta mieskańców mojej wsi pod Turbaczem. No… przyznoje, ze o samym Turbaczu opowiadołek wom potela stosunkowo niewiele – więc tutok rzecywiście mozecie mieć wątpliwości, cy tako góra naprowde istnieje. Ale ze istnieje Maryna Krywaniec i syćko zywina, o ftórej godom na swoim blogu – w to chyba nifto z wos nie wątpi. Tak więc nie turbujcie sie za barzo. Nie syćko w internecie jest fałsywe. Piknie som tyz tamok prowdziwe informacje. A jo – jestem na to zywym dowodem. Hau!

P.S.1. A całkiem niedowno, 18 maja, pikne i licne urodziny my tutok mieli: PonioBlejkKocickowe, Heleneckowe i Misieckowe. No to zdrowie Poni BlejkKocikowej, Helenecki i Misiecka! 🙂

P.S.2. 19 maja swoje urodziny mioł Pon Pieter. Ostomili, zdrowie Pona Pietra! I trza je wypić tak głośno, coby na Niebieskik Holak było słychać! 🙂

P.S.3. Wkrótce zaś – 25 maja – Margeckowe urodziny bedom. Zdrowie Margecki! 🙂

P.S.4. A 26 maja – bedom Plumbumeckowe imieniny. Zdrowie Plumbumecki! 🙂

P.S.5. 29 maja – kolejne imieniny, Mageckowe. Zdrowie Magecki! 🙂

P.S.6. I jesce jedne imieniny bedom – Mieteckowe 31 maja. Zdrowie Mietecki! 🙂

*JCR, ostomili, to skrót od Journal Citation Reports. To tako elektronicno baza danyk, poświęcono najbardziej prestizowym casopismom naukowym. Jej adres jest taki: https://jcr.incites.thomsonreuters.com, ale beskurcyje wos tamok nie wpuscom, jeśli nie zapłacicie im straśnie duzo dutków. Tak więc jeśli fcecie tamok wejść, to musicie abo zwrócić sie do Felka znad młaki o wsparcie, abo hipnąć do biblioteki na jakimsi piknym uniwersytecie i tamok popytać o komputer z tom piknom, ba sakramencko drogom bazom. Haj.

6.05.2017
sobota

Cało prowda o wronim gnieździe

6 maja 2017, sobota,

Od prawie dwók tyźni znów siedze z moim bacom na holi. Tak jak co roku, kie Święty Wojciech przyseł, pozbierali my owiecki, zwołali juhasów, opuścili wieś i rusyli w góry, ku piknym polanom pod piknym Turbaczem. Cy zmieniło sie tutok cosi od casu, kie opuściłek to miejsce jesieniom? Racej niewiele. Bacówka stoi, jak stała. Góry tyz stojom, jak stały. I smreki tyz – no moze ino rozrosły sie kapecke. A na jednym z nik jakosi wrona wyryktowała se gniozdo. Heeej! Wysoko je umieściła. A jo – jako ze nie jestem ani kotem, ani niedźwiedziem – nie umiem sie wspinać po drzewak, więc nimom mozliwości uwidzieć go z bliska. Za to kie wpadła ku mnie z wizytom Maryna Krywaniec, to pozycyłek smartfona od jednego z nasyk juhasów (bez jego wiedzy, ale to niewozne) i popytołek orlice, coby podfrunęła ku cubkowi smreka i sfotografowała te wroniom budowle. Maryna piknie spełniła mojom prośbe. Wrona nie była wprowdzie zakwycono, ze jakisi latający paparazzi jom pstryko, ale co miała zrobić? Wdać sie w sarpacke z orlicom? To przecie przynajmniej od grudnia 1981 rocku wiadomo, ze wrona orła nie pokona. Haj.

No i tutok, ostomili, mozecie se piknie poźreć na zrobione przez Maryne fotki.

bez-tytulu

dscn5374

Ino… na mój dusicku! Cy ftosi moze mi wytłumacyć, co to właściwie jest? Cy to na pewno gniozdo? Krucafuks! Gniozda, jakie potela widziołek, to były barzo starannie wyryktowane konstrukcje. Prowdziwe cudeńka! Nieftóre zrobione tak, ze niejeden ludzki inzynier by sie zakwycił. Zgrabne, kstałtne, casem – jak na przikład u maluśkiej świstunki – piknie zabudowane z wierchu, coby dysc nie zmocył świezo wyklutyk z jajek bidocków. Takie ptaseckowe gniozdko to jaze raduje oko! Haj. Natomiast to, co wyryktowała ta wrona… O, Jezusickuuu! Ta przecie jakosi napyrcono kupa badyli! Jakisi wiecheć! Ptok inksego gatunku, nawet kieby był przynapity, nie wyryktowołby cegosi takiego! Jedno juz wiem: nigdy nie wleze między wrony. Bo musieć krakać jako one – niekze ta. Ale musieć ryktować takie gniozda – to by oznacało zagrozenie pozarowe, bo jo spaliłbyk sie ze wstydu takim ogniem, ze kawał lasa pod Turbaczem mógłby przy okazji spłonąć.

I tak mi sie teroz przybocuje, jak to casem ludzie godajom o kimsi brzyćko ucesanym: Hehe! Co on mo na głowie? Wronie gniozdo! Hehe!

Hyrny i siumny miś Uszatek mioł podobne skojarznie.

Ino… kie pozirocie na powyzse fotki, to nadal myślicie, ze pare nieuporządkowanyk włosków na łbie mozno porównać do gniozda wrony? Bo jo, ostomili, rózne ludzkie fryzury w swoim zywobyciu widziołek. Stargane przez wiater, pogniecione przez copke, zmocone przez dysc… Casem tyz świadomie ułozone tak, coby w zoden sposób nie przybocowały zodnego klasycnego ucesania. Ale fryzury podobnej do tego, co pojawiło sie na smreku na mojej holi – to jo jesce nie widziołek. I dlotego właśnie piknie pytom, cobyście dobrze sie zastanowili, zanim znów (nie)artystycny nieład na cyjejsi głowie nazwiecie wronim gniozdem. Bo mi sie widzi, ze takie porównania som wse mocno przesadzone. Godając po sportowemu, mozno rzec, ze bezładne włosy i wronie gniozda – to jest moze jedno dyscyplina, ale jednak rózne ligi. Rózne i… barzo od siebie odległe. Hau!

P.S.1. Kapecke budowyk świąt my tutok mieli ostatnio. No to trza piknie stosowne zdrowia powypijać. I tak 22 kwietnia była Fusilleckowo rocnica ślubu. A zatem zdrowie Poństwa Fusilleckowyk! 🙂

P.S.2. A 23 kwietnia był nie ino dniem, kie przybył zbocowany wyzej Święty Wojciech, ale tyz dniem Motyleckowyk imienin. Zdrowie Motylecka! 🙂

P.S.3. Dzień później – Plumbumeckowe urodziny były. Zdrowie Plumbumecki! 🙂

P.S.4. A 24 kwietnia – kolejne pikne urodziny, Alseckowe. Zdrowie Alsecki! 🙂

P.S.5. A poza tym pod ostatnim wpisem nowy internetowy wędrowiec w Owcarkówce sie pojawił – Bezecnicek. Powitać Bezecnicka barzo piknie! 🙂

13.04.2017
czwartek

Cwortego dnia

13 kwietnia 2017, czwartek,

Ocywiście wiecie piknie, jakimi słowami powitoł Poniezus apostołów, kie wkrótce po zmartwykwstaniu odwiedził ik w Wiecerniku. Pedzioł im po prostu: Pokój wom.

Ba nie wiem, cy wiecie, ze następnego dnia, cyli w Wielkanocny Poniedziałek, odwiedził ik ponownie i fcioł powitać ik tymi samymi słowami. Ba pedzioł ino: Pokój w…
I nie dokońcył. Przerwawsy w pół słowa, skrzywił sie straśnie, zatkoł nos i zawołoł:
– Na mój dusicku! Kie zeście sie ostatnio myli?
– Nooo… – zmiesali sie apostołowie – chyba pare dni temu.
– Tak cosi mi sie widzi – pedzioł Poniezus i odetkoł nos, ale mine nadal mioł skrziwionom. – Wcora nie zwróciłek na to uwagi, bo nad syćkimi moimi ludzkimi zmysłami wierchowała mojo bosko radość, ze oto po straśliwej męce znowu wos widze. Ale teroz… cuje, ze tutok powietrze jest takie, ze mozno by w nim zawiesić nie ino siekiere, ba nawet ten głaz, ftóry zamykoł wejście do mojego niedownego grobowca.
– Nie gniewoj sie, ostomiły Jezusicku – bronili sie apostołowie. – Wies przecie, jak było. Od Wielkiego Cwortku zyli my w tak okrutnym stresie, ze furt my sie pocili, a zarozem zupełnie nie mieli głowy do tego, coby sie myć. W dodatku furt było gorąco. Wiadomo, ze klimat w rejonie śródziemnomorskim do najchłodniejsyk nie nalezy. Siedzimy więc przepoceni w tym Wiecerniku…
– A to jest jesce inkso sprawa – przerwoł apostołom Poniezus – ze furt ino siedzicie w tym Wiecerniku i siedzicie. I jak tak dalej bedziecie siedzieć, odcięci od świata, od ludzi, to zdzicejecie tak, jak zdzicały psy dingo, kie przestały towarzysyć cłowiekowi.
– Jakie psy? – spytali apostołowie.
– Dingo – powtórzył Poniezus. – To gatunek zamieskujący Australie.
– A co to jest Australia? – zaciekawili sie apostołowie.
Poniezus zastanowił sie kwilecke, cy odpowiadać cy nie.
– Święty Mateusu i Święty Janie – zwrócił sie w końcu do dwók przysłyk ewangelistów – piknie pytom, cobyście nie pisali o tym w swoik Ewangeliak, bo tak na dobrom sprawe, ludzie w wasej epoce nie powinni tego jesce wiedzieć. Ba zdradze wom, ze Australia to taki kontynent, lezący po drugiej stronie kuli ziemskiej.
– Cego? Kuli ziemskiej? – dociekali zdumieni apostołowie. – Momy przez to rozumieć, ze Ziemia nie jest płasko, ino… kulisto? Ostomiły Jezusicku! Kieby okazało sie, ze to prowda, byłoby to jesce bardziej niesamowite niz to, ze uzdrawiołeś trędowatyk abo ze zmartwykwstołeś w trzy dni po ukrzizowaniu!
– Dobra, juz nie godojmy o tym – popytoł Poniezus. – Przybyłek na świat po to, coby wybawić ludzi z grzychu, a nie z niewiedzy w zakresie nauk przyrodnicyk. Ostowmy juz te Australie, kstałt Ziemi tyz ostowmy, a skupmy sie na tym, ze straśliwie zaniedboliście ostatnio podstawowe zasady higieny.
Zawstydzeni apostołowie spuścili głowy i wbili wzrok w ziemie.
– O! Ale stopy momy stosunkowo cyste! – zauwazyli, kie tak pozirali ku dołowi.
– A bocycie cemu? – spytoł Poniezus. – Bo przecie umyłek wom nogi na samiućkim pocątku ostatniej wiecerzy. I dlotego mocie je kapecke cyściejse.
Apostołowie nie mogli temu zaprzecyć.
– Cóz, cosi muse z womi zrobić – stwierdził Poniezus. – Przecie nie moge kazać wom iść i naucać syćkie narody, kie jesteście takimi brudasami! Narody uciekłyby przed womi, zamiast wos słuchać.
Kwilecke sie zastanowił. I zaroz polecił:
– Śmigojcie do pola. Wartko!

Apostołowie posłusnie pohybali do pola. Juz samo wyjście z wiecernikowego zaduchu dobrze im zrobiło. Świeze powietrze piknie ik orzeźwiło. Piknie zapachniały im rośliniki i zakwyciły swymi wiosennymi barwami. A do tego słonko świeciło przecudnie. Heeej! Pogoda była w sam roz na odpręzający wielkanocny spacer. Ba nagle… niebo, na ftórym potela nie było najmniejsego obłocka, w oka mgnieniu zasnuło sie cornymi chmurzyskami. Zagrzmiało, lunęło. O, krucafuks! To było jakiesi jedno wielkie oberwanie chmury! Apostołowie rzucili sie nazod do Wiecernika, ale… jakimsi cudem drzwi do niego sie zatrzasły i w zoden sposób nie mozno ik było otworzyć. Tymcasem bidoki nie miały ze sobom ani parasoli, ani płascy nieprzemakalnyk. No i zlało ik sakramencko. Ba przy okazji – zmyło z nik ten cały pot i inksy brud, ftóre zalegały na nik jaze od połowy ubiegłego tyźnia.

– Nooo! – uciesył sie Poniezus. – O to chodziło! Ulewa pomyła wos tak piknie, ze te syćkie hyrne rzymskie termy niek sie schowajom!
– Ale co to ogóle było? – cudowali apostołowie. – Skąd wziął sie tak nagły dysc i te pioruny, kie jesce przed kwileckom niebo było cyściusieńkie? Inscenizacje potopu Noego ftosi wyryktowoł, cy jak?
– A bocycie te burze, jako była, kie płynęli my roz łodziom po Jeziorze Galilejskim? – spytoł Poniezus.
– Bocymy – pedzieli apostołowie. – Bocymy tyz, jak ześ jom piknie, Jezusicku, ucisył.
– Ano ucisyłek – zgodził sie Poniezus. – Ale… to nie było tak do końca dobre. Kozdo burza powinna sie wygrzmieć, a kozdo ulewa wypadać. Wiedziołek, ze tamto gwałtowne zjawisko atmosferycne, ftóre jo swom nadprzyrodzonom mocom usidliłek, dobrze by było kiesik uwolnić i pozwolić mu dokońcyć działać zgodnie z prawami natury. No to teroz właśnie je uwolniłek. A przy okazji – zostaliście porządnie umyci. Bajako.

I tak właśnie, ostomili, z tej dyscowej kąpieli, jakom Poniezus wyryktowoł apostołom w Wielkanocny Poniedziałek, wziął sie zwycaj, ze w ten dzień polewo sie bliźnik wodom. Zwycaj ten nazywo sie „śmigusem” dlotego, ze Poniezus pedzioł wte apostołom: „Śmigojcie do pola”. „Dyngusem” zaś – dlotego, ze podcas rozmowy w wiecerniku Poniezus zbocowoł psy dingo. Cyli na dobrom sprawe – to słowo powinno brzmieć „dingus”, nie „dyngus”. Ale, jako juz wiecie, apostołowie byli wte nieumyci, usy tyz mieli brudne – i właśnie przez te brudne usy, niedokładnie słyseli, co Zbawiciel ku nim godoł. Haj.

I cóz. W róznyk mądryk ksiązkak etnograficnyk pewnie niemało przecytocie, skąd w drugi dzień świąt wielkanocnyk wzięła sie ta cało hydrologicno tradycja. I niemało nojdziecie wyjaśnień, skąd to określenie „śmigus-dyngus”. Ale prowda, ostomili, jest tako, jako jo wom opowiedziołek.

A tak w ogóle syćkim piknie zyce duzo radości w te Święta, duzo smacnyk jajek, duzo – tyz smacnyk – mazurków, ba wody w Lany Poniedziałek – zyce tylko i wyłącnie tym, ftórzy majom na to ochote. W końcu wy – w odróznieniu od apostołów w 33 r.n.e. – bedziecie w cas Wielkanocy piknie umyci, więc wom nie bedzie trza ryktować takiego polewania. Hau!

P.S.1. Ba w Lany Poniedziałek momy zarozem nase budowe święto – Gosickowe urodziny. Zdrowie Gosicki! 🙂

P.S.2. A następnego dnia – znowu pikne urodziny świętujemy. Tym rozem Aleckowe. No to zdrowie Alecki 🙂

css.php