Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

23.12.2016
piątek

Jegomość Mohr i janiołecek

23 grudnia 2016, piątek,

Wiecie, ostomili, co takiego wydarzyło sie równo dwieście roków temu, cyli w 1816 rocku? Ano Pon Bócek wezwoł ku sobie jednego janiołka i spytoł go:
– Powiedz no mi, janiołecku, cy wies, kany lezy tako wieś Mariapfarr?
– Wiem, Ponie Bócku! – odporł janiołek. – Z geografii to jo jestem dobry. Ta wieś lezy w samiućkiej Austrii.
– Barzo dobrze – pokwolił Pon Bócek. – To teroz trudniejse pytonie: cy znos zyjącego w tym Mariapfarze wikarego Josepha Mohra?
– Znom – odrzekł janiołek. – Barzo porządny cłek. Swoje dutki oddoje bidokom. Cyli mozno pedzieć, ze jest pół-zbójnikiem: bogatym nie zabiero, ale bidnyk – obdarowuje piknie. Heeej! Kieby syćka księdze były takie jako on…
– Rozmarzyłeś sie, janiołecku – oześmioł sie Pon Bócek. – Ale posłuchoj, co ci teroz powiem. Pohybos na ziemie i udos sie ku plebanii w tym Mariapfarze, ka ów jegomość Mohr ryktuje sie właśnie do spania. Kie juz tamok bedzies, to narobis straśliwego hałasu. Tak straśliwego, coby zacny wikary nijak nie mógł usnąć.
– Alez, Ponie Bócku! – zdziwił sie janiołek. – Skoro to taki ślachetny cłek, to cemu jo mom mu nie pozwolić spać?
– Hyboj, janiołecku – ponaglił Pon Bócek, zamiast udzielić odpowiedzi. – Jak bedzies tutok ino stoł i zadawoł pytania, to nie rusys stela jaz do śmierzci tego jegomościa, cyli do 4 grudnia 1848 rocku. A wte – juz nie bedzies musioł do niego iść, bo to on przyjdzie ku nom.
– Ale to jest barzo dziwne polecenie – nie ustępowoł janiołek. – Cy mógłbyk chociaz dostać je na piśmie?
– Janiołecku! – Pon Bócek najwyraźniej zacynoł tracić cierpliwość.

Janiołek uznoł, ze lepiej nie draźnić Stwórcy, nawet jeśli zodne z dziesięciu przykazań nie pado: „Nie bedzies draźnił Pona Bócka swego”. I pohyboł ku Mariapfarrowi.

– Jestem na miejscu – pedzioł do siebie, kie nolozł sie pod wiejskim kościółkiem, we ftórym jegomość Joseph Mohr pełnił w tamtym casie piknom kapłańskom posługe. – Teroz ino, zgodnie z poleceniem Pona Bócka, muse wyryktować pikny hałas. Ino jak? Nie wynoleziono jesce ani młotów pneumatycnyk, ani silników odrzutowyk, ani hewimetalowej muzyki. Hmm…

Nagle zwrócił uwage na gromadke dzieci na gościńcu. Bawiły sie w bitwe pod Waterloo. Straśnie przy tym hałasowały. Mogło sie zdawać, ze były głośniejse niz armaty w tejze niedownej straśliwej bitwie.

– Piknie! Juz wiem, co zrobie! – Janiołecek zatorł ręce z zadowolenia.

Przybroł widzialnom postać, podeseł do rozbawionej gromadki i zapytoł:
– Ej, dzieciacki, moze przeniesłybyście sie z tom swojom zabawom pod plebanie?
– Ale po co? – spytały dzieci.

Janiołek podrapoł sie po głowie. Co mioł pedzieć? Prowde, ze wykonuje polecenie Pona Bócka? Wezmom go za wariota! Wymyślić jakiesi kłamstewko? Jesce gorzej! Jakze on, wysłannik niebieski, miołby okłamawać ufne dziecięce dusycki (co inksego okłamywać diaski, ale… nie uprzedzojmy faktów).

– Co wolicie? – spytoł w końcu. – Usłyseć odpowiedź na wase pytonie cy dostać gorzć cukierków?
– Cukierki! Cukierki! – ukwalowały jednogłośnie dzieci.

No i janiołek wyciągł z kieseni worecek cukierecków i rozdoł je urwisom. Dzieci skostowały. Na mój dusiu! Smakowały niebiańsko! No ale jak niby miałyby smakować słodyce od janioła?

– Fcecie jesce? – spytoł janiołek.
– Taaaaak! Barzo fcemy!
– No to idźcie pobawić sie pod plebaniom, byle głośno! Kie to zrobicie – dostoniecie więcej cukierków.

Nie trza było dłuzej tyk małyk nicponi namawiać. Z ochotom rusyły ku plebanii.

– Dzieeeci! Dzieeeci! – zacęły nagle dochodzić zewsąd wołania. – Dzieci, do doooomu! Pora spaaaać!

To wołali ocywiście rodziciele tyk smyków. No i fcąc nie fcąc, musiały one posłuchać starsyk i wrócić na noc do swyk chałup. A janiołek ostoł na gościńcu sam. Powrócił do niewidzialnej postaci i zacął sie zastanawiać, w jaki inksy sposób mógłby naryktować hałasu.

Nagle… dojrzoł korcme. Zaroz otwarły sie do niej drzwi i janiołek uwidzioł, jak korcmorz wypycho ze środka jakiegosi pijoka. Pijok krzycoł przy tym, ze koniecnie potrzebuje jesce śklanecki gorzoły, a korcmorz, ze pokiela pijok nie zapłaci za to, co juz wypił, to nie dostonie ani kropelki więcej. W końcu korcmorz prasnął pijoka tak, ze ten upodł na ziem. Drzwi do korcmy zamkły sie z hukiem. Pijok po pewnym casie wstoł, choć z trudem i fcioł nazod wstąpić w progi swojej ulubionej chałupecki we wsi. Ba wnet stanął przy nim janiołecek, ftóry znów przybroł widzialnom postać. Zza pazuchy wydobył flaske gorzołecki i spytoł:
– Mocie ochote napić sie, krzesny?
– Ino jo kwilowo nimom dutków – odpowiedzioł pijok. – Ba zapłace później. Słowo! Bardziej słownego cłowiecka ode mnie nie nojdziecie w całym cysorstwie.
– Nie turbujcie sie, krzesny – rzekł janiołek. – Jo wom dom te flaske za darmo.
– Za darmo? – uciesył sie pijok. – Zbawco!
– Zbawca to mój bezpośredni przełozony, nie jo – sprostowoł janioł.
– Ze co?
– Niewozne. – Janiołek machnął rękom. – Dutków nie musicie dawać, ale fce za to od wos pewnej przysługi. Otóz pódziecie pod plebanie, staniecie pod oknem tej izby, we ftórej śpi jegomość Mohr i bedziecie ryktować tamok straśnie głośne śpiewy przez całom noc. Zgoda?
– Zgoda! – pedzioł pijok. – Bede piknie śpiewoł. Na mój dusicku! Jak piknie! Lepsego tenora ode mnie nie nojdziecie w całym cysorstwie!

No i janioł doł pijokowi flaske, a ten – zgodnie z obietnicom – poseł ku plebanii.

– Zaroz zacne śpiewać, ostomiły panocku, tak głośno, ze sam cysorz we Wiedniu mnie usłysy – zapewnił pijok. – Niekze ino wezme maluśki łyk tej gorzołecki, coby mi sie lepiej śpiewało.
I pociągnął łycka.
– O, Jezusicku! – zdumioł sie. – Jakie to dobre!

Cóz, niebiańsko gorzoła miała niebiański smak. Tak jak wceśniej wykorzystone przez janioła niebiańskie cukierki. Nic dziwnego, ze pijokowi zafciało sie jesce jednego łyka, a potem jesce jednego i… nie minęła minuta, jak flaska była pusto.
– Jakosi zmęcony sie cuje – stwierdził pijok. – Nie moge ustać. Zdrzemne sie na kwilke. Ale ino na kwilecke. A zaroz potem wstone i piknie zaśpiewom.

No i połozył sie na ziemi. I zasnął tak mocno, ze było jasne, ze nie obudzi sie do rana.
– No tak, więksego śpiocha od niego nie nojde w całym cysorstwie – westchnął janiołek.
Był załamany. Juz drugo próba naryktowania hałasu sie nie powiodła.

– Hahahaha! – doł sie nagle słyseć donośny śmiech.
Janiołek rozejrzoł sie dookoła. I wte uwidzioł, ze na dachu chałupy nieopodal plebanii siedzi se… cały tuzin diasków!
– A wy co tutok robicie? – spytoł janiołek.
– My? Hehe! – zaśmiały sie diaski. – Właśnie wracali my do piekła po diabelskiej imprezie integracyjnej w Braunau. No i po drodze zawuwazyli my, ze jest tutok jakisi pikny ubaw z wasymi nieudolnymi próbami ryktowania hałasu. Postanowiliśmy popozirać na ten ubaw z bliska. I jak na rozie – bawimy sie piknie! Hahaha!

Janiołek juz fcioł strzelić w ancykrystów wodom święconom, ale nagle… wpodł na inksy – bardziej zreśtom diabelski niz janielski – pomysł.

– Niestety nie słyse, co godocie – zawołoł ku diaskom. – Kie wartko hybołek z wysokiego nieba na ziemie, to zatkały mi sie usy. No, wiecie – normalne zjawisko przy gwałtownej zmianie wysokości i towarzysącej temu raptownej zmianie ciśnienia. Tak więc muse kapecke pockać, jaz usy mi sie odetkajom. A na rozie – jeśli mom zrozumieć, co godocie – to musicie podejść do mnie blizej.
– Nimo problemu, juz podchodzimy – pedziały diaski, zeskocyły z dachu i rusyły ku janiołkowi. A wte janiołek… w uciekaca.
– Ej, krzesny! – zawołały diaski. – Nie uciekojcie! Fcieliście przecie, cobyśmy podesli ku wom.
– Właśnie wybiła godzina, kiedy uprawiom jogging – krzyknął ku diaskom janiołek, cały cas biegnąc. – Bez względu na okolicności – nigdy tyk ćwiceń nie zaniedbuje. Regularność to podstawa!
– Ale my nie mozemy do wos dobiec! – wołały diaski. – Zwolnijcie choć troske, pytomy piknie.
– W dalsym ciągu nie słyse, co godocie! – wołoł janiołek, dalej biegnąc. – Dogońcie mnie wreście i powiedzcie, o co wom idzie.

Ale cy diaski mogły go dogonić? Na mój dusiu! Za nic w świecie! Cemu? No, poźrejcie. Jako jest odległość z ziemi do nieba? Heeej! Roki świetlne! A z powierzchni ziemi do piekła? Najwyzej 6400 kilometrów – bo tako właśnie jest długość ziemskiego promienia, a skoro piekło nojduje sie pod ziemiom, to przecie nie moze być ono połozone głębiej niz w środku nasej planety. Zatem janioły, wędrując między niebem a ziemiom, pokonujom duzo więkse odległości niz diaski wędrujące między piekłem a ziemom. Skutek tego jest taki, ze janioły majom duzo lepsom kondycje fizycnom. I ślus.

I tak janiołek cały cas uciekoł i wołoł do diasków, coby go dogoniły, a te – biegły za nim jak te głuptoki, nie mając najmniejsyk sans na spełnienie jego ządania. Gonitwa odbywała sie dookoła plebanii. Diaski jak to diaski – biegnąc, hałasowały straśnie. Był to iście DIABELSKI HAŁAS. Jaz ziemia sie trzęsła.

– Na mój dusiu! Co to sie dzieje? – zacął cudować jegomość Mohr, ftóry lezoł juz w swej izdebce na plebanii i próbowoł zasnąć. – Co to za łomot? Przecież w tym huku nie do sie spać!

Wreście wstoł i podeseł do okna. Ale ze i janiołecek, i diaski były niewidzialne, to ocywiście nicego nie uwidzioł.

– Burza jakosi cy co? – pytoł sam siebie. – Pewnie burza, choć jakosi dziwno, bo nie widać błyskawic. Moze chmury som dzisiok tak gęste, ze nie przepuscajom blasku piorunów?

Wrócił do wyrka, mocno naciągnął poduske na usy i znów próbowoł zasnąć. Nic z tego. Przy łoskocie ryktowanym przez tuzin biegnącyk diabłów nawet trup nie dołby rady spokojnie lezeć.

– Nie moge! Juz nie moge! – wołoł jegomość. – Kie wreście te grzmoty ucichnom? O, Jezusicku! O, Matko Bosko! Marzy mi sie cicho noc! Prowdziwie cicho noc, święto noc, ftóro syćkim ludziom niesie pikny pokój.

Wikary obyrtnał sie na drugi bok, ba po sekundzie… poderwoł sie i usiodł na brzegu wyrka.

– Zaroz, co jo takiego pedziołek? – zastanowił sie. – Niekze powtórze: Cicho noc, święto noc, pokój niesie ludziom wsem…

Znów sie zastanowił.

– Brzmi nieźle – stwierdził po kwili. – A kieby to tak jesce pociągnąć? Spróbujmy: Cicho noc, święto noc, pokój niesie ludziom wsem, a u złóbka Matka Święto cuwo sama uśmiechnięto nad Dzieciątka snem. Na mój dusicku! Naprowde nieźle!

Jegomość Mohr chycił kawałecek papieru, pióro i kałamorz, po cym siednął przy stole. Napisoł piknie to, co przed kwileckom pedzioł na głos.

– Dalej – pomyśloł – mogłoby być tak: Pastuskowie od swyk trzód biegnom wielce zadziwieni za janielskim głosem pieni, ka sie spełnił cud. Heeej! Piknie mi idzie! No to biermy sie za wyryktowanie jesce jednej zwrotki.

Siumnego Josepha Mohra nasła tako wena twórco, a jak juz dokońcył dzieła, to tak sie nim zakwycoł, ze w ogóle przestoł zwracać uwage na cokolwiek, co działo sie wokoło. Nawet te diabelskie hałasy za oknem przestały mu wadzić. I takim właśnie sposobem, ostomili, powstały słowa tej hyrnej bozonarodzeniowej pieśni. Bajuści – kieby nie ta głośno noc w Mariapfarze, to kolęda Cicho noc nigdy by nie powstała. A pon Bing Crosby, pon Sinatra, cy u nos poni Eleni mieliby w swoim repertuarze o jeden pikny utwór mniej.

A, prowda! Opowiedziołek wom, jak powstały słowa tej kolędy, ba nie pedziołek, jak wyryktowano do niej melodie. Ale o tym… moze za rok wom opowiem? Abo za dwa, kie bedzie dwusetno rocnica jej skomponowania? Obacymy. Haj.

Teroz zaś, ostomili, piknie wom zyce, coby te mające wkrótce nadejść bozonarodzeniowe noce (dni zreśtom tyz!) były jako w tej kolędzie – ciche i święte. I tyz tak jak w kolędzie – niekze niesom one pokój syćkim bez wyjątku ludziom. I niek ten pokój nie przeminie wroz ze Świętami, ba niek ostonie i piknie wierchuje w kozdym domu i w kozdym kraju juz na wse. Zyce tego Abnegateckowi, Agecce, Alecce i Jerzoreckowi wroz z Mrusieckom, Alfredzickowi, Alsecce, Amigeckowi, Andorfeckowi, Andrzejeckowi, Anecce Chochołowskiej, Anecce Holenderskiej, Anecce Schroniskowej, Anonimowej Celebrytecce, Babciecce, Babecce, Badzieleckowi, Basiecce, Bercickowi, BlejkKocickowi, Bobickowi, Borsuckowi, Breslauereckowi, Byckowi, Córecce Komturecka, Emilecce, EMTeSiódemecce, Enzeckowi, Evecce, Fluxiceckowi, Fomeckowi, Fusillecce, Gosicce, Grazynecce, Grzesickowi, Helenecce, Heretickowi, Hokeckowi, Hortensjecce, Innocencickowi, Jagusicce, Janickowi, Jarutecce, Jasieckowi Juhasowi, Jerzeckowi, Jerzeckowi Pieculeckowi, Jędrzejeckowi, Jotecce, Józefickowi, KaeSicce, Kapisonecce, Kiciafecce, Kiniecce, Kocureckowi, Kruckowi, Krzycheckowi, Ktośtameckowi, Kundeleckowi Laskowiackiemu, Lorecce, Maackowi, Magecce, Małgosiecce, Marcineckowi, Mietecce, Misieckowi, Moguncjuseckowi, Mordechajeckowi, Motyleckowi, Mysecce, Noboru Watayecce, Noweckowi, Observereckowi, Okonickowi, Olecce, Orecce, Original_Replikeckowi, Paffeckowi, PAKeckowi, Pawełeckowi Markiewickowi, PikuMycheckowi, Plumbumecce, Poni Agnieszce, Poni Basi i Ponu Pietrowi wroz z Rudolfem, Poni Dorotecce, Poni Justynie wroz Maćkiem i Michałem, Ponu Jakubowi, Potworecce, Profesoreckowi, Rackowi, Radwickowi, Rózecce Wigelandecce, Sebastianickowi, Seiendeseckowi, Starej Babecce, Staruseckowi, Tanakeckowi, Teresecce, TesTeqeckowi, Tubyleckowi, TyzPieseckowi, Ubukruleckowi, Wawelokowi, Wawrzeckowi, Werbalisteckowi, Wiecnościecce, Witoldeckowi, Yanockowi, Yyckowi, Zbyseckowi, Zeeneckowi, Zzakałuzeckowi, syćkim tym, co tego bloga cytajom lub kiesik cytali, ba go nie komentowali i w ogóle całej ludzkości i całej zywinie. Wesołyk Świąt! Hau!

11.12.2016
niedziela

Oto ostatni kowboj

11 grudnia 2016, niedziela,

Był kiesik taki western Ostatni kowboj. W roli tytułowej wystąpił tamok pon Kirk Douglas, na ftórego ceść nazwano jednom z sieci perfumerii. Tak mi sie w kozdym rozie widzi, ze to na jego ceść. No bo jaki inksy mógłby być powód, ze mo ona takom, a nie inksom nazwe?

Sam film zaś… w oryginale był kapecke inacej zatytułowany – Lonely Are the Brave. Ale ten, co wymyślił tytuł polski, to – krucafuks! – musioł być prorokiem! Prowdziwym prorokiem! Cemu? No bo poźrejcie: hyrni aktorzy grający w hyrnyk klasycnyk westernak poumierali juz. Niestety. Nie zyje pon John Wayne, pon James Stewart i pon Henry Fonda. Nie zyje pon Gregory Peck, pon Richard Widmark pon Robert Mitchum i pon Glenn Ford. Pon Robert Taylor nie zyje. Pon Gary Cooper tyz nie zyje. I nie zyje pon Dean Martin, choć jego piosnka My Rifle, My Pony and Me bedzie chyba zyła jesce barzo długo. Nie zyje juz zoden z hyrnyk Siedmiu Wspaniałyk. Ostatni z nik, pon Robert Vaughn, przeniesł sie na Niebieskom Prerie miesiąc temu. Zyje wprowdzie pon Clint Eastwood, ale on… jest racej aktorem antywesterrnowym niz westernowym. Tak więc syćko wskazuje na to, ze spośród aktorów znanyk ze staryk dobryk westernów ostoł sie ino… pon Kirk Douglas właśnie (choć ocywiście nie tylko z westernów – filmy Układ i Pasja życia tyz pikne przecie). Cyli… ten pon naprowde jest ostatnim kowbojem! Ostatnim hollywoodzkim w kozdym rozie. Jakim cudem przewidzioł to ten, fto kilkadziesiąt roków temu tłumacył Lonely Are the Brave na polski? Jakim cudem krucafuks?! To jest dopiero zagadka. Bajako.

Ale tak w ogóle to cy wiecie, kielo pon Douglas mo juz roków? Nieftórzy z wos pewnie juz wiedzom – w ostatni piątek osiągnął piknom stówke! Inksymi słowy: jego wiek – to cały wiek. Tym samym dołącył do klubu, do ftórego niedowno wstąpiła tyz poni Olivia de Havilland, a w Polsce – poni Szaflarska. A skoro juz jest on w takim piknym klubie, to pogratulujmy siumnemu stulatkowi i zycmy mu kolejnyk stu roków zywobycia. Nie barzo wiem, jak jest teroz z jego zdrowiem, ale ocywiście zycmy mu, coby było takie, jakim ciesył sie w swoik najlepsyk rokak. I juz przynose więcej Smadnego Mnicha, coby kozdy, fto przybędzie do Owcarkówki, mógł za zdrowie jubilata piknie wypić. Ostomili, zdrowie pona Douglasa po roz pierwsy! Hau!

3.12.2016
sobota

Coby były biołe święta

3 grudnia 2016, sobota,

Wcora jeden ceper z jednego miasta przysłoł mi pare zdjęć, ftóre zrobił zaledwie pare godzin wceśniej, w barzo pikne i barzo śniegowe – jak sami mozecie uwidzieć – przedpołudnie.

DSCN5097

DSCN5099_01

DSCN5101

I zadoł mi pytanie: Owczarku, czy możesz coś zrobić, żeby właśnie taki śnieg jak dzisiaj był na moim osiedlu w Boże Narodzenie? Krucafuks! Cy jo wiem, co mozno zrobić? Wy, ludzie, od pocątku istnienia swojego gatunku, więcej zastanawialiście sie nad tym, jak sprowadzić dysc niz śnieg. Kielo to siamanów z róznyk plemion i na róznyk kontynentak próbowało sie z tym problemem uporać! Kielo to naukowców furt sie nad tym głowi! Chociaz… kasi wycytołek, ze ftosi jednak wynolozł sposób: ot, wystarcy wywiesić przed chałupom pranie – i jest więcej niz pewne, ze zaroz zacnie piknie padać. Haj.

No ale sposobu na biołe święta, cyli na marzącego sie zarówno ponu Bingowi Crosby’emy, jak i ponu Elvisowi White Christmasa – to jo niestety nie znom. A! I jesce ponu Sinatrze tyz. No ale tak cy siak – nie znom i ślus.

Armatki śniezne racej nie wystarcom, coby problem rozwiązać. Chyba ze na małym kawałecku pola ino. Tutok bardziej potrzebno by była śniezno bomba atomowo. Ba cało bida w tym, ze najpierw trza by takom bombe wynoleźć.

Chociaz… Hmm… Wiecie co, ostomili? Przybocowuje mi sie taki stary śpas, jak turysta pyto górola:
– Gazdo, jak wy to robicie, że zawsze tak trafnie przepowiadacie pogodę?
– A, słuchom prognozy w radiu i godom na odwyrtke – pado górol.

Jo wiem, ze to ino śpas. Ba tak jak w kozdej bojce jest podobno ziorko prowdy, to… w kozdym śpasie moze tyz? Ostomili! Jo se myśle, ze juz teroz te syćkie meteorologi powinny zacąć godać, ze w te święta temperatura bedzie plusowo. Ze na polu bedzie barzo brzyćko, ze bedzie dysc padoł i ze wse bedzie ino błocko straśliwe, za to śniegu – ani kapecki. Niek syćkie prognozy radiowe i telewizyjne furt powtarzajom, ze nimo nawet najmniejsyk sans na to, coby w Wigilie cy Boze Narodzenie spodł choć jeden maluśki płatecek śniegu. I wte… bocując, jak te prognozy sie sprawdzajom, to – krucafuks! – jo se myśle, ze moze sie udać! No to słuzby meteorologicne – do dzieła! Na 24, 25 i 26 grudnia przepowiadajcie pogode tak, jako godom. Bo jeśli nie – to bedzie waso wina, jeśli znowu cało Polska nie bedzie miała w te święta piknego śniegu. Hau!

P.S.1. Ale u nos w Owcarkówce, w najblizsom niedziele, pogoda na pewno bedzie barzo pikno. Bo w tym dniu Basieckowe imieniny bedom. Zdrowie Basiecki! 🙂

P.S.2. I w poniedziałek tyz tutok bedzie barzo pikno pogoda – bo bedom urodziny Zbyseckowe. Zdrowie Zbysecka! 🙂

10.11.2016
czwartek

Fto wygro za śtyry roki?

10 listopada 2016, czwartek,

I cóz. Nie popytali mojej gaździny o pomoc – i przegrali. A przecie wystarcyło popytać i wygraliby piknie. Ba niekze powtórze to, co Witoldecek pedzioł pod poprzednim wpisem w Owcarkówce: Mam jednak nadzieję, że silna amerykańska demokracja to przeżyje. Tyz tak mi sie widzi. Demokracji, budowanej i pielęgnowanej przez pokolenia od 240 roków, 4 miesięcy i 6 dni, nie do sie tak łatwo zburzyć w śtyry roki. Nawet jeśli burzyć jest łatwiej niz budować. Cemu akurat o śtyrek rokak godom? No bo za telo właśnie bedom w Hameryce kolejne wybory prezydenckie. Wybory, we ftóryk zreśtom wcale nie musi być tak, ze pon Trump bedzie kandydowoł ponownie. No bo skoro jako polityk jest on na rozie jednom wielkom niewiadomom i skoro nifto tak naprowde nie umie pedzieć, cego nalezy sie po nim spodziewać, to fto wie, co on zrobi? Moze cosi, co doprowadzi do piknego impiczmenta, ftóry wykwateruje go z Biołego Domu duzo sybciej, niz sie ftokolwiek spodziewo? A moze juz po paru miesiącak prezydentowanie zacnie go nudzić, więc podo sie do dymisyjej? Zdziwilibyście sie? Bo jo – ani kapecke.

Ale moze tyz być zupełnie inacej. Moze juz na drugi dzień po zaprzysięzeniu powysyło on imienne zaprosenia do syćkik Meksykanów? I powie, ze to, co godoł o murze wzdłuz meksykańskiej granicy, dotycyło granicy meksykańsko-gwatemalskiej? A kie twierdził, ze to Meksyk za ten mur zapłaci, to mioł na myśli hamerykański stan Nowy Meksyk?

Heeej! Tak cy siak… za te śtyry roki mojo gaździna – tak jak i teroz – bedzie kibicowała temu kandydatowi, ftóry bedzie mioł więksom ochote chronić Polske przed ponem Putinem. A kie taki kandydat popyto gaździne o pomoc – to ona nie odmówi bliźniemu i pomoze piknie. Ino właśnie popytać trza. No i byleby w tym 2020 rocku gaździna była w równie dobrym zdrowiu, jako jest dzisiok. Postarom sie więc jesce lepiej o niom dbać. Na przikład zacne wykradać jej więcej kiełbasy nic potela. Tako kiełbasa jest przecie tłusto, więc dlo zdrowia nie za dobro. Bajako.

No to wyciągom Smadnego Mnicha i – z myślom o następnyk wyborak prezydenckik w Hameryce – piknie wypijom zdrowie gaździny mojej. God bless America and mojo gaździna!* Hau!

P.S. Ale i za pare dni, 15 listopada, pikno okazja do napicia sie tutok bedzie. Bo to dzień Mageckowyk urodzin. Zdrowie Magecki! 🙂

* No właśnie – jak bedzie gaździna po angielsku? Housewife? E, bez sensu. To juz mountainhousewife byłoby chyba lepiej. Ino – kruca – kapecke za długie z kolei. Haj.

7.11.2016
poniedziałek

Fto wygro w Hameryce?

7 listopada 2016, poniedziałek,

Moi ostomili, odpowiedź na to pytanie jest barzo prosto. Jeśli śtab poni Clinton wartko popyto mojom gaździne o pomoc – wygro poni Clinton. Jeśli nie popyto – wygro pon Trump. Hau!

P.S. Ba następnego dnia po hamerykańskik wyborak u nos w Owcarkówce z całom pewnościom bedzie piknie. Bo bedom Aneckowe urodziny! Zdrowie Anecki! 🙂

31.10.2016
poniedziałek

Zycenia

31 października 2016, poniedziałek,

Niedowno piknie zakwolołek Noweckowi ksiązke pona Pinkwarta o ponu Witkacym. Jest to ksiązecka, ze ftórej mozecie wiele sie dowiedzieć nie ino o hyrnym właścicielu Firmy Portetowej, ale tyz o Zakopanem, tym downiejsym i… tym dzisiejsym. Jo na przikład dowiedziołek sie tego, ze fto przyjedzie na wakacje do tej piknej stolicy Skalnego Podhola i bedzie fcioł odwiedzić tamtejsy hyrny smyntorz na Pęksowym Brzyzku, ten… bedzie musioł zapłacić. Duzo? Na scynście mało. Ale bedzie musioł. Haj.

Swojom drogom to dziwne, ze jo wceśniej nic o tym nie wiedziołek. Rzec jest nienowo, bo ukwalowano ponad dwa roki temu. Ale jak widać – choć z mojej wsi do Zakopanego daleko nie jest, to jednak nie syćkie nowinki spod Giewonta dochodzom pod Turbacz.

Jo to pocątkowo miołek nadzieje, ze pon Pinkwart ino śpasuje z tymi opłatami. Ba postanowiłek sprawdzić. Wartko pohybołek do Zakopanego. Posłek ku temu piknemu smyntorzowi i… o kruca! Faktycnie! Stoł tamok jeden pon i broł dutki za wstęp.

Więcej na ten temat dowiecie sie na przikład ze stron Gazety Wyborczej, ka napisali między inksymi, ze opłaty […] wprowadził proboszcz parafii Najświętszej Rodziny przy Krupówkach, która zarządza cmentarzem na Pęksowym Brzyzku. […] Dzieci do lat siedmiu zwolnione są z opłat. Biletów nie muszą też kupować mieszkańcy powiatu tatrzańskiego – czytamy w komunikacie parafii. […] Także osoby, których bliscy krewni są pochowani na Pęksowym Brzyzku, a mieszkają poza powiatem tatrzańskim, nie będą musiały płacić za wstęp.

Na co tak w ogóle te opłaty idom? Oficjalnie – na utrzymanie smyntorza.* Cóz, intencja niby pikno. W końcu pon Waldorff, pokiela zył, tyz zbieroł dutki na podobny cel, telo ino, ze nie pod Giewontem, bo na warsiawskik Powązkak. I syćka go za to kwolili. Ba nic mi nie wiadomo o tym, coby stawoł on w smyntornej bramie i kozdego wchodzącego zatrzymywoł, godając: „Ej, panocku, fcecie tutok wejść? No to najpierw dojcie pare złotówecek na ratowanie powązkowskik zabytków. A jak nie docie – to nie wejdziecie. I ślus.”

Od siedemnostu roków pon Waldorff jest juz tamok, ka nifto nie umiero, a jak nifto nie umiero, to i smyntorzy nimo. Więc teroz juz ten pon nie moze takik zbiórek ryktować. Ba tutok na ziemi, w kozdy Dzień Syćkik Świętyk, furt wielu znanyk ludzki kultury – na Powązkak we Warsiawie, na Smyntorzu Rakowickim w Krakowie, a moze i jesce kasi? – robi to samo, co robił ten hyrny pisorz i krytyk muzycny. Jednak tak samo jako on – zachęcajom ludzi do dawania pieniązków, ale nie zmusajom. Cemu więc w Zakopanem nie moze być podobnie, ino cłek stoi przed wyborem: abo zapłaci, abo precki z Pęksowego? Jo wiem, ze w wielu miejscak dutki rządzom. Ale – o, Jezusicku! – zeby na smyntorzu tyz? To sie w moim owcarkowym łbie nie mieści. Zreśtom nie ino w moim. Godołek z jednym koniem we wsi. W jego głowie – choć przecie mo duzo więksom niz jo – tyz sie nie mieściło.

I cóz… niedługo momy 1 i 2 listopada. W te dni solenizantami bedom między inksymi ci, co na Pęksowym Brzyzku lezom: jegomość Stolarczyk, stary Sabała, pon Chałubiński, pon Makuszyński, „Ujek” Krzeptowski, „Dziadek” Marusarz, pon Witkiewicz (ocywiście ten starsy, bo z pochowaniem tamok młodsego – wiadomo jak było)… Heeej! Długo by jesce wymieniać.** Cego więc zycyć tym syćkim Ccigodnym Solenizantom? Ano… zyce, coby dutków na utrzymanie ik grobów nigdy nie zabrakło. Ale niek bedom to dutki dawane z chęci, a nie z przymusu. Bo tak mi sie jakosi widzi, ze tyk z przymusu – to zoden z nik nie fce. Hau!

* Ino wte… powstoje pytanie: do kogo właściwie te opłaty powinny trafiać? Pon Pinkwart zauwazo, ze parafia wprowdzie jest gestorem cmentarza parafii Najświętszej Rodziny w Zakopanem, ale zarozem od lat opiekę nad cmentarzem sprawuje młodzież ZSP [Zespołu Szkół Plastycznych] im. A. Kenara oraz Towarzystwo Opieki na Zabytkami. (M. Pinkwart, Wariat z Krupówek. Wagant, Nowy Targ 2015, s. 207).
** Fto mo ochote, ten dłuzsom liste pochowanyk na Pęksowym Brzyzku nojdzie w Wikipedii. Ino trza bocyć, ze na przikład taki grób pona Zaruskiego jest tamok ino symbolicny.

14.10.2016
piątek

Baca łapie pokemona

14 października 2016, piątek,

Krucafuks! Wiecie, kie w tym roku zesłek z holi wroz z moim bacom i owieckami? Ano… tydzień temu dopiero. A przecie potela to my wse na Świętego Michała, cyli 29 września, wracali do wsi. Co takiego sie stało, ze tym rozem zrobili my to dopiero w październiku? Na mój dusiu! Syćko przez takik dwók młodyk turystów, co to wesli do nasej bacówki, a po kwilecce… wybiegli z przeraźliwym krzykiem. Zaroz potem wyskocył mój baca, wymachując ciupagom. Nie pobiegł za nimi, ino od rozu sie zatrzymoł. Ci jednak tego nie zauwazyli i przerazeni pognali ślakiem ku Turbaczowi. Pewności nimom, ale cosi mi sie widzi, ze mogli pobić rekord w biegu z nasej holi na ten pikny wierch. Haj.

Cemu baca ik tak pogonił? Nie ino jo byłek zdziwiony. Juhasi tyz. Syćka trzej zaroz pohybali ku bacówce.

– Baco? Cemuście przepędzili stela tyk dwók bidoków? – spytali.
– Dlo ik bezpieceństwa – wyjaśnił baca.
– O, Jezusicku! – zawołali juhasi. – A niby jakie niebezpieceństwo miałoby im tutok grozić?
– Jakisi pantalon… abo pokrakon… abo popkornon… – baca podrapoł sie po głowie – Eee… zabocyłek, jak oni te beskurcyje nazywali.
– Baco! Moze pokemon? – domyślił sie Stasek Kowaniecki.
– O! Właśnie! – przybocył se baca. – Wyobroźcie se, ze ten ancykryst ukrył sie… w nasej bacówce! Od tyk dwók turystów sie o tym dowiedziołek. Pokazali mi jego obrazek w swoim fajfonie, cy jak to sie tam ustrojstwo nazywo. Godom wom – ten diasek wyglądo na straśliwom bestie! Więc co miołek zrobić? Pozwolić, coby zaatakowoł tyk dwók bidnyk bezbronnyk ceprów?
Juhasi oześmiali sie.
– Baco! Te pokemony to som nie ino tutok, ale na całym świecie! To po prostu tako gra, co sie nazywo Pokemon Go.
– Co!? Pokemon goły!? – zawołoł baca. – A więc mało, ze to krwiozerco wereda, to jesce w dodatku zbereźnik.
– Ale te pokemony som ino wirtualne – próbowali tłumacyć juhasi. – One… nie istniejom.
– E, nie róbcie ze mnie głuptoka! – oburzył sie baca. – Najpierw godocie, ze te psiekrwie som na całym świecie, a za kwilecke – ze nie istniejom. Lepiej idźcie pilnować owiecek, a jo spróbuje tego łotra dorwać.

Baca obyrtnął sie, wrócił do bacówki i zatrzasnął za sobom drzwi. Po kwili ze środka dało sie słyseć wołanie:
– Kaześ, beskurcyjo? Nie próbuj sie przede mnom chować, bo nic ci to nie do. Pewnie ukryłeś sie pod wyrkiem. Nie? No to pewnie za pucierom. Tyz nie? No to pewnie w skrzyni. Nojde cie, ty pukwo.

Pocątkowo juhasi mieli z tego syćkiego niezły ubaw. I spokojnie cekali, jaz bacy przejdzie. Ba minęło pare godzin… i nie przesło. Potem mijały dni… dalej nie przechodziło. Baca nikogo nie wpuscoł do bacówki, ino uporł sie, ze to on odpowiado za bezpieceństwo na holi, więc on sam musi pokemona dopaść. Społ krótko i wse pod drzwiami, coby intruz nie mógł sie przez nie wymknąć. Nie barzo wiadomo, co jodł. Pewnie od casu do casu łapoł cosi ze swoik oscypkowyk zapasów. Cudowoł ino, co to za spryciorz musi być z tego niepiloka, skoro furt tak skutecnie sie ukrywo.

Minął dzień Świętego Michała. Wrzesień sie skońcył. Juhasi juz sie nie śmiali, ino turbowali coroz bardziej. Zacęli sie obawiać, ze baca zwariowoł. W końcu postanowili:
– Jak do jutra nie przerwie on tej swojej polowacki, to jeden z nos pódzie do wsi po gaździne. Moze ona bedzie umiała cosi na to poradzić?

Na mój dusiu! Mojo gaździna nie moze, ale na pewno by cosi poradziła! Ino po co zawracać jej głowe i ciągać tutok na hole? Jest przecie prostsy sposób.

Coby więc zaoscędzić mojej gaździnie drogi… pohybołek do Nowego Targu. Wlozłek do pizzerii nalezącej do Felka znad młaki. I od rozu posłek do kuchni. Dzięki swemu psiemu nosowi bez trudu nolozłek siufladke, ka trzymane som maluśkie saszetki z keczupem. Za drobnom dopłatom dajom te saszetki klientom, coby mogli se zamówionom pizze piknie przyprawić. Nojdujący sie w kuchni personel był zaskocony mojom nagłom wizytom i…. chyba nawet kapeckie wystrasony. Zupełnie niepotrzebnie! Przecie odwiedziłek ik jo, a nie poni Gessler. Nie groziło im więc, ze cało Polska sie dowie, ze w tym lokalu keczup do pizzy podajom gościom w jakisik byle saszetkak.

Wartko wybiegłek z restauracji i najsybciej jak mogłek nazod pojawiłek sie na holi. Podesłek pod drzwi bacówki, ze ftórej furt dochodziły przekleństwa bacy rzucane przeciwko nieistniejącemu wrogowi. Zacąłek barzo, ale to barzo załośnie skowyceć.

– Pockoj, ty pokemonowe ścierwo – odezwoł sie baca. – Sprawdze ino, co przytrafiło sie mojemu psu. A potem dorwe cie wreście i prasne ciupagom.

Baca ostroznie uchylił drzwi. Telo mi wystarcyło. Jak pocisk armatni wpodłek do bacówki. Jaz przewróciłek przy tym bace, ale to ino niefcący. Wlozłek pod stojące przy ścianie wyrko i zacąłek straśliwie ujadać:
– Hauhauhauhahu!!!! Hauhau!!! Hau!!!

Przetłumacyć wom to na język ludzki? A, jak fcecie, to moge: „To jest takie tam sobie nic nie znacące scekanie, ale niewozne, bo baca i tak nie rozumie, co godom, ino bedzie myśloł, ze jo scekom na tego pokemona”.
I rzecywiście baca tak pomyśloł.
– Bier go, piesku, bier! – zawołoł. – Na mój dusiu! Ze tyz wceśniej na to nie wpodłek, ze najlepiej bedzie polować na tego fudamenta z pomocom psa.

W gymbie cały cas miołek te saszetke z keczupem. Teroz jom rozgryzłek, a zawartość rozprowadziłek swym jęzorem po kufie. Pustom saszetke wepchłek do nojdującej sie pod wyrkiem mysiej dziury. I wylozłek na wierch.

– A to co? – spytoł baca widząc, ze mom całom gymbe wymazanom krwiom… yyy, to znacy – Felkowym keczupem. – Piesku, cyzbyś ty pozorł tego potwora?
Zamerdołek ogonem.
– O, Jezusicku! – uradowoł sie baca. – Udało sie! Udało! Na holi nazod jest bezpiecnie!
A potem pedzioł:
– No, to pora zbierać owiecki i zejść na dół.

Ufff! Nareście. Mozno było w końcu piknie wrócić do wsi. No i wróciłek. Wroz z bacom, juhasami, owieckami i moimi owcarkowymi kompanami. Piknie wróciłek do gaździny, ftóro juz z kawałeckiem kiełbasy jałowcowej na mnie cekała. Dobrze wiedziołek, ze im bardziej gaździnie ckniło sie za mnom, tym więksy kawał jałowcowej ryktowała mi na mój powrót z holi. Tym rozem tej kiełbasy było więcej niz kiedykolwiek! Heeej!

Ba mom, ostomili, nadzieje, ze ta cało pokemonowo gra znudzi sie wom, ludziom, przed nadejściem wiosny? Bo i jo, i juhasi momy juz dosyć uganiana sie bacy za tymi wirtualnymi beskurcyjami. Dlotego syćkim pokemonom, ftóre w przysłym rocku choćby ino spróbowały zblizyć się do nasej holi, jo od rozu zawołom: „Precki!” Chociaz nie, one mogom nie znać polskiego, nie mówiąc juz o góralskim. No to zawołom im po angielsku: „Go!” I to bedzie mojo owcarkowo wersja Pokemon Go. Hau!

P.S.1. Zaległości w budowyk imprezak trza nadrobić. Pierwsom z nik – som urodziny Poni Dorotecki, ftóre były jesce przed Świętym Michałem, cyli 24 września. Zdrowie Poni Dorotecki! 🙂

P.S.2. Kolejne urodziny były 1 października – Wawelokowe. Zdrowie Waweloka! 🙂

P.S.3. A 2 października… ah! – co to był za ślub! Alecki z Jerzoreckiem! Zdrowie nasej Piknej Młodej Pary! 🙂

P.S.4. A juz hań… na Niebieskik Wierchak… 4 października Bobicek swe imieniny świętowoł. Ba my tutok uccijmy je tyz – zdrowie Bobicka! 🙂

P.S.5. No i 6 października znów być ślub – Jasiecka Juhasa. Zdrowie Poństwa Jasieckowyk! 🙂

P.S.6. Zaś 7 października podwójne święto EMTeSiódemecki było – urodziny i imieniny. Podwójne zdrowie EMTeSiódemecki! 🙂

5.09.2016
poniedziałek

Tropiąc pona Witkacego

5 września 2016, poniedziałek,

W Zakopanem, w Galerii Ponów Kulczyckik, jest teroz wystawa zatytułowano „Nineczka i Witkacy”. Jest to wystawa fotograficno. A jedynom nojdującom sie tamok niefotograficnom pamiątkom po tej hyrnej parze jest oryginał ik aktu ślubu. Więcej o tej całej ekspozycji mozecie pocytać se tutok.

Cy jo wom jom polecom? Cóz. Jeśli nie lubicie witkacowskik klimatów – to racej nie. Ba jeśli lubicie choć kapecke – i jeśli w najblizsyk tyźniak traficie pod Giewont – to myśle, ze nie pozałujecie, kie między jednom wspinackom na Świnice a drugom na Cyrwone Wierchy zajrzycie do tej piknej Galerii, co to przy Drodze na Koziniec se stoi (droga ta mo tak w ogóle jednom piknom zalete – jest tamok cicho i spokojnie, w odróznieniu od nie tak barzo odległyk Krupówek). Bajako.

Jo w kozdym rozie tamok byłek. Piknie udało mi sie zakraść do środka i obejrzeć syćko tak, ze nifto z personelu mnie nie zauwazył. I nawet wpisołek sie do księgi pamiątkowej! Choć nie było to łatwe. Nie mając takik rąk, jakie mocie wy ludzie, musiołek trzymać długopis w zębak. I przez to wpis wyglądo tak, jak wyglądo. Ale mom nadzieje, ze do sie go odcytać. Poźrejcie zreśtom:*

wpis

A jeśli ftosi z wos na te wystawe dotrze, to pod widocnom powyzej datom 24 sierpnia 2016 rocku moze obacyć mój wpis w oryginale. Cas jest do 9 października, bo do tego właśnie dnia wystawa mo trwać. Mom nadzieje, ze nie zamknom jej przed casem, tak jak zamkli inksom, tyz związanom z ponem Witkacym. Właściwie to ta drugo wystawa była poświęcono blizsej i dalsej rodzinie tego pona. Urządzono jom w hyrnej willi Koliba, ka piknie mieści sie Muzeum Stylu Zakopiańskiego. „Nie tylko Witkiewiczowie” brzmioł jej tytuł. A z tego oto plakatu wynikało, ze bedzie otwarto do 31 sierpnia.

– Piknie! – pomyślołek se, kie po wizycie w Galerii Kulczyckik uwidziołek ten plakat przy jednej z zakopiańskik ulic. – No to najpierw niekze hipne w góry odwiedzić Maryne Krywaniec, a potem – póde do tej Koliby.

Jako postanowiłek, tak zrobiłek. Odwiedziłek siumnom orlice…

Maryna

… a w piątkowy poranek wróciłek do Zakopanego i pohybołek do Koliby.

Koliba

Trza było ino pomyśleć, jak do niej wejść, coby zoden pracownik muzeuma mnie nie uwidzioł. Zanim wymyśliłek – pojawili sie jacysi turyści.
– O! Prawdziwy owczarek! – zawołali na mój widok. – Co ty tu, piesku, robisz?
– Hau-uuu! – odpowiedziołek.
– Mówisz, psinko, że zjadłbyś kiełbaski? – próbowali sie domyślić turyści i zaroz jeden z nik sięgnął do plecaka i pocęstowoł mnie – na mój dusiu! – piknym kawałeckiem jałowcowej! Cóz. Prowda jest tako, ze „Hau-uuu” w psim języku znacy: „Przysłek na wystawe poświęconom rodzinie Witkiewiczów”. Natomiast kiebyk fcioł pedzieć: „Piknie pytom o kawałecek kiełbasy”, to by zabrzmiało: „Hauhauu”. No ale skoro juz te kiełbasecke dostołek, to przecie nie mogła sie zmarnować. Zabrołek sie do jedzenia. Turyści tymcasem wesli do muzeuma. Dzięki swojemu piknemu psiemu słuchowi mogłek piknie usłyseć, jak godajom z pracownikiem Koliby.
– Dzień dobry. Przyszliśmy obejrzeć wystawę „Nie tylko Witkiewiczowie”.
– Ooo! Niestety… – westchnął pracownik. – Wystawy już nie ma.
– Nie ma? – zdziwili sie turyść. – Miała być do końca miesiąca.
– To prawda. Dyrekcja jednak postanowiła zakończyć ją kilka dni wcześniej.
– Ojej! Dlaczego?
– No… po prostu taka była decyzja – odpowiedzioł pracownik wymijająco i chyba ku jego uldze turyści nie nalegali na bardziej konkretnom odpowiedź.

A jo byk na ik miejscu nalegoł. No bo krucafuks! O co tutok sło? Jako było przycyna wceśniejsego zamknięcia wystawy? I dlocego pon z muzeuma nie fcioł tej przycyny wyjawić? Głowiłek sie nad tym straśnie… No, dobrze – najpierw skońcyłek jeść kiełbaske, a dopiero potem zacąłek sie głowić. I nagle… olśniło mnie. O, Jezusicku! Jedyne logicne wyjaśnienie jest takie, ze… to syćko mojo wina! Kie odkryto ten mój wpis do księgi pamiątkowej u Kulczyckik, to najwyraźniej ftosi powiadomił o tym dyrekcje Muzeuma Tatrzańskiego, ftóremu ta Galeria podlego. Dyrekcja pewnie nie była zakwycono, ze wśród zwiedzającyk Galerie nolozł sie pies. Zarozem musiała sie domyślić, ze skoro posłek na jednom wystawe związanom z ponem Witkacym, to moge tyz póść na drugom, tom w Kolibie, ftóro tyz podlego Muzeumowi Tatrzańskiemu. I dlotego właśnie, ostomili, te drugom wystawe tak wartko i znienacka zamknięto.** Kie se to uświadomiłek, nie dziwiło mnie juz, ze pracownik muzeuma wykryncoł sie przed turystami od powiedzenia prowdy. No bo co mioł bidok zrobić? Pedzieć, ze to syćko przez takiego jednego interesującego sie Witkacym owcarka? Turyści by pomyśleli, ze chłop abo zwariowoł, abo zwycajnie śpasuje. Haj.

Turbuje mnie teroz ino jedno rzec: co bedzie z kolejnymi wystawami, na ftóre mógłbyk mieć ochote sie wybrać? Cy jak ik organizatorzy dowiedzom sie o moik zamiarak, to tyz wartko bedom je zamykać? Na wselki wypadek mom dlo wos, ostomili, propozycje: jeśli bedziecie mieli w planak odwiedzić jakomsi wystawe na Podholu – uprzedźcie mnie o tym. Wte pockom, jaz najpierw wy jom obejrzycie, a jo wybiere sie na niom dopiero po wos. Dzięki temu wy piknie unikniecie niemiłej niespodzianki, a jo – nie bede mioł wos na sumieniu. Hau!

P.S.1. Najblizse święto w nasym budowym kalendorzu, to środa 14 września – Mieteckowe urodziny. No to zdrowie Mietecki! 🙂

P.S.2. A dwa dni później, 16 września, Dydyjeckowe imieniny bedom. A zatem zdrowie Dydyjecki! 🙂

* Telo ino, ze zbocując Regulamin Firmy Portrertowej powinienek był napisać, ze jo nie przyjmuje krytyki, a nie reklamacji (w nawiązaniu do paragrafu 3 owego Regulaminu). Pamięć zawiodła. Piknie przepytuje za ten błąd.
** A wskutek owego przedterminowego zamknięcia mozecie uwidzieć pod tym adresem ciekawostke: w tekście przecytocie, ze wystawa jest cynno do 24 sierpnia, ale obok owego tekstu… cały cas widnieje zbocowany przeze mnie plakat z informacjom, ze ona piknie trwo jaz do 31.

15.08.2016
poniedziałek

Kany te perseidy?

15 sierpnia 2016, poniedziałek,

Krucafuks! Syćkie media – i telewizorowe, i gazetowe, i internetowe – trąbiły na lewo i prawo, coby w noc 12 na 13 sierpnia nie iść spać, ino pozirać do wierchu, bo fto bedzie społ, ten przegapi piknie rozświetlające niebo roje perseidów. Nawet dwieście na godzine miało ik spadać. Haj. I co? I nic! Tej nocy jo postanowiłek nawet nie wykradać mojemu bacy Smadnego Mnicha. Piwo nie perseid, nie ucieknie – śpekulowołek – lepiej nie ryzykować, ze kie jo bede zakradoł sie do bacówki, to akurat w tym casie przeleci cały pikny kierdel tyk kosmicnyk cudeniek. A potem jaz do Świętego Michała owce by mi powtarzały, cobyk załowoł, ze nie uwidziołek tak niesamowitego widocku. Ale cóz… w te noc, ftóro miała być tako niezwykło, nad mojom holom uzbierało sie telo chmur, ze opróc nik nie było widać na niebie nic. Trudno – pomyślołek – moze w następnom nocke bedzie lepso widocność? Moze wte tyk perseidów bedzie juz nie 200 na godzine, ba ino jakiesi 190 – ale to tyz piknie.
Ba krucafuks! Przynajmniej nad mojom holom ta następno noc wcale nie była lepso od poprzedniej. Ta dzisiejso – podobnie. Furt ino rój chmur zamiast roju perseidów! I telo. Cy w kolejne nocki tak samo ma być? To niesprawiedliwe! Więc jo apeluje piknie do:
– Centruma Badań Kosmicznych PAN,
– Centruma Hewelianum,
– Instytutu Astronomii Uniwersytetu Wrocławskiego,
– Klubu Astronomicznego Almukantarat,
– Klubu Miłośników Astronomii i Astronautyki „ORBITA”,
– Koła Astronomicznego „Antares”,
– Kółka Astronomicznego przy I LO w Sulęcinie,
– Młodzieżowego Obserwatorium Astronomicznego im. K. Kordylewskiego w Niepołomicach,
– Obserwatoriuma Astronomicznego Królowej Jadwigi,
– Obserwatoriuma Astronomicznego UAM,
– Obserwatoriuma Astronomicznego UW,
– Pałucko-Pomorskiego Stowarzyszenia Astronomiczno-Ekologicznego Niedźwiady,
– Polish Space Professionals Association,
– Polskiego Towarzystwa Astronomicznego,
– Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii,
– Polskiego Towarzystwa Rakietowego,
– Pracowni Komet i Meteorów,
– Sekcji Astronomicznej Gwiezdne Wrota w Żaganiu,
– Siedleckiego Towarzystwa Miłośników Astronomii,
– Studenckiego Koła Astronautycznego…

Jo te syćkie organizacje i instytucje piknie pytom: zróbcie cosi, coby mozno było wreście te perseidy popodziwiać.* Nie godojcie ino, ze nie odpowiadocie za to, co widać na polskim niebie. Bo jak nie wy jesteście za to odpowiedzialni, to fto? Przecie nie Związek Baców! Haj. A jo fce wreście uwidzieć te perseidyyyy! Hauuuuuu!

P.S.1. Ba opróc narzekania na brak perseidów… mom tyz przyjemny komunikat: pod poprzednim wpisem do Owcarkówki zawędrowoł nowy gość – Witoldecek. Powitać piknie Witoldecka! 🙂

P.S.2. A za dwa tyźnie, 29 sierpnia, Anecka Schroniskowo imieniny bedzie miała. Ostomili, zdrowie Anecki! 🙂

* A ponojdowołek je tutok. Ba jeśli jesce ftosi w tym kraju odpowiado za widzialność perseidów, to ocywiście do tego kogosi tyz kieruje swojom prośbe.

css.php