Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

27.03.2017
poniedziałek

Narciarskie Rio Bravo

27 marca 2017, poniedziałek,

20 marca skońcyła sie zima astronomicno. 21 marca – zima kalendarzowo. A wcora, cyli 26 marca – zima narciarsko. Bo tego właśnie dnia, w piknej słoweńskiej Planicy, skockowie zakońcyli swoje pucharowe zmagania. No i jak sie wom widzom ostatnie dokonania nasyk reprezentantów w tej dyscyplinie? Chyba piknie było. Cała kupa miejsc na podiumie, w Lahti pikny brązowy medal dlo Pietrka Żyły i pikny złoty dlo całej druzyny, no i wreście… pikne pierwse miejsce w Pucharze Narodów. Jak za casów Adasia Małysza – jest piknie! Telo ino, ze w casak Małyszowyk skoki były dlo nos jak western W samo południe – bo mieli my tamok ino jednego, samotnego bohatera. Teroz zaś – som one dlo nos jak western Rio Bravo, bo bohatera momy nie jednego, ino jaz śtyrek. A som nimi – wiadomo fto: Kamil Stoch nicym pon John Wayne,* Pietrek Żyła nicym pon Walter Brennan,** Maciek Kot nicym pon Dean Martin*** i Dawid Kubacki nicym pon Ricky Nelson.****

Cy po tak udanym sezonie mozno cuć jesce jakisi niedosyt? Cóz. Mozno śpekulować, co by było, kieby w tym ostatnim konkursie w Planicy wiater nie pokiełbasił organizatorom planów i nie zmusił ik do odwołania drugiej serii. Moze Kamil skocyłby tak piknie, ze przesunąłby sie z piątego miejsca na pierwse? A pon Kraft skocyłby tak słabo, ze spodłby na miejsce siedemnaste? I wte – na mój dusiu! – w ogólnej klasyfikacji Kamil przegoniłby pona Krafta! I pikno Kryśtałowo Kula byłaby dlo niego! Ino… austriacki skocek jest teroz w tak sakramencko dobrej formie, ze co musiałoby sie stać, coby spodł na to siedemnaste miejsce? Abo na jesce gorse? Ano… musiołby mieć jakiegosi straśliwego pecha. Abo wiater musiołby nim straśliwie zakryncić, abo pscoła, obudzono piknym promyckiem wiosennego słonka, musiałaby dostać sie mu pod gogle. Ale wte radość z wygranej Kamila byłaby zmącono przez frasunek. Krucafuks! – myśleliby my – niby piknie, ze znów wygroł Polak, ale… cało bida w tym, ze to nie jest do końca sprawiedliwe zwycięstwo… Więc co właściwie robić? Radować sie cy nie? Eh, nie barzo wiadomo.

I dlotego właśnie, ostomili, dobrze, ze jest, jak jest: pon Kraft zajął pierwse miejsce, bo na to zasłuzył, a nas Kamil drugie, bo tyz na to zasłusył. Drugie miejsce tyz piknie. A fto godo, ze nie, to niek przypnie narty i spróbuje hipnąć dalej niz ten siumny Austriak. Bajako.

A przed nomi ponad pół roku odpocynku od zimowego skakania. A potem – kolejny sezon. W nim zaś nie ino pucharowe zawody, ale tyz pikno olimpiada, na ftórej w konkursie skoków druzynowyk Polska zdobędzie pierwse miejsce, a w skokak indywidulanyk – zarówno na duzej, jak i średniej skocni – pierwse miejsce wywalcy Polak, drugie pon Kasai, a trzecie – znów Polak. To znacy, nie wiem, cy tak bedzie, ale jo tak właśnie skockom zyce. Jak zaś bedzie? Ano obacymy. Hau!

P.S. A juz za pare dni – 31 marca – Profesoreckowe imieniny bedom. No to zdrowie Profesorecka! 🙂

* Bo Kamil – tak jak pon Wayne w Rio Bravo – jest głównom postaciom w druzynie.
** Bo Pietrek – tak jak pon Brennan w Rio Bravo – jest najstarsy, a zarozem najzabawniejsy w druzynie.
*** Bo Maciek – tak jak pon Martin w Rio Bravo – przezywoł wceśniej sakramencki kryzys, ale go piknie przezwycięzył.
**** Bo Dawid – tak jak pon Nelson w Rio Bravo – jest jakosi mniej widocny niz jego trzek kompanów, ale jednak kieby go zabrakło, druzyna nie dałaby rady tak piknie wierchować.

6.03.2017
poniedziałek

Cemu nie zabrali dziewcyn?

6 marca 2017, poniedziałek,

Pikne mistrzostwa w piknym Lahti piknie sie skońcyły. Jeśli idzie o występy nasyk – chyba nie momy co narzekać. Wprowdzie Justysia zodnego medalu nie zdobyła, ale niekze ta – jo jesce nie skońcyłek radować sie jej triumfami w Vancouverze, Soczi i jesce paru inksyk miejscak. A skońce sie nimi radować nie prędzej jak za kilkadziesiont roków. Haj.

No a skockowie? Na mój dusicku! Fto oglądoł, ten wie. Fto nie oglądoł, tego piknie informuje, ze najpierw był konkurs na średniej skocni – Polacy wprowdzie na podiumie nie stanęli, za to jaz trzek z nik zajęło miejsca w pierwsej ósemce. Potem było skakanie na duzej skocni – Pietrek Żyła zdobył pikny brązowy medal, zaś w pierwsej ósemce… tym rozem zmieścili sie syćka Polacy. A wcora było skakaknie druzynowe. I… o, Jezusicku! Złoty medal my wywalcyli! Pikny złoty medal! Cy jesce pół roku temu ftosi sie spodziewoł, ze wkrótce bedziemy mieli najlepsom druzyne skocków na świecie? W Polsce – chyba nifto. Za to w Austrii – wyglądo na to, ze spodziewoł sie tego jeden cłowiek. I to on piknie nasyk chłopaków na te mistrzostwa wyryktowoł. I teroz chyba kozdy sie ze mnom zgodzi, ze najpikniejsy Austriak w historii Polski to pon Stefan Horngacher. Haj.

Ba dowiedziołek sie tyz, ze w związku z tymi całymi mistrzostwami wśród polskik działacy narciarskik dosło do sarpacki. O co posło? Ano o to, ze był jesce miesany konkurs skoków. Miesany, to znacy taki, ze kozdo reprezentacja wystawiła po śtyrek zawodników – dwók chłopów i dwie dziewcyny. No i Polski Związek Narciarski ukwalowoł, ze my w tym konkursie udziału brać nie bedziemy. To dobrze cy źle? Pon Sławomir Hankus, trener nasej zeńskiej druzyny, w wywiadzie z ponem redaktorem Łukaszem Jachimiakiem pedzioł, ze barzo źle. No bo momy dwie siumne 16-latki, Kinge Rajde i Anne Twardosz, ftóre całkiem piknie skacom. Chociaz nie jaz tak daleko jak ik kolezanki z Miemiec, Austrii cy Japonii. Ba kie Kamil Stoch cy Maciek Kot tyz mieli po sesnoście roków, to kany im było do najlepsyk skocków? Heeej! Jak z Ochotnicy do Myślenic! Abo jesce dalej. Cyz więc nie worce było dać dziewcynom sansy oswojenia sie z występami na wielkiej imprezie? Moze kieby im dano, to za pare roków stałyby sie mistrzyniami? Fto wie?

Ba kierujący Polskim Związkiem Narciarskim pon Tajner pedzioł w rozmowie z ponem Pawłem Wilkowiczem, ze to jesce nie jest ten cas, coby polskie dziewcyny jeździły na mistrzostwa. Niek sie jesce poucom skakania. A poza tym to byłoby niesprawiedliwe, kieby zajęły w tym Lahti jakiesi pikne miejsce, ba zawdzięcałyby je nie sobie ino piknie skacącym kolegom z druzyny.

I fto mo racje? Pon Hankus cy pon Tajner? Nalezało wysłać skacące narciarki do Lahti cy nie? Jo se myśle, ze nalezało. Bo kieby tamok pojechały – byłby jesce jeden złoty medal. A wiecie cemu? Bo wystarcyłoby odpowiednio wykorzystać Pietrka Żyłe. Ale nie jako skocka tym rozem. Jego miejsce byłoby na widowni, dokładnie na wprost skocni. Siedziołby se tamok i godoł. O cym? Niewozne. O cymkolwiek.

Nie wiem, fto w polskiej druzynie skakołby pierwsy. Załózmy, ze Anna Twardosz. I wte działoby sie tak: Ania ryktuje sie do skoku, piknie siado na belce startowej, poziro w dół, a tamok… widzi godającego Pietrka.

– Na mój dusiu! – myśli se Anecka. – O cym ten Pietrek gwarzy? Pewnie godo cosi fajnego, bo on przecie wse straśnie fajnie śpasuje. Ino boki ze śmiechu zrywać! No to dalejze! Muse jak najdalej hipnąć, coby jak najsybciej móc go posłuchać.

I Anecka odpycho sie od belki, zjezdzo po rozbiegu, skace, a potem… heeej! Leci, leci, leci, leci… O, Jezusicku! Rekord skocni pobijo! Skace dalej, niz potela był w stanie skocyć jakikolwiek chłop! A to syćko z chęci jak najsybsego wysłuchania Pietrkowego godania.

Następny skace – powiedzmy – Maciek Kot. Siado na belce startowej, poziro w dół i – tyz spostrzego godającego Pietrka.

– Na mój dusiu! – myśli Maciek. – O cym ten Pietrek tamok gwarzy? Pewnie godo cosi fajnego.

I zaroz tyz piknie pobijo rekord skocni – abo przynajmniej wyrównuje ten Aneckowy. Kie po nik skacom Kamil Stoch i Kinga Rajda – dzieje sie dokładnie to samo. Oboje skacom sakramencko daleko, bo fcom jak najsybciej posłuchać śpasującego Pietrka. I tak oto, ostomili, w tej koedukacyjnej konkurencji mieliby my pierwse miejsce. I Mazurek pona Dąbrowskiego piknie by tamok zagroł o jeden roz więcej. Bajako.

Tak więc piknie udowodniłek, ze w sarpacce między ponem Hankusem a ponem Tajnerem racje mioł ten pierwsy. A jeśli cosi ponu Hankusowi mógłbyk zarzucić, to ino to, ze był zbytnim pesymistom. W zbocowanej przeze mnie rozmowie z redaktorem Jachimiakiem pedzioł on, ze kieby Polska wystawiła swojom druzyne do konkursu miesanego, to mieliby my sanse na ósme miejsce. Na mój dusiu! Jakie ósme! Pierwse by było! Kieby zrobiono tak, jako pedziołek, byłoby pikne pierwse. Hau!

P.S.1. W najblizsy wtorek, 7 marca, momy Profesoreckowe imieniny. No to zdrowie Profesorecka! 🙂

P.S.2. 13 marca – momy imieninowo-urodzinowe święto: Hortensjeckowe imieniny i Małgosieckowe urodziny. Zdrowie Hortensjecki i Małgosiecki! 🙂

P.S.3. 17 marca zaś – analogicne podwójne święto: tym rozem Zbyseckowe imieniny i Jędrzejeckowe urodziny. Zdrowie Zbysecka i Jędrzejecka 🙂

P.S.4. A 19 marca – Józefickowe imieniny som. Zdrowie Józeficka! 🙂

28.02.2017
wtorek

Bułka, kawa, masło

28 lutego 2017, wtorek,

Na pewno słyseliście nie roz, jak ftosi godo: „Dla mnie to bułka z masłem”. Mozliwe zreśtom, ze sami tak casem godocie. Ale co właściwie te słowa znacom? Cy to, ze zrobienie cegosi jest równie proste jak zjedzenie kajzerki abo inksej bagietki z piknym masełkiem? Jeśli tak – to fciołbyk zauwazyć, ze nie wse jest to łatwe. Bo przecie jeśli bułka jest cerstwo, i to juz tak, ze zęba wbić sie w niom nie do – to chyba zjedzenie jej do najłatwiejsyk rzecy nie nalezy. Bajako. Ba moze tutok idzie o to, ze zjedzenie bułki z masłem działo tak, jak kiesik na Adasia Małysza działała bułka z bananem? Cóz, tak tyz moze być. Ale w takim rozie jo se myśle, ze zamiast: „bułka z masłem” nalezałoby zacąć godać: „kawa z masłem”. Cemu? A bo niedowno na tipy.interia.pl nolozłek takie oto pytonie: Czy wiedziałeś o tym, że kawa może sprawić, że spalisz setki kalorii w bardzo krótkim czasie?

Zaroz potem – pikno odpowiedź: Oczywiście, tylko wtedy, gdy dodasz do niej masło. […] Kombinacja ta zwiększa produktywność i kreatywność człowieka na cały dzień. […] Silna kawa zwalcza zmęczenie, chroniczne bóle, spala tłuszcz i kalorie. Kawa z masłem przyspiesza metabolizm i daje energię do działania na cały dzień. Bądź jednak ostrożny, powinieneś używać tylko niesolonego, naturalnego i niekonserwowanego masła z krowiego mleka, gdyż to ono da najlepsze rezultaty.

Na mój dusicku! A więc problem, fto nad kim wierchuje, margaryna nad masłem cy masło nad margarynom – zostoł wreście piknie rozwiązany. Wierchuje masło. Masło i ślus! No bo skoro to, co mozno dodawać do kawy, musi być naturalne i niekonserwowane z krowiego mleka, to nojdźcie mi kogosi takiego, fto z mleka umie wyryktować margaryne. Tego nawet mojo gaździna nie umie, choć ona z krówskiego mlecka ryktuje rózne rzecy dłuzej, niz istnieje obchodząco niedowno swój jubileus Polityka. I rózne pikne sery ryktuje, i śmietane, i serwatke, no i pikne masło tyz, ale margaryny – ani łyzecki. Haj.

Jedno ino mi sie w takiej kawie z masłem nie widzi. Mianowicie to, ze tako miesanka spala tłuszcz i kalorie. A mi akurat na spalaniu tłuscu i kalorii nie zalezy. Bo jak bede jo cherlawy – to wiatrowi łatwiej bedzie zdmuchnąć mnie z perci. A jak pon minister srodowiska pozwoli powycinać syćkie drzewa na Turbaczu i okolicnyk wiersyckak, to wiater – nie napotykając na opór lasu – bedzie duł jesce mocniej. Więc jo tym bardziej nie moge se pozwolić na bycie chuderlakiem. Bajako.

Ale niekze ta. Niedostatek wagi wse mozno nadrobić, wykradając gaździnie więcej kiełbasy. Za to ten pikny fakt, ze maślano kawa daje energię do działania na cały dzień – barzo mi sie podobo. Bo w ten sposób moge mieć jesce więcej sił zarówno do odganiania wilków od owiecek, jak i do wyłudzania kanapek od turystów. Tak więc nie wiem, jak wy ostomili, ale jo te kawe z masłem pokwolom. Pokwolom piknie! Haj. Jedno rzec mnie ino tutok frasuje. No bo… krucafuks… kawa z masłem… hmm… kawa z masłem… Jak cosi takiego wyryktować? Jak niby miołbyk jo posmarować kawe masełeckiem? Cy ftosi mo jakisi pomysł? Hau?

P.S.1. Ostomili, w ostatni wtorek piknie Jagusickowe imieniny my mieli. No to zdrowie Jagusicki! 🙂

P.S.2. A co momy 3 marca? Ano Fusilleckowe urodziny. No to zdrowie Fusillecki! 🙂

28.01.2017
sobota

Malorz

28 stycznia 2017, sobota,

Poźrejcie ostomili, piknie pytom, na ten oto obraz.

Poźreliście? I jak? Podobo sie wom?

Cóz… Niezaleznie od tego, coście se o nim pomyśleli, jedno musicie piknie przyznać: to nie jest ot taki sobie zwycajny kicz w stylu „Jelenie na rykowisku”. Jest to racej dzieło, ftóre zmuso do pomyślunku. Tak na pierwsy rzut oka moze sie wydawać, ze przedstawio ono jakisi bohomaz. Jeden wielki bohomaz i nic poza tym. Ale zaroz potem nachodzom wątpliwości – cy aby na pewno? Przybocmy se choćby hyrnego polskiego malorza – pona Romana Opałke. Jak jego obrazy wyglądały? Ano… jedno cyferka, drugo cyferka, trzecio cyferka… Krucafuks! Same cyferki! Od wierchu do dołu i od prawego brzega do lewego. Z pozoru te jego obrazy to były jakiesi cyferkowe śmietniki Ale… ino z pozoru. Bo prowda jest tako, ze te cyferecki ryktowały układy, ftóre miały swojom piknom logike. Haj. Moze więc obraz, ftóry wom przedstawiłek, to tyz nie jest bezsensowno zbieranina plam, ino tkwi w nim jakosi ukryto myśl? Myśl, ftóro dlo mądrej głowy jest jak najbardziej mozliwo do wyłuskania? Moze autor rozumowoł podobnie jak ten Pitagoras z opowieści najsłynniejsego góralskiego filozofa, jegomościa Tischnera z Łopusznej: Mądremu taki malunek wystarcy, a dlo głupiego skoda malować. I ślus.

Na mój dusiu! Nie wiem, co pedziołby o tym syćkim jakisi pikny koneser malarstwa, ale tak na mój owcarkowy łeb… nie mozno być pewnym nawet tego, jaki kierunek w śtuce to dzieło reprezentuje. Moze to abstrakcja? Moze konceptualizm? Moze pop-art? A moze to zupełnie nowy kierunek, jesce nie nazwany i jego nazwe dopiero trza wyryktować?

W kozdym rozie sam fakt, ze telo pytań wokół tego dzieła sie ryktuje, świadcy o tym, ze musi być ono nietuzinkowe. I co by nie godać, jego twórca mo juz pewnom renome. Niecałe dwa tyźnie temu w galerii Rupla w Helsinkak otwarto piknom wystawe jego prac. Fto fce uwidzieć je na własne ocy – mo cas do 12 lutego, bo do tego dnia właśnie wystawa bedzie trwała. Mozno tyz przy okazji zakupić jeden z eksponatów, ale ostrzegom – tanie one nie som. Cena nieftóryk z nik sięgo kilku tysięcy euro. Ocywiście w porównaniu z hyrnymi słonecnikami pona Van Gogha to nie jest zawrotno suma. Ale trza bocyć, ze pokiela pon Van Gogh zył, to nifto nie fcioł jego obrazów nawet za darmo. Więc fto odgodnie, kielo te dzieła z Rupli bedom kostowały za sto abo za dwieście roków? Moze nawet spadkobierców Felka znad młaki nie bedzie na nie stać? Fto wie? Haj.

No ale pewnie fcielibyście dowiedzieć sie wreście, kim jest ten malorz? Domyśliliście sie juz zapewne, ze skoro mo wystawe w Helsinkak, to musi zyć w Finlandii. Ale jak ten Fin sie nazywo? Ukońcył jakomsi akademie śtuk piknyk cy jest samoukiem? Wzoruje sie na jakimsi mistrzu cy idzie własnom ściezkom artystycnom? No to niekze wreście piknie go wom przedstawie. Ostomili, poznojcie niekonwencjonalnego, niebanalnego, nieśtampowego artyste: oto on – w całej swojej malarskiej okazałości. Hau!

P.S.1. Jak fcecie, to mozecie tyz se o tym malorzu pocytać. Po polsku tutok, a po angielsku tutok abo tutok.

P.S.2. A w najblizsom niedziele – piknie świętujemy, ostomili. Bedzie to dzień rocnicy ślubu Anecki i Pona Aneckowego. Zdrowie Poństwa Aneckowyk! 🙂

P.S.3. Cy Motylecek jest z nomi? Ocywiście, ze piknie jest cały cas! A 4 lutego jego urodziny bedom. No to zdrowie Motylecka! 🙂

13.01.2017
piątek

Kozice na Paśportak

13 stycznia 2017, piątek,

Rok temu opowiedziołek wom, ostomili, jak to pojechołek na Paśporty Polityki wroz z tatrzańskimi niedźwiedziami. Wkrótce potem Basiecka – w komentorzu z 18 stycnia, godziny 8:38 – zaproponowała, cobyk na następnom takom gale zabroł… kozice. I cóz… Właściwie to cemu nie? Cy one w cymkolwiek som gorse od miśków? Ano nie som. Telo ino, ze… był jeden problem. Przetransportować niedźwiedzie z Podhola do Warsiawy nie było jaz tak trudno, bo tej zywiny w Tatrak jest niespełna śtyry tuziny. Kozic natomiast… po polskiej stronie Tater zyjom całe setki, a po słowackiej – jesce więcej setek. Więc nawet jak pomyślołek, ze ino te polskie zabiere, to i tak – jak dlo jednego ino przewodnika – robiła sie z tego sakramencko licno wyciecka. Bajako.

Ba licyłek po cichu na to, ze skoro Basiecka wpadła na ten pomysł z kozickami, to moze tyz załatwi im syćkim jakiesi bilety do tej Warsiawy? I wiecie co? Załatwiła! Piknie załatwiła! Zdobyła 394 bilety na pociąg do stolicy! I to w dodatku na przedziały sypialne pierwsej klasy!

Biletów było telo, kielo trza. Bo wprowdzie teroz w polskik Tatrak oficjalnie zameldowanyk jest 385 kozic, ale osiem kozicek ze strony słowackiej dowiedziało sie o tyk Paśportak i one tyz fciały pojechać. W sumie więc ik było 393. No a bilet trzysta dziewięćdziesionty cworty – był dlo mnie.

W poniedziałkowy poranek 9 stycnia przybyłek w Tatry i z piknom pomocom Maryny Krywaniec skrzykłek syćkie polskie kozicki i tyk pare słowackik. Potem udali my sie do Zakopanego. Nie cudowali ludzie, kie na zakopiańskik ulicak uwidzieli cały kierdel kozic? Ano… kapecke cudowali. Ale ino kapecke. Bo uznali, ze skoro niedźwiedzie juz od pewnego casu schodzom z gór i zaglądajom do miasta, to niby cemu kozice nie miałyby tego robić?

Piknie dotarli my do dworca kolejowego. Pociąg juz na nos cekoł. I zgodnie z planem rusył w droge punktualnie o godzinie 16:44. Zgodnie z planem tyz – o 4:44 dojechoł do Dworca Centralnego we Warsiawie. Casu mieli my jesce sporo. Do Paśportów pozostawało ponad piętnoście godzin. Postanowili my więc, ze pozwiedzomy se miasto. No i pozwiedzaliśmy. Ino warsiawiacy furt przyglądali sie nom z zaciekawieniem. Cóz, setki kozic chodzące po stołecnyk ulicak to racej nie jest codzienny widok. Jako juz pisołek ku Tanakeckowi 10 stycnia o godzinie 15:26, wielu myślało, ze ta zywina przyjechała po to, coby iść protestować pod Sejmem. Swojom drogom… zastanawiom sie teroz… ze skoro w Komitecie Obrony Demokracji cosi sie ostatnio pokiełbasiło, to moze przydołby sie jakisi Kozitet Obrony Demokracji? Chyba bede musioł kiesik o tym z kozickami pogodać. Haj.

No nic. Połazili my se po tej Warsiawie, połazili, a z wiecora posli ku Teatrowi Wielkiemu.

– Jaki pikny teatr! – zakwyciły sie kozicki, kie uwidziały ten wielki hyrny gmach. – Świnica to moze nie jest, Kościelec tyz nie, mimo syćko jednak pikny.
– Dobra, krzesne i krześni – zwróciłek sie do moik rogatyk kompanów. – Teroz przyseł cas pomyśleć, jak wy syćka dostoniecie sie do środka.
– Moze przez dach? – zaproponowały kozice. – Hipniemy na wierch tej budowli, a wy od środka nojdźcie jakomsi klape cy inkse drzwi na dach i piknie nos wpuścicie.
– A docie rade dostać sie na sam wierch tego budynku? – spytołek.
– Do kogo to godocie? – oześmiały sie kozice. – Do zywiny, dlo ftórej codziennościom jest śmiganie po pionowyk turniak?

No przecie! Ale głuptok ze mnie! Dlo wos, ludzi (nie mówiąc juz o nos, psak), wdrapanie sie po ścianie warsiawskiego Teatru Wielkiego to byłby nie lada wycyn. Nielicni z wos moze daliby rade to zrobić, ale pewnie nieźle by sie przy tym natrudzili. Natomiast dlo kozicek – to była łatwizna. Nim zdązyłek cokolwiek pedzieć – one juz były na górze. Powspinały sie bez najmniejsego wysiłku.

– Na co cekocie, krzesny? – zacęły wołać do mnie z góry. – Chodźcie ku nom, bo zacyno sie nom tutok kotwić.

Nie zwlekołek dłuzej. Pohybołek do teatru. I starając sie nie rzucać ludziom w ocy, zakrodłek sie do środka. Na scynsćie nolezienie wyjścia na dach nie zajęło mi zbyt duzo casu. Kie je nolozłek, to otworzyłek piknie i rozejrzołek sie wokoło. Uwidziołek, ze jestem na wierchu lewego skrzidła teatru. Kozice dojrzały mnie i pognały syćkie w mojom strone. Juz miały zacąc włazić do środka, kie nagle… stało sie cosik, cego sie nie spodziewołek. Usłysołek, ze ftosi tutok idzie. Jacysi ludzie! O kruca! Pochłonięty sukaniem wyjścia na dach, nie zauwazyłek, ze paru zaprosonyk na Paśporty gości dostrzegło mnie i zaciekawiło sie, kany lezie ten wielki bioły owcarek. Tyk ludzi było najwyzej dziesięciu. Ale kie wysli na dach i uwidzieli nagle tłum kozic, to zaroz zacęli wydzwaniać do kogo popadło i kwolić sie, ze właśnie ujrzeli cosi niesamowitego. Nietrudno było przewidzieć, ze zaroz ściągnom tutok kolejni ludzie. I ocywiście ściągnęli. Zacęła sie normalno pielgrzymka na dach Teatru Wielkiego. Rzec jasno syćka cudowali, w jaki sposób pikne górskie kozice nolazły sie w samym środecku Warsiawy. Więksość uznała, ze pewnie w teatrze ryktowane jest nowe przedstawienie abo Halki, abo Harnasiów i jakisi awangardowy rezyser wpodł na pomysł, coby sprowadzić na nie prowdziwyk dzikik mieskańców Tater w charakterze zywej dekoracji.

W tym tłumie ludzi było niemało fotoreporterów. Od rozu zacęli pstrykać zdjęcia. I – z zawodowego przyzwycajenia – wołali przy tym do kozic: Pani kozico! Tutaj spojrzeć proszę! Proszę spojrzeć w lewo! Tutaj! Tutaj! O, tak!

Pstryk! Pstryk! Błysk! Błysk! Krucafuks!!!

Ci, co zawodowymi fotografami nie byli, chycili smartfony abo inkse ustrojstwa i zacęli se robić selfia na tle tatrzańskiej zywiny. Kozdy kryncił sie to tu, to tam, coby wypaść na swoim selfiu jak najlepiej. Ludzie wpadali na siebie co kwila. Furt ftosi kogosi nawoływoł. Straśny harmider sie zrobił. Haj.

– Krzesny! Co tu sie dzieje? – zawołały ku mnie kozice. – Cemuście sprowadzili tutok telo ludzi?
– Jo nikogo nie sprowadzołek – broniłek sie. – Sami przyśli.
– No to teroz hybojcie na dół i na najwyzsym piętrze pod tym dachem pootwierojcie syćkie okna.
– Okna? Po co?
– Nimo casu na wyjaśnienia. Wartko lećcie je otwierać!

Nic z tego nie rozumiołek. Po kiego diaska mom otwierać okna? Zeby wpuścić mróz z pola? Przecie tutok mo sie odbyć wręcanie Paśportów, a nie przedstawienie Królowej Śniegu. No ale niekze ta. Zbiegłek na dół, na najwyzse piętro skrzidła, we ftórym sie nojdowołek. Były tamok jakiesi biura cy cosi w tym rodzaju. Hybołek od pokoju do pokoju i po kolei otwierołek syćkie okna. Kapecke ik było. Ze dwajścia chyba. Kie juz otworzyłek ostatnie… nagle usłysołek dobiegający z zewnątrz straśliwy krzyk:
– Aaaa…!!!
A zaroz potem:
– Auć!

I po kwili przez dopiero co otwarte okno wpodł jakisi pon. Na mój dusiu! Fto to był? Poźrełek na niego. Ooo! Poznołek! Wy, ostomili, pewnie tyz go znocie z telewizji.

Ba za kwilecke znów dało sie słyseć, ino tym rozem kapecke dalej:
– Aaaa…!!! Auć!

Pohybołek do inksego pokoju. Okazało sie ze tamok wpadła przez okno jedno poni. Tyz znano z telewizji.

A potem znów:
– Aaaa…!!! Auć!
– Aaaa…!!! Auć!
– Aaaa…!!! Auć!

I po kozdym takim „Aaaa…!!! Auć!” do środka wpadoł jakisi cłek. Jednyk poznowołek, inksyk nie, a jesce inksi wydawali mi sie skądsi znani, ino nie mogłek se przybocyć skąd. Na mój dusicku! W sumie z piętnostu ludzi tak powpadało! Abo i sesnostu. Syćka praskali w podłoge, ba zaroz podnosili sie, rozcierali obolałom po upadku rzyć, a potem… chwiejnym pocątkowo krokiem wychodzili z pokoi na korytorz. Wyglądali na skołowanyk. Jo zreśtom tyz skołowany byłek. No bo nijak nie mogłek pojąć, jak oni syćka dostawali sie utok przez okna najwyzsego piętra? Fruwali cy jak? Po kwili przez te okna zacęły wskakiwać… moje kozicki! Tyz wylazły zaroz na korytorz. A jak ino wylazły… to zaroz tyk kilkunostu ludzi rzuciło im sie na syje. Zacęli przytulać sie do nik, boskać je i wołać:
– Zbawczynie nasze! Ocaliłyście nas! Kochane koziczki! Dzięki wam jesteśmy uratowani!

Na mój dusiu! Nigdy nie słysołek o tym, coby w Tatrak choć roz spotkanie kozicy z cłowiekiem wyglądało w taki właśnie sposób. Moze to od tego smogu we Warsiawie ludzie zgłupli? – zacąłek sie zastanawiać. A na głos zawołołek:
– Hej! Cy ftosi wyjaśni mi, o co tutok idzie?
– Juz piknie wyjaśniomy, krzesny – pedziały kozice. – Kie na dachu pojawił sie tłum ludzi, ftórzy zacęli pstrykać zdjęcia i ryktowali przy tym straśliwy tumult, my od rozu pomyślały, ze na takiej wysokości, ka nimo zodnyk zabezpieceń, moze to sie skońcyć niescynściem. Dlotego właśnie kazały my wom zejść i pootwierać okna. W tym samym casie cynść z nos zajęła stanowiska na ciągnącym sie nad oknami gzymsie. No i kie – zgodnie z nasym przewidywaniami – ci najmniej ostrozni ludzie zacęli spadać, to my, stojąc na owym gzymsie, tak trykały ik w locie rogami, coby trafiali prościutko w otwarte okna.
– Ha! – zaciekawiłek sie. – Naprowde tkwiąc na wysokiej pionowej ścianie mozno spadającego cłowieka tryknąć tak, coby nadać mu odpowiedniom trajektorie?
– Radząc se na co dzień ze stromiznami, nabywomy rózne umiejętności – pedziały kozice. – Zreśtom poźrejcie na wynik nasej kozickowej akcji ratunkowej: licba uratowanyk – sesnoście, licba – nieuratowanyk – zero.
– Aha… – pomaluśku wreście zacąłek sie syćkiego domyślać. – Cyli jak słysołek krzyk „Aaaa!”, to właśnie ftosi spadoł, a kie słysołek „Auć!”, to wskutek wasyk tryknięć?

Kozice potwierdziły.

– A zostoł jesce ftosi tamok na dachu? – Fciołek sie upewnić, ze nikomu nie grozi juz niebezpieceństwo.
– Nikogo. Pozostali ludzie, zrozumiawsy, ze przebywanie w takim miejscu to nie śpasy, wycofali sie i wrócili do środka.

Nagle rozległy sie dzwonki zapowiadające, ze paśportowo gala wkrótce sie rozpocnie. Syćka pognali ku widowni. Jo z kozickami tyz. Po drodze ci ocaleni przez kozice spotkali sie z tymi, ftórzy przed kwileckom tyz byli na dachu, ale opuścili go normalnom drogom, a nie powietrzno-okiennom. Ci drudzy odetchnęli z ulgom, kie dowiedzieli sie, ze tym pierwsym nie stało sie nic złego i ze zodnyk karetek pogotowia wzywać nie trza.

Kie juz noleźli my sie na widowni, kozice zajęły miejsca na ostatnim balkonie. Wiadomo – dlo tej wysokogórskiej zywiny im wyzej, tym lepiej. Kapecke skoda ino, ze tak odległyk od sceny miejsc nie ukwyciły kamery, kie transmisja z tegorocnej gali sła na zywo w TVN-ie. No ale trudno.

Jo z kolei usadowiłek sie mozliwie najblizej pona Henryka Sawki (on tyz był wśród zaprosonyk i siednął se w cwortym rzędzie, w fotelu numer 36), bo pomyślołek, ze przy takim ponu powinno być wesoło. No i było! Cały cas śpasowoł! Haj.

Zacęła sie urocystość. Po kolei ogłasano, fto zdobył Paśport w jakiej kategorii. Cy miołek swojego faworyta? Ano miołek. Poniom Anne Smolar, ftóro – jak dowiedziołek sie od poni Owcarkowej – jest sakramencko sympatycnom osobom (choć pozostali nominowani – myśle, ze tyz). Tak więc my oboje piknie kibicowali poni Annie. No i… wygrała! Na mój dusiu! Piknie wygrała! Dostała pikny Paśport w kategorii teatr.

Ocywiście była tyz naso Poni Dorotecka, ftóro jak zwykle wręcała Paśport w kategorii muzyka powozno. Tym rozem trafił on w ręce barzo fajnej dyrygentki – poni Marzeny Diakun. Fto jesce zostoł laureatem – tego, jeśli jesce nie wiecie, bez trudu dowiecie sie przez Gugla abo inksego Binga.

Kie ujawniono juz syćkik zwycięzców tegorocnej edycji, tradycyjnie popytano ik, coby wesli na scene i piknie zapozowali do wspólnego zdjęcia. No i zacęli wchodzić. TVN w tym momencie zakońcyło transmisje, coby nadać film Tłumaczka ze śwarnom poniom Kidman. Ale na mój dusiu! Kieby ta transmisja potrwała jesce choć pare minutek, to cało Polska uwidziałaby na ekranak telewizorów, jak współprowadząco gale poni Grażyna Torbicka podbiego jesce do mikrofonu i woło:
– Drodzy państwo, drodzy państwo! Nagrody już rozdane, ale… jeszcze kogoś należałoby tu nagrodzić. Niektórzy z was już doskonale o tym wiedzą, a niektórzy pewnie nie, ze tuż przed tą galą miało miejsce wydarzenie, które mogło się skończyć naprawdę tragicznie. Niespełna dwie godziny temu kilkanaście osób spadło z dachu tego teatru. Aż strach pomyśleć, jak musiałby się skończyć upadek z takiej wysokości. Ale… wszyscy zostali uratowani przez kozice, które widzę, że zajmują teraz miejsca na samym końcu widowni. Tylko i wyłącznie dzięki tym wspaniałym stworzeniom te kilkanaście osób nadal jest wśród żywych. Brawa dla dzielnych kozic! Nagrodźmy je owacjami na stojąco!

No i syćka na widowni powstali i zacęli bić brawo. Ocywiście najmocniej klaskali właśnie ci, ftórzy zawdzięcali siumnym kozickom zycie.

– Co ja mówię! – znów zabrała głos poni Grażyna. – Niech to będą owacje nie na stojąco, tylko na skacząco! Przecież kozice słyną nie z tego, że stoją, ale z tego, że skaczą po skałach.

Syćka uznali, ze to dobry pomysł. I zacęli skakać i klaskać jednoceśnie. O, Jezusicku! Naprowde syćka skakali! I młodzi, i starzy. I artyści, i dziennikorze. I organizatorzy, i goście. Po prostu syćka. Jaz ten cały teatr trząsł sie tak piknie, ze kieby nie wyryktowoł go tak solidny architekt jak pon Corazzi, to pewnie by sie rozlecioł. Bajako.

A potem… zwycajnie gala sie skońcyła, kozicki wróciły w Tatry, a jo wróciłek do swojej wsi pod Turbaczem. Ba teroz… tak se myśle – heeej! – ze jeśli kiedykolwiek powstonie ksiązka pod tytułem Historia owacji, to koniecnie powinna być w niej opisano ta, ftóro miała miejsce podcas tegorocnego rozdania Paśportów Polityki. Bo owacji na stojąco w historii tego świata zadziało sie juz wiele. Ale owacji na skacąco – to potela chyba jesce nika nie było. Ani w Polsce, ani w San Escobarze, ani w zodnym inksym kraju. Hau!

P.S.1. A pod ostatnim wpisem nowy gość do Owcarkówki przybył – Ozzecek. Powitać Ozzecka barzo piknie! 🙂

P.S.2. Zaś w następnom sobote, 21 stycnia, piknie se tutok poświętujemy. Bo w tym dniu bedom Jagusickowe i Kapisoneckowe imieniny. Zdrowie Jagisucki i Kapisonecki! 🙂

6.01.2017
piątek

Nie jedzcie stokrotek. Ani choinek

6 stycznia 2017, piątek,

Święta, święta i po świętak? Wcale nie! Bo po pierwse – trzej królowie docierajom do Betlejemu dopiero teroz (we kwili, kie wklejom ten wpis, pare kilometrów do przebycia pewnie im jesce zostało). Po drugie – prawosławni dopiero teroz majom Wigilie. A po trzecie – wedle starodownej tradycji – bozonarodzeniowy cas trwo jaz do 2 lutego. A więc w dalsym ciągu wesołyk – nadal trwającyk – świąt, ostomili!

Ba cóz. Prędzej cy później przyjdzie jednak taki dzień, ze piknie wystrojonom choinecke bedzie trza rozebrać. I co wte z niom zrobicie? Jeśli śtucno, to wiadomo – wepchniecie do komórki, coby znów pockała tamok do grudnia. A jeśli prowdziwo? Potela myślołek, ze mozecie jom abo wyrzucić, abo porąbać i spalić w piecu, abo – jeśli jest w donicce – piknie zasadzić kasi w lesie cy inksym ogrodzie. Okazuje sie jednak, ze jest jesce jedno mozliwość. Jak sie bowiem dowiedziołek, choinki, ftóre tradycyjnie tuz przed świętami sprzedawone som w polskik miastak, miewajom teroz przycepione do gałązek specjalne metki. Co mozno na nik uwidzieć? Ano rózne rzecy. Jeden z moik mailowyk znajomyk na metce swojego drzewka nolozł cosi takiego:

konsumpcja

No krucafuks! Oto dowód, ze wom, ludziom, zdarzo sie, ze… zjadocie swoje choinki! Bo jeśli nie – to jaki byłby sens marnowania farby drukarskiej na takie ostrzezenia?

Ba muse wom pedzieć, ostomili, ze jo sie w pełni z tymi ostrzezeniem zgadzom. Jo tyz myśle, ze nie powinniście jeść choinek. Cym takie jedzenie mogłoby grozić – na tym lepiej niz jo zno sie pon doktór Karczmarewicz z sąsiedniego bloga. Ale z całom pewnościom za zdrowom zywność tego uznać nie mozno (chociaz za ekologicnom – racej tak). Scególnie odradzom zjadanie choinki wroz z bombkami. Ale z mustardom, majonezem cy keczupem, posolonej cy posypanej cukrem-pudrem – tyz nie jedzcie. Pod zodnym pozorem nie próbujcie połykać w całości, nawet jeśli choinecka jest maluśko. Utknie wom w gardle – i niescynście gotowe. Nie wiem, kielo w śpitalnyk statystykak mozno noleźć pacjentów, któryk trza było ratować po zjedzeniu choinki, ale na pewno nie worce tej licby powięksać.

Tak więc jesce roz kieruje ku syćkim ludziom gorący apel: nie jedzcie choinek! Nie jedzcie! Takik ostrzezeń nigdy za wiele. Na mój dusicku! Jeśli udało mi sie choć jednego cłowieka odwieść od zamiaru zjedzenia własnej choinki – to znacy, ze ten wpis nie zostoł wyryktowany daremnie. Hau!

P.S. Moi ostomili. Jo za niedługo hybom w pobliskie Tatry. Po co? Ano coby zgodnie z downo juz powziętym planem – zebrać zyjące tamok kozice i wroz z nimi wyrusyć do Warsiawy. Pojedziemy se na kolejne rozdanie Paśportów Polityki, ftóre bedzie w najblizsy wtorek, 10 stycnia. Zdoje sie, ze tego dnia na TVN-ie, o godzinie 20:15, rozpocnie sie transmisja z tejze gali. Jeśli więc ftosi z wos bedzie oglądoł i nagle uwidzi wśród widowni jakiesi pikne kozicki – to bedziecie juz piknie wiedzieli, fto je tamok sprowadził. Bajako.

31.12.2016
sobota

Jaskółki?

31 grudnia 2016, sobota,

Krucafuks! Kany jo nie skieruje swoik owcarkowyk usu, to wsędy słyse ino, ze rok 2016 doł nom syćkim nieźle popalić. A w końcówce tego roku – to juz dosło do tego, ze nawet kanapek nie mozno se spokojnie wyryktować, bo od rozu mozno zostać posądzonym o planowanie puczu.

A kie mogło sie widzieć, ze limit złyk wiadomości na ten rok juz sie wycerpoł – gruchła wieść, ze pomarła księznicka Leia, ftóro przecie roków miała na telo mało, ze powinna jesce długo i piknie zyć. Kie jednak stało sie to – mogli my uznać, ze tym rozem to juz naprowde musi być najostatniejso zło wiadomość w końcącym sie juz roku. I wte… pomarła matka gwiezdnowojnowej księznicki. Hyrno poni Debbie Reynolds! Ta, ftóro tak piknie pomagała ponu Gene’owi Kelly w śpiewaniu jednej z trzek piknyk dyscowyk piosenek (tak, tak, ostomili, dyscowo piosenka jest nie jedno, ino trzy: ta pierwso zacyno sie od słów „I’m singing in the rain”, ta drugo – od „Ciągle pada”, a ta trzecio – od „Idzie dysc, idzie dysc, idzie sikawica”).

Na mój dusicku! A cy zadziało sie w tym 2016 rocku cosi dobrego? Opróc tego, ze nasi narciorze zacęli piknie skakać? Moi ostomili – zadziało sie. Jak doniósł serwis informacyjny Pomijane Wiadomości, pikny azjatycki zwierzok panda zostoł właśnie wykreślony z listy zagrożonych gatunków. Po dekadach ciężkich prac ekologów oficjalny status gatunku został zmieniony z „zagrożony wyginięciem” na „podatny na wyginięcie”. Za główną przyczynę zmiany należy uznać istotne zwiększenie populacji w Chinach. Wysiłki podejmowane przez Państwo Środka, które uznaje zwierzę za swój narodowy skarb, sprawiły że w chwili obecnej zamieszkuje je 1864 dorosłych osobników.

Cóz… być podatnym na wyginięcie to tyz niedobrze. Ale jednak postęp jest. Więc trza sie radować. Bo odkąd boce, to furt słysołek, ze z tymi pandami jest bida wielko, ze mogom one niebawem podzielić smutny los bidnyk mamutów i dinozaurów. A tutok – prose piknie! Wreście przybyło tej zywiny na telo, ze juz nie trza sie tak barzo bać o jej przetrwanie. Mozno sie co najwyzej kapecke niepokoić. Bajako.

Cy ta wiadomość to dobry pocątek cegosi? Cy ona oznaco, ze świat właśnie zacyno nomieniać sie na lepse? To zalezy. Zalezy od tego, cy to jest ino jakisi odosobniony przypadek cy moze… pierwso jaskółka wielu dobryk i piknyk rzecy, ftóre wkrótce zacnom dziać sie wokół nos. Jo se myśle – ze jaskółka. Cemu? No bo poźrejcie. Jaskółka mo bioły brzuch, corne skrzidełka i kufe cynściowo biołom, a cynściowo cornom. A panda? Tyz mo bioły brzuch, corne łapy (cyli odpowiedniki skrzidełek) i kufe cynściowo biołom, a cynściowo cornom. Cyli mozno pedzieć, ze pandy to takie jaskółki, telo ino ze futrzaste i chodzące po ziemi, a nie fruwające.

I tak oto logicnie wykazołek, ze dobro wiadomość dotycąco pand musi być zapowiedziom kolejnyk dobryk wiadomości. Cy mom racje? Zyce syćkim, coby w nowym 2017 rocku okazało sie – ze tak! Piknie zyce tego i wom, ostomili i sobie samemu. Scynśliwego Nowego Roku! Hau!

23.12.2016
piątek

Jegomość Mohr i janiołecek

23 grudnia 2016, piątek,

Wiecie, ostomili, co takiego wydarzyło sie równo dwieście roków temu, cyli w 1816 rocku? Ano Pon Bócek wezwoł ku sobie jednego janiołka i spytoł go:
– Powiedz no mi, janiołecku, cy wies, kany lezy tako wieś Mariapfarr?
– Wiem, Ponie Bócku! – odporł janiołek. – Z geografii to jo jestem dobry. Ta wieś lezy w samiućkiej Austrii.
– Barzo dobrze – pokwolił Pon Bócek. – To teroz trudniejse pytonie: cy znos zyjącego w tym Mariapfarze wikarego Josepha Mohra?
– Znom – odrzekł janiołek. – Barzo porządny cłek. Swoje dutki oddoje bidokom. Cyli mozno pedzieć, ze jest pół-zbójnikiem: bogatym nie zabiero, ale bidnyk – obdarowuje piknie. Heeej! Kieby syćka księdze były takie jako on…
– Rozmarzyłeś sie, janiołecku – oześmioł sie Pon Bócek. – Ale posłuchoj, co ci teroz powiem. Pohybos na ziemie i udos sie ku plebanii w tym Mariapfarze, ka ów jegomość Mohr ryktuje sie właśnie do spania. Kie juz tamok bedzies, to narobis straśliwego hałasu. Tak straśliwego, coby zacny wikary nijak nie mógł usnąć.
– Alez, Ponie Bócku! – zdziwił sie janiołek. – Skoro to taki ślachetny cłek, to cemu jo mom mu nie pozwolić spać?
– Hyboj, janiołecku – ponaglił Pon Bócek, zamiast udzielić odpowiedzi. – Jak bedzies tutok ino stoł i zadawoł pytania, to nie rusys stela jaz do śmierzci tego jegomościa, cyli do 4 grudnia 1848 rocku. A wte – juz nie bedzies musioł do niego iść, bo to on przyjdzie ku nom.
– Ale to jest barzo dziwne polecenie – nie ustępowoł janiołek. – Cy mógłbyk chociaz dostać je na piśmie?
– Janiołecku! – Pon Bócek najwyraźniej zacynoł tracić cierpliwość.

Janiołek uznoł, ze lepiej nie draźnić Stwórcy, nawet jeśli zodne z dziesięciu przykazań nie pado: „Nie bedzies draźnił Pona Bócka swego”. I pohyboł ku Mariapfarrowi.

– Jestem na miejscu – pedzioł do siebie, kie nolozł sie pod wiejskim kościółkiem, we ftórym jegomość Joseph Mohr pełnił w tamtym casie piknom kapłańskom posługe. – Teroz ino, zgodnie z poleceniem Pona Bócka, muse wyryktować pikny hałas. Ino jak? Nie wynoleziono jesce ani młotów pneumatycnyk, ani silników odrzutowyk, ani hewimetalowej muzyki. Hmm…

Nagle zwrócił uwage na gromadke dzieci na gościńcu. Bawiły sie w bitwe pod Waterloo. Straśnie przy tym hałasowały. Mogło sie zdawać, ze były głośniejse niz armaty w tejze niedownej straśliwej bitwie.

– Piknie! Juz wiem, co zrobie! – Janiołecek zatorł ręce z zadowolenia.

Przybroł widzialnom postać, podeseł do rozbawionej gromadki i zapytoł:
– Ej, dzieciacki, moze przeniesłybyście sie z tom swojom zabawom pod plebanie?
– Ale po co? – spytały dzieci.

Janiołek podrapoł sie po głowie. Co mioł pedzieć? Prowde, ze wykonuje polecenie Pona Bócka? Wezmom go za wariota! Wymyślić jakiesi kłamstewko? Jesce gorzej! Jakze on, wysłannik niebieski, miołby okłamawać ufne dziecięce dusycki (co inksego okłamywać diaski, ale… nie uprzedzojmy faktów).

– Co wolicie? – spytoł w końcu. – Usłyseć odpowiedź na wase pytonie cy dostać gorzć cukierków?
– Cukierki! Cukierki! – ukwalowały jednogłośnie dzieci.

No i janiołek wyciągł z kieseni worecek cukierecków i rozdoł je urwisom. Dzieci skostowały. Na mój dusiu! Smakowały niebiańsko! No ale jak niby miałyby smakować słodyce od janioła?

– Fcecie jesce? – spytoł janiołek.
– Taaaaak! Barzo fcemy!
– No to idźcie pobawić sie pod plebaniom, byle głośno! Kie to zrobicie – dostoniecie więcej cukierków.

Nie trza było dłuzej tyk małyk nicponi namawiać. Z ochotom rusyły ku plebanii.

– Dzieeeci! Dzieeeci! – zacęły nagle dochodzić zewsąd wołania. – Dzieci, do doooomu! Pora spaaaać!

To wołali ocywiście rodziciele tyk smyków. No i fcąc nie fcąc, musiały one posłuchać starsyk i wrócić na noc do swyk chałup. A janiołek ostoł na gościńcu sam. Powrócił do niewidzialnej postaci i zacął sie zastanawiać, w jaki inksy sposób mógłby naryktować hałasu.

Nagle… dojrzoł korcme. Zaroz otwarły sie do niej drzwi i janiołek uwidzioł, jak korcmorz wypycho ze środka jakiegosi pijoka. Pijok krzycoł przy tym, ze koniecnie potrzebuje jesce śklanecki gorzoły, a korcmorz, ze pokiela pijok nie zapłaci za to, co juz wypił, to nie dostonie ani kropelki więcej. W końcu korcmorz prasnął pijoka tak, ze ten upodł na ziem. Drzwi do korcmy zamkły sie z hukiem. Pijok po pewnym casie wstoł, choć z trudem i fcioł nazod wstąpić w progi swojej ulubionej chałupecki we wsi. Ba wnet stanął przy nim janiołecek, ftóry znów przybroł widzialnom postać. Zza pazuchy wydobył flaske gorzołecki i spytoł:
– Mocie ochote napić sie, krzesny?
– Ino jo kwilowo nimom dutków – odpowiedzioł pijok. – Ba zapłace później. Słowo! Bardziej słownego cłowiecka ode mnie nie nojdziecie w całym cysorstwie.
– Nie turbujcie sie, krzesny – rzekł janiołek. – Jo wom dom te flaske za darmo.
– Za darmo? – uciesył sie pijok. – Zbawco!
– Zbawca to mój bezpośredni przełozony, nie jo – sprostowoł janioł.
– Ze co?
– Niewozne. – Janiołek machnął rękom. – Dutków nie musicie dawać, ale fce za to od wos pewnej przysługi. Otóz pódziecie pod plebanie, staniecie pod oknem tej izby, we ftórej śpi jegomość Mohr i bedziecie ryktować tamok straśnie głośne śpiewy przez całom noc. Zgoda?
– Zgoda! – pedzioł pijok. – Bede piknie śpiewoł. Na mój dusicku! Jak piknie! Lepsego tenora ode mnie nie nojdziecie w całym cysorstwie!

No i janioł doł pijokowi flaske, a ten – zgodnie z obietnicom – poseł ku plebanii.

– Zaroz zacne śpiewać, ostomiły panocku, tak głośno, ze sam cysorz we Wiedniu mnie usłysy – zapewnił pijok. – Niekze ino wezme maluśki łyk tej gorzołecki, coby mi sie lepiej śpiewało.
I pociągnął łycka.
– O, Jezusicku! – zdumioł sie. – Jakie to dobre!

Cóz, niebiańsko gorzoła miała niebiański smak. Tak jak wceśniej wykorzystone przez janioła niebiańskie cukierki. Nic dziwnego, ze pijokowi zafciało sie jesce jednego łyka, a potem jesce jednego i… nie minęła minuta, jak flaska była pusto.
– Jakosi zmęcony sie cuje – stwierdził pijok. – Nie moge ustać. Zdrzemne sie na kwilke. Ale ino na kwilecke. A zaroz potem wstone i piknie zaśpiewom.

No i połozył sie na ziemi. I zasnął tak mocno, ze było jasne, ze nie obudzi sie do rana.
– No tak, więksego śpiocha od niego nie nojde w całym cysorstwie – westchnął janiołek.
Był załamany. Juz drugo próba naryktowania hałasu sie nie powiodła.

– Hahahaha! – doł sie nagle słyseć donośny śmiech.
Janiołek rozejrzoł sie dookoła. I wte uwidzioł, ze na dachu chałupy nieopodal plebanii siedzi se… cały tuzin diasków!
– A wy co tutok robicie? – spytoł janiołek.
– My? Hehe! – zaśmiały sie diaski. – Właśnie wracali my do piekła po diabelskiej imprezie integracyjnej w Braunau. No i po drodze zawuwazyli my, ze jest tutok jakisi pikny ubaw z wasymi nieudolnymi próbami ryktowania hałasu. Postanowiliśmy popozirać na ten ubaw z bliska. I jak na rozie – bawimy sie piknie! Hahaha!

Janiołek juz fcioł strzelić w ancykrystów wodom święconom, ale nagle… wpodł na inksy – bardziej zreśtom diabelski niz janielski – pomysł.

– Niestety nie słyse, co godocie – zawołoł ku diaskom. – Kie wartko hybołek z wysokiego nieba na ziemie, to zatkały mi sie usy. No, wiecie – normalne zjawisko przy gwałtownej zmianie wysokości i towarzysącej temu raptownej zmianie ciśnienia. Tak więc muse kapecke pockać, jaz usy mi sie odetkajom. A na rozie – jeśli mom zrozumieć, co godocie – to musicie podejść do mnie blizej.
– Nimo problemu, juz podchodzimy – pedziały diaski, zeskocyły z dachu i rusyły ku janiołkowi. A wte janiołek… w uciekaca.
– Ej, krzesny! – zawołały diaski. – Nie uciekojcie! Fcieliście przecie, cobyśmy podesli ku wom.
– Właśnie wybiła godzina, kiedy uprawiom jogging – krzyknął ku diaskom janiołek, cały cas biegnąc. – Bez względu na okolicności – nigdy tyk ćwiceń nie zaniedbuje. Regularność to podstawa!
– Ale my nie mozemy do wos dobiec! – wołały diaski. – Zwolnijcie choć troske, pytomy piknie.
– W dalsym ciągu nie słyse, co godocie! – wołoł janiołek, dalej biegnąc. – Dogońcie mnie wreście i powiedzcie, o co wom idzie.

Ale cy diaski mogły go dogonić? Na mój dusiu! Za nic w świecie! Cemu? No, poźrejcie. Jako jest odległość z ziemi do nieba? Heeej! Roki świetlne! A z powierzchni ziemi do piekła? Najwyzej 6400 kilometrów – bo tako właśnie jest długość ziemskiego promienia, a skoro piekło nojduje sie pod ziemiom, to przecie nie moze być ono połozone głębiej niz w środku nasej planety. Zatem janioły, wędrując między niebem a ziemiom, pokonujom duzo więkse odległości niz diaski wędrujące między piekłem a ziemom. Skutek tego jest taki, ze janioły majom duzo lepsom kondycje fizycnom. I ślus.

I tak janiołek cały cas uciekoł i wołoł do diasków, coby go dogoniły, a te – biegły za nim jak te głuptoki, nie mając najmniejsyk sans na spełnienie jego ządania. Gonitwa odbywała sie dookoła plebanii. Diaski jak to diaski – biegnąc, hałasowały straśnie. Był to iście DIABELSKI HAŁAS. Jaz ziemia sie trzęsła.

– Na mój dusiu! Co to sie dzieje? – zacął cudować jegomość Mohr, ftóry lezoł juz w swej izdebce na plebanii i próbowoł zasnąć. – Co to za łomot? Przecież w tym huku nie do sie spać!

Wreście wstoł i podeseł do okna. Ale ze i janiołecek, i diaski były niewidzialne, to ocywiście nicego nie uwidzioł.

– Burza jakosi cy co? – pytoł sam siebie. – Pewnie burza, choć jakosi dziwno, bo nie widać błyskawic. Moze chmury som dzisiok tak gęste, ze nie przepuscajom blasku piorunów?

Wrócił do wyrka, mocno naciągnął poduske na usy i znów próbowoł zasnąć. Nic z tego. Przy łoskocie ryktowanym przez tuzin biegnącyk diabłów nawet trup nie dołby rady spokojnie lezeć.

– Nie moge! Juz nie moge! – wołoł jegomość. – Kie wreście te grzmoty ucichnom? O, Jezusicku! O, Matko Bosko! Marzy mi sie cicho noc! Prowdziwie cicho noc, święto noc, ftóro syćkim ludziom niesie pikny pokój.

Wikary obyrtnał sie na drugi bok, ba po sekundzie… poderwoł sie i usiodł na brzegu wyrka.

– Zaroz, co jo takiego pedziołek? – zastanowił sie. – Niekze powtórze: Cicho noc, święto noc, pokój niesie ludziom wsem…

Znów sie zastanowił.

– Brzmi nieźle – stwierdził po kwili. – A kieby to tak jesce pociągnąć? Spróbujmy: Cicho noc, święto noc, pokój niesie ludziom wsem, a u złóbka Matka Święto cuwo sama uśmiechnięto nad Dzieciątka snem. Na mój dusicku! Naprowde nieźle!

Jegomość Mohr chycił kawałecek papieru, pióro i kałamorz, po cym siednął przy stole. Napisoł piknie to, co przed kwileckom pedzioł na głos.

– Dalej – pomyśloł – mogłoby być tak: Pastuskowie od swyk trzód biegnom wielce zadziwieni za janielskim głosem pieni, ka sie spełnił cud. Heeej! Piknie mi idzie! No to biermy sie za wyryktowanie jesce jednej zwrotki.

Siumnego Josepha Mohra nasła tako wena twórco, a jak juz dokońcył dzieła, to tak sie nim zakwycoł, ze w ogóle przestoł zwracać uwage na cokolwiek, co działo sie wokoło. Nawet te diabelskie hałasy za oknem przestały mu wadzić. I takim właśnie sposobem, ostomili, powstały słowa tej hyrnej bozonarodzeniowej pieśni. Bajuści – kieby nie ta głośno noc w Mariapfarze, to kolęda Cicho noc nigdy by nie powstała. A pon Bing Crosby, pon Sinatra, cy u nos poni Eleni mieliby w swoim repertuarze o jeden pikny utwór mniej.

A, prowda! Opowiedziołek wom, jak powstały słowa tej kolędy, ba nie pedziołek, jak wyryktowano do niej melodie. Ale o tym… moze za rok wom opowiem? Abo za dwa, kie bedzie dwusetno rocnica jej skomponowania? Obacymy. Haj.

Teroz zaś, ostomili, piknie wom zyce, coby te mające wkrótce nadejść bozonarodzeniowe noce (dni zreśtom tyz!) były jako w tej kolędzie – ciche i święte. I tyz tak jak w kolędzie – niekze niesom one pokój syćkim bez wyjątku ludziom. I niek ten pokój nie przeminie wroz ze Świętami, ba niek ostonie i piknie wierchuje w kozdym domu i w kozdym kraju juz na wse. Zyce tego Abnegateckowi, Agecce, Alecce i Jerzoreckowi wroz z Mrusieckom, Alfredzickowi, Alsecce, Amigeckowi, Andorfeckowi, Andrzejeckowi, Anecce Chochołowskiej, Anecce Holenderskiej, Anecce Schroniskowej, Anonimowej Celebrytecce, Babciecce, Babecce, Badzieleckowi, Basiecce, Bercickowi, BlejkKocickowi, Bobickowi, Borsuckowi, Breslauereckowi, Byckowi, Córecce Komturecka, Emilecce, EMTeSiódemecce, Enzeckowi, Evecce, Fluxiceckowi, Fomeckowi, Fusillecce, Gosicce, Grazynecce, Grzesickowi, Helenecce, Heretickowi, Hokeckowi, Hortensjecce, Innocencickowi, Jagusicce, Janickowi, Jarutecce, Jasieckowi Juhasowi, Jerzeckowi, Jerzeckowi Pieculeckowi, Jędrzejeckowi, Jotecce, Józefickowi, KaeSicce, Kapisonecce, Kiciafecce, Kiniecce, Kocureckowi, Kruckowi, Krzycheckowi, Ktośtameckowi, Kundeleckowi Laskowiackiemu, Lorecce, Maackowi, Magecce, Małgosiecce, Marcineckowi, Mietecce, Misieckowi, Moguncjuseckowi, Mordechajeckowi, Motyleckowi, Mysecce, Noboru Watayecce, Noweckowi, Observereckowi, Okonickowi, Olecce, Orecce, Original_Replikeckowi, Paffeckowi, PAKeckowi, Pawełeckowi Markiewickowi, PikuMycheckowi, Plumbumecce, Poni Agnieszce, Poni Basi i Ponu Pietrowi wroz z Rudolfem, Poni Dorotecce, Poni Justynie wroz Maćkiem i Michałem, Ponu Jakubowi, Potworecce, Profesoreckowi, Rackowi, Radwickowi, Rózecce Wigelandecce, Sebastianickowi, Seiendeseckowi, Starej Babecce, Staruseckowi, Tanakeckowi, Teresecce, TesTeqeckowi, Tubyleckowi, TyzPieseckowi, Ubukruleckowi, Wawelokowi, Wawrzeckowi, Werbalisteckowi, Wiecnościecce, Witoldeckowi, Yanockowi, Yyckowi, Zbyseckowi, Zeeneckowi, Zzakałuzeckowi, syćkim tym, co tego bloga cytajom lub kiesik cytali, ba go nie komentowali i w ogóle całej ludzkości i całej zywinie. Wesołyk Świąt! Hau!

11.12.2016
niedziela

Oto ostatni kowboj

11 grudnia 2016, niedziela,

Był kiesik taki western Ostatni kowboj. W roli tytułowej wystąpił tamok pon Kirk Douglas, na ftórego ceść nazwano jednom z sieci perfumerii. Tak mi sie w kozdym rozie widzi, ze to na jego ceść. No bo jaki inksy mógłby być powód, ze mo ona takom, a nie inksom nazwe?

Sam film zaś… w oryginale był kapecke inacej zatytułowany – Lonely Are the Brave. Ale ten, co wymyślił tytuł polski, to – krucafuks! – musioł być prorokiem! Prowdziwym prorokiem! Cemu? No bo poźrejcie: hyrni aktorzy grający w hyrnyk klasycnyk westernak poumierali juz. Niestety. Nie zyje pon John Wayne, pon James Stewart i pon Henry Fonda. Nie zyje pon Gregory Peck, pon Richard Widmark pon Robert Mitchum i pon Glenn Ford. Pon Robert Taylor nie zyje. Pon Gary Cooper tyz nie zyje. I nie zyje pon Dean Martin, choć jego piosnka My Rifle, My Pony and Me bedzie chyba zyła jesce barzo długo. Nie zyje juz zoden z hyrnyk Siedmiu Wspaniałyk. Ostatni z nik, pon Robert Vaughn, przeniesł sie na Niebieskom Prerie miesiąc temu. Zyje wprowdzie pon Clint Eastwood, ale on… jest racej aktorem antywesterrnowym niz westernowym. Tak więc syćko wskazuje na to, ze spośród aktorów znanyk ze staryk dobryk westernów ostoł sie ino… pon Kirk Douglas właśnie (choć ocywiście nie tylko z westernów – filmy Układ i Pasja życia tyz pikne przecie). Cyli… ten pon naprowde jest ostatnim kowbojem! Ostatnim hollywoodzkim w kozdym rozie. Jakim cudem przewidzioł to ten, fto kilkadziesiąt roków temu tłumacył Lonely Are the Brave na polski? Jakim cudem krucafuks?! To jest dopiero zagadka. Bajako.

Ale tak w ogóle to cy wiecie, kielo pon Douglas mo juz roków? Nieftórzy z wos pewnie juz wiedzom – w ostatni piątek osiągnął piknom stówke! Inksymi słowy: jego wiek – to cały wiek. Tym samym dołącył do klubu, do ftórego niedowno wstąpiła tyz poni Olivia de Havilland, a w Polsce – poni Szaflarska. A skoro juz jest on w takim piknym klubie, to pogratulujmy siumnemu stulatkowi i zycmy mu kolejnyk stu roków zywobycia. Nie barzo wiem, jak jest teroz z jego zdrowiem, ale ocywiście zycmy mu, coby było takie, jakim ciesył sie w swoik najlepsyk rokak. I juz przynose więcej Smadnego Mnicha, coby kozdy, fto przybędzie do Owcarkówki, mógł za zdrowie jubilata piknie wypić. Ostomili, zdrowie pona Douglasa po roz pierwsy! Hau!

css.php